Nestle, NesVita z mlekiem, jabłkami i cynamonem

Jedenasty września kojarzy się z tragicznymi wydarzeniami, o których nie trzeba przypominać, gdyż jest to jedna z dat, które się po prostu zna. Dzień ów wiąże się jednak także z inną, mniej znaną sytuacją, mianowicie z publikacją wpisu obejmującego recenzję owsianki Coś na ząb o smaku jabłka i cynamonu. Jest ona (publikacja) o tyle ważna, że gdybym tamtego ponurego (nie pamiętam, czy rzeczywiście był ponury, ale buduję nastrój) dnia nie postanowiła przetestować produktu firmy Kupiec, dziś nie zasiadłabym do pisania o NesVicie. Recenzje pojedynczych produktów są bowiem czymś, czego staram się unikać. Do tej pory popełniłam Grześki skrajnie fajne, Wisusa czy Karmi, które są idealnymi przykładami jednorazowości, ale z reguły poszukuję smakołyków, które miałyby ze sobą jakieś powiązania.

Kiedy opublikowałam tekst dotyczący kupcowego Coś na ząb i zapowiedziałam, że w przyszłości dodam parę zdań o NesVicie, wiedziałam, że słowa dotrzymam. Będąc w Żabce, chwyciłam więc za ulubiony smak (tym bardziej, że najlepiej porównuje się produkty stanowiące wzajemne odpowiedniki), a potem wrzuciłam do jednej z szuflad słodyczowej szafeczki – tej, którą najrzadziej otwieram.

Dopiero niedawno, przeglądając listę z zaplanowanymi tematami, uznałam, że owsiankowego testu nie ma co odwlekać w nieskończoność, poza tym jak często można jeść czekoladę (nie recenzuję jej codziennie, ale przecież zbieram notatki do wpisów). I tak oto zagotowałam wodę i zalałam jabłkowo-cynamonowego suszka.

NesVita: degustacja

Tym razem producent pozwolił nam być bardziej szczodrymi przy wlewaniu wody (nawadniania organizmu nigdy dosyć) i odmierzyć nie 125, a całe 140 ml. Ja oczywiście dodałam jeszcze więcej, bo aż 170, trochę przy tym przedobrzając, ale taki już ze mnie buntownik z wyboru. Po odczekaniu kilkunastu minut, znów wbrew instrukcji (such a badass), zastałam przyjemnie ciepławy posiłek o zadowalającej konsystencji, może nieco rozrzedzonej, ale to już wyłącznie moja wina. Pachniał głównie mlecznie, w tle czaiło się delikatne jabłko, no i można się było zorientować, że zaraz będzie nam baaardzo słodko.

I było. Podczas gdy Coś na ząb zawiera 71,2 g węglowodanów, NesVita ma ich tylko 68 g. Ale! Biorąc pod uwagę same cukry proste, w porcji pierwszej owsianki dostaniemy ich 10,1 g, w porcji drugiej zaś aż 14,2 g. Od razu wiadomo, kto puka do drzwi (podpowiedź: zaczyna się na „c”, kończy na „a” i wymaga regularnego kłucia się w paluch; zwycięzca otrzyma nagrodę w postaci kilograma cukru).

W obu produktach znajdziemy mleko w proszku, choć w NesVicie jest ono bardziej wyczuwalne. Wyczuwalne są także jabłka – tym razem nie pokruszone i z przewagą skórek, ale duże, jędrne, w formie suszonych kostek, do których tylko czasem przylega skórka. W konsumpcji jest to zdecydowanym plusem, w wizualności zaś minusem, bo tam, gdzie Kupiec serwował nam różnokolorowe bagienko, Nestle proponuje jednobarwną papę (przepraszam za określenia, ale owsianka jest nie jest niczym innym, jak bagnistą papą, skądinąd całkiem smaczną).

Płatki owsiane w obu produktach, choć błyskawiczne, są pełnowymiarowe i prezentują się ładnie. Po zalaniu ich wodą i odczekaniu czasu sugerowanego przez producenta (a nawet dłuższego) w NesVicie stają się zupełnie miękkie, w Coś na ząb zaś pozostają twardawe. O jabłkach już napisałam, cynamon natomiast w pierwszej owsiance jest ledwo wyczuwalny, w drugiej gorzki i niedobry (sami wybierzcie mniejsze zło). No i na koniec podkreślę raz jeszcze kwestię słodkości produktu: pod tym względem kupcowe dzieło wygrywa, bo sytuuje się na poziomie akceptowalnym, nestle’owe (hmm?) zaś przekracza ludzkie pojęcie. Przez ten ostatni fakt z chęcią wlepiłabym mu 3 chi, ale tyle dostała owsiankowa konkurentka, więc tu wypadałoby przyznać więcej. Niech więc będzie ta naciągana czwóreczka – można zjeść, nawet parę razy, ale tuż po konsumpcji warto ukłuć się w palca. Tak na wszelki wypadek.

Porównanie owsianek z jabłkiem i cynamonem

Coś na ząb (Kupiec)

NesVita (Nestle)

Kcal na 100 g: 409

Kcal na 100 g: 394

Białko na 100 g: 11 g

Białko na 100 g: 11,8 g

Węglowodany na 100 g: 71,2 g (20,2 g)

Węglowodany na 100 g: 68 g (28,3 g)

Tłuszcze na 100 g: 7,6 g (2,4 g)

Tłuszcze na 100 g: 6,9 g (2,5 g)

Błonnik na 100 g: 6 g

Błonnik na 100 g: 6,2 g

Porcja: 50 g suchego = 205 kcal

Porcja: 50 g suchego = 197 kcal

Płatki owsiane 70%

Płatki owsiane 68%

Suszone jabłko 5%

Suszone jabłko 3,5%

Cynamon 1%

Cynamon mielony bliżej nieokreślony

Zalać 125 ml wody

Zalać 140 ml wody

skalachi_4Ocena dla NesVity: naciągane 4 chi (przyznałabym je z czystym sumieniem, gdyby nie ta powalająca słodycz)


Konkluzja

Czy kupne owsianki mogą być sycącym i pożywnym posiłkiem, albo więcej: wartościowym i zaspakajającym głód na długie godziny śniadaniem? Według mnie nie. Porcja 50 g, gdzie część zajmuje sproszkowane mleko, niewyczuwalny albo gorzki cynamon i wątpliwej jakości jabłka, to objętość śniadania niemowlaka. Serio, czy ktoś kiedyś najadł się owsianką z torebki? Chyba będąc chorym lub niepoczytalnym.

Uważam, że po produkty tego typu można sięgać raz na jakiś czas, ale na pewno nie w zastępstwie normalnego posiłku. Świetnie się sprawdzą w roli deseru, wspierane przez jakiś owoc albo dobrego batona, gdyż w przeciwnym razie minie pół godziny, a nas zacznie ssać w żołądku (wątpię, by dotyczyło to tylko mnie; mój żołądek wbrew pozorom wcale nie jest worem bez dna). Także ten… niska cena, łatwa dostępność, prostota wykonania i pozorna pro-zdrowotność kuszą, ale nie dajcie sobą manipulować zbyt często. Fakt, czasem miło jest położyć się na tafli wody i płynąć wraz z nurtem jak ta zdechła ryba, ale bez przesady. Po zbyt częstym spożywaniu tego typu produktów możecie naprawdę stać się ową zdechłą rybą. I to bardzo dosłownie.

18 myśli na temat “Nestle, NesVita z mlekiem, jabłkami i cynamonem

  1. Ja wolę Nesvitę od Kupca, ale ten smak akurat uważam za mało pociągający, zaraz po truskawce. Ja czuję się najedzona po takim śniadaniu. Może ma to związek z tym, ze zjadam jeszcze ze dwa precle, ciastko i kawałek chleba ;D

    0

  2. Ja zawsze decydowałam się na Kupca, a wyjątkiem był właśnie ten smak, który wolałam jednak z Nesvity. Mimo to – zdecydowanie zbyt słodkie, teraz bym chyba nie dała rady zjeść, :/

    0

    1. Zawsze można zrobić, położyć na sitku, przelać ze trzy razy wodą z kranu, a potem zjeść. Albo i nie, fuj.

      0

  3. zgadzam się – też jestem raczej przeciwnikiem takich instant dań, ale czasami jest to pójście na skróty… brak możliwości ugotowania owsianki, więc bum! owsianka ekspresowa.
    Ale może wtedy warto pomyśleć o innym śniadaniu, które może być zdrowe…
    :)

    0

    1. Ja zamiast śniadania proponowałabym jeść taką gotową owsiankę w ramach wieczornego podwieczorku, szczególnie w jesień lub zimę, gdy wraca się ziiiimmmnego dworu, a jest się głodnym. Wtedy ma się takie dwa w jednym: ogrzewanie i zaspakajanie głodnego organizmu.

      0

  4. Idźta w pizdu z tymi owsiankami. Jedyna słuszna to ta robiona samodzielnie. Te paczkowane kojarzą mi się z zamierzchłymi czasami moich praktyk w turbo-wiosce, gdzie w sumie na przygotowanie czegoś innego czasu nie było, a ja dawkowałam sobie żarcie :/

    0

Dodaj komentarz