Wawel, Trufle: w czekoladzie, białe, wytrawne

Trufle to drugi produkt, zaraz po gorzkiej czekoladzie, który znajdowałam jako dziecko, zakradając się do pokoju dziadka i szperając w jego barku. W przyszłości zapewne zdradzę, co jeszcze owa magiczna szafka skrywała, póki co zajmę się jednak truflami, które po latach miałam okazję kupić samodzielnie, zjeść i porównać. Zaczynam od firmy Wawel, choć jej w dziadkowych zbiorach nie widziałam chyba nigdy, gdyż reszta cukierków jest niczym rodzina patchworkowa – każdy z innej bajki.

Wszystkie cukierki z Wawelu są idealnym odzwierciedleniami głównej idei producenta, próbującego połączyć elegancję z prostotą, ale i nowoczesnością. Tu w zasadzie nie mam nic do zarzucenia, bo wychodzi mu to dobrze, a opakowania są wizualnie atrakcyjne, gorzej tylko, że niemal nie od odróżnienia. Dla przykładu otwórzcie recenzję Michałków, a potem spójrzcie na dzisiejsze zdjęcia. Czy produkty nie są łudząco podobne? To samo dotyczy wymiarów: wielkości i wagi cukierków. Trufle w czekoladzie, podobnie jak tradycyjne Michałki, wiodą prym swą rosłością, pozostałe warianty zaś są porównywalne.

Wawel trufle w czekoladzie (1) Trufle w czekoladzie

Na pierwszy ogień idą zwykłe, podstawowe trufle w mlecznej czekoladzie. Są one miękkie, łatwo ustępują pod nożem, a także zostawiają słodki i lepki ślad na placach, gdy je łapiemy, by przenieść w kierunku ust. Ich konsystencję porównałabym do gumki do mazania i nic innego, nic lepszego!, nie przychodzi mi na myśl. Naprawdę są jak gumka, co wcale nie ujmuje im uroku (podobnie jak fińskiej Tupli).

Gumowe są również w smaku bądź posmaku. Nie jest to jednak guma z opon, których w tym roku kierowcy zmieniać raczej nie muszą (ach te liczne zaspy śnieżne), ale guma do żucia, na dodatek rozpuszczalna. Mocno wyczuwalny jest w niej alkohol, w końcu to trufla, będący kwintesencją rumu. Od razu przyszły mi na myśl zimowe wyprawy na stok, przemarzanie do kości i ożywianie organizmu herbatkami z prądem wśród ludzi mówiących w milionach obcych języków. Mniam!

Wawel trufle w czekoladzie (2)

Niestety, interesującej konsystencji gumki i rumowemu upojeniu płynącemu z konsumpcji cukierka wadzi jedna rzecz: słodycz. Na sztukę trufli bowiem przypada dobrych kilka łyżeczek cukru, niweczących wcześniejsze zachwyty. Wiąże się z tym również poczucie ziarnistości wnętrza: coś chrupie, coś się kruszy, w myślach od razu rodzi się obraz niezmielonych kryształków cukru, białej śmierci. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę świetnie.

Mówi się, że nie jest ważne, jak ktoś zaczyna, ważne jak kończy. Trufla z Wawelu zaś kończy przeciętnie, będąc zdecydowanie za słodka. Nie jest również opcją dla osób nielubiących brudzić się podczas jedzenia, gdyż – jak wspomniałam – palców czystych nie zachowacie na pewno. Można ją kupić, bo nie odrzuca ani nie powoduje natychmiastowej chęci oddania jej nielubianej ciotce, ale też nie sprawia, że boso pobiegniemy do sklepu po kolejną paczkę. Ot, czekoladowo-rumowy średniaczek.

Wawel trufle w czekoladzie (3)

Wartość energetyczna na 100 g: 456 kcal (i 91 kcal w cukierku)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 5,4 g; węglowodany 62,6 g; tłuszcz 18,9 g.
Skład: cukier, czekolada 16,5% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny (palmowy, shea), emulgatory: lecytyny (z soi) i E 476; aromat), serwatka w proszku (z mleka), częściowo utwardzony tłuszcz roślinny (palmowy, rzepakowy, sojowy, shea), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 6,3%, syrop glukozowy, śmietanka kremowa, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), orzeszki arachidowe, mleko w proszku w proszku pełne, spirytus 1,5%, emulgator: lecytyny (z soi), substancja utrzymująca wilgoć: inwertaza, nasiona sezamu, wafle (mąka pszenna, olej rzepakowy, substancje spulchniające: węglany sodu i węglany amonu; sól), aromaty.
Waga: 18-20 g
Upolujesz w: Tesco, Carrefour
Cena: na wagę: Tesco – 19,90 zł za kg, Carrefour – 16,90 zł za kg
Ocena: 4 chi
skalachi_4


Wawel trufle białe (1)

Trufle białe

Zjadłszy Michałki z Wawelu, zdecydowałam, że najlepiej wypadły białe (uwaga: biała jest na nich polewa, nie czekolada). Sądziłam zatem, że podobnie będzie z Truflami. Czy było?

Otóż nie. Białe trufle okazały się twarde, kruche, zwarte, lekko kamienne. Na ich wierzchu znajdowała się grubsza warstwa polewy, której według informacji i zdjęć znalezionych w internecie nie powinno tam być. Również konsystencja, przez innych opisywana jako przyjemna i miękka, na mnie wywarła zgoła inne wrażenie. O czym to świadczy? O terminie przydatności do spożycia cukierka, który kupowany był tego samego dnia, co poprzedni i następny, a jednak jako jedyny wykazywał tendencje do stawania się skamieliną. Karny k…ogut dla Tesco albo Carrefoura.

Cukierek miał być biały, co wnioskuję z nazwy, jest jednak żółty. Smak zaś, jak na truflę przystało, powinien odpowiadać rumowi. Nie tym razem. Tu dostałam coś dziwnego, zaskakującego. Trufla bowiem smakowała… adwokatem! Żeby potwierdzić moje podejrzane wrażenia, po konsumpcji zajrzałam do składu i fakt, obok spirytusu są tam żółtka w proszku. No proszę! Z jednej strony to fajnie, bo miłośnikom ajerkoniaku cukierek powinien przypaść do gustu, z drugiej strony… wait, przecież ja jestem miłośniczką, a wcale nie oszalałam. Problematyczna kompozycja. Wolę jednak taką niż posłodzony do granic możliwości rum w białej czekoladzie polewie.

Wawel trufle białe (2)

Bo cukru znów jest sporo, więcej nawet niż w klasycznej Trufli w czekoladzie. Jest w polewie, w kruchym środku, a po chwili i w naszych żyłach. Tu nasuwa mi się nowe skojarzenie, tym razem z Krówką Popularną z Sycowa, która w zamyśle miała być delikatna i płynna w środku, jednak pod wpływem czasu stała się kamienna i taka właśnie dziwna w środku: skrystalizowana, słodka i rzężąca pod zębem. Zupełnie jak Trufle białe z Wawelu.

Alkohol czuć mocno, tym jednak razem jest to adwokat, o czym już wspominałam. Czy to źle? Nie sądzę, ale również nie za dobrze. Po prostu interesująco, inaczej. Proponuję wam przekonać się na własne kubki smakowe, czy taka kombinacja jest godna wielokrotnego zakupu.

Sama mam trudny orzech do zgryzienia, bo z jednej strony uważam cukierek za słaby, z drugiej wiem, że może być to wynikiem starej sztuki. Niemniej nie sądzę, by świeżość wpłynęła na podniesienie oceny o cały punkt, stąd na dzień dzisiejszy wystawiam 3 chi. Jeśli znajdę je na wagę, na pewno kupię jeszcze jednego czy dwa, żeby się przekonać czy postąpiłam słusznie.

Wawel trufle białe (3)

Wartość energetyczna na 100 g: 441 kcal (i 71 kcal w cukierku)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 6,3 g; węglowodany 69,2 g – w tym cukry 65,6 g; tłuszcz 14,4 g – w tym kwasy tłuszczowe nasycone 10,4 g; sól 0,3 g.
Skład: cukier, mleko w proszku pełne 17,5%, biała polewa 15% (cukier, tłuszcz roślinny utwardzony, serwatka w proszku (z mleka), emulgator: lecytyna sojowa; aromaty), syrop glukozowy, śmietanka kremowa, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), serwatka w proszku (z mleka), laktoza (z mleka), tłuszcz roślinny, spirytus, żółtko w proszku, substancja utrzymująca wilgoć: inwertaza; emulgator: lecytyna sojowa; aromaty.
Waga: 15-16 g
Upolujesz w: Tesco, Carrefour
Cena: na wagę: Tesco – 19,90 zł za kg, Carrefour – 16,90 zł za kg
Ocena: 3 chi
skalachi_3


Wawel trufle wytrawne (1)

Trufle wytrawne

Przechodzimy do trzeciej wersji rumowego cukierka z Wawelu, będącej esencją zawartości szafki mojego dziadka: gorzkiej czekolady połączonej z truflą.

Cukierek jest zwarty, twardy, na górze posiada dodatkową warstwę gorzkiej czekolady, przez co trudno się go kroi (polecam gryźć, bez zapędów fotograficznych). Zatopiono w nim maleńkie orzeszeczki rozmiaru tycich okruszków, w zasadzie to nie wiem po co, bo ani ich nie czuć smakowo, ani specjalnie nie wpływają na konsystencję. Są tam chyba tylko dla podbicia kaloryczności.

Wawel trufle wytrawne (2)

Wytrawna trufla pachnie gorzką czekoladą, nią również smakuje. Drugim wyraźnym akcentem jest alkohol – rum, który doskonale się z nią splata, tworząc coś cudownego. Żadne nie wiedzie prymu, żadne nie zagłusza drugiego. Duet rewelacyjny, aczkolwiek nie dla miłośników słodyczy i mlecznych czekolad.

Uważam, że to najlepsza trufla z dziś próbowanych, będąca jednak opcją wyłącznie dla dojrzałych smakowo degustatorów. Opakowanie kierowane jest raczej do osób starszych, sugeruje produkt ekskluzywny, wyważony. Ponadto sama nazwa – wytrawny – ma wzbudzić skojarzenie z czymś nie na co dzień, a już na pewno nie na słodyczowy głód.

Polecam ją do posiedzeń z czarną kawą, a także w ramach prezentu dla dziadków czy mężczyzn, ci drudzy bowiem rzadziej mają ochotę na cukrowe szaleństwa (przynajmniej z mojego doświadczenia).

Wawel trufle wytrawne (3)

Wartość energetyczna na 100 g: 524 kcal (i 73 kcal w cukierku)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 9 g; węglowodany 44 g – w tym cukry 40 g; tłuszcz 32 g – w tym kwasy tłuszczowe nasycone 13 g; sól 0,16 g.
Skład: cukier, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 22,4%,czekolada 17,8% [cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny (palmowy, shea), emulgatory: lecytyny (z SOI) i E 476; aromat], tłuszcz roślinny częściowo utwardzony (palmowy, rzepakowy), mieszanka mleczna w proszku [serwatka w proszku (z mleka), tłuszcz mleczny, koncentrat białek serwatkowych (z mleka)], orzeszki arachidowe, spirytus 0,8%, emulgator: lecytyny (z soi), aromat. Produkt może zawierać inne orzechy, sezam, pszenicę i jaja.
Waga: 13-14 g
Upolujesz w: Tesco, Carrefour
Cena: na wagę: Tesco – 19,90 zł za kg, Carrefour – 16,90 zł za kg
Ocena: 4 chi ze wstążką
skalachi_4

20 myśli na temat “Wawel, Trufle: w czekoladzie, białe, wytrawne

    1. Dziadkowie owszem, „nie mają” dotyczyło mężczyzn… młodszych. O dziadków trzeba jednak dbać i cukier im ograniczać :P

  1. Pierwsza opisywana przez Ciebie trufla jest jedną z naszych ulubionych :D Dla nas idealna choć też za słodka ale przymykamy na to oko ;) Biała w ogóle odpada, bo naszym zdaniem równie dobrze mogłybyśmy jeść cukier łyżeczkami :P
    Wersją wytrawną nas zainteresowałaś, bo przyznamy się szczerze, że nigdy jej nie próbowałyśmy i na pewno przy najbliższej okazji po nią sięgniemy skoro ją polecasz :)

    1. Pamiętam, że jesteście miłośniczkami trufli, pod którymś wpisem to zdradziłyście :) Jutro ciąg dalszy trufli, może coś jeszcze wpadnie Wam w oko.

  2. Baaardzo lubię trufle. Tak jak Michałki, to mój smak dzieciństwa. Chociaż nie wiem czy akurat tej firmy. Z tych jadłam tylko te pierwsze, klasyczne. Aczkolwiek bardzo lubię z firmy, której nazwy teraz nie pamiętam, ale były ostatnio dostępne na wagę w Biedronce. Trochę mniejsze, mocno nasączone. Pycha!
    Chociaż chciałabym wypróbować dwóch pozostałch wersji od Wawel, które tutaj opisałaś.

  3. Kiedyś kupiłam przez pomyłkę. Chciałam Michałki a wziełam paczkę tych. Alkoholowy smród jaki powitał mnie po otwarciu nie zapowiadał niczego dobrego i po skosztowaniu połowy cukierka całe opakowanie poszło do rodziców A pozostała połowa cukierka do kosza.A ja poszłam wyszorować zęby żeby pozbyć się tego smaku.

      1. To nie sa prawdziwe trufle…
        Warto (gdy bedzie okazja) sprobowac tych z samej Belgii ;-)
        Milosc na zawsze i niebo w gebie:D

        1. Kiedyś próbowałam. Pół, bo za więcej podziękowałam. Byłam jednak duuużo młodsza, więc możliwe, że dziś by mi smakowały.

          1. One rozplywaja sie w ustach! Bylabym nawet sklonna Ci je wyslać żebyś już nigdy nie nazwala tych powyższych cukierkow truflą :D

  4. Fanką tego typu trufli nigdy nie byłam (prawdziwe cukierki trufle wykonuje się przecież całkiem inaczej), aczkolwiek zarówno ja, jak i mój Luby raz jego mama bardzo pozytywnie zaskoczyliśmy się Truflami Białymi z Wawelu. Wawel zdecydowanie powinien pozostać przy produkcji cukierków, niech w czekolady się za bardzo nie pakuje! Wytrawnych nie próbowałam, ale klasyczne dają radę. Z ogólnodostępnych cukierków Wawel to mimo wszystko dla mnie ciągle najrozsądniejszy wybór.

      1. Może to była zbyt pochopna wypowiedź, bo trochę wypadłam z cukierkowego obiegu. Po prostu bardziej ufam Wawelowi w kwestii tych produktów, niż jakiejkolwiek innej marce. Inna kwestia, że Pandy przypomniały mi właśnie o Mieszance Teatralnej z Goplany i tak… to jest najlepsza opcja z polskich cuksów!

Dodaj komentarz