Sąsiad DJ prezentuje: wielkie gwiazdy przełomu XX i XXI wieku

Wehikuł sąsiada DJ-a to cudowne urządzenie. Choć niekoniecznie mamy nad nim władzę, wszak pilota zazdrośnie dzierży sam sąsiad, za jego pomocą możemy przenieść się do dowolnego punktu naszej historii. Na chwilę stajemy się młodzi, a przynajmniej młodsi, znów czujemy na nogach powiew wiatru hasającego w płóciennych dzwonach, znów uwiera nas krótka i obcisła lateksowa koszulka, z włosów znów obsuwa się rozwalony po całonocnej zabawie wianek ze świeżych polnych kwiatów.

Nie inaczej będzie dzisiaj, gdyż sąsiad DJ playlistę swą stworzył z kolejnych znanych utworów z czasów młodości. Pomijając jednak wielkie hity i artystów jednej piosenki, postawił na absolutną klasykę przełomu wieków i nazwiska takie jak Aguilera, Spears, Connor czy Ryan. A choć sąsiad wybrał utwory najbardziej charakterystyczne i/lub pierwsze, promujące debiutanckie albumy, śmiało możecie zapuścić się w youtubowy gąszcz dźwięków, eksplorując inne zapomniane nuty. Nie oddajcie się jednak temu zajęciu bez reszty, gdyż przypadkowo moglibyście zagiąć czasoprzestrzeń i uprzedzić kolejny wpis z sąsiedzką dawką muzyki. Jak pisałam, wehikuł naszego DJ-a to cudowne urządzenie, przynajmniej dopóki nie próbujcie przemieszczać się nim w drugą stronę. To może mieć poważne konsekwencje!

1.  Christina Aguilera – Genie In A Bottle

Pierwszą wielką gwiazdą, którą prezentuje wam sąsiad DJ, jest Krysia Aguilera, dziś wielka kobieta o wielkim głosie, na początku kariery zaś drobniutka blondyneczka o słodkim, narzuconym przez producentów repertuarze. Jeśli chodzi o mnie, zawsze pałałam do niej niewytłumaczalną miłością, która to wymagała ode mnie nienawiści do największej rywalki Krysi – panny Spears. Wstydziłam się więc tego, że słucham piosenek wroga z niemałą radością, wstydziłam się również faktu, że gdy wracam do debiutanckiego albumu mojej ukochanej, wcale nie podoba mi się sto procent zamieszczonych na nim utworów. W środku byłam więc miękka jak budyń, ale na zewnątrz twardo walczyłam o uznanie Aguilery większą gwiazdą, opiewając jej niecodzienną urodę oraz talent wokalny. Choć po latach tego drugiego wcale bym jej nie odmówiła, na temat pierwszego – w ramach sentymentu – wolę się nie wypowiadać, zwłaszcza że sama gwiazda przekonywała… próbowała przekonać, że she loves her body.

***

2.  Britney Spears – Oops!…I Did It Again

Ups… a jednak sąsiad DJ nie pominął tej piosenki. Jakżeby zresztą mógł, w końcu to jedno z najgorętszych nazwisk ostatniego przełomu wieków. Panna Spears zaczynała jako lateksowe dziewczę mające wzbudzić w mężczyznach pożądanie, w kobietach zaś zazdrość i chęć bycia jak ona. We mnie, miłośniczce Kryśki, wzbudzała raczej złość, iż jest bardziej popularna, ale cóż poradzić? Gdzieś tam po drodze próbowała jeszcze wyjaśnić, że nie jest już dziewczyną, ale jeszcze nie kobietą, natomiast czy jej to wyszło? Trudno stwierdzić, bo z perspektywy czasu, patrząc na jej z pozoru łagodne oblicze zestawione z biodrówkami sięgającymi bobra, trudno widzieć cokolwiek innego niż łysą Britney Bitch z worami od całonocnej imprezy i rozstępami na udach. I pomyśleć, że zaczynała w Mickey Mouse Club

***

3.  Ricky Martin – Livin’ La Vida Loca

Trzeci prezentowany dziś wielki artysta to pan Ricky Martin, w nowy wiek wchodzący w rytm utworów o pięknych kobietach, które zawróciły mu w głowie. Ekhm. Z jakichkolwiek jednak pobudek na playliście umieścił go nasz sąsiad, skryty samotnik o niezbyt wyrafinowanym i współczesnym guście muzycznym, ja przedstawię wam wyłącznie moje. A one rzeczywiście były związane z uczuciem zwanym celebrity crush. Ricky’ego bowiem nie tylko kochałam, ale wkładałam go na siebie na dyskoteki (spokojnie, nikogo nie oskalpowałam… choć pewnie gdybym miała okazję… wtedy jednak musiałam zadowolić się bluzką na ramiączkach z jego wizerunkiem) i wycinałam podobizny z gazet. Z koleżankami mogłam przez długie godziny rozprawiać, jaki to z R. łamacz damskich serc, jak męska jest jego męskość i jak bardzo zazdrościmy jego dziewczynie. Biedne, naiwne gąski. Gdybyśmy tylko wiedziały…

***

  4.  Enrique Iglesias – Bailamos

Czwarta osobistość to Enrycze, którego ryki – dzięki nieokiełznanemu charakterowi internetu – poznały miliony ludzi na całej ziemi. Ponadto on, w przeciwieństwie do boskiego Ricky’ego, z góry skazany był na łatkę geja. Ten pieprzyk, te ruchy na scenie, te obcisłe ubrania i wełniana czapeczka po tacie… no gej jak nic. Zanim jednak rzucicie we mnie pomidorem lub nazwiecie mnie nietolerancyjną krową, weźcie pod uwagę fakt, iż chodziłam wówczas do podstawówki, a niewyśmiewanie się z kontrowersyjnego wokalisty w autokarze pełnym dzieciaków, które się z niego wyśmiewają, mogłoby zaburzyć moją pozycję społeczną, a także wzbudzić podejrzenie, że sama jestem gejem. Poza tym, mając swą miłość – Ricky’ego, nie zajmowałam się losami innych gwiazd. Co innego dziś, gdy słucham piosenek obu panów. Nadal je lubię i nadal wyzwalają we mnie pokłady dzikiej energii, ale chyba skłaniałabym się ku uznaniu utworu Bailamos lepszym. Kończę, zanim moje dziecięce ja mnie zlinczuje…

***

5.  Sarah Connor – Let’s Get Back To Bed – Boy!

Wybór piątej wokalistki był prosty: Sarah Nos Connor, choć wybór piątej piosenki już trochę mniej. Myślę, że panienkę Sarę zna każdy, ale czy każdy słuchał powyższego utworu? Mi zdecydowanie kojarzy się on z klasyką jej twórczości, być może nawet usłyszałam go zanim poznałam inne, mniej nieodpowiednie dla uszu dorastających dzieci. Z drugiej strony, dziś za nieodpowiednie uważa się co najwyżej te utwory, w których co drugie słowo stanowi przekleństwo, natomiast seks i zaproszenia do łóżka traktowane są już jako normalny element życia. Dzieci uczą się bawić wibratorami w przedszkolu, w szkole mają lekcje do wychowania w rodzinie, gdzie prezentuje im się 10 skutecznych sposób na szybkie osiągnięcie orgazmu, natomiast na wejściu go gimnazjum pytane są: A dziewictwo jeszcze jest? Jak dziecko odpowie, że tak, to go nie wpuszczą. Takie czasy. Wracając jednak do Sary i jej Let’s Get Back To Bed – Boy!, ja podczas słuchania utworu miałam ciarki związane z poczuciem robienia czegoś zakazanego, odkrywania nowej jakości. Każdy, kto tego nie rozumie, należny już do innego pokolenia.

***

6.  Kate Ryan – Libertine

Szósty wybór i kolejna kontrowersja – DZIEWCZYNA CAŁUJE DZIEWCZYNĘ, O NIEEE! Co to się dzieje, tłumy szaleją. Nie dlatego jednak postanowiłam umieścić Kasię na liście i nie dlatego z przyjemnością jej słuchałam. Prawdę mówiąc, lubiłam jej głos i piosenki, nawet mimo kiczowatego wyglądu, który wówczas wcale kiczowaty nie był. Poza tym na teledysku wokół artystki wił się całkiem przyjemny czarnoskóry pan, na którym miło było (nadal jest!) zawiesić oko, nawet we wczesnych latach okresu dojrzewania. Bardzo wczesnych. Cóż zaś mogę powiedzieć o niej samej? Niewiele. Jej kariera zaczęła się szybko i jeszcze szybciej się skończyła. Na palcach jednej ręki zliczę utwory, które znam i mogę przywołać. Libertine nie tylko jest na tej liście pierwszy, ale chyba również najlepszy.

***

 7.  Tatu – Ja Soshla S Uma

Jeśli Kate Ryan ze swoim pojedynczym teledyskiem, w którym jeden raz pocałowała jedną sztukę dziewczyny zelektryzowała społeczeństwo i wywołała powszechne oburzenie (na dodatek dzisiaj, oglądając teledysk, wcale go nie widzę… wycieli fragment, czy o co chodzi?), to chyba tylko dlatego, że na rynku nie pojawiły się jeszcze te dwie panny. One to bowiem ustanowiły rekord w byciu alternatywnym, jednocześnie wpisując się w główny nurt muzyki popularnej, a także nadały powiedzeniu let’s be friends nowego znaczenia. Przez pierwsze lata szokowały swoim związkiem i medialnym comming outem, kilka lat później zaś ciążą Julii, w którą zaszła… ze swoim chłopakiem. I dopiero wtedy do wszystkich doszło (choć sądzę, że niektórzy nadal żyją w błogiej nieświadomości), iż dziewczyny nigdy nie były homo niewiadomo, tylko zacierały rosyjskie rączki na naszą kasę. Udało się, przynajmniej ze mną, gdyż płytę kupiłam i słucham do dziś, bo lubię. Nie lubię za to mody, którą rozpoczęły, mianowicie na sceniczne całowanie się i wzbudzanie w ten sposób sensacji. Uległa Madonna, Aguilera i Spears, Rihanna, Katy Perry… za dużo ich, by wymieniać. A tak naprawdę w całowaniu dziewczyny nie ma żadnej filozofii. Bierzesz, całujesz i już. Po co o tym gadać i robić show? Przecież dzisiaj i tak nikogo to już nie rusza.

***

 8.  Eminem – The Real Slim Shady

Haha, ciekawe co ten białas robi w świecie czarnej muzyki – myślało wielu. Ja na szczęście nigdy nie byłam nietolerancyjna, a i od odkrywania nowości nie stroniłam. Załączoną wyżej piosenkę usłyszałam na wakacjach, gdzieś na początku XXI wieku, gdy puszczano ją na VIVIE. Nie odnotowałam nazwiska ani tytułu, w pamięć zapadły mi za to słowa: please stand up oraz szpitalny teledysk z gościem na wózku inwalidzkim i pielęgniarką-karlicą. Dopiero po wielu, wielu latach, kiedy już hurtowo słuchałam Eminema, odkryłam, że i to dzieło należy do niego. I że jest wyjątkowe, bo cała reszta to paszkwile na matkę-narkomankę, ojca, który odszedł, żonę, która zdradzała i piła, oraz hymny dla córki, dla której artysta nie potrafi stać się dobrym ojcem. Gdyby tak puścić jedną wybraną płytę i przysnąć w jej trakcie, gwarantuję, że zbyt wiele tekstu byście nie stracili. A jeśli chcecie sprawdzić to na własną rękę, sięgnijcie po kilka wyrywkowych fragmentów z jakichkolwiek utworów. Jeśli nie będą o złej rodzinie i nieciekawym trybie życia lub nie będą polegać na wyśmiewaniu innych gwiazd, dam sobie odciąć rękę.

***

 9.  Lou Bega – Mambo No 5

Lejdiz’n’dżentelmen, diz’z mambo namber faajjw! Jeśli jakieś piosenki szczególnie kojarzą mi się z polskim morzem, to ta na pewno do nich należy. W radio leciała razem z Aniołem Shaggy’ego, o tym artyście niestety pisałam już poprzednio, więc nazwiska nie chciałam podwajać. Z racji tego zaś, że później przez wiele lat obu panów nie słuchałam, zlali mi się w jedno i zanim udzielę odpowiedzi, która piosenka należy do którego, muszę chwilę pomyśleć. To trochę krzywdzące dla ich karier, ale cóż zrobić? Wracając do Mr. Lou Begi, w zasadzie to tak jak Kate Ryan, jest gwiazdą kilku piosenek. Poza Mambo No 5 można przywołać z dwie inne i koniec, w dodatku wszystkie robione są na jedno kopyto. Zdecydowanie nie jest to więc repertuar do codziennego słuchania, ale na wakacjach… kto by się przejmował?

***

https://youtu.be/y6oXW_YiV6g

10.  John Scatman – Scatman

I ostatni utwór serwowany w ramach dzisiejszej playlisty sąsiada DJ-a, którego autor tworzył wcześniej niż na przełomie XX i XXI wieku, za to jego piosenki są tak znane, letnie i energetyczne, że hańbą byłoby o nich nie wspomnieć. Sam John Scatman zmarł na raka w chwili, gdy inne przytoczone dziś gwiazdy zaczynały swoje kariery, ale jego muzyka… może to i banał, ale póki istnieją wakacje i ludzie chcą się bawić, nie zginie nigdy. Bo o ile niektórych hitów eurodance można nie znać, jeśli urodziło się już w XXI wieku, Scatmana po prostu nie da się nie znać. Tu więcej dodawać nie trzeba, wystarczy słuchać.

21 myśli na temat “Sąsiad DJ prezentuje: wielkie gwiazdy przełomu XX i XXI wieku

  1. Podlinkowane przez Ciebie utwory Krysi i Sary uwielbiam i słucham często także dziś. Dla mnie to dwie ich najlepsze piosenki, i tyle :D. I doskonale wiem, o jakim uczuciu mówisz, jeśli chodzi o słuchanie „Let’s get back to bed boy”.

    Tatu to u mnie długa historia. Być może nie powinnam słuchać takich piosenek pod koniec podstawówki, ale cóż poradzić. Jeden z fragmentów drogi ku mojej demoralizacji :P. Dziś powracając do twórczości tego duetu, pomijając całą otoczkę – nadal uważam, że to kawał dobrej muzyki. Nie mogłam jednak zdzierżyć ich w wydaniu po angielsku. Tylko po rosyjsku to miało TAKI urok. A dziś, jako już naprawdę niegrzeczna duża dziewczynka, szczególnie lubię ten utwór: https://www.youtube.com/watch?v=nMPjb_RrqDk . Za dzieciaka słuchając go to już w ogóle człek przenosił się na stronę zła i tajemnicy :P. Brrr ;)

    0
    1. Ja też nie lubiłam słuchać Tatu śpiewających po angielsku. Dziś się przyzwyczaiłam, ale i tak jak słucham, to tylko rosyjskich oryginałów. Kocham ten język, bo jest muzyką. A podlinkowanej przez Ciebie piosenki nie znam, to wstyd i rzecz dziwna, bo byłam pewna, że znam 100% ich twórczości.

      0
  2. hahahaha… o masakra… mało znowu się nie posikałam ze śmiechu xDD Pierwsza Playlista, którą znam od a do z xDDD Odrazu całe dzieciństwo stanęło mi przed oczami :D Ooopppsss, i did it again – po tym hicie zmasakrowałam zeszyt szkolny i powklejałam wszystkie wycinki z gazet na temat Britney :D Szok mojej mamy jak to zobaczyła był bezcenny… Albo samo tatu… po tym teledysku zaczęłam się zastanawiać czy nie wolałabym być z dziewczyną xDD Albo jak z dziewczynami blokersami kłóciłyśmy się która bd Kate Ryan ;) Ale Martin i tak jest na piedestale, moja kuzynka aż szapneła się na kena, imitacje naszego bohatera który po naciśnięciu przycisku na klatce piersiowej śpiewał swoje hity :D A jak się dowiedziałyśmy, że jest gejem, mało w żałobie nie zostałyśmy :D Piękne czasy! Dziękuuuje za ten post, od razu humor poprawił mi się o 100%! :*

    0
      1. Szpilka – cieszę się, że sprawdziłam Ci… przepraszam, że sąsiad sprawił Ci radość ;)

        Basia – zaglądałam w „informacje” na FB, widziałam :) Ja tam wolałam nie ustawiać nic, ale przybijam Ci wirtualną piątkę :P

        0
  3. Odniosę się do artystów, których uważałam za młodu.

    Aguilera (młoda jak i nieco starsza) to dla mnie do tej pory jakiś wzór, przykład, ideał kobiecości. Drapieżna nieco, jednak tak niewinna (?). Kilka jej piosenek słucham do dziś. Zwłaszcza”Hurt”, przy którym odpływam podczas moich „badday’ów”.

    Do Panów z numerem 3 i 4.. Jak ja ich kochałam :D W sumie nie interesowały mnie ich żywe piosenki, przepełnione laskami-podlotkami, o które zawsze byłam zazdrosna. Włączałam jeden jedyny popularny kanał muzyczny (ewentualnie jakąś „listę przebojów” – kurcze, na którym ona była kanale?) i oglądałam jak zaczarowana. W sercu mając nadzieję, że oni kochają mnie równie mocno.

    Dalej będzie już TATU. Jestem zupełnie tolerancyjna – chyba również byłam. Od małego nie przeszkadzał mi widok dwóch pań/panów wyrażających swoje uczucia poprzez szeroko pojętą cielesność. Szkoda, że tak nakłamały paskudnie, przez co straciły w moich oczach. Co do piosenek – mam je w głowie! Tylko na co dzień o nich nie myślę.

    Eminem !! Kocham go miłością bezwarunkową. Do tej pory słucham – czasem permanentnie wielu, wielu, wieeeeelu jego piosenek, chwytając się za głowę – biały raper? I taka kariera? Rap’sa o którym wspominasz maltretuję do dziś (kiedy włączam klip, chwytam się za głowę – wtf?!). Ale kocham też wiele wiele innych piosenek. „When I’m gone” – już sobie znów włączam.. I znów będę wciskać replay .. Made my day! Thanks :*

    Na koniec Scatman! No co tu dużo mówić :D … Klasyk nad klasykami! :D

    Muszę Ci suma summarum podziękować! Wstałam w bardzo podłym, chmurnym nastroju.. Nieco wrednie się zachowywałam wobec obecnych w domu, może nieco chamsko. Ale ulżyło mi! Za sprawą tak.. Jakby to ująć.. „Cudownie żenującej” playlisty. (Żenującej – bo płonę gdy myślę o tym czego słuchałam) :)

    0
    1. Haha, a mi się teraz przypomniało, że też miałam fazę na Enrique. Wolałam o wiele bardziej jego utwory od Ricky’ego. Hitem było układanie podobizny Enrique z klocków lego – elementem charakterystycznym był oczywiście pieprzyk z czarnego klocka :D

      0
      1. Słodkie – cieszę się, że poprawiłam Ci nastrój i byłam Twoją tabletką na dobry humor. A nie, sorry, to sąsiad DJ. Nie będę sobie przypisywała jego zasług ;)

        Basia – jak mogłaś woleć Enrique? :/ A z klocków lego też układałam ludzi, tylko że takich bezimiennych. Mam nawet zdjęcia figurek, które powychodziły. Żenada :D

        0
    1. Coś mi się kołata w głowie, że pisałaś, że byłaś kiedyś metalem, emo czy jakimś innym mrokiem. Mam rację? ;>

      0
  4. Znane to wszystko było i słuchane oczywiście. :D Znów wracam pamięcią do tych dyskotek szkolnych o których Ci wspomniałam… co za piękne czasy. Przypomniała mi się jeszcze Shakira i jej Whenever wherever oraz hit wszystkich hitów O-zone i Dragostea din tei. <3 Numa numa numa ej będzie mnie prześladować już do końca mych dni. :D Albo Crazy Frog… to. było. straszne.

    0
    1. No, no, nie zapędzaj się, bo zaraz powymieniasz wszystko, co sąsiad chce zaserwować w przyszłości :P

      0
  5. Znowu wycieczka w przeszłość.. super na kiepski humor, no i wakacyjny klimat do piekielnej wrocławskiej pogody. Mambo no. 5 aż sobie ściągnę :>
    Przy okazji się przywitam. Chociaż czytam już od jakiegoś czasu – obowiązkowa lektura do obowiązkowego śniadania.

    0
    1. O, jesteś z Wrocławia. Ja też tu umieram, rozpływam się jak lody rzucone na chodnik.
      Piosenek nie ściągaj, to nieładnie, ZAPOŻYCZ sobie, to już ładnie :D
      Witam Cię również i bardzo mi miło, że zaglądasz do mnie częściej.

      0
      1. W środę już ma być normalnie! Mam nadzieję.
        Uznajmy, że pożyczyłam, a oddam tak, jak kasjerka z Żabki oddaje grosika ;)
        Zaglądać będę na pewno, gorzej z komentarzami, bo zwykle nie mam co na temat danej rzeczy napisać, jako że nie jem słodyczy :D Każdy ma swoje dziwactwa.

        0
  6. Gruuuuuuuuuubo :D

    Jako odpowiedź mógłbym spokojnie skrobnąć równie długi tekst. Moje lata, moje wspomnienia. Moja młodość… Radość przeplatana ze łzami. Sam nie wiem czego jest (patrząc po klipach) więcej. Napiszę więc króciutko. Tak by ew. czytający nie wkurzał się na długość scrollowania, a jakiś desperat nie mający co zrobić z czasem, zanurzył oczy w tekście:

    1. Christina Aguilera – Genie In A Bottle
    Niech będzie, że i cukierkowe. Niech będzie, że i „sialala jak kocham, Ty nie wracasz, sialalala”. Ale kurde no. Pamiętam jak dziś, gdy na przełomie podstawówki/ liceum oglądałem ten teledysk z jednym kolegą. Chłopaczyna się zakochał chyba pierwszy raz w życiu, a ta piosenka miała z nimi jakiś tam związek. Poza tym, CA, westchnięcia już miała pełne erotyki. Tylko… to czuję teraz ;)

    2. Britney Spears – Oops!…I Did It Again
    Można rzucić inne kawałki, jeśli szperamy w jej początkach. Jednak ja nie o tym. Śmiechy, śmiechami… wytykanie palcem obciachu. Ale wskażcie mi kogoś, kto nie znał jej piosenek… z męskiej części społeczności? Nie mówię tu o zaślepieniu jak dziewczyn do grup tanecznych (boysbandów), ale bądźmy uczciwi: była na każdej składance Euro, Mega, Viva, Club Rotation ;) Poza tym, idealny przykład na to, że internet kłamie. Chłopcy wiedzą o co chodzi ;)

    3.Sarah Connor – Let’s Get Back To Bed – Boy!
    Aż ciekawości zobaczyłem jak ona wygląda teraz. No, także tego :) Pełna wdzięku, jeszcze pełniejsza seksapilu, piękna kobieta. I nawet kipiący od erotycznych gazetek, młody mózg, czuł podniecenie i rodzaj „czegoś więcej niż melodii” oglądając jej klipy.

    Ba! To było bardziej erotyczne niż e-rotic! Dla przypomnienia (boś młoda i nie znasz):
    https://www.youtube.com/watch?v=RR-iFCwNuZM

    4. Tatu – jako całość.
    Mistrzostwo marketingowe. Nie będę się powtarzał, napisałaś wszystko. Szkoda, że piosnka „Nas ne dogoniat ” to jeden z najcięższych okresów w moim życiu :(

    5. Kate Ryan – niespełniona.
    Znów się podpiszę. Jeśli jesteśmy przy takich, jednak, krótkich gwiazdach z lat 90-tych i początku tego wieku (ja pier*** jak to brzmi) to należy jeszcze dodać:

    *Novaspace:
    – Time After Time (wiadomo, że nie jej): https://www.youtube.com/watch?v=QoCKotnDmkM
    – Get to France

    *Lasgo
    – Something: https://www.youtube.com/watch?v=QWbAaTDlBls

    Masa tego jest. Długo pisać, długo wspominać. Czasem najlepiej w ciemnym pokoju, gdy całe osiedle już śpi. Leżąc na łóżku (bądź podłodze) ze słuchawkami na uszach…

    PS. Scatmana to, poza słuchaniem muzyki, warto przeczytać biografię. Otwiera się oczy na kogoś więcej niż pana z wąsem, radośnie podskakującym w rytm muzyki. Dla mnie on będzie – choćby nie wiem co – jedną z ikon muzycznych lat 90-tych. Taki trochę „mój” muzyczny dziadek :)

    Brakuje mi, nadal, kilku tytułów. Mam nadzieję, że sąsiad gra dalej ;)

    0
  7. Jako starsza Pani :) pokuszę się o zgredliwe podsumowanie listy: ) -Britney- brzyyyyydal ;) a serio? Podobnie jak Sarah Connor nie urywala mi zadniej części ciała ani nie działała na żaden organ poza uszami i mózgiem który nerwowo wysyłał impuls ostrzegawczy- uwaga przekroczony limit dzienny slodkiej tandety!:) Krystyna to co innego- wspaniały głos i ciekawy repertuar. Da się lubić. Niezależnie od tego czy chudnie czy tyje ;) Panie z Tatu? Hmm no moc wspaniałych wspomnień z okresu imprez czasu panienskiego tzn kiedy miałam 28-29 lat? Co do Panów Eminem i Scatman- szacun i sympatia oraz chętne powroty do ich utworów. Henio i Rysio- dwa mydłki. Latino lover itp- lalusie picusie i co kto tam jeszcze chce.Nie zwiotczali mi kolan a jedyne co mi opadalo na ich widok to cycki- podejrzewam co prawda że raczej ma to związek z wiekiem i grawitacją ale jakże zabawnie brzmi ;)Na koniec zostawiłam Kate Ryan- Panią która zrobiła krótką karierę na coverach. Od Libertine Mylene Farmer do Promise Cook Robin jej utwory to głównie przeboje z lat 80 i dlatego jej nie lubię. Nie trawię celebrytów którzy robią karierę wlazac na rynek muzyczny po plecach twórców oryginalnych utworów robiąc z tychże utworów kiszkę typu rąbanka.Pozdrawiam sąsiadka z Jugo 89

    0
    1. Łoło, ktoś z osiedla, pozdrawiam! :) I bardzo dziękuję za podzielenie się własnymi odczuciami związanymi z playlistą sąsiada DJ-a. Urzekły mnie opadające cycki :P

      0

Dodaj komentarz