Ritter Sport, Cookies & Cream

Witamy w Programie Drugiej Szansy. Wybrałeś opcję ponownego zapoznania się z opinią autorki bloga living on my own na temat czekolady Ritter Sport, dostępnej w wiosennej edycji limitowanej pod nazwą Cookies & Cream. 15 grudnia 2014 roku miałeś okazję dowiedzieć się, że nie jest to tabliczka godna polecenia, a jej smak nie jest wart wydania pięciu polskich złotych ani podjęcia ryzyka rozrostu bioder.

Za chwilę nastąpi przeniesienie do systemu symulacji, który przeprowadzi cię przez test czekolady raz jeszcze, potwierdzając lub obalając zawarte w poprzedniej recenzji wnioski, a także potwierdzając lub obalając wcześniej wystawioną ocenę. Dziękujemy za obdarzenie nas zaufaniem i wybranie Programu Drugiej Szansy. Życzymy udanej podróży przez zmysły.

3…

2…

1…

Ritter Sport, Cookies & Cream (1)

Cookies & Cream

Kto śledzi mojego bloga od dawna, ten wie, że przygodę z Ritter Sportami zaczęłam – delikatnie mówiąc – źle. Po wypróbowaniu pierwszego mixu (Mini Fruhjahrs-mixu), w którego skład wchodziły: Cookies & Cream, A la Crema Catalana i Baiser Nuss, byłam pewna, że ludzie są co najmniej nienormalni, twierdząc, iż Ritter to smaczna czekolada. Co prawda środkowy wariant dostał 5 chi, ale i tak nie był dla mnie ani trochę wyjątkowy, o pozostałych dwóch wolę nawet nie wspominać (ani nie pamiętać).

Przyszedł jednak czas kolejnych degustacji i smaków bardziej powszechnych, klasycznych, a ja z dnia na dzień zaczęłam odkrywać, że Ritter coś w sobie ma. Pełna optymizmu podjęłam decyzję, że opakowania zacznę kolekcjonować, a także – w ramach możliwości i względnie zdrowego rozsądku (czyli omijając wersje z malinami i innymi kwaśnymi fujami) – spróbuję wszystkich smaków.

Ostatnią zaś powziętą, a dotyczącą serii Ritter Sportów decyzją był powrót do jednego z najgorzej ocenionych smaków: Cookies & Cream właśnie. Z góry założyłam, że zjem rządek i resztę oddam rodzince, za najważniejszy uważając Program Drugiej Szansy, a nie samą degustację. Promocyjna cena w drogerii Hebe tylko mnie w decyzji o zakupie utwierdziła.

Ritter Sport, Cookies & Cream (3)

Opakowanie, zupełnie jak w przypadku miniaturki, naprawdę mnie zauroczyło. Niby to limitka wiosenna, a jednak biało-niebieskie barwy sprawiają, że myślę o wakacjach i polskim morzu, a jeśli nie, to na pewno o leniwym wylegiwaniu się nad Odrą, na kocyku, tuż pod błękitnym niebem usianym pojedynczymi Big Milkami cumulusami (coś jednak z tej maturalnej geografii pamiętam).

Czekolada pachnie obłędnie, pod tym względem niczego zarzucić jej nie mogę. Nie jest to jednak aromat środka, ciasteczkowego kremu, ale warstwy zewnętrznej. Czuć w niej mleczność i kakaowość, czuć słodycz i obietnicę przyjemności. Typowy Ritter – trzyma poziom.

W przekroju Cookies & Cream nadal zachwyca. Kostki są wielkie i grube, nadzienie wtoczono w nie hojną ręką. W idealnie białym kremie mieszczą się maleńkie ciemne, choć nie oreowo czarne ciasteczka. Całość wygląda kusząco i uroczo, znów mam ochotę rzec, że kobieco.

Ritter Sport, Cookies & Cream (4)

Czekolada jak pachnie, tak smakuje. Jest mleczna, słodka i kakaowa, w ustach rozpuszcza się szybko i przyjemnie, tworzy cenione przez miłośników bagienko.

Środek stanowi prawdziwą powtórkę z rozrywki (czyli z pierwszej recenzji). Po raz kolejny nie wyczułam w nim ani wanilii, ani śmietanki, ani mleka. Jedyne, co rzuciło się na moje kubki smakowe niczym wygłodniały pies na różowe udo wiejskiej gospodyni porcjującej świniaka, to olejek migdałowy. Całe szczęście, że nie był tak nachalny i bezczelny, jak zapamiętałam.

W kremie znajdują się liczne ciasteczka, bardzo twarde i chrupiące. Niestety, nie mają one smaku własnego, będąc urozmaiceniem jedynie dla konsystencji. I niby to plus, bo pierwiastek chrupkości zawsze w cenie, a jednak okazuje się, że tylko z pozoru. Gdy rozpuścimy bowiem czekoladę, a na języku zostaną herbatniki, szybko się zorientujemy, że pokaleczyły nam podniebienie. Delikatnie, to fakt, ale przecież mogłoby się obyć bez dzwonienia na pogotowie tudzież przygotowywania się do przeszczepu.

Ritter Sport, Cookies & Cream (5)

Gdybym miała porównać pierwsze podejście do Cookies & Cream z dzisiejszym, to… aż brak mi słów. Jakbym jadła zupełnie inny produkt. Z tego też powodu jestem pewna, że pierwszy mix Ritterów, od którego niefortunnie rozpoczęłam przygodę z niemieckimi czekoladami, musiał być wadliwy. Kupiłam go w Almie, więc wszystko powinno być w porządku (większe wątpliwości miałabym do produktu z targu czy internetu), ale może z racji, iż wówczas nie byłam jeszcze posiadaczką karty Klubu Konesera, wcisnęli mi jakieś resztki, które spadły za regał ze słodyczami i przeleżały tam cały okres sprzedaży.

Cóż, dzisiaj nie ma co zgadywać i rozpamiętywać. Gdyby nie fakt, że w Cookies & Cream było mało prawdziwego cookies and cream, czekolada zdobyłaby 6 chi. Naprawdę mi smakowała, nawet ten olejek migdałowy, wodnisto-tłusta struktura (do której się już przyzwyczaiłam) i brak mlecznego zapachu nie stanowiły problemu. Punkt muszę jednak odjąć za ciastka – za ostrość krawędzi i bezwzględność wobec życzliwego im podniebienia, a także za ich rozczarowującą bezsmakowość. I za potworną cukrowość.

Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Ritter Sport, Cookies & Cream (2)

47 myśli na temat “Ritter Sport, Cookies & Cream

  1. Wprawdzie jadłam ją dawno, ale już wtedy mi nie smakowała – wątpię, żeby teraz było lepiej (raczej jeszcze gorzej). Dlatego też zupełnie nie zgadzam się z oceną. Zresztą, po degustacji Zotter Ecuador 50% bagienko w ustach podczas jedzenia czekolady nabrało dla mnie całkowicie innego znaczenia :).

    1. Może przejdę na inny poziom wtajemniczenia, kiedy już spróbuję Zottera, ale póki co… wiesz jak jest :P

  2. Generalnie zauważyłam, ze większość limitek jest gorsza niż te w stałej ofercie. Ta wersja mnie raczej nie zachwyciła, ale nie zgadzałam się z twoją opinią na temat tamtej miniaturki, bo aż taka zła nie była w mojej opinii. Ale skoro czujesz różnicę między tabliczką a tamtym maleństwem to może rzeczywiście tamto źle smakowało.
    Już nie mogę się doczekać twojej opinii na temat ciasteczkowo-orzechowej ritterki :D

  3. To może być całkiem fajne i smaczne! Dobrze wiedzieć, że są w Hebe, bo w Lindlu na przykład je mają, ale tylko określone smaki, więc można nie trafić na tę akurat, którą by się chciało dorwać. Będę może w Hebe dziś lub jutro to kupię, czemu nie :)

  4. Normalnie niewiarygodne xD Popatrz, jak to zwykła czekolada potrafi sprowadzić człowieka na manowce :P A może jeżeli chodzi o RS to warto kupować duże tabliczki, bo są lepszej jakości niż te mini ? Tak jak to bywa często w cukierkach czy bombonierkach.

      1. yyy bo po prostu nie mam pieniędzy? nie stać mnie, i muszę się pilnować.
        Gdybym mogła sb pozwolić, to a) wyniosłabym pół sklepu b) nie miałabym nic w portfelu, nie wiem jak ty, ale jeżeli możesz sb na wszystko pozwalać to chciałabym tak samo…

        1. Nie złość się na mnie. Myślałam, że skoro dostajesz stypendium (nawet dwa, bo wspominałaś, że social też), to możesz sobie pozwolić na zakupy.

          1. niestety nie, wybacz poniosło mnie. Po prostu mam ciężką sytuacje w domu i co oszczędzę to oddaje. Ale nie chce o tym mówić. I tak za dużo wydaje pieniędzy i nie jestem bez winy :( Wiem, że bd lepiej i ufam, i wielkie nadzieje pokładam w nowym prezydencie w związku z utrzymaniem się moich rodziców.

  5. Hej Olga, jako, że jesteś jednym z moich guru słodyczowych to pomyślałam, że Ciebie również zapytam. Będę wysyłać komuś paczkę za granicę i masz może jakieś propozycje co by komuś wysłać interesującego z polskich słodyczy? Nie mają tam też Milki więc sporo z tego wyśle, ale chciałam coś typowo naszego. I na razie wymyśliłam od Wedla Ptasie Mleczko, czekoladę Karmelovą z orzeszkami chciałam ale chyba już nie ma?, więc myślałam o dobrze ocenionej przez Ciebie Creme Brulee, krówki Śnieżki, Śliwki w czekoladzie Nałęczowskie albo Mieszko (bo Tobie te smakowały bardziej więc pomyślę), może sezamki, Mieszanka Wedlowska, pierniczki toruńskie, Prince Polo, ostatnio widziałam też na blogach te wegańskie batony ZmianyZmiany. Zatem może też coś niszowego polskiego kojarzysz albo cokolwiek co byś jeszcze dołożyła? :)

    1. Miło mi :)

      Milkę wysyłasz – no ok, skoro tam nie ma, ale zaznacz w liście, że to nie nasz reprezentant. W ogóle trudno w tej chwili znaleźć coś typowo naszego, co nie wpadło jeszcze w ręce dalszych lub bliższych sąsiadów. Jeśli chcesz wysłać klasykę, to krówki koniecznie i polecałabym właśnie te ze Śnieżki, Śliwki Mieszko (zawsze możesz dla porównania po kilka sztuk), pierniki i ciasteczka to wysłałabym Tago, bo są od Gołębiewskiego, a to nasz rodaczek, co stawia w Karpaczu monstrualne hotele, skądinąd z jego ciastek wybrałabym Kardynałki zabajone (a jeśli adresat nie lubi alkoholu, to orzechowe), bo to są tak dobre ciastka, że aż nie da się ich opisać. Wysłałabym tez Pieguski i Delicje – mimo iż za pierwszymi nie przepadam, a drugich po prostu nie lubię, jest to jednak klasyka, poza tym każdy człowiek ma inny gust. Ptasiego Mleczka nie brałabym od Wedla (nie lubię), raczej wybrała się do Tesco i kupiła na wagę (o ile jeszcze są, jak nie, to w innym sklepie, np. w Kauflandzie) różnych smaków, chyba że boisz się wysyłać adresatowi słodyczy niezapakowanych hermetycznie. Wysłałabym też luźne cukierki Mieszko i Śnieżki, te, które recenzowałam, bo to fajnie móc poznać dużo różnych smaków – tyle że tu znów pojawia się kwestia kupowania na wagę (zapytaj swojego adresata o to). No i na koniec może jakieś żelki Solidarności – ja nie przepadam za żelkami, ale Twój adresat może lubi. A, koniecznie drażetki typu Korsarze (a najlepiej właśnie Korsarze, toż to klasyka dzieciństwa).

      1. Nie ma za co, blogi Twój i Czoko są moim źródłem wiedzy wszelakiej na temat słodyczy i naprawdę robicie świetną robotę (okej dosyć słodzenia bo i tak tego chyba wszystkie mamy w nadmiarze. Chociaż dla mnie nigdy dość :D)

        Dziękuję bardzo za porady <3, pewnie takie kompletowanie paczki trochę mi zajmie, żeby wszystko zebrać, ale wysyłam ją tak po znajomości, więc co wyślę to nie będzie myślę marudzenia co do np. słodyczy na wagę i o Milkę zostałam poproszona bardzo. O Korsarzach zapomniałam, fajny pomysł i Delicje też (sama ich co prawda nie lubię go galaretka. A wiesz może czy w sprzedaży są jeszcze te pyszne Impresje z pianką np. toffi? Chyba już nie) i wyroby Tago (mniam).

        1. Nie jadłam nigdy Impresji, ale jadłam Milkę ChocoJaffa i to jest rewelacyjne!!!, choć – jak pisałam – Delicji nie lubię. Ponadto to połączenie ciastek typu delicje z marką Milką, na którą Twó adresat liczy. No i występuje w dwóch smakach: czekoladowym i toffi właśnie (drugiego nie jadłam, więc nie wiem, jak wypada).

  6. I teraz przez Ciebie ją kupię! Jadłam ją bowiem niemalże dokładnie rok temu i wydawała mi się smaczna ale bez rewelacji i jakaś taka dobra, ale jednak coś było z nią nie tak. Przede wszystkim chyba wydała mi się nudna ze względu na to, że wtedy był boom na wszelkie dodatki do słodyczy typu: oreo i już miałam nimi przesyt. Muszę sobie przypomnieć jej smak skoro recenzja taka pozytywna! Najważniejsze, że robi bagienko w buzi! :D

  7. Nie jadłam, więc odnośnie smaku jeszcze się nie wypowiem, ale kupię na pewno :D
    Aczkolwiek naszła mnie taka myśl, że co jak co, ale Milka powinna się uczyć od Ritter Sport estetyki wykonania swoich czekolad :) Wersja oreo bardzo mi smakuje, no ale te czarne kropki w mlecznej czekoladzie… na minus :p Ritter Sport pod tym względem wizualnym wygrywa *_*

  8. Wolałem chyba czytać negatywne opinie… Cóż. Cookies&Cream będę musiał jednak samemu wziąć pod lupę. Jeśli Ty mu taką notę wystawiasz, musi być przynajmniej „znośna”. Chyba, że jesteś w ciąży, a jutro zachwalisz kokosowe lody z wiórkami i polewą pełną chropowatej maliny.

    1. Niee, choć śniła mi się dziś dziwna ciąża (na pośladku, pod ogromnym pęcherzem, takim jak na stopie się robi od butów, który mi mieli usunąć operacyjnie, bo mówili, że to guz).

  9. Tak czytam, czytam, czytam…i nie wierzę :D Mówiła, że musiałaś trafić na jakieś trefne? Ta czekolada mi baaardzo smakowała, ale masz racje, mega słodka.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.