Ritter Sport, Pfefferminz

Połączenie czekolady z miętą w mojej prywatnej klasyfikacji smaku zajmuje miejsce w tym samym porządku, co praliny z wódką, kandyzowane owoce, maliny i inne twardopestkowe owoce leśne, świeże wiórki kokosowe, chili czy anyż. Krótko mówiąc: to wcielenie zła.

Pomimo trwałości i prawdziwości powyższego stwierdzenia, hołduję jednak zasadzie, że co jakiś czas do nielubianych rzeczy warto wracać, bo a nuż się okaże, że przez lata wieszaliśmy psy danym produkcie, podczas gdy on – albo nasz gust – uległ w tym czasie zmianie. Żyjemy wówczas w błędzie, wypisując i głosząc wszem i wobec czyste herezje, a po zrewidowaniu poglądów może nam być co najwyżej (i aż) głupio. Szczególnie gdy po słowach zostaje ślad w postaci licznych recenzji.

Takim sposobem, jak i licząc na kolejne opakowanie Ritterki do kolekcji, sięgnęłam po tabliczkę:

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (1)

Pfefferminz (Peppermint)

Opakowanie czekolady ni ziębi, ni grzeje. Nie mogę się do niego w żaden sposób przyczepić, bo choć kolor nie podchodzi pod moje rozumienie terminu „piękno” (tyle że ja w ogóle nie przepadam za zielonym, szczególnie zaś w odniesieniu do ubrań), to jak najbardziej odpowiada smakowi produktu: mięcie. Bardziej „żywy” odcień mógłby oznaczać, że oto mamy do czynienia z kremem z trawy, mniej zaś, że przyjdzie nam degustować glony. Z całej trójki mimo wszytko wybieram miętę.

Drugim elementem szaty graficznej jest obrazek: dwie ciemne kostki, jedna przecięta, w tle listek mięty. Ani trawy, ani glonów. Wszystko się zgadza.

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (3)

Zapach Pfefferminz jest intensywnie miętowy. Przez łagodzące dolegliwości żołądkowe zioło z ledwością przebija się kakao, acz jednak przebija. Na tym poziomie muszę przyznać, że cieszyłam się, iż zastosowano czekoladę deserową, a nie mleczną. Z nią czekolada byłaby jeszcze gorsza… Albo i nie. W tamtej chwili nie wiedziałam bowiem, czy określenie „gorsza” lub „zła” w ogóle będzie tu wchodziło w grę. Byłam o krok od sytuacji, w której zatwardziałe przekonanie o niechęci do połączenia mięta-czekolada mogło zostać ścięte jak choinka tuż przed Bożym Narodzeniem.

Ale to było przed degustacją.

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (4)

Podczas krojenia czekolady do zdjęć wyraźnie odczułam twardość i nieustępliwość kostek, które nożowi nie poddawały się tak łatwo, jak inne Ritterki. Kiedy się udało, ze środka łypnął miętowym okiem krem: mniej płynny niż się spodziewałam, lepki, aromatyczny, biały, acz wpadający w szarość. Gdybym była chora i miała natkany nos, mogłabym go uznać za marcepan.

Dla zbudowania napięcia i odwleczenia chwili przyznania się do sromotnej porażki, z naszykowanych kostek zgryzłam samą czekoladę, zwłaszcza warstwę dolną, czyli najgrubszą. Już wtedy poczułam wyrazistość miętowego kremu, który – choć od tafli czekolady odszedł gładko – zawładnął całym jestestwem Pfefferminz. Innymi słowy: nie dało się gryźć tak, żeby nie czuć mięty.

Co w takim razie dzieje się z deserową czekoladą? Zanika. Czuć ją wyłącznie w posmaku, wtedy też można poznać, że jest pyszna i rzeczywiście deserowa, ale trzeba się naprawdę wysilić. Wielka szkoda.

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (6)

I wreszcie dochodzimy do chwili, gdy zdradzam, czy poczułam miętę do mięty.

Otóż nie, bynajmniej, ani trochę, fuj. Nadzienie okazało się intensywnie miętowe, orzeźwiające i miętowe. I miętowe. Słodkie, lekko tłuste, głównie jednak przypominające konsystencją pastę do zębów, której nie toleruje żadne dziecko w pierwszych latach swojego życia (stąd pasty brzoskwiniowe, truskawkowe i inne owocowe, które dziś – po latach – wydają mi się jeszcze gorsze od czekolady z miętą).

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (2)

Kluczowe pytanie brzmi zatem: jak tu przełknąć coś, co przez całe życie uczyłeś się wypluwać? No cóż, nie jest łatwo. Ja pokonałam tylko jeden rządek, na dodatek z trudem, resztę z ogromną ulgą oddając rodzince. Niech oni się męczą z pastodozębową Pfefferminz.

Mięta bleh forever.

skalachi_2Ocena: 2 chi
(ze względu na deserową czekoladę, z mleczną byłby pewnie jeden)


Skład i wartości odżywcze:

Ritter Sport, Pfefferminz Peppermint (5)

34 myśli na temat “Ritter Sport, Pfefferminz

  1. Oj dla mnie czekolada-mięta to również smak nie do przejścia. :/

    Czekolada wygląda naprawdę ładnie, biały krem w środku ciekawie kontrastuje z brązem czekolady. I szkoda że smak nie idzie w parze z wyglądem. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)

    0
  2. Ja ostatnio trochę boję się nadziewanych Ritterów że względu na przykre doświadczenia, a mimo, że lubię dobrze wykonane połączenie mięty i czekolady, to jakoś do tej czekolady mnie nie ciągnie. Przynajmniej na razie, bo jet na liście ‚do spróbowania’.

    0
  3. Podziwiam za odwagę, nic mnie nie zmusi do spróbowania nielubianych połączeń, szczególnie jak mnie już zapach odpycha. Mi, jak już pisałam, ta czekolada nawet smakowała aczkolwiek czekolada z miętą nie jest dla mnie połączaniem obrzydliwym.

    0
  4. Tym razem kompletnie się nie zgodzę. :> Ta czekolada to jedna z niewielu Ritterów, jakie jadłam (w sumie ze 2-3 smaki) i bardzo dobrze ją wspominam, kilakrotnie do niej wracałam. ;) Nad grafiką opakowania się nie zastanawiałam, ale kolor opakowania mi się podoba.

    11+
  5. No NIEEEEE… My to mamy całkiem ine podniebienia…
    I wiesz co? ZNOWU narobiłaś mi taaaakiej ochoty….

    0
  6. A ja uwielbiam tę wersję. Można nie lubić połączenia czekolada-mięta, ale wśród konkurencji Ritter Sport zrobił tu naprawdę dobrą robotę. Nigdy nie jadłem lepszej czekolady z miętą.

    0
  7. Nie przepadam za słodyczami z dodatkiem mięty więc nie kupiłabym choćby nie wiem jak bardzo była smaczna. :< Miętę lubię tylko w zaparzoną w kubku.

    0
      1. Jadłaś może już te nowe lody Daim, Oreo i Toblerone? :D Ciekawa jestem wrażeń, ja dzisiaj wybrałam się po Daima ale był ,,tylko” Toblerone i wyszłam z Tesco razem z nim. :D

        0
          1. To zdrówka w takim razie! ;* Jak już gardło przestanie odmawiać posłuszeństwa i któregoś spałaszujesz to koniecznie daj znać! :D

            0
  8. Lubię połączenie czekolady z miętą, np. lody, ale ten ritter wyjątkowo jakoś mi nie podpasował.
    Chyba nie lubię po prostu miętowego lejącego się nadzienia.

    0
  9. hahaha ja też nie przepadam za połączeniem mięta+słodkie, za to moja mama szaleje i zawsze lody w gałce kupuje lub inne pierdoły :D anyż też mnie odstręcza tak jak imbir… ale owoce leśne? świeże wiórki? no dobra za chili nie przepadam po doświadczeniach z Lindtem… ale… świeże wiórki? :< aż boję się pytać o traume z dzieciństwa, bo takowa mogła, ale nie musiała mieć miejsce ;) na czekoladę jednak się nie skuszę ^^ może jak ,,dojrzeje" xDD ale gratuluje odwagi :)

    0
    1. Pytaj śmiało, żadnej traumy z wiórkami nie miałam. Po prostu nie lubię, tak jak niektórzy nie lubią wątróbki czy brukselki – ja obie kocham ;)

      0
      1. wątróbki niestety nigdy nie jadłam… przyznaję się bez bicia ( albo po prostu nie wiedziałam, że miałam już z nią doczynienia xDD) a brukselka to moje ulubione warzywo <3 kocham ją sobie nawet ją jeść samą, ugotowaną solo z solą xD albo masełkiem… jeszcze jak ma ten maślany posmak… mmm… ale już się sezon skończył :( a gdzie jadłaś takie świeże wiórki? bo mnie zaciekawiłaś… :)

        0
        1. Swieze w sensie zwykle, nieuprazone.

          Jak mozna przezyc tyle lat bez probowania watrobki? To dla mnie niepojete, o ile oczywiscie rodzina nie jest weganska/wegetarianska.

          0
          1. aaa rozumiem. A na serio, na prawdę nigdy nie jadłam, moja mama może nigdy po prostu nie miała zdolności albo przepisu by ją przygotować ;) a wegetarianizm w mojej rodzinie? hahahaha chyba udusili by się ze śmiechu gdybym im zaproponowała :D

            0
  10. Jak dla mnie super ;)
    Bardzo lubię połączenie czekolady i mięty :)
    Przypomniał mi się batonik danusia lecz ta RS ze względu na smak i konsystencje czekolady go nie przypomina :( moja ocena 7/10
    Przedewszystkim cena a po drugie czekolada

    0
    1. Dawniej bardzo lubiłam klasyczną Danusię. Jadłam też adwokatową i kawową, przy czym któraś mnie zawiodła, ale nie pamiętam która.

      Obecnie miętę toleruję bardziej niż w momencie pisania tej recenzji, więc moooże odebrałabym czekoladę nieco lepiej.

      0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.