Dan Cake, Brownie

Amerykańska sfera słodyczowa kojarzy mi się z produktami, wśród których obowiązkowo znajdują się te bazujące na połączeniu cookies & cream czy też zawierające w nazwie jelly. Głównie jednak kojarzy mi się ona z trzema bohaterami: masłem orzechowym, marshmallowbrownie. Pierwszego z nich, jak pewnie wiecie, bardzo lubię (pod warunkiem, że nie pochodzi z Reese’s), za drugim nie przepadam w formie pianko-żelkowej, co innego w przypadku produktu jedzonego ze słoika (jak Fluff), a trzeci… jest dla mnie zupełną tajemnicą. Widuję go na zdjęciach, czytuję o nim, oglądam filmiki, na których ludzie zajadają się i zachwycają jednocześnie. Sama sięgałam wyłącznie po słodycze o smaku, jak choćby tabliczka Wedla czy jogurt McEnnedy, do ciasta było mi jednak nie po drodze. Podobnie zresztą sprawa wygląda w przypadku tiramisu czy panna cotty. Oba desery doskonale znam, ale nie z oryginału.

Zawsze sądziłam, że to lidlowe ciastka rozdziewiczą moje podniebienie. Zanim jednak nastał tydzień amerykański, w żabkowej gazetce pojawiło się Brownie firmy Dan Cake, na dodatek kosztujące jedynie 1, 59 zł. Dla mnie, osoby o zerowej praktyce w temacie amerykańskich ciastek, był to prawdziwy znak, informacja: idź, dziewczę, a zakup sobie sztukę. Poszłam więc i zakupiłam, choć nie bez problemów, bo podobnie jak w przypadku Twixa Cappuccino, Brownie nie pojawiło się w pierwszej dostawie. Znalazłam je kilka dni później w rynku, skąd musiałam dowieźć do domu w torbie pełnej książek i innych rzeczy, więc nieco się ukruszyło. Walczyłam ze sobą bardzo, by nie kupić od razu kilku sztuk, w końcu udało mi się jednak opanować. Wzięłam głęboki oddech i opuściłam Żabkę z jednym czekoladowym ciachem.

Dan Cake, Brownie (1)

Brownie

Dawno nie widziałam tak paskudnego opakowania. Gdyby nie chęć poznania i spożycia pierwszego w życiu brownie, nigdy nie zdecydowałabym się na ten produkt. Firma zupełnie zignorowała trendy… ba, w ogóle zignorowała kwestię estetyki wykonania. Produkt wygląda więc jak tani pomiot szatana, który w markecie znajduje się nawet nie na najniższej półce, ale w ogóle z niej spada, zrozpaczony brakiem zainteresowania ze strony klientów żądnych nowoczesności i światowości. Jest nijaki, bezpłciowy, żaden.

Dan Cake, Brownie (2)

Sztuka słodycza – według producenta 45-gramowa – w rzeczywistości waży równe 50 g. Jest pokaźnych rozmiarów, bardzo ciemna, dość sypka i delikatna. W górną warstwę (i tylko w nią) wtopione zostały liczne kulki czekolady. Całe zewnętrze mieni się od kryształków cukru jak piasek na plaży (jak się rusza głową, błyszczy niczym klejnoty; niestety nie jest to komplement), do tego jest zeschnięte. Krótko mówiąc, brownie wygląda jak wielka kupa kiepskiej jakości murzynek. W przekroju też nie znajdziemy niczego nowego, bo nie użyto żadnego nadzienia ani nie zróżnicowano konsystencji. Jeden wielki suchy klocek blok. Szczerze powiedziawszy, inaczej wyobrażałam sobie brownie.

Zapach produktu Dan Cake przywodzi na myśl twarogowego batona, co jest bardzo, ale to bardzo przyjemne, a jednocześnie zaskakujące, bo nie pasuje. Skąd niby pszenne ciastko ma zapach kakaowej masy do sernika (czyli kwaśnawo-twarogowy)? Podczas gryzienia najpierw czuć trzeszczący po zębami cukier oraz kawałki czekolady. Przechodząc przez warstwę zewnętrzną, napotykamy wspomnianą już zeschniętą barierę, pod nią jednak ciastko jest miękkie, zwarte i pulchne. Czuć w nim olejek, być może migdałowy, ale nie jestem pewna. Skądinąd ten dół: wilgotny, pozbawiony czekoladowych kulek i daleki od zeschniętych ścianek, a także wyraziście czekoladowy, jest najlepszą częścią całego brownie.

Dan Cake, Brownie (3)

Produkt jest smaczny, trochę zapychający, ale da się zjeść i to nawet z niemałą przyjemnością. Jako kakaowe ciastko spełnia swoją rolę, ale jako brownie… cóż. Jedząc go, nie miałam jeszcze porównania, pomyślałam jednak, że jeśli tak wygląda słynny amerykański słodycz, to nasi znajomi zza oceanu zwariowali, bo nie ma w nim absolutnie nic wyjątkowego. Nie dość, że można by go śmiało nazwać naszym murzynkiem*, to jeszcze murzynek ów nie do końca wyszedł tak, jak powinien (ze względu na suchą warstwę od zewnątrz, kryształki cukru oraz nieatrakcyjny wygląd).

* Szukałam w internecie różnicy pomiędzy brownie a murzynkiem. Jedyni twierdzą, że to zupełnie to samo, inni wskazują na odmienną recepturę. Ja póki co skłaniam się ku opcji pierwszej, w której oba ciasta są jednym i tym samym, tyle że pochodzą z innych kontynentów i właśnie dlatego brownie jest dla nas większym wow. Wszystko, co zachodnie, jest większym wow.

skalachi_5Ocena: 5 chi
(ponarzekałam, ponarzekałam, ale ciastko jest smaczne)


Skład i wartości odżywcze:

Dan Cake, Brownie (5)

Dan Cake, Brownie (4)

58 myśli na temat “Dan Cake, Brownie

  1. Dla mnie zasadnicza różnica polega na tym, że murzynek jest dobrze wypieczony a brownie powinien być zakalcowaty w środku, taki błotnisty, niedopieczony wręcz.
    Te ciasto wygląda jak sztuczna kupa, którą moi bracia straszyli mnie w dzieciństwie. Nie zachęca. A to, że jest lekko zaschnięte od razu dyskwalifikuje je jako brownie.

    0
  2. Leży i czeka w magicznym pudle. Choć nie powiem, recenzja nieźle mnie wystraszyła :/ Co do opakowania – ja widziałam gooorsze :) Tak czy siak, sama muszę spróbować :)

    Co do pojedynku murzynek – brownie, mam wrażenie że nasze polskie ciasto czekoladowe vel murzynek różni się składem, a co za tym idzie konsystencją :)

    0
  3. Dan Cake to firma, która kojarzy mi się tylko i wyłącznie ze sztucznymi, chemicznymi ciastami. Nic tego nie zmieni, naprawdę nic. Zresztą, pomimo wysokiej oceny – ta recenzja również mnie nie przekonuje. Doskonale sobie mogę uzmysłowić, jak to smakuje. Jeśli chcesz wypróbować prawdziwego brownie – lepiej przejdź się do dobrej kawiarni.

    0
    1. Ja tej firmy w ogóle nie znam. Póki ktoś (Marcin?) jej nie użył jej we wpisie/komentarzu, myślałam, że to jakiś niemal no-name.

      0
  4. Widziałam ostatnio to ciacho, ale się nie skusiłam licząc na to, że ktoś w najbliższym czasie napisze recenzję i dowiem się, czy warto ;)
    Co do różnicy między murzynkiem a brownie, to moim zdaniem jest! W konsystencji, aleeee to tylko moje spostrzeżenia :)

    0
  5. Nie widziałam go jeszcze u mnie :) i przyznaję się bez bicia-jeszcze nigdy nie jadłam brownie…Myślisz,że to dobre na pierwszy raz,jako kopia brownie?A może coś innego,np.te z Lidla?(ich też nie jadłam ;))

    0
    1. „Produkt jest smaczny, trochę zapychający, ale da się zjeść i to nawet z niemałą przyjemnością. Jako kakaowe ciastko spełnia swoją rolę, ale jako brownie… cóż”.

      0
      1. wiem,umiem czytać ze zrozumieniem,ale mimo wszystko… xdd :)nie sprawdzi się,nie?to w takim razie co innego?u mnie jak chodze i oglądam kawiarnie,to co najwyżej blok czekoladowy jest albo pleśniak z takich czekoladowych.A brownie?Ja chce brownie!

        0
        1. Jutro będzie lepsza opcja na pierwszy raz :) Przy okazji pomieszałam trochę w kolejności recenzji i w tym tygodniu pojawi się dużo ciastek… w zasadzie do końca tygodnia będą już same ciastka.

          0
          1. Jak cudownie, wiesz jak poprawić mi humor podczas mojego tygodnia męki. :D Te recenzje będą dla mnie niczym nagroda za te trudy w boju!

            0
  6. Rzeczywiście grafika średnia, ale tragedii nie ma. Różnica między Brownie, a murzynkiem jest taka iż murzynek zawiera dużą ilość mąki i proszek do pieczenia lub sodę dlatego tradycyjnie powinien być mokry, ale puszysty i wyrośnięty. Brownie zawiera małą ilość mąki i absolutnie nie dodaje się do niego proszku gdyż zamysł tego jest taki, że powinien być niski, mokry i „zakalcowaty” ma to swój urok za którym masa ludzi przepada,a więc różnica jest i to duża :)

    0
      1. Kiedy byłam w USA powiedziano mi, że to ciasto ma swoją hitarię, a mianowicie podobno pewna gospodyni piekła ciasto czekoladowe i zapomniała dodać do niego mąki oraz proszku i tak powstało Brownie :) Podobno powstało jakieś 100 lat temu…ile w tym prawdy to wiedzą sami Amerykanie :D

        0
        1. Jakbym ja czegoś zapomniała dodać, to wyszłoby mi – za przeproszeniem – gówno, a nie światowy hit. Za pierwszym razem, jak piekłam (a miało być to kruche ciasto z jagodami), czegoś nie użyłam albo użyłam za mało. Mama twierdziła, że drożdży, ale to nieprawda, bo dałam proszek do pieczenia. W każdym razie wyszło blade jak dupa niemowlaka, wysokie na dwa centymetry, a jak się jadło, miejscami sypała się mąka. Na całe szczęście smakowało dobrze, więc żeby nie męczyć rodziny, zjadłam całe sama. Byłam na początku gimnazjum.

          0
          1. Ojej nie zliczę ile razy mi coś nie wyszło np. zważona śmietana w eklerkach albo sól w biszkopcie zamiast cukru, ale wolę zapamiętywać te udane wypieki bo uwielbiam to robić, a trzeba mieć do tego cierpliwość tylko wtedy to wychodzi, a jeśli ktoś nie lubi piec to nie ma sensu się męczyć samemu lepiej mieć koleżanki które tworzą i dzielą się takimi pysznościami :D choć przyznam, że jak poszuka się dobrej cukierni to można kupić perełki. Proponuję Ci spróbować zrobić brownie, ono zawsze wychodzi, nie musi wyrastać.
            P.S Co do Twojego nieudanego wypieku to przyznam, że chętnie spróbowałabym, mimo sypiącej się mąki i niewyrośnięciu bo lubię zakalce…szczególnie drożdżowe, a kruche z owocami to zawsze sie zje.

            0
    1. Już mi rozjaśnili powyżej. I nie zgadzam się z suchością murzynka, bo wszystkie jedzone przeze mnie były mega mokre.

      0
        1. Nie, nie. Mokre i puszyste, wyrośnięte. Nie wyobrażam sobie innego murzynka. Suchy to ma być piernik, o. Skądinąd przez tę suchość za nim nie przepadam.

          0
  7. A mi smakowało. Ale byłam wtedy na kilkudniowym odwyku od czekolady i rzuciłam się na to jak narkoman, więc nie wiem, jak bardzo obiektywna jest moja ocena. Po prostu całkiem obre ciastko czekoladowe, chociaż z Brownie to nie ma nic wspólnego poza zawartością czekolady i nazwą xP
    Też mam dwie lewe rence, też mi sie nie kce, ale upiec Brownie to akurat żadna sztuka, bo po pierwsze nie da się zepsuć ciasta, które z natury ma być nieudane i mieć zakalec, a po drugie przygotowanie masy do pieczenia zajmuje max 10 min, więc heloł, czemu by nie mieć pysznego domowego ciasta minimalnym wysiłkiem ;p

    0
    1. To przecież napisałam, że jak na czekoladowe ciastko bardzo dobre, ale jak na brownie lipa. A czemu nie zrobię? Bo musiałabym wywalić resztę blachy po zjedzeniu kawałka, a nie chce mi się piec dla innych. Druga rzecz, że nie lubię siedzieć w kuchni, tak jak inni nie lubią skakać ze spadochronem albo jeździć konno ;>

      0
  8. Nie mogę jak niby to jedno i to samo!? Załamałaś mnie xDD Przejadłam miliony murzynków, brownie jadłam z 5 a ty mi takie haniebne rzeczy piszesz. Może w składnikach nie różnią się prawie z niczym, ale jednak jest mały szczegół. PROSZEK do pieczenia! Murzynki są puszyte wypieczone, a brownie ciężkie, mokre, po prostu jest zakalcem! Jadłaś kiedyś zakalca? :) A prawdziwe brownie? W ogóle brownie o ile sobie przypominam powstało bo babka zapomniała dodać proszku do pieczenia. Dla mnie to tak jakbyś powiedziała, że deser piankowy to, to samo co taki wymieszany łyżeczką, bez jakiejkolwiek powietrza. Na zdjęciu tutaj widzę murzynka, a nie brownie. Są wilgotne murzynki, ale nie tak jak brownie, chyba że jadłaś same zakalce ;) Nie rozumiem różnicy pomiędzy brie i camembertem… ale tu jest dla mnie przepaść. Wybacz, za to co napisałam i za emocje ale to tylko że chce Ci przekazać, że BARDZO się różnią ;) Jak chcesz zapodam Ci przepis na brownie ;)

    0
    1. Nie chcę przepisu, bo nie piekę, a różnicę już mi wyjaśniła Amandi i teraz będę wiedziała ;) Zakalce jadłam i lubiłam, zwłaszcza makowcowe, a o prawdziwym brownie pisałam w tekście. Rozumiem Twoje oburzenie, bo ja tak samo reaguję, gdy ktoś myli lody włoskie z amerykańskimi (aż mnie krew zalewa). A pomiędzy camembertem a brie czuję różnicę i to ogromną.

      0
      1. Widzisz, a ja nie czuję może dlatego, że miałam doczynienia tylko z polskimi, różnią się dla mnie szczerze tylko kształtem ;) A za granicą od razu po pierwszym kęsie może bym poczuła ;) Proszę nie zabijaj mnie… ale czym się różnią, bo nie mam szczerze w ogóle pojęcia :D Pisałaś o tym gdzieś? :)
        Nie jadłam zakalcy makowcowych, wow :D Ale skusiłabym się ;)

        0
  9. Witaj:) wróciłam dziś rano i teraz nadrabiam zaległości u ciebie:) takie ciacho zapychające na wilczy głód może być:)

    0
      1. Może być:) wróciłam tylko na 3dni bo Jasia zostawiłam z babcią i od dziecka trzeba czasem odpocząć:). W piątek jadę znowu na 2tyg,ale już laptop jedzie ze mną więc będę miała dostęp do netu:)

        0
        1. Mamusia uciekła po laptopa, hihi :D Wiem, jak to jest, gdy chce się odpocząć od dzieci. Moja mama narzeka na siostrę niemal za każdym razem, gdy się widzimy. A siostra jest starsza od Twojego syna, bo idzie do gimnazjum. Wiesz, trudny wiek…

          0
  10. Młodsza siostra jakiś czas temu upiekła brownie podobno oryginalne :P I nie powiemy, bo było dobre i nawet może lepsze niż klasyczny murzynek, bo własnie lubimy takie mokre i zarazem mięciutkie ciasta, no i oczywiście mega czekoladowe :P Chociaż z drugiej strony mocno kakaowy murzynek przekładany dżemem wiśniowym albo powidłami też jest pyszny :D Hmmm teraz trudno nam wybrać numer jeden :D
    A prezentowanego przez Ciebie batona oczywiście nie jadłyśmy :)

    0
  11. Ja murzynka samego w sobie bym wysoko oceniła – ciasto jest pyszne! To nie dziwię im się, że zwariowali na jego punkcie. Coś prostego też może być smaczne.
    To konkretnie brownie widziałam kiedyś w sklepach i nawet zastanawiałam się, czy nie kupić, ale w końcu uznałam je za ‚za zwyczajne’ i wątpliwej jakości. Teraz widzę, że w sumie mogłam wziąć, ale… nie narzekam na jego brak.

    0
    1. Murzynka też bym wysoko oceniła, maminego na 6 chi +, ale ten był zwyczajnie zeschnięty. Gdzie jeszcze widziałaś ciacho Dan Cake? Ja tylko w Żabce.

      0
  12. Jutro wielki dzień i nie mam nawet jak się rozpisać -,- Więc przepraszam, że tak lakonicznie ale dałaś mi zagwozdkę z tym brownie vs. murzynek i muszę wyrazić swoją opinię, bo nie zasnę. :D Wiesz co? Chociaż to brzmi niedorzecznie, bo przecież to jest właściwie to samo to jednak murzynka nie cierpię, a brownie lubię. Jak to możliwe? :D Wydaje mi się, że albo jadłam kiepskie murzynki – suche na wiór, albo wybitne brownie – ciężkie, mocno kakaowe ale nadal wilgotne niczym obłoczek. O!

    0
    1. Na pewno kiedyś się skuszę, choć wolę szarlotki i dobre serniki. I drożdżówkę z kruszonką, rabarbarem i truskawkami. I orzechowca. I marchwiaka. Kurde… :D

      0
  13. No, kto by pomyślał, że „głupie ciacho” rozbudzi taką dyskusję ;) Żadne tam batoniki, jogurty. Ciacha! :D O różnicy już napisały poprzedniczki, także nie ma sensu się powtarzać. Chociaż, z drugiej strony powinienem mieć w dupie inne komentarze i powtórzyć treść n-ty raz. Nie czytając, od razu iść na dół strony i kleknąć „opublikuj komentarz”.

    Pozytywny odbiór mnie cieszy, bo jak kojarzę gotowe muffinki już Ci nie podchodziły. Jeśli zobaczę, kupię. Nawet jakby miało leżeć rok, to będzie już leżało u mnie… a nie w sklepie ;)

    PS. A gdyby tak zamiast napisu „brownie” wstawić właśnie „murzynek”, ciekawe ilu ludzi by zrezygnowało/ skusiło się na zakup. Jak zmienne byłyby zachowania.

    0
    1. Rzeczywiście, wszyscy najpierw pisali, a potem czytali – albo i nie czytali w ogóle. W każdym razie to dobra strategia na kolejny raz, tak palnąć jakimś kontrowersyjnym pytaniem. Od razu się ludzie budzą z czytelniczego letargu :D

      Gotowe muffinki od Dan Cake? Pierwszy raz miałam do czynienia z tą firmą, musisz mnie z kimś mylić. Za to znam podejście „wolę, żeby leżało u mnie”, bo przez to kupuję jak szalona, a potem mam problemy z wyrabianiem się.

      I gdyby napisali PRAWDĘ, czyli w tym wypadku murzynek, to odpadłaby im z połowa konsumentów, trafna uwaga.

      0
      1. Nie, nie od Dan Cake. Gotowce muffinki, jako takie. Czarne, suche. Jak murzynek przelany do innej foremki. Niczym się nie różniące. No może poza popękaną (i fajną ) skorupką na wierzchu. Mało ważne.

        0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.