Ritter Sport, Mini Winter-Mix: Gebrannte Mandel, Kaffee + Nuss, Vanillekipferl

Niee, zimowych limitek nie kupię – przyrzekłam sobie, biczując prawą rękę, gdy wystrzeliła w kierunku lidlowej półki z Ritter Sportami. Nie dość, że miałam w domu sporo czekolad, to jeszcze znaczną ich większość zajmowały właśnie niemieckie specjały. Musiałabym być niepoważna, a to i tak delikatnie mówiąc, by zdecydować się na kolejne tabliczki.

Jak jednak doskonale wiecie, do najpoważniejszych osób na świecie nie należę. Do polityki się nie nadaję, ścisłego umysłu nie posiadam, a i pogrzebów odprawiać bym nie mogła. Pasuję raczej do klimatu wesołych miasteczek, letnich stoisk z pirackimi płytami CD z eurodance, snucia fantazyjnych opowieści i tego typu zajęć, również kupowania kolejnych stu czekolad, jeśli dokładnie tyle samo znajduje się w moim domu. I chyba powinnam przestać o tym pisać, bo jeśli na fragment ów trafił stały czytelnik bloga, po skroni spłynęła mu właśnie kropla potu, niczym w mandze. Am I right?

Ritter Sport mini Winter-Kreation Gebrannte Mandel (1)

Gebrannte Mandel

Oto czekolada z podejrzanie krótkim składem i znikomą ilością kalorii (540 kcal/100 g), jak na tabliczkę z dodatkiem migdałów, na dodatek zatopionych w karmelu.

Standardowo nastawiałam się na średniaka, bo orzechy (migdały), bo karmel (coś a la Daim), bo tak. Mimo, iż Rittery z chrupiącymi dodatkami miło mnie ostatnio zaskakiwały, nadal mam nieuzasadnione wrażenie, że każdy słodycz wzbogacony o pokruszone orzechy musi okazać się gorszy.

Ritter Sport mini Winter-Kreation Gebrannte Mandel (2)

Gebrannte Mandel pachnie intensywnie kakao, nie zaś czekoladą mleczną. Migdały w przekroju sprawiają wrażenie zwykłych ciastek, a jak się szybko miało okazać, wrażenie owo wywołuje fakt, iż dodatkiem nie są migdały w karmelu, ale migdały oraz „karmel” – z osobna.

Mleczna czekolada nie jest typową, słodziutką mleczną czekoladą. Może deserową, może mleczną z dużą ilością kakao, nie wiem. Ale jest smaczna. Jednocześnie czekoladowa i wytrawna. Zatopiono w niej kawałki migdałów i krystalizowanego cukru, jak już pisałam, oddzielnie. Jest ich naprawdę dużo. Cukier przyjemnie chrupie, choć nie spodziewałam się, że taki dodatek może mi posmakować. Migdałów w zasadzie nie czuć, równie dobrze mogłyby to być fistaszki albo sam cukier.

Gebrannte Mandel szybko się rozpuszcza, pozostawiając na języku drobinki. Wraz z zaawansowaniem w jedzeniu staje się coraz słodszy, wręcz na granicy. Wtedy też przestaje być czekoladowy, a zaczyna po prostu cukrowy. Jest zatem smacznie i ciekawie, ale chyba tylko na jeden raz.

Opis: Czekolada mleczna z karmelizowanymi kawałkami migdałów (15,5%).
Wartość energetyczna na 100 g: 540 kcal (i 92 kcal w czekoladce)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 6,9 g; węglowodany 58 g – w tym cukry 56 g; tłuszcz 30 g – w tym nasycone kwasy tłuszczowe 17 g; sól 0,18 g.
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko pełne w proszku, migdały (7,7%), laktoza (z mleka), mleko odtłuszczone w proszku, tłuszcz mleczny, emulgator: lecytyna sojowa, aromat naturalny.
Ocena: 5 chi
skalachi_5


Ritter Sport mini Winter-Kreation Kaffee + Nuss (1)

Kaffee + Nuss

O tej czekoladzie już było, a że zdania nie zmieniłam, odsyłam do recenzji stugramowej Kaffee + Nuss.

Ritter Sport mini Winter-Kreation Kaffee + Nuss (2)

Opis: Czekolada mleczna nadziewana kremem o smaku kawowym (39,3%) i kawałkami orzechów laskowych (2,7%) z delikatnym efektem chłodzenia.
Wartość energetyczna na 100 g: 591 kcal (i 101 kcal w czekoladce)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 5,8 g; węglowodany 48 g – w tym cukry 48 g; tłuszcz 41 g – w tym nasycone kwasy tłuszczowe 23 g; sól 0,15 g.
Skład: w recenzji pełnowymiarowej tabliczki
Ocena: 5 chi
skalachi_5


Ritter Sport mini Winter-Kreation Vanillekipferl (1)

Vanillekipferl

Ilości chwil, kiedy patrzyłam na tę czekoladę w Lidlu i pozostawałam wobec niej obojętna, nie zliczy nawet najlepszy kalkulator. Naprawdę. Za każdym razem, gdy przychodziłam do sklepu po zakupy, spoglądałam na nią, chyba tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że jej nie chcę i nie potrzebuję. To znaczy nie potrzebowałam na pewno, ale czy rzeczywiście nie chciałam?

Nadeszły święta Bożego Narodzenia, a ja nagle i zupełnie niespodziewanie uznałam, że jednak Vanillekipferl pragnę i to bardzo. Lidl był już wówczas zamknięty, obiecałam sobie więc, że na zakupy pójdę tuż po przerwie. Niestety. Jak na złość przez święta zrobili czystki w limitkach, zostawiając samą serię podstawową. Wtedy też zaczęła się panika. Ja nie dostanę waniliowej z ciastkami?!

Oczywiście, że musiałam ją dostać. Pierwszą okazją do szukania była wizyta w Almie, w której niestety stugramowej tabliczki nie znalazłam, wpadłam za to na zestaw miniaturek. Których nie lubię, bo jeśli czekolada jest dobra, to jest mi przykro, że dostaję tylko x minisztuk, a jeśli wstrętna, to się denerwuję, że pieniądze poszły w błoto. Tu jednak sprawa wyglądała inaczej. Miałam do wyboru zjeść wymarzony wariant smakowy w pomniejszonym rozmiarze albo nie zjeść wcale. Przy okazji towarzyszyły mu dwa inne: kawa z orzechami, którą już poznałam, oraz mleczna z karmelizowanymi migdałami, która ani nie grzała, ani nie mroziła mojego serca. No to biorę – zadecydowałam.

Ritter Sport mini Winter-Kreation Vanillekipferl (2)

Vanillekipferl po otwarciu wydała mi się bezzapachowa, może z racji tego, że jadłam ją tuż po aromatycznej nugatowej. Jakaś tam lekka czekolada, ot, delikatny zapaszek.

Nie pachniał również środek, w smaku wyraźnie waniliowy, z superchrupiącymi, również mocno waniliowymi ciasteczkami. W konsystencji był bardzo miękki, tłusto-wodnisty, bez uczucia proszkowatości. Kolorystycznie rewelacyjny: jasny, optymistyczny, łagodny. Dzięki niemu cała czekoladka rozpływała się w ustach w sekundę, pozostawiając na języku same ciastka. W tle czaił się posmak czegoś, ale nie byłam w stanie odgadnąć czego. Konsumpcję zakończyłam z wnioskiem, że jest dobrze, nawet na 6 chi ze wstążką, ale w zasadzie to się cieszę, że kupiłam miniaturki.

Opinii tej nie trzymałam się jednak zbyt długo, bo minęło zaledwie parę minut, a ja – niczym wściekła fretka – poczułam żądzę zjedzenia kolejnych Vanillekipferl. Których wszakże już nie posiadałam. Wtedy też podjęłam decyzję: jadę do Piotra i Pawła, bo wiem WIEM, że tam stugramowe tabliczki nadal są.

Ritter Sport Winter-Kreation Vanillekipferl 100 g (5)

I rzeczywiście, pojechałam. Czekoladę kupiłam w środę, mając nadzieję, że zjem ją w sobotę – w walentynki, świętując mój związek ze sobą. Niestety, biedna waniliowa kruszyna nie doczekała tego dnia, znikając już w czwartek, skądinąd tłusty czwartek. W całości.

Stugramową Vanillekipferl odebrałam zdecydowanie lepiej do miniaturki. Zacznijmy od tego, że czekolada się nie łamie, ale gnie i rozpapluje jak bardzo miękka plastelina. Którą w zasadzie jest, co widać nawet na zdjęciach. Wystarczyło potrzymać ją na kolanach w czasie dwugodzinnego seansu kinowego, by poważnie się zdeformowała. Ale to nic. Kochałam ją nawet pod postacią jadalnego Quasimodo.

Ritter Sport Winter-Kreation Vanillekipferl 100 g (3)

Mam słabość do takich miękkich ulepków (nienawidzę tego słowa). Dotychczas tylko jedna czekolada zdobyła unicorna i moje serce – Milka Toffee Wholenut. Uważam, że Vanillekipferl jest produktem tego samego rodzaju. Miękkim, brudzącym palce, rozpuszczającym się zanim w ogóle trafi do ust, słodkim do granic wytrzymałości, a przy tym wszystkim obłędnie pysznym. Na dodatek Ritterka ma smak waniliowy, nie mój ulubiony, a jednak dotarła do poziomu pierwszego miejsca. To o czymś świadczy!

Ritter Sport Winter-Kreation Vanillekipferl 100 g (6)

Tym razem Vanillekipferl pachniała barrrdzo mlecznie i barrrdzo słodko, ale także delikatnie kakaowo. Zdecydowanie ma ona w sobie pierwiastek obrzydliwości, to swoiste coś, co odpowiada za posmak (uznałam, że odpowiedzią jest olejek migdałowy/waniliowy podobny do obecnego w Cookies & Cream). Nie znaczy to, że mam jej cokolwiek do zarzucenia. Jest przesłodzona, przewaniliowiona i w ogóle cała prze, a mimo tego (albo właśnie za to!) otrzymuje unicorna smaku. Oby za rok wróciła!

Opis: Czekolada mleczna z kremem waniliowym (36%) i kawałkami ciasteczek waniliowych (4%).
Wartość energetyczna na 100 g: 578 kcal (i 99 kcal w czekoladce)
Wartości odżywcze na 100 g: białko 5,8 g; węglowodany 52 g – w tym cukry 50 g; tłuszcz 38 g – w tym nasycone kwasy tłuszczowe 21 g; sól 0,2 g.
Skład: cukier, tłuszcz palmowy, tłuszcz kakaowy, laktoza (z mleka), miazga kakaowa, mleko w proszku pełne, mleko w proszku odtłuszczone, mąka pszenna, śmietanka w proszku, miazga z orzechów laskowych, tłuszcz mleczny, masło, emulgator: lecytyna (z soi), skrobia pszenna, naturalny aromat wanilii, syrop glukozowo-fruktozowy, naturalny aromat, sól, laska wanilii.
Ocena: unicorn smaku
skalachi_unicorn

Ritter Sport Winter-Kreation Vanillekipferl 100 g (2)

Ritter Sport Winter-Kreation Vanillekipferl 100 g (4)

30 myśli na temat “Ritter Sport, Mini Winter-Mix: Gebrannte Mandel, Kaffee + Nuss, Vanillekipferl

  1. To była wyjątkowo udana seria zimowa, bo ta co była rok temu, była bardzo kiepska :/ Szczególnie ten ohydny smak pomarańcza-marcepan.
    Żałuję, że kupiłam tą Vanillekipferl tylko 1 tabliczkę! :'(

    1. Jest ich cała masa w PiP, masz w mieście? Pewnie nie, skoro rozpaczasz. A dla mnie pomarańcza-marcepan brzmi super, mam nadzieję, że jeszcze wróci, żebym mogła spróbować.

  2. o nie, po takiej recenzji muszę w takim razie spróbować jeszcze raz tej waniliowej bo ta mała kosteczka, która próbowałam z miniaturki miała jakoś tak biedną ilość nadzienia i w ogóle nie przypominała tego cuda co powyżej. :D ps. próbowałam waniliowy grand dessert i krótko mówiąc zakochałam się, koniec kropka. wykupię chyba wszystkie sztuki podczas kolejnej wizyty w auchan.

    1. Czyli mamy podobny gust, dobrze, będziesz wiedziała, co warto kupować. Będę Twoim przewodnikiem, co idzie przez chaszcze i daje się kąsać wężom. Super!

      A po czekoladę się spiesz, bo są już tylko w PiP, a potem wiesz… koniec zimy, to i po zimowych limitkach.

      1. w takim razie muszę szybko odwiedzić piotra i pawła – na szczęście w przeciwieństwie do auchan do którego muszę przejechać pół miasta ten mam po drodze z uczelni do domu. fakt, zauważyłam już, że mamy podobny gust. :) wszystko fajnie tylko, że później kupuję te produkty z Twojego polecenia, a potem tylko wcinam i wcinam aż miło to nie wiem czy to tak dobrze haha :D

          1. Ty to przynajmniej masz usprawiedliwienie, że to na potrzeby bloga, a ja? :D niemniej jednak te produkty są tak dobre, że ogromnym marnotrawstwem byłoby się im opierać. :D okej to teraz czuje się rozgrzeszona i mogę spokojnie robić napad na lodówę (złowieszczy śmiech).

  3. Oglądając fragmenty posiedzeń sejmu człowiek dochodzi do wniosku, że politycy również nie należą do najpoważniejszych ludzi na świecie, czasami bliżej im do poziomu przedszkola podczas nieobecności osoby dorosłej.
    Ani migdałowa ani waniliowa nie wywarła na mnie większego wrażenia. Były dobre, ale nie na 10/10. Kawowa to co innego, kawowa była idealna.

    1. No widzisz, ja też bym powiedziała, że kawowa będzie mi najbardziej smakować, a tu niespodziewajeczka.

      To jednak zajmę się polityką, dobrze płacą.

  4. Też miałam ten dziwny posmak w ustach, który nie dawał mi spokoju :D A potem stwierdziłam (uwaga, uwaga) , że to posmak placka drożdżowego – dokładniej samej kruszonki. :P

    1. Hmm, no nie wiem. Może jakiejś kupnej, bo kruszonka mojej mamy ma inny smak :P
      Ale mi teraz narobiłaś ochoty na ciepłe ciasto drożdżowe z rabarbarem prosto z działki dziadka i z dużą ilością kruszonki. Nie lubię Cię :(

      1. Może bardziej samych drożdży :D A ja dałam bratu na gwiazdkę jedną z dwóch zakupionych. Nie wiedziałam, że będzie tak dobra :( Głupia ja!
        Upiecz sobie z jabłkami – z rabarbarem będzie ciężko :3

        1. Nie piekę słodyczy, mam wystarczająco dużo kupnych, poza tym jestem leniwa i wolę, jak to ludzie robią jedzenie dla mnie :P

  5. Już chyba kiedyś pisałyśmy, że wielkim zaskoczeniem było to, że tylko kawowa bardzo nam smakowała :P Reszta nie zrobiła na nas żadnego wrażenia. Wręcz waniliową oddałyśmy tacie a on ją po prostu zjadł nawet nie wiedząc o jaki była dokładnie smaku :P

    1. Ale zjadł! Coś czuję, że polubiłabym się z tym Waszym tatą. Umie docenić dużo dobrych rzeczy. Chyba że on w ogóle lubi dużo wszystkiego :P

  6. Jestem zaskoczona unicornem dla wanilii. Pamiętam ją jak przez mgłę, bo jadłam ją, gdy pojawiła się jako limitka po raz pierwszy – była ok, ale bez straszliwego szału. Ta migdałowa to już w ogóle przeciętniak, ale… Na pewno obie te wersje były lepsze od Kaffee + Nuss :P Choć może w 2011 roku miałam inny gust… (tak, sprawdziłam na blogu – te limitki można było kupić także zimą 2011/2012).

    1. Nasze gusta i tak są inne, więc prawdopodobnie teraz też nie zapadłaby Ci w pamięci jako supersmaczna. Najszybciej porównamy doznania, jak już otworzę moją Heidi, wtedy też wrócę do recenzji na Twoim blogu. Inaczej czyta się o czekoladzie, której się nie jadło, a inaczej już po konsumpcji. Zdecydowanie wolę tę drugą opcję :)

  7. O, przeczytałam sobie przy okazji. ;)
    Jadłam obie, Vanillekipferl i Kaffee + Nuss, i powiem tak… o tyle, o ile ta pierwsza mi smakowała (niby jest taka bardzo słodka, ale ma w sobie coś dziwnego, z czym się jeszcze nie spotkałam. Może to te „prze”, jak to napisałaś, sama nie wiem), to kawowa wydała mi się okropna i po kostce więcej do niej nie wróciłam. Teraz żałuję, bo może nie wczułam się jak trzeba, albo po prostu trafiłam na jakąś felerną tabliczkę. Przez ten kontrast między nimi, z ogromną ochotą spróbowałabym tej z migdałami.

    1. Może za rok znów będą (oby). Choć wydaje mi się, że w PiP nadal znajdziesz duże sztuki, w Almie zaś mix maluchów (3 smaki).

      P.S. „Prze”?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.