Algida, Magnum: Black Espresso, Pink Marc de Champagne, Marc de Champagne, Infinity Chocolate & Caramel, Caramel & Nuts, Chocolate & Nuts

Muszę przyznać, iż nie spodziewałam się, że ten wpis będzie taki długi. Sądziłam raczej, że po kilku dobrych miesiącach tworzenia pracy licencjackiej będę miała obrzydzenie do pisania czegokolwiek, a tu nie dość, że rozpoczęłam prowadzenie bloga, to jeszcze drugi tekst ostatecznie przekroczył dziewięć stron w Wordzie, przez co musiałam podzielić go na dwie części (klik – cz. 1).

Zawsze kochałam pisać o wszystkim, co mnie otaczało, ale do tej pory robiłam to dla siebie. W tej chwili kończę trzynasty pamiętnik, czemu zresztą planuję poświęcić osobny wątek. To naprawdę świetna sprawa. Dzięki pamiętnikom mogę przenieść się do dowolnego momentu życia, zaczynając od wieku lat sześciu, kiedy to mama kupiła mi pierwszy egzemplarz (z fioletowym kotkiem) i uczyła, jak się w nim pisze. Teraz nie będę jednak przedłużać, bo skoro znajdujemy się w kategorii z eating w nazwie, to zapewne wolicie wgryźć się w opisy Magnumów albo samego Magnuma, a nie w moją autobiografię.

chi-fu
Chi-Fu nie uświadczył w swoim życiu żadnego loda

Zanim jednak przejdę do prezentacji pozostałej części lodów, wspomnę jeszcze o piosence z pierwszej części Mulan, która przed sekundą przyszła mi do głowy, zresztą w związku z tym wpisem. W oryginale nazywa się A Girl Worth Fighting For i na pewno zna ją każdy miłośnik Disney’a. W polskiej wersji pod jej koniec Chi-Fu śpiewa: „Na mnie czeka ta najlepsza, ja nie kłamię”, na co Yao odśpiewuje: „Bardzo ładnie umie mówić o swej mamie”. I kiedy w głowie zabrzmiała mi jej melodia, pomyślałam sobie, że ja mogłabym zaśpiewać: na mnie nikt nie czeka, w sumie trochę szkoda. Za to pięknie mogę pisać wam o lodach. A teraz jedziem!

***

Magnum Black Espresso
Ingredients: milk, sugar, fat, coffee, ear’s honey

Magnum Black Espresso

(100 ml/82 g)
Lody waniliowe z sosem kawowym (6%) i polewą z gorzkiej czekolady (26%)
Kcal: 240/100 ml & 300/100 g & 240/lód

Już na wstępie mogę zdradzić, że Black Espresso skradł moje serce. Nie tylko jest najlepszy wśród Magnumów, ale w ogóle ma jedno z pierwszych miejsc (nie wiem, który ma pierwsze, bo nigdy o tym nie myślałam) wśród lodów. Jestem miłośniczką kawy, każdego ranka przed śniadaniem walę dużą czarną (kawę oczywiście), i to chyba jeszcze od czasów późnego gimnazjum, bo w liceum piłam ją już codziennie. Obecnie za moją miłość płacę dość wysoką cenę, ale to historia z innej beczki, więc nie będę się rozpisywać. W każdym razie chwilowo kawy pić nie mogę, a jedyne, co mi w życiu pozostało, to kawowe namiastki w słodyczach, takich jak choćby Black Espresso. Loda otacza gruba, gorzka czekolada (jak ktoś się raz przekona, to pokocha), a środek wypełnia jeszcze bardziej gorzki, niczym miód z ucha (whaaat?) albo woda w maleńkiej filiżance, w której ktoś rozpuścił tysiąc łyżeczek mocnej kawy, sos. To nic innego, jak esencja esencji esencji, którą wyrównuje słodki, waniliowy lód dookoła. Dzięki tej kompilacji otrzymujemy niecodzienne wrażenia zmysłowe. Liżąc sam środeczek, człowieka zalewa fala kawowej goryczy, którą sekundę później neutralizuje słodycz, na podobieństwo leniwie dolewanej, delikatnej śmietanki. Ponadto – co istotne! – nie mam pojęcia, jak to zrobili, że lód ma „tylko” 82 g, a wielkością jest porównywalny z każdym innym, chociażby z klasycznym, nie zaś z tym mikrusem Almondem. Wiem jednak, że jeśli kiedykolwiek wydam tomik wierszy, pierwszy z nich zadedykuję Black Espresso.

magnum pink
Niepozorna inspiracja amerykańskich raperów

Magnum Pink Marc de Champagne

(100 ml/86 g)
Lody Marc de Champagne z sosem Marc de Champagne (6%) w mlecznej czekoladzie (24%)
Kcal: 270/100 ml & 320/100 g & 270/lód

Magnum Marc de Champagne ukazał się w dwóch wersjach: Pink, czyli o różowej polewie, oraz srebrnej. Co ciekawe, powinny być w smaku takie same, szczególnie że mają tożsamy skład, ale nie są. Ani w smaku, ani w kolorystyce. Różowy jest zdecydowanie lepszy, jeśli chodzi o polewę – czekolada jest kinderkowa, podobna do tej z Magnuma Gold?!, a jednocześnie gorszy, jeśli chodzi o środek. Tu czuć wino (w końcu nazwa zobowiązuje), tam zaś toffi/karmel (którego nie ma w składzie; znowu te spaczone Lidlem kubki smakowe). Być może trafiłam na jakąś pomyloną wersję srebrnego Magnuma, ale to musiałoby oznaczać, że zjadłam loda, którego nie jadł nikt inny i którego tak naprawdę nie ma w sprzedaży. To prawie jak znaleźć kwiat paproci! Niestety, bardziej prawdopodobne jest, że wersje specjalnie zostały rozróżnione, żeby ludzie kupowali je jako odrębne warianty smakowe, a nie zamienniki tego samego. So sad… Wróćmy jednak do różowego – dosłownie i w całości, bo nie tylko opakowanie i polewa były różowe, ale i sam lód. Substancji w jego środku nie nazwałabym sosem, ale mrożonym winem o konsystencji sorbetu. Całość taka sobie – typowy one night (or day, jeśli nie jesteś kompulsywnym pochłaniaczem nocnym) stand, rodem z utworu J. Cole.

Gdy Amber Gold zwinęło podwoje, zapomnij o złocie, srebro jest twoje
Gdy Amber Gold zwinęło podwoje,
zapomnij o złocie, srebro jest twoje

Magnum Marc de Champagne

srebrny (100 ml/86 g)
Lody Marc de Champagne z sosem Marc de Champagne (7%) w mlecznej czekoladzie (24%) pokryte srebrną polewą (5%)
Kcal: 260/100 ml & 320/100 g & 260/lód

Dużo już o nim napisałam w recenzji poprzedniego, różowego. Tu przypomnę tylko, że czekolada jest niezła, ale magnumowa (+ jakby srebrny kolor miał lekko zgruzgocący wpływ na jej smak), a nie kinderkowa. Środek słodki i raczej toffi niż szampański. Ponownie, nie polecam, chyba że miałaby to być jednorazowa przygoda bez żadnych zobowiązań.

Magnum życzy konsumentom gorzkiej przygody trwającej w infinity
Magnum życzy konsumentom gorzkiej przygody trwającej w infinity

Magnum Infinity Chocolate & Caramel

(100 ml/80 g)
Lody czekoladowe z sosem karmelowym (6%) i ciemną czekoladą (25%) z wiórkami kakao (3%)
Kcal: 280/100 ml & 340/100 g & 280/lód

Oto lód, który poruszył moją wyobraźnię i podniósł poziom desperacji w organizmie. Z Internetu dowiedziałam się, że Magnum Infinity występuje w dwóch wersjach: Chocolate & Caramel oraz Chocolate. Pierwszą znalazłam w Tesco (wtedy w ogóle dowiedziałam się, że istnieje), a drugiej ile się naszukałam, to tylko ja wiem. Nie ma i ch…olera jasna, nie ma. Kiedy wreszcie dałam za wygraną, poczułam się, jakby z kalendarza zniknął Dzień Dziecka. Cóż, na tym jednak polega dorosłe życie: chcesz konkretnego loda, ale go nie dostajesz. Na szczęście negatywne emocje szybko wyładowałam, wygryzając się w wersję Chocolate & Caramel. Czekolada okazała się gruba i chrupiąca (a to nowość…), a do tego gorzka, bo deserowa, doprawiona jeszcze bardziej gorzkimi ziarnkami kakao, które definitywnie przekroczyły granicę mojej tolerancji goryczy. Za to czekoladowy środek – poezja, a delikatnie wtopiony w niego karmelowy sos dopełniał całości. Chocolate & Caramel zajął zasłużone trzecie miejsce wśród Magnumów, choć gdyby nie wtopili w polewę ziarenek, byłoby drugie.

W ramach cięcia kosztów produkt wyjściowy nie różni się od produktu końcowego
W ramach cięcia kosztów produkt wyjściowy nie różni się od produktu końcowego

Magnum Caramel & Nuts

baton lodowy (64 ml/52 g)
Lody o smaku waniliowym z sosem karmelowym (9%), w mlecznej czekoladzie (28%) z kawałkami orzechów ziemnych (1%) i chrupek pszennych (1%)
Kcal: 280/100 ml & 350/100 g & 180/lód

Jak wygląda baton, każdy wie. Trudno złapać za cokolwiek innego niż jeden z jego końców i to przez opakowanie. O ile jednak w słodyczach mogących przebywać w temperaturze pokojowej jest to zupełnie normalne i wygodne, o tyle w przypadku loda uniemożliwia zgryzienie całej czekolady za jednym zamachem, łamiąc przyzwyczajenia konsumenta i pozbawiając go poczucia bezpieczeństwa. Ponadto kształt batona implikuje niejednoznaczny sposób konsumpcji, przez co powinno się unikać spożywania go przy większej grupie ludzi, podobnie jak bananów. Jeśli chodzi o kompozycję smakową, muszę przyznać, że lód mnie zaskoczył. Z przyjemnością witam w skromnych progach żołądka wszystkie słodycze, które zawierają w sobie toffi albo karmel. Widząc jeden z nich w nazwie Magnuma ucieszyłam się, że choć jego forma pozostawia wiele do życzenia, wstępne oburzenie przegna poezja smaku. Nic podobnego się jednak nie zdarzyło. Czekolada niby była magnumowa, ale albo zobojętniałam na nią po wypróbowaniu tylu sztuk (niee), albo… nie wiem, nie mam pomysłu. Chrupki pszenne i orzechy, choć było ich mało – łącznie 2% – wywoływały przyjemne odczucie podczas wstępnego zgryzania polewy. A potem był już tylko zawód. Wanilia jak wanilia, ale że nie lubię jeść lodów na przemian z polewą, bo po chwili język zamarza i nie czuć już smaku czekolady, co pozbawia spożywanie loda sensu, to straciłam do niej serce. Karmel w środku też nieidealny, przypominający ten z Noggera, który moim zdaniem wcale dobry nie jest. Z całej przygody wyciągnęłam wniosek, że Magnuma Caramel & Nuts kupować nie warto, chyba że kiedyś powstanie wersja na patyczku, a proporcje polewy do czekolady zostaną zmienione. Póki co jest to czekolada z lodem, a nie na odwrót. Such a shame!

Gdyby sprzedawali mnie w Ikei, miałbym dołączoną instrukcję obsługi
Gdyby sprzedawali mnie w Ikei, miałbym dołączoną instrukcję obsługi

Magnum Chocolate & Nuts

baton lodowy (64 ml/52 g)
Lody o smaku waniliowym z sosem czekoladowym (9%), w białej czekoladzie (28%) z kawałkami orzechów ziemnych (1%) i chrupek pszennych (1%)
Kcal: 280/100 ml & 340/100 g & 180/lód

Tak jak w poprzednim Magnumie, forma loda przysparza rozterek związanych z konsumpcją. Nie ma innej drogi niż na przemienne gryzienie czekolady i lizanie loda, co może wprawić w przygnębienie, a jednocześnie zawęża listę miejsc, w których da się go spożyć bezstresowo. Jeśli chodzi o smak, tu znów spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Z magnumowych propozycji batonowych zdecydowałam się zjeść karmelową jako pierwszą, bo wydawało mi się, że będzie lepsza. Nie była. Nie wiem jak to możliwe, ale czekoladowy sos wygrał z karmelem. I do złudzenia przypominał środek 7Daysa. Biała czekolada okazała także o wiele lepsza niż mleczna. Jej grubość i słodkość odpowiadała zwykłym Magnumom, a chrupiące 2% były jak papierowa czapeczka na głowie solenizanta (niby ci nie zależy, ale jak już ją masz, to rozpiera cię duma). Gdyby tylko lód nie był taki mały, a na opakowaniu umieszczono instrukcję obsługi (bezstresowego spożycia), z pewnością kupiłabym go raz jeszcze. Na dzień dzisiejszy jednak podziękuję.


magnum infinity choc
All day, all night… WTM?!
(Where’s That Magnum)

Zamykając temat Magnuma, moich dziecięcych o nim wyobrażeń oraz symbolu, jakim dla mnie – do tego roku – był, chciałabym obwieścić, iż lód ten (ogółem) to przerost formy nad treścią i przechwałka dla takich, co lubią kupić ogromny telewizor, przez który trzeba wywalić stół i ze dwa krzesła, ale za to można go postawić przy oknie, żeby sąsiedzi widzieli i zazdrościli. Ale nie-e, na ciebie Magnumie już nikt się nie nabierze! W dzisiejszych czasach, czasach powiększającej się dziury ozonowej, chemii w żywności, ludzi przyrośniętych do laptopów oraz kubków smakowych zbezczeszczonych przez osiedlowe dyskonty, nikt nie będzie leciał po pierwszym z wypłatą w zębach do sklepu tylko po to, by wypchać tobą swój zamrażalnik. I na pewno nikt, a w szczególności ja, nie sprzeda swojego panieństwa/kawalerstwa za M-zapasy. No, chyba że zalotnik zaproponuje same Black Espresso… ale nie, nie! Albo może…

Poszerza paletę zmysłów, a wraz z nią biodra
Poszerza paletę zmysłów, a wraz z nią biodra

Prawda jest taka, że niektóre dyskontowe M-podróbki naprawdę smakują lepiej, a przy tym kosztują niecałe 2 zł, czyli o połowę mniej od oryginałów (w razie spadnięcia kawałka czekolady nie trzeba żałować i padać na kolana, by zlizać ją z ziemi). Nie wiem, jak często je jadacie i czy orientujecie się w ich nazwach. W razie czego przypominam: Arietta z Biedry – nie ruszaj!, marka Gelatelli i En’Or z Lidla – sięgaj śmiało, tylko uważaj na biodra, bo jeden lód z migdałami ma ponad 300 kcal, czyli więcej niż jakikolwiek Magnum. Ponadto własne odpowiedniki posiada każdy większy (ale i mniejsze, bo np. Żabka ma Max Snack – próbował ktoś?) sklep, jak Leclerc, Tesco, Carrefour, Real… Jeśli więc któregoś dnia odechce wam się żyć, bo połamiecie nogi i ręce, oblejecie wszystkie egzaminy, sesja będzie zbyt trudna, zwolnią was z pracy czy stanie się cokolwiek innego, pamiętajcie, że na świecie jest jeszcze tyle lodów do spróbowania, iż naprawdę nie warto z własnej woli opuszczać tego poczciwego, ziemskiego padołu.

Tym optymistycznym akcentem kończę, pozdrawiam i zapraszam zarówno do konsumpcji, jak i komentowania.


Zdjęcia Magnumów – poza wersjami batonowymi, które należą do mnie – pochodzą z oficjalnej strony Algidy, odpowiednika marki Gelatelli zaś wzięłam z reklamowej oferty Lidla.

6 myśli na temat “Algida, Magnum: Black Espresso, Pink Marc de Champagne, Marc de Champagne, Infinity Chocolate & Caramel, Caramel & Nuts, Chocolate & Nuts

  1. Świetny pomysł na bloga. Nawet nie wiedziałem, że jest aż tyle rodzajów Magnuma! Super, że dodałaś porównanie z podróbkami, takiego testu jeszcze nie widziałem :) Czekam na vloga!

    0
  2. Te z nadzieniem wyglądają spoko, ale Magnum Silver, jak już czytałaś w moim teście zupełnie mi nie podszedł.
    Nie wiem czy się zgodzisz, ale jak dla mnie stosunek cena/jakość w Magnum ostatnio nie jest zbyt wysoki…

    0
    1. Szczerze powiedziawszy to nie wiem, jak było kiedyś, bo nie jadałam Magnumów. Teraz mam swojego faworyta i jeżeli już muszę kupić oryginał, to zawsze jest to Black Espresso. Częściej wybieram jednak lidlowe podróbki, bo i tańsze, i wcale nie gorsze.

      0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.