O tym, jak zostałam koneserką

– Dzień dobry. Słyszeliśmy, że można tu wyrobić coś takiego jak „karta konesera”.
– Hyyy…
– Trzeba zrobić zakupy chyba za dwieście złotych i wtedy się dostaje, tak?
– Tak.
– To proszę kasować i informować o stanie, bo nam zależy na tej karcie. Jeśli nie przekroczy…
– Na pewno nie przekroczy!
– …to dobierzemy. Na pewno przekroczy, bo przyjaciółka lubi takie czekolady za piętnaście złotych.
– Hyyy…
<końcówka produktów na taśmie>
– Widzi pani? Wyszło nawet więcej!
– Rzeczywiście.

Ten oto dialog mógłby zostać otagowany jako „podsłuchane w Almie” i znaleźć się na profilu FB o tej samej nazwie. Mógłby. Zdecydowanie bardziej wolę go umieścić na własnym blogu, jako że podsłuchujące ucho należało do mnie, a osobą rozmawiająca ze sceptyczną i zniesmaczoną wizją wydania druczku w celu otrzymania Karty Klubu Konesera ekspedientką był mój przyjaciel. Ale od początku.

Alma to jeden ze sklepów, w których bywam zdecydowanie najrzadziej, zaraz obok Piotra i Pawła oraz Auchana. Żeby „przypadkiem” do niej trafić, muszę iść prawie dziesięć minut na przystanek tramwajowy, potem jechać około 20-25, a na koniec przeprawić się przez milion ruchliwych ulic w centrum miasta. Krótko mówiąc, o wiele bardziej opłaca mi się zajrzeć do Lidla, Biedronki, Społem, Tesco czy Leclerca.

Alma ma jednak coś, co ją wyróżnia (poza cenami z kosmosu). Jest nią sławetna Karta Klubu Konesera, która sławetną stała się prawdopodobnie dopiero po stworzeniu serii Podsłuchane w Almie, gdzie przeciętni Kowalscy z Pcimia Dolnego (lub, wg autora artykułu na ten temat, „nowobogaccy idioci”) obśmiewani są za swoje ciągoty do bycia smakoszami, przy jednoczesnej porażającej niewiedzy, ignorancji, wyniosłości i wyżejsraniżdupęmasłości.

Odkąd zakochałam się w czytaniu cytatów na wcześniej wspomnianym profilu, stworzyliśmy z przyjacielem system własnych żartów, które z boku mogłyby wyglądać i brzmieć jakbyśmy my również byli owymi idiotami. Od przekroczenia cienkiej granicy chroni nas jednak to, że bycie posiadaczem Karty Klubu Konesera (której przecież nawet nie mieliśmy) a byciem posiadaczem mentalności Karty Klubu Konesera jest wielka różnica, wręcz przepaść.

Nadeszły święta, czas kupowania prezentów i obmyślania, kto co chciałby dostać, co do niego pasuje, co się przyda i tak dalej. Pod choinką znalazłam dużo ciekawych rzeczy, w ogóle w tym roku powiedziałabym, że panował urodzaj, ale zabrakło jednego elementu, o którym dowiedziałam się przedwczoraj. Przyjaciel bowiem zdradził, że chciał mi podarować Kartę Klubu Konesera, ale nie wiedział, co ma kupić (wydać dwie stówy na cokolwiek to jednak dużo, szczególnie gdy niczego się nie potrzebuje). Z racji zaś że byliśmy akurat w galerii, która Almę posiada, postanowiliśmy podjąć wyzwanie…

…łamiąc tym samym moje noworoczne postanowienie numer jeden, czyli „nie będę dokupowała nowych czekolad do końca marca”, ale kto by się przejmował? Wolę złamać je teraz niż przez kolejne trzy miesiące łudzić się, że wytrzymam, a potem na dzień przed datą zero wyskoczyć z kasy dla jakiegoś pojedynczego słodycza. Poza tym postanowienia noworoczne są do bani. Jak człowiek naprawdę chce coś zmienić, to powinien zacząć od zaraz, a nie szukać wymówek. Dlatego na wszelki wypadek rezygnuję z całej reszty moich postanowień.

Kończąc wpis, pochwalę się tym, co już sami wyczytaliście z poprzednich akapitów: zostałam koneserem i posiadaczem Karty Klubu Konesera. Moje podniebienie zyskało +100 punktów do wrażliwości, a plebejskie kubki smakowe stały się wyrafinowane. I w zasadzie od dziś powinnam recenzować już tylko drogie wina i czekolady, na które zwykły Kowalski nie mógłby sobie pozwolić, ale mam nadzieję, że nie obrazicie się, jeśli pomimo mojego nowego, wysublimowanego gustu zostanę jednak przy starych lubianych Milkach, Mullerach i innych produktach z normalnych półek cenowych.

Podpisano: ja, Olga, świeżo upieczona koneserka

15 myśli na temat “O tym, jak zostałam koneserką

  1. Wow, zazdro. :o
    Pomijam już fakt, że gdy przed świętami byłam w Almie (a co, czasem i ja poszaleję), to ku mojemu zaskoczeniu nie znalazłam tam nic szczególnie wartego uwagi. I nie narzekaj na drogę do tego sklepu, bo moja wyglądałaby tak – 5 minut spacerkiem do przystanku, pół godziny jazdy na dworzec, półtorej godzinki w pociągu , a potem kolejne 30 minut autobusem przez miasto. :D

    0

  2. GRATULACJE!!!!!!!!1111

    Teraz bede czesciej zagladac na fanpage ‚Podsluchane…’, moze znajde cos o szpanerskiej blondynie z Karta Klubu Konesera :D

    0

    1. Za wykrzyknikami dodalam jeszcze ‚oneoneone’, ale tagi sie nie zapisuja i moj komentarz nie wyglada tak wiesniacko, jak chcialam, przykro mi :(

      0

      1. Mi też :( Ale dzięki komentarzowi uzupełniającemu zwizualizuję sobie Twój zaplanowany komentarz i będzie lepiej.

        Na fanpage’u celuj w szpanerską blondynę z Kartą Klubu Konesera i chi pod pachą :D

        0

  3. Nie mamy Almy w okolicy, ale obawiamy się, że jakby przypadkiem znalazłybyśmy się w niej to czułybyśmy się jak wieśniaki w mieście :P Jako świeżo upieczona koneserka, teraz każda zwykła czekolada będzie zbierała od Ciebie same cięgi :P

    0

    1. Pewnie. Już teraz przeglądam stare wpisy, podkręcając wskazującym palcem prawej ręki długaśnego wąsa like a sir, i czuję się lekko skonsternowana zamierzchłymi wysokimi ocenami.

      0

  4. Biedactwo, taka straszna droga do Almy *głasku, głasku*. Nie to co ja, pół godziny marszu na przystanek PKP, 2.50 h jazdy do Warszawy i dwie godziny spanikowanego kręcenia się po Warszawie w celu odnalezienia jakiejś Almy. :D

    0

  5. Ej, a co daje taka karta? :> (tak, nie chce mi się wchodzić na stronę Almy, z jednego powodu – jak wejdę, to sprawdzę gazetkę. A nie chcę wiedzieć, jakie czekolady są akurat w promocji :P)

    0

  6. +100 punktów do wrażliwości i +200 do wyrafinowania kubków smakowych, to jeszcze za mało?! Poza tym możesz wyciągnąć ją przy ludziach i powiedzieć: „Patrzcie, mam Kartę Klubu Konesera, a wy nie!”.

    0

Dodaj komentarz