Nestle, rożki Kit Kat: Cocoa, Cake flavour

Kończy się lato, a ja jeszcze nie wyjadłam wszystkich posiadanych lodów. Ba, nie wyjadłam nawet wszystkich posiadanych rożków! Na szczęście kariery blogowej nie rzucam, więc nie ma się co spieszyć. Muszę tylko posprawdzać daty ważności i poudawać, że mnie to obchodzi (żeby było jasne: ignoruję wyłącznie daty produktów suchych oraz mrożonych), a następnie przestać się stresować, bo jak przedstawię wam niektóre opcje kubeczkowe za rok, to nikt od tego nie umrze.

Dziś dwa lody od Nestle, oba będące wariacją na temat jednego z moich ukochanych batonów (wafli?), mianowicie Kit Kata. Liczą zaledwie po 110 ml, więc są w miarę małe, ale wagę nadrabia wetknięty w nie paluszek. Pierwszy ma smak kakaowy, więc jak go kupowałam, myślałam: łee, taki zwykły, no ale okej… Drugi jest ciasteczkowy, na jego widok obśliniłam się, stojąc na samym środku Biedronki. Konsumpcję chciałam zacząć od lepszej opcji, ale żeby dozować emocje, zdecydowałam się zostawić ją na koniec.

Nestle, rożek Kit Kat Cocoa (1)

Kit Kat Cocoa

Szata graficzna lodowych Kit Katów nie urzeka. W wersji Cocoa jeszcze jakoś to ujdzie, w końcu mamy klasyczną dla batona czerwień, w wariancie Cake flavour jednak spotkamy się z tanim rożkiem stworzonym bez pomysłu i byle jak. Zapach pierwszego, jak zwykle, rozkłada się na dwa poziomy. Poziom dolny to aromat pieczonego i słodkiego wafla duńskiego, zupełnie jak w Cornerach, poziom górny to mocna i pyszna czekolada, nie zaś podejrzana kakaowa masa wyniuchana w lidlowej opcji czekoladowej. U szczytu widać trochę sosu, a po bokach cienką czekoladę, która schodzi niżej i wyścieła wafel.

Nestle, rożek Kit Kat Cocoa (3)

Lizanie zaczynam od sosu. Pierwsze dotknięcie językiem, a do kubków smakowych dociera moc czekoladowości z podwójnie czekoladowej Desselli Premium, która – przypominam – otrzymała unicorna. Czuć w nim lekką proszkowość, ale także cudowną słodycz i ehrmannowe wniebowzięcie. Pomyślałam wówczas, że jeśli ciasteczkowy rożek jest lepszy od tego (a tak wyczytałam w internecie), to chyba umrę z błogości. Powściągnęłam jednak emocje i wróciłam do teraźniejszości, wgryzając się w batonika. Na górze był oczywiście pyszny, jak to Kit Kat, ale im głębiej w lodzie spoczywał, tym okazywał się bardziej zamarznięty i twardy, a przez to pozbawiony smaku. Nienawidzę słodyczy z lodówki, nie mówiąc już o słodyczach z zamrażarki. To, że moja mama wkłada swoje tabliczki na noc do schłodzenia, a potem je takie kamienie, uważam za jeden z większych grzechów przez nią popełnianych. Tak się po prostu nie postępuje. Tu natomiast nie ma wyjścia, bo jak inaczej zjeść cały produkt? Na całe szczęście wafel rożkowy okazał się słodki, pyszny i chrupiący (miałam po nim posmak smażonej ryby). W dole znajdował się… czekoladowy krem, a nie twardy czekoladowy korek. Szczęście mojego życia!

Nestle, rożek Kit Kat Cocoa (4)

Mając przed sobą perspektywę zjedzenia kakaowego rożka, najbardziej cieszyłam się na chwilę schrupania batonikowego paluszka. Produkt mnie jednak zaskoczył, serwując czekoladowy smak loda i sosu na podobieństwo Desselli Premium. Kit Kata mogłoby tam wcale nie być, przynajmniej nie musiałabym się irytować, że w połowie jest zamarznięty i niejadalny. No i ta końcówka, gdzie nie było zmarzliny, tylko ciekła czekolada… coś wspaniałego. Zdecydowanie widzę szansę na powtórkę, jeśli przełamię niechęć do głównego bohatera. Za tę pojedynczą wadę póki co pół punktu mniej.

skalachi_5Ocena: 5 chi ze wstążką


Nestle, rożek Kit Kat Cake flavour (1)

Kit Kat Cake flavour

Czas na drugiego rożka, tym razem o smaku ciasteczkowym… a może ciastowym? Na pewno brzmi to lepiej niż plebejskie Cocoa i nastawia człowieka na ekscytującą degustację, może nawet ze dwa wystrzały fajerwerków. Emocje hamuje nieco szata graficzna, o której już wspomniałam. Według mnie jest okropna, już nawet niektóre lody marketowe są urodziwsze. Można to jednak przeboleć, wszak przed przystąpieniem do konsumpcji papier ląduje głęboko w koszu (no, czasem na górze kosza lub obok, jeśli od tygodnia nie chce nam się pofatygować do kubłów).

Nestle, rożek Kit Kat Cake flavour (3)

Odarłszy Kit Kata Cake flavour do naga, uznałam, że nie tylko kolor szaty graficznej jest gorszy, bo i sam lód przedstawia się o wiele mniej atrakcyjnie. Zdechły biszkopt, niedoprana skarpeta, szaro-bure toffi. Pachnie to-to orzechowo, w niczym nie przypominając jakiekolwiek ciasta, nawet taniego. Koronę zalali taką ilością sosu, że to aż przesada. Przesadą też, albo raczej nadużyciem, jest nazwa Cake flavour. Liżąc loda, poczujemy, że ma smak głównie orzechowy, w posmaku biszkoptowy i toffi, przede wszystkim zaś po prostu słodki. Sos jest gęsty i również ma coś z orzecha, na szczęście jest smaczny. Wafel jest w większości twardy, jakością odpowiada poprzednikowi, wyścieła go cienka i smaczna mleczna czekolada.

Nestle, rożek Kit Kat Cake flavour (4)Całość rozczarowuje. Lód mi nie smakuje (ma tani smak), sos jest w porządku, wafel zaś jak to wafel, dla mnie w ogóle mogłoby go nie być. Szkoda, bo tyle się o Kit Kacie Cake flavour naczytałam, że wyobrażałam sobie ósmy cud świata. Nie, nie jest to ani cud, ani nawet lód lepszy od wersji Cocoa. Na dodatek denerwuje mnie ten kitkatowy paluszek, którego góra jest pyszna, ale dół zamrożony. Pasuje do rożka jak kij wetknięty w mrowisko albo w oko. Cyklopa. Opcja nie do powtórki.

skalachi_3Ocena: naciągane 3 chi


Składy i wartości odżywcze:

Nestle, rożek Kit Kat Cocoa (2)

Nestle, rożek Kit Kat Cake flavour (2)

47 myśli na temat “Nestle, rożki Kit Kat: Cocoa, Cake flavour

  1. Ja z tych trzech rozkow nestle tez najbardziej lubie Kit Kata i tez zawsze zostawiam sobie paluszek na koniec, jest najlepszy! :D ja tez probowalam obydwu smakow i powiem szczerze, ze chyba jednak wole ciasteczkowy, moze dla tego, ze na poczatku wzielam go za waniliwoy i ogolnie ten pierwszy jest taki…. Za banalny,o,tak bym to ujela ;)

  2. Jakiś czas temu, będąc na rynku miasta, zachciało mi się lodów. Jako, że stanie w kolejce mi się nie uśmiechało skręciłam do pobliskiej Żabki i kupiłam zwykłego KitKata. Zasłodzić zasłodził, czekolada była dobra, batonik też, ale czegoś mi w nim brakowało. Ciasteczkowej nie widziałam.

  3. Klasyk dla mnie nawet smakował, a ten drugi… trochę ciekawił, chociaż nie na tyle, by kupić. Teraz? Wiem, że kupno nie ma sensu. ;)

  4. Kiedyś rożki lubiłam,ale to jak jeszcze byłam nastolatką,dzieckiem. Czy kupię? nie ma wafelka a ich nie lubię no i jeszcze do połowy zamarznięty jeszcze zęby połamię :P . Druga wersja jeszcze mocniej mnie zniechęciła bo ma sos orzechowy.

  5. Dziś tak ziiiiiimno o poranku, a tu o lodach :o Całe szczęście, że chociaż jeden wariant jest smaczny :) Smak „ciastowy”, to bardziej zakalec niż świeże ciasteczka, również byłam nim rozczarowana :(

    1. Tak to jest, jak się ma kolejki wpisów :P Recenzję pisałam na początku sierpnia, ale tak, żeby pasowała na wrzesień. Temperatury nie sprzyjają, wiem, ale jeszcze trochę lodów się pojawi.

      1. W dzień jeszcze nie jest źle, ale tak z samego rana kiedy odwiedzam Twojego bloga, to niezbyt mam ochotę na lody haha :p
        A tak w ogóle super wygląd bloga! Wprowadza w klimat magii tego miejsca, podoba mi się :)

        1. Ja o żadnej godzinie nie mam ochoty na lody. Siedzę w swetrze, zawinęłam się w koc (bo okna otwarte) i piszę magisterkę :P

          Bardzo dziękuję :*

  6. jadłam, ale klasyczny smak 3 lata temu, a ten z biebry rok temu :) W tym roku nie, ale mam tyle do nadrobienia innych lodów! A sezon się kończy, na szczęście twój wstęp mnie trochę podniósł na duchu ^^

      1. o matko… już to sobie wyobraziłam… 80 letnia Agnieszka ledwo mieszcząca się z dupą o rozmiarach kierownicy na zmiażdżonym fotelu z zwiotczałą i spróchniałą skórą piszącą do 82 letniej Olgi o nowym sezonie lodów! Czad :D

  7. Skąd Ty wytrzasnęłaś wariant Cake?! *_* Pierwszy raz widzę. Świetnie, to teraz muszę włączyć tryb kopania w zamrażarkach, a pogoda na zewnątrz i pora roku temu nie sprzyja.
    Tylko, że z drugiej strony skoro dostała u Ciebie tak słabą notę, a dla mnie już wariant czekoladowy, który jadłam ma niższą niż u Ciebie, to nie wiem w sumie czy warto robić maraton po sklepach. :D Tylko, że znowu kolejny fakt – czy ja mogłabym przejść obojętnie wobec czegoś czego nie próbowałam, a co jest względnie – przepraszam za mało ambitne określenie: fajne? No nie.

  8. Jadłyśmy kiedyś ten zwykły tylko, bo wtedy dopiero na rynek wchodziły. Pamiętamy, że bardzo przypadł nam do gustu, bo był mocno czekoladowy, choć wafelek nam przeszkadzał i wolałybyśmy dostać loda bez niego. Ciasteczkowa wersja nas nie kusi w ogóle, ba nawet nie wiedziałyśmy, że w ogóle jest taka dostępna xD

  9. Jadłam ale bardzo dawno, chyba nawet jeszcze tego ciasteczkowego nie było, dobry, ale wolę zjeść po prostu rożka czekoladowego, zawsze mogę go zagryzać Kit Katem, który w takim wypadku nie byłby skamieliną xD

  10. Jadłam jedynie wersję zwykłą i mnie nie zachwyciła (za kitkatami też nie przepadam, więc nic w tym dziwnego :p). Ja też nie lubię zimnych słodyczy innych niż lody, więc baton zanurzony w lodzie wywarł na mnie takie samo wrażenie ;) A teraz to w ogóle zimno mi na samą myśl o lodach :p

  11. Mam te dwa kitkatowe rożki w swojej zamrażarce. Kiedyś jako dziecko pamiętam że klasyczny mi smakował, natomiast ostatnio jedzony cake flavour podobnie jak Tobie – mniej.

    1. Ładnie? Nie bardzo. Oryginalnie? Okej, zgodzę się. Smakuje? Zależy który, bo pierwszego mogę polecić, a drugi odpada w przedbiegach.

  12. Ciastko to decydowanie jeden z gorszych rożków jakie jadłem w ostatnich latach. Nie mówię, że lodów w ogóle, ale w swojej klasyfikacji jest w czołówce. Serio. To nie jest ani śmietankowe ani też orzechowe. Daleki od bakalii, jeszcze dalszy od piernika czy innego cynamonu. Jadłem go raz i o raz za dużo.

    Czekolada również mnie nie powaliła. Ze tej stajni wolę zdecydowanie Liona. KitKat w skali szkolnej dostałby 2+. Tylko, że ja przecież jestem uprzedzony. Wafle też kupa. Z półki smakują lepiej.

    Tak w ramach ciekawostki: z tydzień temu zjadłem najbardziej popieprzonego loda w historii. Opisywany przez Ciebie rożek toffi z Biedronki miał zamienione proporcje. Dosłownie. Cała czekolada była od połowy wafelka na wafelku, a w środku – na końcu – zamiast zmarzliny miałem pokruszone wafle. Natrafiałem już na podwójnie opakowanego, tj. dwa papierki i dwa plastikowe wieczka, ale to przebiło wszystko :D

    1. Błagam, powiedz, że zrobiłeś zdjęcia i mi je pokażesz :D Aż zaczęłam się śmiać jak głupi do se… monitora.

  13. Rożki Kit Kat to smak mojego dworu. :D Zawsze, kiedy siedzieliśmy w wakacje na boisku, to co jakiś czas, dla ochłody, dreptało się do Biedronki po te właśnie rożki. :) To znaczy nie tylko po nie, bo wiadomo cena wyższa niż inne lody w sklepikach osiedlowych, w których z kolei były pyszne pałki lodowe. :D

    1. Tym lodem akurat średnio można się schłodzić, bo większość miejsca zajmuje wafel, rożek, polewa i inne dodatki :P

      1. Kiedy byliśmy dziećmi bardziej liczyło się dla nas to, że rożek był w miarę zimny, słodki, no i jeszcze miał kawałek batonika!

  14. Jadłam oba i oba są średnie. Co prawda, tak jak piszesz, ciasteczkowy smak jest duuużo gorszy, ale klasyk też nie jest jakiś ”super ekstra”. Wolę lody gałkowane :D

  15. hsyhsy a Ty zawsze na opak :D
    miałam szanse jeść pierwszą wersję i dokładnie pamiętam jej smak. Lód mocno kakaowy ale zupełnie nie pasuje mi ten baton w środku. Porównałabym to do wbicia wielkiej surowej marchewki w ciasto i twierdzenie że jest to ciasto marchewkowe :D zbyt konsystencje się gryzą baton powinien być bardziej miękki :o

    1. Oooo, zdecydowanie! Ja napisałam o kiju w oku cyklopa, ale marchew w cieście też może być. Ale koniecznie nieobrana i z nacią sterczącą z warzywnego tyłka.

  16. Ja Cię kręcę. Zobaczyłam te lody i przyszła do mnie moc wspomnień. Wprawdzie zupełnie nie pamiętam smaku (lecz też mnie wkurzał przymarznięty batonik), ale jadłam bodaj kakaową wersję wiosną cztery lata wstecz w Górach Bardzkich. O mamo, co to był za czas…

Dodaj komentarz