Mars, miniaturowe batony: Snickers, Mars, Twix, Milky Way, Bounty

Jeżeli jakiekolwiek batony zasługują na miano klasyki, to na pewno te opuszczające fabryki firmy MARS, należące do znanych prawie absolutnie każdemu marek: Snickers, Mars, Twix, Milky Way i Bounty. O ich smakach moglibyśmy opowiadać przez sen, a próbując nowych wyrobów słodyczowych, często odnosimy się waśnie do nich. „Jest smaczny, ale mniej orzechowy niż Snickers”, „tylko trochę większy od Milky Waya”, „ma karmel podobny do tego z Marsa”. Od razu każdy wie, o co chodzi i jak dana rzecz wygląda/smakuje.

Z racji tego, iż MARSowe wyroby są powszechnie lubiane, a ich smaki należą do kanonu, postanowiłam zaprezentować je na blogu. Nie odkryję Ameryki, pisząc, że w Twixie znajdziemy ciastko, a Bounty składa się z wiórków kokosowych, nie mogę jednak recenzować samych nowości – czasem po prostu trzeba wrócić do źródeł. Szczególnie, gdy dopiero się zaczyna, a na blogu brakuje tego typu produktów-podstaw. Poza tym, co tu dużo gadać, MARSy są smaczne, więc nie potrafiłam odmówić sobie ich zjedzenia i opisania. By nie załamywać bioder, sięgnęłam jednak nie po pełnowymiarowe wersje, ale minibatoniki, a potem – choć nie lubię, ale skusiło mnie zdjęcie czoko na Instagramie – cukierki. Pierwsze upolowałam w Tesco, drugie w Biedronce.

Dziś prezentuję większą z małych serii, czyli minibatony. W jakimś stopniu będę wspominała również o cukierkach, których samodzielną recenzję dodam następnym razem – mam nadzieję, że nie zagnę w ten sposób czasoprzestrzeni. Prawda bowiem jest taka, że konsumpcję zaczęłam od tych drugich, więc pisząc o miniaturowych batonikach, miałam już w głowie oba teksty. Pewnie powinnam była dodać najpierw cukierki, ale co tam. Koniec marudzenia, zapraszam do czytania!

Marsy

***

Snickers

Co jest słabością Snickersa w wersji mini? Oczywiście rozmiar. Większy równa się większej przyjemności, mniejszy… sami rozumiecie. Cała reszta to mocne strony. Prażone, bardzo intensywne w smaku orzechy, przesłodki, nieciągnący się karmel, cienka i jaśniutka warstwa nugatu, a wszystko to oblane grubą, mleczną, do bólu słodką czekoladą. Czy istnieje baton lepszy od Snickersa? Wątpię. Są oczywiście porównywalne lub o ułamek procenta gorsze, ale lepsze? No way!

Jedyna rzecz, która różni Snickersa mini zarówno od normalnej wersji, jak i cukierka, to rozkład orzechów wewnątrz. Tu bowiem znajdziemy karmel, w którym orzechy zostały zatopione tylko po bokach, tworząc dwa rzędy (zob. zdjęcie trzecie). W pozostałych rozmiarach są one rozmieszczone chaotycznie i na całej długości. Nie dam sobie oczywiście uciąć ręki za to, że nie jest to przypadek jednorazowy i „defekt” tego konkretnego egzemplarza. Dzielę się jednak owym faktem, bo go zauważyłam. I tyle. Bez względu na rozmieszczenie składników baton i tak zawsze i wszędzie otrzyma ode mnie unicorna.

Przeczytaj także recenzje limitowanych i zagranicznych Snickersów:

Snickers White – baton w białej czekoladzie

Snickers Intense Choc – baton w deserowej czekoladzie

Snickers Intense Choc – baton z migdałami zamiast orzechów

Snickers Peanut Butter – baton z masłem orzechowym

Snickers Rockin’ Nut Road – baton z pianką marshmallow

Snickers & Hazelnut – baton z orzechami laskowymi

Opis: Nugatowe nadzienie (16%) ze świeżo prażonymi orzeszkami ziemnymi (22%) oblane karmelem (27%) i mleczną czekoladą (35%).
Waga: 18-19 g
Kcal na porcję: 97 kcal
Kcal na 100 g: 485-509
Ocena: 6 chi i unicorn


Mars

Jeśli chcemy opisać Marsa, możemy powiedzieć, że jest to „Snickers bez orzechów” lub „Milky Way z karmelem”. Tak zawsze myślałam, tak też wynika ze składników i smaku. Ale czy na pewno tak jest?

Po przekrojeniu batona oczom ukazuje się gruba warstwa ciemnego nugatu – jakby kakaowego – nie zaś jasnego, jak u jego kuzynów. Choć smakowo nie czuć różnicy, wygląd ów daje do myślenia. Całość jest bardzo, bardzo słodka, miękka, a karmel ciągnie się i wchodzi w zęby, skutecznie je oblepiając. Po konsumpcji siedzimy i przez godzinę ciumkamy, by oczyścić jamę gębową z marsowych pozostałości. Nie jest to jednak czynność nieprzyjemna.

Jako dziecko bardzo nie lubiłam Marsa – być może za mordoklejkowatość i właziwzębowość, nie wiem, nie pamiętam – dziś jednak sięgam po niego z przyjemnością. Choć zawsze mnie zakleja, powoduje cukrowe tsunami w żyłach i z każdym kęsem przybliża do cukrzycy, miażdżycy i różnych innych ycy, wciąż go wielbię. Jak to się mówi: na coś w końcu umrzeć trzeba.

Minibatonikowi wystawiam 5 chi, choć wcześniej dałabym o jednego więcej. Albo nie był to dobry dzień na Marsa, albo pośredni rozmiar nie uwolnił całej palety wspaniałości, jaka w batonie drzemie.

Przeczytaj także recenzje limitowanych i zagranicznych Marsów:

Mars Xtra Choc – baton z czekoladowym nugatem

Mars Almond – baton z migdałami

Mars Caramel – baton z samym karmelem

Opis: Nugatowe nadzienie (32%) oblane karmelem (27%) i mleczną czekoladą.
Waga: 18-19 g
Kcal na porcję: 87 kcal
Kcal na 100 g: 451-454
Ocena: 5 chi
skalachi_5


Twix

Oprócz Marsów za dzieciaka nie lubiłam także Twixów. Dlaczego? Nie wiem, znów nie pamiętam. Odczuwając tę niechęć, nie kupowałam ich przez długie lata, aż któregoś dnia przyjaciel podarował mi białą wersję – ówczesną absolutną nowość, w której momentalnie się zakochałam. Minął tydzień, a ja stwierdziłam, że czas zweryfikować uprzedzenia z zamierzchłych czasów. Poszłam do sklepu, kupiłam klasycznego Twixa w mlecznej czekoladzie i… zakochałam się po raz drugi.

Z perspektywy dnia dzisiejszego zupełnie nie rozumiem, jak Twix mógł mi nie smakować i jak mogłam zmarnować tyle lat, myśląc, że jest wstrętny. Słowo daję, aż mi za siebie wstyd! To delikatne, kruche, maślane ciastko… Ten karmel, który jest słodziutki niczym słodzik, a przy okazji włazi w zęby o wiele mniej niż marsowy… Ta czekolada, która okala oba poprzednie cudy i powoduje natychmiastowe przesłodzenie organizmu… Coś wspaniałego! Nie może być mniej niż 6 chi ze wstążką.

Przeczytaj także recenzje limitowanych i zagranicznych Twixów:

Twix Top – ciastka inspirowane batonem

Twix Cappuccino – baton o smaku cappuccino

Twix Peanut Butter – baton z masłem orzechowym

Twix White – baton w białej czekoladzie

Opis: Ciasteczka (25%) oblane karmelem (32%) i mleczną czekoladą (35%).
Waga: 20-22 g
Kcal na porcję: 109 kcal
Kcal na 100 g: 493
Ocena: 6 chi (ostatni ze wstążką)


Milky Way

Kolejny baton, za którym nigdy nie przepadałam. Tym jednak razem uczucia po ponownej weryfikacji pozostały takie same.

Milky Way jest bardzo mały i miękki – trudno się nim najeść – a do tego bardzo, bardzo, baaardzo słodki! Wersja mini ma tę przewagę nad oryginalną, że jest… no, mini, czyli zasłodzi człowieka odrobinę mniej, a próchnicę przyniesie mu w prezencie trochę później.

Z dobrych stron Milky Waya mogłabym za to wymienić ładny wygląd wnętrza: jaśniutki piankowy nugat, doskonałą czekoladę i cenę (nigdy nie przekracza złotówki, chyba że jest to stacja benzynowa, tam może sięgnąć nawet dziesięciu złotych). Te trzy rzeczy to jednak zbyt mało, bym batona polubiła. Wolę zapłacić dwa razy więcej, ale zjeść coś innego, przyjemniejszego. Milky Way to po prostu poprawny, bardzo słodki baton, i tyle.

Przeczytaj także recenzje limitowanych i zagranicznych Milky Way’ów:

Milky Way French Vanilla and Caramel – baton z wanilią i karmelem

Milky Way Magic Stars – nostalgiczne czekoladki z lat 90. XX wieku

Milky Way Ameo – baton w wersji rurkowej

Opis: Białe puszyste nadzienie (61%) oblane mleczną czekoladą.
Waga: 15-16 g
Kcal na porcję: 73 kcal
Kcal na 100 g: 454
Ocena: 4 chi (myślę, że pełnowymiarowa wersja dostałaby 3 chi)
skalachi_4


Bounty

W opisie Snickersa napisałam, że im większy baton, tym więcej przyjemności. Teraz muszę zmienić zdanie i zająć przeciwne stanowisko. Bounty bowiem jest słodyczem, którego nigdy nie jest wystarczająco… mało. Pełnowymiarowa wersja dostarcza podwójnej, bo podzielonej na dwie części udręki. Te wiórki, ta przerażająca słodycz… no po prostu nie.

W minibatonie Bounty dwie rzeczy mnie przekonują: zapach, który z chęcią wsmarowałabym sobie w skórę albo wycisnęła do buteleczki w formie perfum, a także miniaturowy rozmiar, dzięki któremu całość szybko znika (pod tym względem cukierek jest nawet lepszy). Ach, i czekolada, tu zwracam honor, bo ona również jest cudowna: MARSowa, mleczna, gruba. Cały zaś środek, czyli esencja Bounty’ego, to dla mnie nieporozumienie. Już pominę wiórki, które nie są suche i nie zbijają się w niezjadliwą kupę – w tym wypadku są naprawdę w porządku i ja, osoba nastawiona sceptycznie, uznaję je za akceptowalne – ale słodycz… Słodycz tego batona to jest coś, co przekracza wszelkie granice dobrego smaku i zdrowego rozsądku. Pisałam kiedyś, że w przypadku mojego odczucia słodkości sky’s the limit. Mogę zjeść Milkę z karmelem i popić ją czekoladowo-orzechowym Mullermilchem. Będzie za słodko, ale przeżyję, natomiast Bounty… ten produkt mnie nokautuje. Jeśli w recenzji Milky Waya uznałam, że stanowi on przesadę, to chyba tylko dlatego, że nie dotarłam jeszcze do ostatniego batona.

Oceną, którą tym razem przyznałam, jest 3 chi. Jeden to zbyt mało, bo baton mnie nie obrzydził, zjadłam go do końca, no i pachniał nieziemsko. Dwa chi także nie wystarczą, bo byłam w stanie znieść wiórki, a to rzadkość. Ogólna słodycz nie pozwala mi jednak podciągnąć stopnia ani o wstążkę wyżej. Szkoda, bo pod koniec testu odwróciłam Bounty’ego do góry dołem i zobaczyłam, że na spodzie wytłoczone zostały palemki w towarzystwie nazwy batona, czego nie miał żaden poprzednik. Rewelacyjna ozdoba! To może jednak te 4 chi…? Nieee, nie.

Przeczytaj także recenzje limitowanych i zagranicznych Bountych:

Bounty Dark – baton w ciemnej czekoladzie

Opis: Soczysty biały kokos oblany mleczną czekoladą.
Waga:
28-30 g
Kcal na porcję: 147 kcal
Kcal na 100 g: 469-488
Ocena: 3 chi


Dane zbiorcze:
Producent:
MARS Polska Sp. z o.o.
Opisy: brałam ze strony Piotra i Pawła
Waga: rozbieżności wynikają z miejsca położenia na wadze oraz informacji znalezionych w internecie
Wartości odżywcze na 100 g: każda strona podaje trochę inaczej, w związku z czym nie będę rozpisywała wartości. Znajdziecie je sami, wpisując w wyszukiwarkę nazwę batona i „kcal” lub „kalorie”
Skład: jak wyżej
Upolujesz w: każdy sklep spożywczy i nie tylko; miniaturki na wagę pochodzą z Tesco
Cena: 24,90 zł/kilogram (za 2×5 sztuk – czyli 206 g – zapłaciłam 5,13 zł)


Pozdrawiam (z Marsa!)

Kliknij po cukierki!

18 myśli na temat “Mars, miniaturowe batony: Snickers, Mars, Twix, Milky Way, Bounty

  1. Samych batonów nie kupujemy, ale taką mieszankę cukierków zawsze chętnie schowa się do torebki na „czarną godzinę” :) A Bounty jest naszym ulubionym :D

    0
      1. Bo jedna z nas choruje i nie może jeść takich rzeczy, więc druga nie chce jej kusić (szczególnie jak się przebywa razem 24h/7) :) Ale czasem wyjątkowo od święta jednego cukierka można sobie zjeść :P
        Za to uwielbiamy kupować słodycze na weekendy dla rodziny :)

        0
          1. Fakt, na początku wydawało to się jakąś karą ale okazało się nie takie trudne :) Plusem jest to, że zawsze możemy zjeść coś na pół albo jak przyjedzie młodsza siostra to i na trzy części batonika dzielimy :)

            0
  2. Jak miło się czyta hejt na Bounty, dla mnie jest on do zjedzenia tylko w postaci cukierków, inne rozmiary mnie pokonują :D
    Za Milky wayem kiedy przepadałam, dopiero teraz przyszła refleksja, ze to przecież takie słodkie strasznie jest i czemu ja to jadłam?
    A w Biedronce są teraz przy kasach limitki Snickersa, zamiast orzeszków ziemnych są laskowe :D

    0
  3. Ciężkie życie blogera, tak się poświęciłaś z tymi wiórkami w Bounty. ;) Jak dla mnie tylko Milky Way i właśnie Bounty, bo pozostałe zbyt słodkie (chociaż nie powiem, bo i te dwa są zasadzające :> ).

    0

Dodaj komentarz