Dokopałam się do słodyczy

Kiedy byłam mała, fascynowały mnie mroczne i tajemnicze miejsca, w które wkracza się niczym w inny wymiar. I bynajmniej, nie chodzi tu o niechlubne zakamarki ciała i dłubanie w nich, co oczywiście mi się zdarzało, a w efekcie czego słyszałam: „Przestań. Twój palec to nie górnik, a nos nie kopalnia”. Nie. Mam na myśli wszelkie formacje naturalne, jak groty skalne, zapadliska, jaskinie, ale również te stworzone ręką człowieka, jak bunkry, przejścia podziemne, tunele, szyby i kopalnie.

Miłość ową zaszczepili we mnie rodzice, z którymi od najmłodszych lat tułałam się po Polsce, odkrywając jej sekrety. Teraz jestem w dużej mierze przeciwieństwem owej dwójki górskich zapaleńców, zdecydowanie woląc wylegiwać się nad gorącym morzem i słuchać szumu fal, ale kiedyś? Poszłabym z nimi wszędzie, a tam, gdzie nie dałabym już rady, wnieśliby mnie na barana. Bo odkrywać trzeba.

Dziś więc nie tylko przeszłabym wszystkie szlaki w Karpaczu z zamkniętymi oczami, ale również pochwalić się mogę zwiedzeniem kilku zapierających dech w piersi jaskiń i grot. Zimne i mokre kamienie, głębokie i czyste jeziorka, wypływające ze skał wodospady, łaskoczące palce mchy. Dzikie jaskinie ze stalaktytami, stare kopalnie udostępnione zwiedzającym za odpłatą. Bo tak jak nienawidzę chodzić po górach (co innego oglądać widoki, ale najpierw ktoś by mnie musiał wnieść), tak kocham schodzić pod ziemię, w zimne i ciemne nieznane. Może z tego też powodu moimi ulubionymi horrorami są te, gdzie akcja dotyczy wędrówki w głąb*. Wzgórza mają oczy, Zejście, Beneath? Zapraszam do mnie na seans!

fot. Ministry of Foreign Affairs of the Republic of Poland (Flickr)

Wiecie co jeszcze lubię? Słodycze. Tak, tak, każdy mógłby to napisać, ale nie każdy lubi słodycze na tyle, by założyć bloga i zacząć je recenzować, rozpaczliwie próbując spamiętać, co i kiedy jadł, co było dobre, a co nie. Dlatego jeśli ktoś mnie spyta, co lubię, odpowiem, że pisanie, słuchanie muzyki, spacerowanie w słońcu, marnowanie życia na oglądanie głupich seriali i słodycze właśnie.

Skąd ten dziwny wpis? Już tłumaczę. Wyobraźcie sobie sytuację, w której łączycie kilka ulubionych rzeczy, żeby powstało coś naprawdę świetnego. I nie, nie chodzi o zestawienie wątróbki z czekoladą i perfumami, fuj. Myślę raczej o aspektach względnie do siebie pasujących, jak na przykład słuchanie muzyki, jaskinia i czekolada albo pisanie, kopalnia i szeroko rozumiane słodycze. Głupie? Niekoniecznie.

Pod koniec zeszłego roku we Wrocławiu otwarto sklep z zagranicznymi słodyczami, który nazywa się Kopalnia Słodyczy właśnie. Ot, sklep jakich wiele, przecież mamy już nieopodal rynku Kuchnie Świata. A przynajmniej tak na początku myślałam. Charakterystyczny wrocławski krasnal w logo, pastelowe, atrakcyjne dla oko kolory… no dobra, czas się wybrać. I rzeczywiście, parę dni później zjawiłam się w progach sklepu, żeby zobaczyć… nie, tego nawet nie da się opisać. Jeżeli kiedykolwiek oglądaliście Willy’ego Wonkę i fabrykę czekolady bądź nowszą wersję: Charliego i fabrykę czekolady, to będziecie wiedzieć, jak wygląda wnętrze Kopalni Słodyczy. Wszystko zdaje się być zrobione ze słodkości. Z ciastek, lizaków, cukierków. Dekoracje błyszczą i sprawiają, że mamy ochotę ugryźć pierwszą lepszą półkę. A przynajmniej ja miałam. Opuszczając sklep, wiedziałam, że chcę mieć z nim do czynienia.

Kopalnia Słodyczy

A jak czegoś bardzo chcemy, to marzenia się spełniają. Dziś więc moja miłość do pisania, kopalni i słodyczy może zostać połączona, gdyż z wrocławskim sklepem podjęłam współpracę. Otrzymałam siedem nieznanych mi (lub znanych wyłącznie z Internetu) produktów, które przez kolejnych siedem tygodni będą się pojawiały na blogu. Wraz z ocenami i wszystkim, co towarzyszyło poprzednim recenzjom.

Na wpisy owe serdecznie zapraszam, tak jak i na ulicę Kuźniczą 10, do Kopalni Słodyczy, gdzie znajdziecie cuda ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Japonii czy Australii. A to i tak tylko część z asortymentu. Kuchnie Świata, gdzie do tej pory znajdowałam trzy marki na krzyż, mogą się schować.

Co zaś z tymi, którzy mieszkają poza Wrocławiem? No cóż… żyjemy w świecie zdigitalizowanym, gdzie przed zakupem głupiego jogurtu możemy wpisać jego nazwę do Internetu i przeczytać opinie innych, dzięki czemu albo zabierzemy go ze sobą do domu, albo z obrzydzeniem odłożymy z powrotem na półkę. Takie czasy. Czasy internetowych przelewów, rezerwowania biletów i nawiązywania nowych znajomości on-line, przeglądania ciuchów na Allegro i robienia zakupów bez wychodzenia z domu. Również słodyczowych. Dlatego jeśli skusi was któryś z przedstawionych produktów, nie musicie płakać, że jest niedostępny. Wszystko jest w zasięgu dłoni i zależy od kliknięcia myszką (mmm, cóż za głębia myśli). Wystarczy dać się ponieść cukrowemu zewowi. A wcześniej poczytać o promocjach i nowościach na fanpage’u sklepu, bo zbankrutować przy pierwszym zamówieniu nie byłoby kolorowo.

kopalnia slodyczy

* Przy okazji przypomniało mi się, że teledysk jednej z moich ulubionych piosenek również rozgrywa się w kopalni. Chyba jestem skazana na zawód górnika. Albo na męża górnika.

Strona Kopalni Słodyczy
Fanpage FB Kopalni Słodyczy

27 myśli na temat “Dokopałam się do słodyczy

  1. Uważam Wrocław za jedno z piękniejszych miast w Polsce, teraz mam kolejny powód żeby go odwiedzić! :D Super, że udało Ci się z nimi nawiązać współpracę, bardzo Ci zazdroszczę bo zagraniczne, nietypowe i trudno dostępne słodycze to to co lubię najbardziej. Czekam w takim razie na recenzje, które będę czytać z wielkim bólem serca, że mi nie dane będzie tego posmakować wszak u nas Szczecin to jedynie żabkami stoi i nie znajdziesz takich wypasionych sklepów niemniej jednak czekamy!

    0

      1. Tak wiem ale jestem zupełnie zielona jeżeli chodzi o zamawianie rzeczy przez Internet, nigdy tego nie robiłam i szczerze mówiąc trochę się tego boję haha. :D

        0

        1. To mi przypomina czasy, kiedy zakladalam konto na Allegro i panicznie sie balam, ze na pewno zle zamowie, zaplace, a przesylka nie dojdzie :D

          0

  2. ooo nie! na pewno się nie skuszę! bo jak wejdę do sklepu albo na stronę to chyba umrę albo na zawał albo wydam wszystkie pieniądze za jakie żyje xDD oglądałaś może szaloną kuchnię hestona? hahaha myślałam, że nie wysiedzę jak widziałam co on wyrabiał :D więc wiem że nie wyrobiłabym w realu tym bardziej :)

    0

  3. Moje jedyne wspomnienie ze zwiedzaniem bunkrów to myśl, że chce jak najszybciej stąd wyjść, zaraz się uduszę albo utknę w przejściu. Wolę przebywać na świeżym powietrzu.
    Gratuluje współpracy. Może dostałaś te lizaki z robalami? XD

    0

  4. Ależ jestem z Ciebie dumna :) I co warto marzyć i warto odważnie sięgać po swoje marzenia. Bardzo się cieszę, bo i mnie pewnie, jak zawsze, coś skapnie :)

    0

  5. Nadal się trzymasz wersji, że 40 (teraz mniej… 30?) produktów czekających w kolejce to już za dużo? ;) Super, że pojawi się coś nowego. Innego. Nawet kosztem zazdrości i ślinotoku u czytającego :D

    Chciałbym zobaczyć, jeśli masz możliwość wyboru, recenzję:

    1. Snickers (masło orzechowe)
    2. Oreo (czekoladowe nadzienie)
    3. Fluff (ale to ze względu na reakcję na coś tak… lepkiego ;) )

    No i na osłodę… jakiś lizak. Świerszcz? :D

    0

    1. Czterdzieści to ja już nawet nie pamiętam, kiedy było. Teraz znów jest 50+ ;( Z jednej strony tragedia, z drugiej niczemu nowemu nie odmówię :D

      Niestety tym razem nie wybierałam, a raczej nie w pełni. Jeśli współpraca się przedłuży – poproszę o te rzeczy. O dwie, bo jedną mam ;> Aaale na razie pozwolisz, że nie zdradzę ;*

      0

Dodaj komentarz