Wawel, Malaga, Tiki Taki i Kasztanki + analiza utworu

Malaga, Tiki Taki i Kasztanki
osłodzą Ci wieczory i poranki.
To małe przyjemności, a tyle z nich radości,
Malaga, Tiki Taki i Kasztanki.

Malaga, Tiki Taki i Kasztanki
dla siebie i być może dla koleżanki.
Wszyscy je kochają i sobie dogadzają,
Malaga, Tiki Taki i Kasztanki!

malagi

Moje zdanie na temat trzech klasyków marki Wawel ukształtowało się, gdy byłam kilkuletnią dziewczynką. Stworzyłam wówczas hierarchię smaków, w której najwyżej znajdowała się Malaga, potem Tiki Taki, na szarym zaś końcu zalegały wzgardzone Kasztanki.

Od czasów dzieciństwa minęły jednak długie lata, przez które moje uczucia względem czekoladek nieco zmalały. Nie zmieniły się za to ich miejsca na podium, zatem kiedy dziś przystępowałam do ponownej degustacji, miałam już pewne oczekiwania, przypuszczenia i sympatie. Czy wszystkie się potwierdziły? A może coś mnie zaskoczyło? O tym właśnie opowiedziałam.

Malaga

Cóż może być lepszego od czekoladki z nadzieniem z suszonych śliwek? Stop, wróć. Przecież Malaga nie ma w sobie ani jednego procenta, czy choćby aromatu tych owoców, za co przez całe dzieciństwo dałabym sobie uciąć rękę.

Zacznijmy więc od nowa. Cóż może być lepszego od czekoladki z nadzieniem ze świeżych rodzynek prosto z krzaczka? Nie, znów musimy zawrócić. Jest to bowiem kolejna pułapka lat dziecięcych, w którą wpadamy, myśląc, że rodzynka jest samodzielnym owocem rosnącym na niewielkim drzewku czy krzaku.

Korygując ten straszliwy błąd, przejdę zatem do początku po raz trzeci, przy okazji prostując jeszcze jedną sprawę – święty Mikołaj nie istnieje. Nie ma za co. A teraz do rzeczy. Cóż może być lepszego od czekoladki z nadzieniem łączącym suszone winogrona i śmietankę? Odpowiedź: czekoladka, która oprócz dwóch wymienionych składników ma również alkoholowy posmak wynikający z dodania spirytusu i charakterystyczny kształt zdrowej nerki (gratka dla chirurgów). Taak, lubię to! Wiem jednak, że pozostanę w uczuciu mym osamotniona i niezrozumiana, gdyż większość ludzi wybiera Tiki Taki lub Kasztanki. Jak możecie? – nie wiem. Jak ja mogę? – też nie wiem, ale jest mi z tym dobrze.

Za dzieciaka Maladze z pewnością wystawiłabym 6 chi, dziś jednak będzie ich tylko (i aż) pięć. Po latach bowiem zauważam, że jest bardzo słodka (co samo w sobie mi nie przeszkadza, lecz słodycz owa krystalizuje się w formie małych twardych ziarenek, a to już niedobrze), ponadto czekolada na wierzchu ani trochę nie zachwyca. I nie jest to kwestia niniejszej trójki, ale wszystkich wyrobów marki Wawel. Mam z tym nawet pewną historię… ale to już może od nowego akapitu.

Historia mrożąca krew w żyłach – dla chętnych i odważnych!

Przygoda, która zmrozi krew w waszych żyłach (przynajmniej w moich mrozi), dotyczy Malagi nie w formie cukierka, ale całej tabliczki, na dodatek produkowanej dla Biedronki, a więc objętej marką Magnetic. Jeśli kiedykolwiek jej próbowaliście, przywołajcie sobie tę wątpliwą przyjemność i słuchajcie:

Pewnego pięknego dnia obudziłam się z myślą, że dawno nie zjadłam całej czekolady i wypadałoby to nadrobić. Z obszernych zapasów słodyczowej szafki wygrzebałam biedronkową Malagę, której termin kończył się dopiero za parę miesięcy, ale uznałam, że jak czekolada ma półpłynne nadzienie, to i tak psuje się nieco szybciej, szczególnie przy wakacyjnych temperaturach.

I rzeczywiście, po otworzeniu zauważyłam, że nieco poszarzała, ale kostki na szczęście kształtu nie zmieniły. Od razu zmartwiły mnie dwie rzeczy: 1) czekolada w zapachu była zdecydowanie mniej intensywna niż jej maleńka kuzynka, 2) nadzienia też było mniej, prawie w ogóle. Po spróbowaniu do listy minusów doszła twarda i parszywa czekolada o smaku kamienia, jakże charakterystyczna dla wyrobów tej marki.

Już po pierwszym rządku wiedziałam, że całość nie zasługuje na więcej niż 1 chi. Co w związku z tym zrobiłam? Nie, nie wyrzuciłam – pudło. Zeżarłam ją do końca, czego momentalnie pożałowałam. Było mi źle – ale nie niedobrze – w myślach zaś wciąż powracał obraz poszarzałej tabliczki rodem z piekła. Morał z historii jest więc taki, żebyście nigdy nie byli tak zdesperowani i nie wahali się wyrzucać wstrętnych czekolad.

Opis: Połączenie deserowej czekolady z półpłynnym kremowym nadzieniem z dojrzałych rodzynek.
Wartość energetyczna na 100 g: 476 kcal (czekolada 485?)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 4,2 g; węglowodany 65,1 g; tłuszcz 20,8 g.
Skład: czekolada 50% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476; aromat), cukier, rodzynki 7,3%, tłuszcz roślinny utwardzony, syrop glukozowy, śmietanka kremowa (z mleka) 4,6%, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), spirytus, regulator kwasowości : kwas cytrynowy; aromaty. Produkt może zawierać śladowe ilości orzeszków arachidowych, innych orzechów, sezamu, pszenicy i jaj. Zawartość masy kakaowej w czekoladzie min. 43%. Zawartość masy kakaowej w czekoladzie min. 43 %.
Waga: 22 g (105 kcal w czekoladce)
Ocena: 5 chi
skalachi_5


Tiki Taki

Tiki Taki to czekoladka marki Wawel, która zajmuje drugie miejsce zarówno w słynnej piosence reklamującej serię słodkości, jak i w mojej hierarchii smaków. Pod jej deserową czekoladą znajduje się dwukolorowe nadzienie – więcej kokosowego (ze zmielonymi wiórkami), twardawego i zwartego, mniej zaś orzechowego, mięciutkiego, jednolitego i zdecydowanie lepszego. Całe życie uważałam ją za wyrób bardzo przeciętny, dziś jednak zmieniłam zdanie, stawiając niemal na równi z Malagą. Gdyby tylko czekoladka składała się z samej masy orzechowej lub obie warstwy nadzienia były równie kremowe i jednolite, mogłaby zostać moją ulubienicą.

Na chwilę obecną przyznaję czekoladce 5 chi, choć z dużym kredytem zaufania i zaznaczając, że gdyby leżała obok Malagi, wybrałabym starą miłość. Za bardzo przeszkadzają mi chrzęszczące pod zębem wiórki, a w środku brakuje przyjemnej gładkości. Rozumiem jednak, dlaczego niektórzy ludzie stawiają Tiki Taki na miejscu pierwszym.

Opis: Miękkie, orzechowo-kokosowe nadzienie w deserowej czekoladzie.
Wartość energetyczna na 100 g: 565 kcal (czekolada 540?)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 8,5 g; węglowodany 49,7 g; tłuszcz 35,8 g.
Skład: czekolada 44% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476; aromat) , cukier, tłuszcz roślinny, orzeszki arachidowe (11,3%), mleko w proszku odtłuszczone, wiórki kokosowe (6,1%). Produkt może zawierać śladowe ilości innych orzechów, sezamu, pszenicy i jaj. Zawartość masy kakaowej w czekoladzie min. 43%.
Waga: 18 g (102 kcal w czekoladce)
Ocena: 5 chi
skalachi_5


Kasztanki

Jak pisałam, potrafię zrozumieć, dlaczego ludzie wybierają Tiki Taki jako najlepszą czekoladkę z tej trójki. Zupełnie nie przekonuje mnie za to entuzjazm okazywany Kasztankom. Nie przesadzę, wyznając, że od dziecka uważam je za jedne z najgorszych czekoladek… w ogóle! Są twarde, smakują dziwnie – trochę jak amaretto – a pod zębami chrzęszczy coś, co zawsze brałam za pokruszone orzechy, teraz wyczytałam, iż są to drobinki wafelków, natomiast po oczyszczeniu z masy okazują się kryształkami czegoś… cukru? (na podobieństwo wnętrza Daima).

Podchodząc do dzisiejszego testu, nie byłam w stanie zjeść całości (wreszcie udało mi się wyrzucić coś do śmietnika, wow). W czekoladce nie znalazłam absolutnie niczego pozytywnego. Wstrętna kamienna czekolada i zwarty jak trociny w opakowaniu środek – co tu lubić? Mam szczerą nadzieję, że nigdy w życiu nie dostanę od nikogo całej paczki tych ohydztw pod choinkę, na urodziny czy jakiekolwiek inne święto. Chyba, że jesteś moim przyszłym chłopakiem i pewnego dnia uznasz, że czas na rozstanie. Jeśli zabraknie ci słów lub odwagi, śmiało kupuj Kasztanki.

Opis: Kakaowym wnętrze z dodatkiem wafla ukryte pod warstwą deserowej czekolady.
Wartość energetyczna na 100 g: 526 kcal (czekolada 535?)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 5 g; węglowodany 57,2 g; tłuszcz 30,7 g.
Skład: czekolada 41,6% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, emulgatory: lecytyna sojowa i E476; aromat), cukier, tłuszcz roślinny, wafle 9,1% (mąka pszenna, olej roślinny, sól, substancje spulchniające: wodorowęglan sodu i wodorowęglan amonu), mleko w proszku odtłuszczone, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 3,8%, emulgator: lecytyna sojowa, aromaty. Produkt może zawierać śladowe ilości orzeszków arachidowych, innych orzechów, sezamu i jaj. Zawartość masy kakaowej w czekoladzie min. 43%.
Waga: 19 g (100 kcal w czekoladce)
Ocena: 1 chi
skalachi_1


Dane zbiorcze:
Wartości odżywcze:
spisane z Internetu
Składy: spisane ze sreberek
Producent: Wawel S.A.
Upolujesz w: Tesco
Cena: 19,90 zł/kilogram (2×3 cukierki – 120 g – 2,39 zł)


 Analiza utworu Malaga, Tiki Taki i Kasztanki

Na koniec pokuszę się o krótką i powierzchowną – ale jakże celną, wszak moją – analizę przedstawionego na początku utworu muzycznego, a raczej jego tekstu (melodia bowiem nie ma znaczenia dla naszych rozważań). Jest to zadanie rodem z gimnazjum lub liceum, więc jeśli coś przeoczę, bardzo proszę o wybaczenie. Minęło już trochę czasu, odkąd siedziałam w tradycyjnej szkolnej ławce.
A więc… ekhm, ekhm.

Podmiot liryczny tego utworu nie ujawnia się w pierwszej osobie liczby pojedynczej, aczkolwiek tembr jego głosu oraz euforia, z jaką wyrzuca z siebie kolejne wersy, sugeruje jednoznaczną sympatię wobec czekoladek marki Wawel. Wymieniając ich nazwy, sprawia wrażenie niestosowania jakiejkolwiek logicznej kolejności – chociażby alfabetycznej – co pozwala sądzić, iż właśnie tak wygląda jego hierarchia smaków (na którą z wielką chęcią przystaję). Początkowo może się wydawać, że chodzi o rym („Kasztanki-poranki”, „Kasztanki-koleżanki”), ale nie dajmy się zwieść. Gdyby chodziło o coś tak błahego, a podmiot ceniłby sobie najbardziej inną czekoladkę niż Malagę, z pewnością znalazłby lepsze rozwiązanie. Kasztanki, Tiki Taki i Malaga, wpieprzają je Małgosia i Baba Jaga – proszę bardzo, można?

Nazwy słodyczy marki Wawel również nie są niewinne. Można to sobie uświadomić, używając ich pełnych nazw: Mmmalaga – sugeruje przyjemność jedzenia, radość podniebienia i miniorgazm kubków smakowych; Tiki Taki Sobie Kokos – tu z kolei zaznaczony został problem wiórków, na które i ja zwróciłam uwagę. Sama nazwa jest niejako przyznaniem się do błędu i zgodą, że białe nadzienie powinno być gładkie, jedwabiste; Kasztanki – chyba nie muszę wyjaśniać, co zarówno podmiot liryczny, jak i sam autor nazwy mieli na myśli. Każdy z nas bowiem wie, co w języku potocznym oznaczają kasztany, najczęściej używane w zwrotach typu „lepiej nie wchodź do łazienki, bo Janek się właśnie skasztanił!”.

Dalej napotykamy określenie „małe przyjemności”, które: 1) sugeruje niewielki rozmiar czekoladek, 2) zdradza ich wysoką kaloryczność (jak na czekoladowe przyjemności przystało), 3) jako epitet stały podkreśla, że przyjemność z jedzenia tych słodkości jest naprawdę mała. Co znajduje zresztą potwierdzenie w rzeczywistości. Ponadto użycie w tej samej zwrotce najpierw słowa „wieczory”, później zaś „poranki”, rozrysowuje nam pewien bieg wydarzeń. Najpierw – wieczorem – podmiot liryczny zabiera się za Mmmalagę, później Taki Taki Sobie Kokos (i – adekwatnie do nazwy – zaczyna czuć się tak sobie), na końcu zaś – już porankiem – idzie do toalety, by załatwić ostatnią sprawę, przy okazji dowiadując się, przed czym ostrzegali go przyjaciele Janka – utajeni bohaterowie tekstu.

Druga zwrotka stanowi potwierdzenie tezy o małej przyjemności wynikającej z jedzenia trzech czekoladek. Podmiot liryczny wyjaśnia, że jeśli nie mamy ochoty wmuszać w siebie ani jednej pralinki więcej, śmiało możemy oddać je nielubianej „koleżance”. Oczywiście używa do tego dyplomatycznych, pasujących do radosnego klimatu piosenki słów – że niby „wszyscy je kochają” i „sobie dogadzają”, a tak naprawdę chodzi o to, że nikt nie daje rady zjeść całej paczki, więc obdarowuje czekoladkami swoich „przyjaciół” (najwyraźniej Janek dostał ich za dużo), żeby jak najszybciej się ich pozbyć (i czekoladek, i „przyjaciół”). W tym miejscu należy zatem ponownie zadać sobie fundamentalne pytanie, od którego zaczynaliśmy naszą analizę: czy aby na pewno podmiot liryczny pała do Malagi, Tiki Taki i Kasztanków sympatią? Może cała piosenka ma wydźwięk ironiczny i jest antyreklamą?

Ostatnie zagadnienie wchodzi w obszar tych trudniejszych i ociera się o krąg egzystencjalno-filozoficzny. Mówiąc prościej: jest zbyt głębokie, by dać się zbadać tu i teraz. Dlatego też pozostawiam je do rozpatrzenia wam – we własnych głowach i w miarę własnych możliwości.

Pozdrawiam i życzę czekoladowych, ale smacznych przemyśleń!

22 myśli na temat “Wawel, Malaga, Tiki Taki i Kasztanki + analiza utworu

  1. Co do kasztanek zgadzamy się z Tobą w 100%. Nigdy ich nie lubiłyśmy a w naszym zestawieniu to właśnie wersja kokosowa jest na pierwszym miejscu :) Malaga została natomiast doceniona stosunkowo niedawno, bo za dzieciaka jakoś zawsze ją omijałyśmy :)

  2. Ze wszystkich cukierków to nigdy nie przepadałam za malagą, tiki taki w porządku, kasztanki proszę bardzo ale malagę proszę odsunąć ode mnie.
    A teraz jeszcze dochodzi kwestia robaków, które co jakiś czas ludzie znajdują w produktach Wawela. co skończyło się tym, ze teraz dla mnie utwór reklamujący to „Malaga, tiki taki i robaki”. Smacznego.

  3. Ta piosenka jest wkur…denerwująca ale i tak za każdym razem ją śpiewam gdy leci w reklamie :P
    A tych cukierków nie cierpię! Dla mnie każdy po 0 .

  4. Też dawno nie jadłam tych czekoladek, ale u mnie było inaczej – Kasztanki zawsze lubiłam inaczej (tak fajnie chrupią w zębach :> ), a Malaga byłaby moim faworytem gdyby nie rodzynki, których niegdyś nie znosiłam.

  5. Ja mam w ogóle sentyment do cukierków od Wawela i uważam je za najsmaczniejsze z ogólnie dostępnych czekoladek. Również najmniej lubię Kasztanki, ale nie oceniam ich tak surowo jak Ty ;).

  6. Czemu się kurna nie zapisał mój komentarz? :( Pisałam, że mam sentyment do cukierków Wawela w ogóle – szkoda, że tabliczki już mają gorsze. Dziś jadłam deserową z nadzieniem jagodowo-jogurtowym i była słaaaaba…. Kasztanki też uważam za najmniej smaczne z całego tria, ale nie odrzucają mnie tak jak Ciebie :D

  7. Dokładnie ! Malagę uwielbiałam od dzieciństwa i tak zostało do dziś. Tiki taki- gdybym nie miała nic lepszego to mogłabym się skusić ale bez entuzjazmu. A kasztanki… nie wiem, musiałabym być mega zdesperowana i np. w ciąży żeby po nie sięgnąć

  8. Skoro wyroby firmy Wawel mają w składzie syrop glukozowy – to ja za taki ,,przysmak ” dziękuję.
    Poniżej opinia dietetyka : Syrop glukozowo-fruktozowy, zwany też jest syropem glukozowym. Stanowi on szczególne zagrożenie dla wystąpienia nadwagi i otyłości, ponieważ fruktoza, będąca podstawowym składnikiem syropu glukozowo-fruktozowego, jest w całości przetwarzana w organizmie człowieka na trójglicerydy, które następnie przetwarzane są na tkankę tłuszczową. Bez względu na surowiec z którego go pozyskujemy to wykazuje takie samo działanie.

    1. Syrop glukozowy NIE JEST tym samym co syrop glukozowo-fruktozowy. Ten pierwszy jest jego zdrowsza alternatywa, za to ten drugi przez zawartość fruktozy przyczynia się w głównej mierze do otyłości.

  9. Skład kasztanek i tiki taków zmienił się kilka lat wcześniej. Teraz produkują dosłownie na ilość kiłę i mogiłę. Kiedyś smaczne teraz syf. Malaga zawsze była słaba dla mnie.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.