Mars, Snickers Intense Choc

Kilka lat temu w Polsce pojawił się Snickers Dark będący limitowaną edycją klasycznego, naładowanego orzeszkami ziemnymi i karmelem batona firmy MARS, którego tym razem pokrywała nie gruba i mleczna, ale gruba i ciemna czekolada. Robiąc zakupy, jak zwykle zaopatrzyłam się od razu w dwie sztuki, czego po teście pierwszego pożałowałam. Niby złotówka to niedużo, a jednak można ją wydać lepiej, smaczniej. No i taki dodatkowy baton to zawsze jeden wieczór więcej, kolejny dzień dzielący mnie od wyzerowania listy posiadanych słodyczy (wtedy chyba jeszcze jej nie prowadziłam). W tym roku pojawił się za to Snickers Intense Choc, zupełna nowość na rynku i rewelacja, gdyż jest to niespotykany dotąd Snickers w ciemnej czekoladzie… wait, what? Czy przed chwilą nie napisałam, że to już było?

Owszem, ale co z tego? MARS, jak każda inna firma, co kilka lat (albo częściej, przykład: Snickers Maximus i Max Caramel) wypuszcza ten sam produkt z nieco inną nazwą i zmienionym opakowaniem. Natnie się każdy, nawet ten, co wie, że się nacina. W końcu wymówek jest wiele: a to blog i recenzja, a to nowe opakowanie do kolekcji, a to trzeba sobie przypomnieć smak, a to może jednak odrobinę się zmienił, a to zdjęcie na Instagrama wrzucić… i tak dalej, w nieskończoność. Dlatego i ja Snickersa Intense Choc kupić musiałam, choć już rozumnie, sięgając po jedną tylko sztukę.

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (1)

Snickers Intense Choc

Snickersa, mojego ulubionego i unicornowego batona, kocham za treściwość, masywność, chrupkość, świeżość, orzechowość, słodycz, dodatek karmelu i pyszną, grubą, mleczną czekoladę. Uważam, że każdy z tych składników jest niezastępowalny (co do nugatu nie jestem pewna, wszak wariant Rockin’ Nut Road udowodnił, że można i bez niego), a poważniejsza ich zmiana może działać jedynie na niekorzyść.

Co z tego wynika? Jak poradził sobie Intense Choc?

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (7)

Limitowana propozycja MARSa jest bardzo mała, choć waży standardowe 50 g. Jest ciemna (wow…), posiada dużo karmelu i orzechów, mało zaś nugatu (mam wrażenie, że z każdą wersją jego ilość maleje… czy ktoś coś wie na temat nugatowego kryzysu w USA?). Konsystencją odpowiada klasykowi, jest treściwa, zbita, zwarta i tak twarda, że trudno się batona kroi. Można się nim jednak najeść lub szybko odzyskać energię po nagłej jej utracie (np. po dzikim biegu palców po klawiaturze).

To by jednak było na tyle z dobrych lub neutralnych stron. Robiąc mały spoiler, zdradzę, że dalej Intense Choc wykazywał tendencję spadkową.

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (8)

Mój pierwszy zarzut wędruje do zapachu Snickersa. Wąchałam go długo, nie dając się przekonać, że to jednak czekolada. Cały czas miałam wrażenie, że trzymam w ręce kawałek spalonego mięsa z grilla, ze wskazaniem na przymiotnik spalonego. Zresztą wcale nie lepiej było ze środkiem batona, który zawierał aromat orzechów, ale – ponownie – spalonych. Całość po prostu śmierdziała.

Czekolada niby miała dobry smak, była deserowa, ale przez wkręcenie sobie spalenizny nie mogłam powstrzymać narastającej we mnie niechęci. Co raz zobaczone, nie zostanie odzobaczone, a co raz zwąchane, nie zostanie odzwąchane. Prawda stara jak świat.

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (4)

W środku batona znajdowało się więcej nugatu, niż wygląda to na zdjęciu. Był on delikatny, lekki, puszysty i nie wchodził w zęby. Nijak nie przypominał wnętrza Milky Waya ani nawet klasycznego Snickersa czy Marsa, tam bowiem jest on twardszy, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. W buzi rozpuszczał się momentalnie, zostawiając na języku masę orzechowych kruszyn, które zostały weń wtopione.

Oprócz wyżej wspomnianych kruszyn, były oczywiście także całe orzechy, zatopione w głębokim i gęstym karmelu. Występowały w ilości ogromnej, chrupały, miały intensywny smak, były świeże i… cóż, doskonałe (jak tylko pogodzimy się z zapachem spalonego udźca). Otaczający je karmel zaś odpowiadał karmelowi z oryginalnego Snickersa, dając się poznać jako twór pyszny i słodki.

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (5)

Całość uważam za dobrą, w końcu to Snickers, a jednocześnie bardzo rozczarowującą. Sama czekolada ma przyjemny smak, ale śmierdzi jak zwęglony wieprz i – co ważniejsze – ani trochę nie pasuje do słodkiego wnętrza. Zastosowanie jej miało prawdopodobnie zrównoważyć ów środek i zapobiec szokowi cukrowemu, ale kompletnie nie zmniejszyło odczucia słodyczy w czasie konsumpcji.

Tę limitkę uznaję za niewypał i hańbę dla rodu Snickersów.

skalachi_4Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (2)

Mars, Snickers Intense Choc - limited edition (3)

38 myśli na temat “Mars, Snickers Intense Choc

  1. Jeden z kilku batonów z gorzką czekoladą, który… pojawi się i u mnie. To tak jakby ktoś szukał ew. słodyczy z tym gatunkiem polewy. Nie sugeruje się, nawet ani trochę, opisem… bo teraz swoich odczuć nie mogę być pewien. Przypuszczenia to jedno, a rzeczywistość to drugie.

    Wyjatek to było Oreo w białej czekoladzie z masłem orzechowym w środku :D

      1. Muszę zrezygnować z porannych komentarzy.

        Deserowa, tak. Wiem, że klasyfikacja gorzkich to 70%+. Myślałem, że to aż tak nie zagryzie oczu.

        Wyjątek? Już wyjaśniam:
        Jak zauważyłaś, na blogu, pojawiła się już jedna czekolada z zawartością kakao poniżej magicznej granicy 70%. Stwierdziłem, że może fajnym pomysłem, poza wstawianiem ciągle jogurtów i płatków, będzie poszerzenie zawartości słodkości o wyroby z… czymś deserowym.

        Opisywanego w tym momencie Snickersa mam w kartonie od miesiąca. Pewnie jeszcze z miesiąc poleży. Dlatego napisałem, że nie sugeruje się Twoją oceną, bo do napisania swojej pewnie kubki smakowe już będą „wyzerowane” nie będą wyszukiwać wymienionych tu wad, a skupią się na własnych doznaniach.

        Co więcej, oczekiwania względem jakiegoś produktu w większości przypadków mają się nijak do rzeczywistości. Teraz patrząc na swojego „czarnucha” mogę myśleć „łe… odłożę na potem, skoro Olga go tak skrytykowała, tylko co z tego? Pierwszy kęs może mnie wybić w niebiosa, stawiając Twoją recenzję jako totalne przeciwieństwo.

        Wyjątkiem przy którym po obejrzeniu fotek/ opakowania itp. mógłbym z całą stanowczością stwierdzić „to będzie mi smakować” mogłoby być w/w Oreo. Zresztą… samo ciacho w białej polewie już mnie doprowadza do drgawek, o czym przekonała czoko w ostatniej recenzji.

        Mam nadzieję, że teraz jest jaśniej. Tym samym kończę z porannym komentarzem, jeszcze przed odpaleniem poczty i innych systemów ;)

        1. Rzeczywiście o wiele jaśniej. Poranki nie sprzyjają komunikacji :D

          A z różnych wariantów Oreo to ja się napaliłam na… wszystkie zagraniczne, tyle się ich naoglądałam na kanałach YT ;(

  2. „zwęglony wieprz” Ty to wiesz jak człowieka odstraszyć i rozśmieszyć zarazem. Dopóki nie przeczytałam o tym wieprzu chciałam nawet wypróbować :D Chyba jednak zostanę przy klasykach snickersowych. Miejmy nadzieję, że ten nieudany wyrób to właśnie tylko limitka i ślad po nim zaginie. Klasyki najlepsze :D Pozdrawiam :-)

  3. Ja nie jestem wielkim fanem ciemnej czekolady, ale ten Snickers mi posmakował. Moim zdaniem ta czekolada pasuje do wnętrza, bo przyjemnie współgra z jego słodyczą. Nie powiem, że wolę tę wersję od klasycznego Snickersa, ale jest bardzo blisko i na pewno jest warta spróbowania. :)

    1. Ja wolę albo słodkie słodycze, albo ciemną czekoladę. Jedno w połączeniu z drugim tylko w nielicznych produktach mi smakuje.

  4. Liczę, że u mnie obejdzie się bez zwęglonego wieprza. Raz już jadłam czekoladę z mięsnym dodatkiem, Snickers o tym aromacie mi raczej nie podejdzie ;D

  5. Ja pierdzielę, ten zapach to musi być smakowity, mm. <3

    Te limitki są takie ciekawe, że nawet mnie nie ciągną. A muszę przypomnieć, że zazwyczaj, gdzie limitowana edycja, tam ja. Kiedyś lubiłam Snickersy, a teraz jakoś tak… mam już przesyt klasyków, ale i limitek zarazem.

    1. Ja bym wolała przepuścić dziesięć limitek różnych czekolad niż jedną Snickersa :)
      No… może nie aż dziesięć, ale ze trzy na pewno.

  6. Ja już Ci pisałam wielokrotnie, że batony mnie nie ,,jarają”, a Snickers przez orzeszki to już zupełnie niestety, za twarde to to dla mnie. :D Poza tym dochodzi ciemna czekolada – znowu nie mój ulubiony rodzaj, jeszcze żeby była wybitna to okej, może bym się i z ciekawości szarpnęła ale porównanie jej do ,,zwęglonego wieprza” raczej nie stanowi dla niej komplementu i ostatecznie mnie zniechęca. :D

    1. Ten baton nie musi Cię jarać, wystarczy, że sam się zjarał i wali wieprzem zostawionym na noc na rożnie :P

  7. Raz natknęłyśmy się na tą wersję w Kauflandzie ale wtedy ominęłyśmy te batony bez większego zainteresowania, teraz jak stwierdziłyśmy, że w sumie można by jednego kupić i podzielić z młodszą siostrą na trzy kawałki to już nigdzie go nie możemy dostać…. A może kiedyś jeszcze wpadnie w nasze ręce, choć tym zwęglonym zapachem to nas zniechęciłaś :P

  8. „zwęglony wieprz” – no tak! A ja głupia nie wiedziałam do czego to porównać! Mnie totalnie nie zachwycił, choć to snickers, więc powinien ;)

      1. Czułam! Ale w pierwszym momencie pomyślałam, że baton leżał przy lodówce z wędliną i stąd ten zapach hahah :p (Wiem, nie powinnam się do swoich skojarzeń przyznawać)

  9. Ja nie przepadam za batonikami to nawet się nie będę rozglądać :) mi nawet Snickers o smaku masła orzechowego przyniósł rozczarowanie :(

      1. Widać nastawiałam się na więcej słonego smaku w tym batonie a tu rozczarowane,ale tobie może smakować:)

    1. Lepiej nie próbuj ;)
      Zwykłe mają u mnie unicorna… więc… chyba nie muszę pisać, jak bardzo je lubię!

  10. A mnie bardzo smakował Dark i żałowałam, że go wycofali. Moim zdaniem ten Snickers powinien wejść na stałe, bo jest dużo lepszy niż klasyczny! Omniom :)

Dodaj komentarz