Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (Kopalnia Słodyczy)

Jagodzianki dwusmakowe: jagodowo-jagodowe!

Jedna pani spać nie mogła – jagodzianka jej pomogła!

Żono, żono, namów męża, jagodzianka wskrzesza węża!

Gorrrąceeee jagodziaaaankyyyy!

Nie, stop. To jeszcze nie lato, w dodatku wcale nie plaża. To tylko dolnośląski Wrocław, w którym ostatnimi czasy promienie słońca przeplatają się z morderczym wiatrem, a w zaciszach domowych ludzie pałaszują różne smakowitości. Jakie? Ano właśnie.

Dopiero zaczęła się wiosna, a my już chcemy więcej. Podczas gdy połowa Polaków nadal nosi zimowe płaszcze, na głowy naciąga wełniane czapki, a dłonie grzeje w rękawiczkach, druga połowa wyrywa się do grillowania i spacerowania po dworze z lodami, desperacko wyczekując otwarcia basenów. Niezbyt rozsądnie. Z niektórymi rzeczami zdecydowanie nie ma się co spieszyć, szczególnie że anginy i grypy czekają tuż za rogiem i zacierają swoje niewidzialne ręce. Nie oznacza to oczywiście, że mamy wskoczyć w golf, obwiązać się szalikiem i wypatrywać czerwca. Nikt nie zabrania nam korzystać ze wszystkich tych dobrodziejstw z głową i umiarem. A jeśli możemy sięgnąć po coś, co idealnie odwzoruje lato i wakacje bez choćby cienia szansy na utratę zdrowia, to tym bardziej możemy zacząć nucić klimatyczne hity.

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (1)

Fruity Pocky Blueberry Taste

Gdyby pod koniec ubiegłego roku Aksam nie wypuścił na rynek nowego produktu: Beskidzkich Łakoci, zapewne nigdy nie zwróciłabym uwagi na sławne Pocky czy Mikado. Zresztą nawet wtedy nieszczególnie mnie one zainteresowały, gdyż świat deserowy dzielę na dwa obszary: słodki (czekolada, praliny, cukierki, ciastka, ciasta) oraz słony (chipsy, chrupki, krakersy, paluszki, precle, orzeszki). Moim zdaniem nie powinny się one łączyć, a przynajmniej nie za często. Poza tym nie mieści mi się w głowie, że można być równie zwariowanym na punkcie obu.

Życie jednak zaskakuje. Wspomniane wyżej Beskidzkie Łakocie pojawiły się na mojej drodze niespodziewanie, wchodząc do kanonu smaków atrakcyjnych i godnych polecenia. Dziś zaś, zaledwie kilka miesięcy później, równie niespodziewanie zostałam postawiona przed degustacją Pocky.

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (6)

I to nie byle jakich! Nie ma mowy o żadnej powtórce z rozrywki i tradycyjnej, oklepanej mlecznej czekoladzie. Tu zdecydowanie powiało nadchodzącym latem i jagodami, które w przeciwieństwie do malin wprost uwielbiam. Na surowo, z jogurtem, ryżem, w batonach, ciastkach, lodach – im więcej, tym lepiej. Dlatego, choć ułożenie kolejności degustowania słodyczy z wrocławskiej Kopalni Słodyczy nie było proste, od pierwszego spojrzenia na Fruity Pocky wiedziałam, że paluszki nie poczekają zbyt długo.

I rzeczywiście, nie czekały. Zabrałam się za nie bowiem już dwa dni po Snickersie Rockin’ Nut Road. Kiedy rozerwałam opakowanie, linie do kulturalnego odpakowania zauważając jak zwykle zbyt późno, do moich nozdrzy dotarł aromat owoców. Ale jakich! Zaklętych w delikatnym i idealnym dżemie jagodowym, bogato wypełniającym gorącą jagodziankę, którą opaleni młodzi chłopcy sprzedają na plaży. A raczej sprzedawali, w latach dziewięćdziesiątych i wcześniej, bo dziś możemy dostać co najwyżej suchą bułkę z milimetrem sześciennym dżemu i wprasowaną w lukier dogorywającą osą. W dodatku po zawyżonej cenie.

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (5)Paluszki obficie pokrywa jasnofioletowa polewa, w której dostrzec można zarówno małe ciemnoróżowe kropeczki, jak i duże kawałki suszonych jagód. Nie wygląda ani nie smakuje jak biała czekolada czy w ogóle jakakolwiek czekolada, stawiałabym tu raczej na wytwór parajogurtowy, przypominający krem z Hitów White Choco Delight. Jej konsystencja jest dość dziwna, bo parafinowa i tłusta niczym margaryna, przy czym wcale nie obrzydliwa. Intrygująca. Z pierwszych kilku paluszków ją zgryzłam, nie potrafiąc określić, czy mnie w sobie rozkochuje, czy prowadzi do nienawiści.

Polewa smakuje słodko-kwaśno, intensywnie owocowo. Słodka jest warstwa jaśniejsza, kwaśne zaś albo suszone owoce, albo te drobne kropeczki, o których już wspominałam. Dodatkowo zaciekawił mnie fakt, że producentowi udało się zachować prawdziwość jagód w tak z pozoru sztucznym produkcie (w dodatku japońskim, gdzie Japonia słynie z różnych dziwnych słodyczy w stylu „zrób to sam”).

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (2)Warstwa paluszkowa jest bardzo jasna, niewypieczona, cieniutka. Zachowała idealną chrupkość, nawet głęboko pod jagodową polewą. Ma smak czegoś pomiędzy Petitkami LU a ciastkami z Hitów. Nie jest słona, a przynajmniej nie za bardzo, delikatnością przywodzi na myśl paluszki Junior Lajkonika.

Całość, czyli połączenie paluszka z polewą, jest esencją subtelności i lekkości. Słodycz produktu znajduje się na poziomie idealnym, nie zbliżając się do żadnej z granic krytycznych. Dopełnia ją lekka słodycz i równie lekka kwaśność owoców. Aromat zaś, zamiast z czasem słabnąć, wciąż jest zadziwiająco intensywny. Nawet stawiając produkt daleko od siebie, i tak będziemy go czuć.

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (8)

W smaku Fruity Pocky Blueberry Taste najbardziej przywodzą na myśl wspomniane już Hity jagodowe lub nadmorskie jagodzianki. Są leciutkie, chrupiące i niewinne, przez co cała paczka znika w mgnieniu oka. Dobrze zatem, że ma tylko 35 g, co przekłada się na 180 kcal (w sam raz na raz).

Cieszę się, że otrzymałam paluszki do recenzji, bo sama pewnie nigdy bym ich nigdy nie kupiła, przez co ominęłoby mnie tyle dobrego. Smuci mnie za to fakt, iż póki co w internetowej Kopalni Słodyczy dostępny jest wyłącznie smak jagodowy (miłośników słodyczy azjatyckich uspokajam: brak innych wariantów Pocky powinna wynagrodzić wam piątka smakowitości od Meiji, czyli Hello Panda i Yan Yan).

skalachi_5Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (4)

Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (7)


kopalnia slodyczy(kliknij na obrazek, żeby przenieść się na stronę Kopalni Słodyczy)

32 myśli na temat “Glico, Fruity Pocky Blueberry Taste (Kopalnia Słodyczy)

  1. O raju raju raju rajuuu! Ależ mi narobiłaś ochoty. Znowu. Tym bardziej, że zerkając do szafki, z paluszków znalazłam tam tylko „o smaku wędzonego bekonu”, którymi chojnie obdarował mnie tata (a tak naprawdę przywiózł ze szkółki policyjnej to, co mu dali, często w podwójnych ilościach, bo jako dowódca plutonu ma kartki na jedzenie tych, którzy wolą pójść na pączki do biedronki, a czego sam nie zjadł). O ile czasem go za to wielbię, np. w przypadku mimi formatu nutelli, to czasem, czyli teraz i kiedy przywiózł cudowny zestaw: obrzydliwy deser ryżowy Czaruś, i ohyndy deser Korona… truskawkowy. Chyba rozumiesz, co czułam, próbując to zjeść?

    0

    1. Haha, Czarusia nie jadłam, ale Deser z koroną… czytałaś moją recenzję? :D

      Mininutella brzmi jak niebo :3

      0

      1. Czytałam, czytałam. Właśnie dzięki niej ”odkryłam tego bloga”.
        Czarusia nie próbowałaś – ciesz się.
        Ja miałam nieszczęście skosztować 2 smaków: wanilię i toffi. Do dziś nie wiem, czym się różniły. Chyba tylko obrazkiem na opakowaniu. Smakują niby słodko, ale nie cukrowo-słodko, tylko chemicznie-słodko. Ryż w składzie był daaleko… ale był. I to kolejny błąd producenta – w środku jest twardy, z zewnątrz napęczniały, kleisty i obrzydliwy. Konsystencja ogólnie całej masy jest równie ohydna, i nawet wyglądem nie zachęca do konsumpcji. Grafików poniosła wyobraźnia.

        0

        1. Boże, piłam akurat herbatę, jak trafiłam na fragment: „Ja miałam nieszczęście skosztować 2 smaków: wanilię i toffi. Do dziś nie wiem, czym się różniły”, to prawie się poplułam :D

          Na wszelki wypadek nigdy nie kupię Czarusia.
          Aaaalbo jak kiedyś przestanę publikować nowe wpisy, to może oznaczać, że jednak trafiłam na niego trafiłam ;)

          0

  2. Pocky, boże, jadłabym. Jak widzę mnogość smaków to mi żal tyłek ściska, że nie ma tego w normalnych sklepach. Połączenie słodyczy kwasku i chrupkości paluszka jest tak wspaniałe, że nie wiem czemu producenci nie wpadli jeszcze na pomysł żeby to prowadzić na polski rynek.
    Tego, ja jestem z opcji zrzucamy kurtki, jemy lody. A anginę miałam ostatnio w podstawówce, grypę na pierwszym roku studiów, jestem zahartowana :D tylko alergia mi się powoli zaczyna dawać w znaki.

    0

    1. A ja na odwrót – alergii zero, za to jak mnie przewieje (nawet delikatnie), to po mnie. Mam odporność porcelany, w którą nawala grad.

      0

  3. Aksam, Beskidzkie Łakocie jadłam, ale nic poza tym… mikado czy Pocky, a nie powiem rajcują mnie nie powiem… jak zobaczyłam na twoim blogu te paluszki od razu cinęło mi się na usta WOW xDD ja mam do przetestowania i lezą mi w półce z biedronki paluszki z biscolaty, z pewnością nie bd tak dobre, ale zaspokoją mój głód na słodkie ;)

    0

    1. Ja biedronkowych nie kupiłam, bo to to samo co Beskidzkie Łakocie, więc żadne nowe doświadczenie do kolekcji.

      0

  4. Widzę często na Instagramie jak ludzie zajadają się chipsami czekoladowymi lub też właśnie paluszkami. Zawsze patrzę na to trochę krzywym okiem bo dla mnie chipsy i paluszki stanowią słone przekąski i nie przepadam za połączeniami słodki-słony. Aczkolwiek ciekawi mnie zachwyt nad nimi i pewnie, któregoś dnia i ja je zakupię i spróbuję. Połączenie z jagodowym smakiem jest naprawdę zaskakujące i w sumie paluszek z takim lekko kwaskowym, owocowym smakiem to brzmi trochę dziwnie niemniej równie zachęcająco. Do tego bajecznie się prezentuje, ten kolor wprawiłby w dobry nastrój nawet największego ponuraka. Jak do tej pory raczej byłam niechętna tak te paluszki mi się podobają ze względu na pomysł i w efekcie finalnym wykonanie. Naprawdę włożyłabym je do koszyka gdybym znalazła na półce – jako jednak, że na półce ich nie znajdę to pewnie dane mi będzie ich spróbować dopiero za kawał czasu bo znasz już moją umiejętność robienia zakupów internetowych. :D
    Wstęp postu genialny! Aż przypomniały mi się właśnie coroczne wakacje nad morzem i te piosenki śpiewane przez sprzedających zachęcające do kupowania, najbardziej zapamiętałam taki: ,,pewna babka chorowała – zjadła loda wyzdrowiała, pewien dziadek tez chorował, nie zjadł loda – wykitował” Są jeszcze bardziej zbereźne ale tych lepiej nie przytoczę w trosce o możliwych, niepełnoletnich czytelników. :P

    0

    1. Haha, ale chipsy czekoladowe nie mają w środku chipsów! :D Tylko przybierają ich kształt. Wiem, bo jadłam.

      P.S. Mi się dzisiaj przyśniło morze.

      0

      1. Serio? Co za rozczarowanie, a ja myślałam, że to chipsy w czekoladowej polewie. Może ktoś to jednak podchwyci i powstanie taki produkt kto wie. :D
        Mi pewnie śniło się, że ktoś mnie gonił z siekierą albo, że spadałam z urwiska jak zwykle. :D Na szczęście nie pamiętam.

        0

  5. Ale to fajne! Szkoda, że to nie polewa z czekolady białej z jagodami, ale z drugiej strony… Pewnie byłaby to paskudnej jakości biała czekolada, więc może rzeczywiście lepiej, że jest jak jest. Wyobraziłam sobie tego smak i jestem na tak! Choć sądzę, że jeden paluszek jako poczęstunek by mnie wystarczył. Ot tak, z ciekawości. Na całe opakowanie już nie mam chęci.

    0

    1. Ja się cieszę, że nie biała czekolada, bo tak jak piszesz, pewnie byłaby obleśna. Taki parajogurt do owoców pasuje bardziej, dzięki czemu jest i słodko, i kwaśno, i w ogóle mniam :)

      0

    1. Plus wstrzeliłam się z recenzją w superciepłe dni. Dziś dłuuugo wędrowałam (między sklepami ;)) w krótkim rękawku. Tak powinno być przez cały rok!

      0

  6. Tego smaku na pałeczkach, fenomenu już, nie zrozumiem. Może gdyby były to paluchy wielkości baterii, to tak. Szczerze mówiąc wydaje mi się, że to zbyt kruche, zbyt mało treściwe jest. Że każdy kolejny kąsek jest taką „porcyjką porcyjki”, przez co nie czuć, że się coś je.

    Nie przeczę – przy innym smaku pewnie bym wyciągnął łapsko z prośba o poczęstunek :D

    0

  7. Och kurcze, brzmi na niebo w gębie! :) Do tego ten uroczy róż! Idzie się zakochać :)

    Muszę zauważyć, że nareszcie odnalazłyśmy wspólny smak! Jagody to jedne z moich ulubionych owoców! :)

    0

  8. Swietny blog :) duzo w nim humoru i dystansu, ktory bardzo lubie ;) Pozdrawiam Cie cieplo i zycze udanego tygodnia!

    0

Dodaj komentarz