We wczorajszej połowie wawelskiego wpisu przedstawiłam trzy częściowo nowe cukierki. Pierwszy był niosący rozczarowanie Marcepan, drugi zdobywca nagrody za najlepszą konsystencję na świecie Jogurtowy, trzeci zaś najsmaczniejszy z całej trójki Karmelowy. Dziś prezentuję kolejne trzy, zaczynając od Chrupanki krakowskiej, poprzez Kasztankowego, na Choco & Milk kończąc.
Chrupanka krakowska
Duży cukierek, ładny papierek i zapowiedź dobrego smaku. Spodziewałam się znaleźć w nim mocno czekoladową bombę z kawałkami chrupiących orzeszków i aromatycznej skórki pomarańczowej, zamiast tego zobaczyłam ciemną i wąską czekoladę na bardzo jasnym środku, do złudzenia przypominającym chałwę. Zupełnie nie byłam na taką kolorystykę przygotowana, ale nie narzekałam. Chałwę lubię, wręcz uwielbiam, a każdą nowość słodyczową witam z otwartymi ramionami.
Chrupanka krakowska pachnie czysto arachidowo, zupełnie jak suche masło orzechowe. Warstwa czekoladowa jest plastelinowo-plastikowa i niespecjalna smakowo, trochę jak podrzędna polewa kakaowa, nadzienie zaś czysto orzechowe, przez co idzie w stronę michałków. Wtopiono w nie lekkie i niezwykle chrupiące chrupki – od razu pomyślałam, że cukierki otrzymały idealną i adekwatną nazwę – tak świeże i delikatne, jak dopiero co wypieczone corn flakes. Oprócz nich trafiła się też skórka pomarańczowa. Jedna na całego cukierka, za to świeża. No i jedna drobinka orzeszka ziemnego.
Druga sztuka wawelskiego cukierka przyniosła większą różnorodność chrupiącej zawartości występującej w nadzieniu, bo znalazłam i kilka orzeszków, i skórek, i oczywiście chrupek (według opisu wafli). Smakowo Chrupanka jest zdecydowanie lepsza od Karmelowego, którego zaprezentowałam wczoraj, ale z racji wyraźnie gorzkiego posmaku, który zostawiają na języku skórki, odejmuję pół punktu.
Ocena: 4 chi ze wstążką
Kasztankowe
Mało jest cukierków, których nie cierpię tak, jak Kasztanków. Zupełnie nie rozumiem ich fenomenu i za każdym razem, gdy ponawiam próbę zaprzyjaźnienia się, bo myślę, że może tym razem będzie inaczej, uświadamiam sobie, że ekscytacja nie nastąpi nigdy. Nie ten smak, nie ta konsystencja. Po prostu nie.
A jednak będąc w Biedronce, po cukierki Kasztankowe sięgnęłam. Po pierwsze to nowość, a po drugie po cichu liczyłam na zmianę smaku nadzienia i inne proporcje. Przekroiwszy pierwszą sztukę, odnotowałam niepozorną i jednolitą ciemność, która pachniała rewelacyjnie, bo truflowo. Czekoladowa polewa wreszcie zdawała się lepsza, choć delikatna, środek zaś wyraźnie suchy i zwarty. Coś tam w nim chrzęściło i rzęziło, jakieś chrupeczki o rozmiarze piłeczek golfowych dla pcheł. Pomijając ich udział, samo nadzienie również było niejednolite, ziarniste, jakby z niezmielonym cukrem.
Smak Kasztankowego określiłam jako dziwny. Intensywnie czekoladowy, kakaowy, nieco truflowy, bo z alkoholową nutą. Słodki, ale nie nazbyt, po prostu… no, czekoladowy, ale w stopniu narzucającym się, przesadnym. Nie pamiętam smaku oryginalnych Kasztanków, ale jestem przekonana, że smakują inaczej. Gorzej, to na pewno, ale również mniej dziwnie. Ten cukierek to przeładowany czekoladą suchy piernik.
Ocena: 3 chi ze wstążką
Choco & Milk
Na koniec cukierek, który wzbudzał we mnie najmniej ekscytacji, bo kojarzył mi się z Lirykiem z Mieszanki Wedlowskiej Party. Podobna kompozycja smakowa, widok w przekroju, nawet kolor papierka. Od początku zapowiadał się nieciekawie, więc nawet nie bałam się rozczarowania, bo nie wiązałam z nim żadnych nadziei. Kupiłam, bo głupio było nie kupić, skoro to nowość.
Polewa Choco & Milk miała zdecydowanie ciemniejszą barwę od pozostałych cukierków, co zauważyłam, gdy leżały obok siebie na talerzyku. W kontrze do niej stał jasny środek, który – w przeciwieństwie do lirycznego – wyglądał jak prawdziwe cookies & cream. Zbliżywszy do niego nos, odnotowałam karmelowo-waniliową nutę, jednak z przewagą wanilii. Wtedy też zrodziły się we mnie oczekiwania i nadzieje.
Wawelska czekolada jak to wawelska czekolada, była słodka i kakaowa, nadzienie zaś intensywnie mleczne i z wyczuwalną nutą wanilii. Miało bardzo dziwną konsystencję, zupełnie kruchą i trzeszczącą, jakby krem z Hitów pozbawiono tłuszczu. Gdyby nie zbiły go w fabryce maszyny, zapewne skruszyłoby się na proch. W nadzienie owo wetknięto maleńkie i idealnie chrupiące ciasteczka o konsystencji i kolorze Nesquików. Niestety, niczego nie wnosiły do smaku. Jedząc całość bez rozkładania na części pierwsze, miałam wrażenie obcowania z maleńkim i słodkim sernikiem. Wreszcie byłam w stu procentach zadowolona, nie odnotowując żadnych poważniejszych wad. To zdecydowanie najlepszy z sześciu zakupionych cukierków. Mleczno-waniliowy, delikatny i przyjemny. Z chęcią kupię go ponownie.
Ocena: 5 chi ze wstążką
Też nigdy nie lubiłam Kasztanów, piątka! Tak samo było z Malaga, jeszcze Tiki Taki były takie sobie. Ciekawi mnie ta chrupanka i choco and milk, może niedługo pojawią się jeszcze raz
Ja nienawidziłam Kasztanków, nie lubiłam Tiki Taki, uwielbiałam Malagę. Dziś wciąż nienawidzę tych pierwszych i wciąż ubóstwiam ostatnie, za to do TT się przekonałam.
Tak, Kasztanki to zło, wreszcie ktoś to zauważył!! Połączmy się w nienawiści (y)
A mi się najbardziej podoba właśnie opakowanie choco&milk. Ten odcień niebieskiego to dla mnie 'uosobienie’ mlecznej czekolady ^^
Nie jest złe, ale przez skojarzenie z rozczarowującym Lirykiem nie mogło być też dla mnie dobre. Co oznacza „(y)”? ;>
Oj, odruch pisania emotikon – z (y) na fb robi się lajk c;
Nie mam opanowanych facebookowych hotkeyów ;( :P
Kasztanki kiedyś bardzo lubiłam i długi czas gościły u mnie na stole . Zaś choco&milk pamiętam,że jadłam i mi smakował bardzo a chrupanka już dużo mniej . Widziałam Twoje zdjęcia na instagram ,ale ty jesteś szczuplutka zazdroszczę:)
Chrupanka czemu mniej? Skórka pomarańczowa? A zdjęcia… chyba dzięki :P
Jakoś tak nie smakowały mi bez jakiegoś szczególnego powodu:)
Ja nigdy za takimi cukierkami jako formą słodyczy nie przepadałam, więc kasztanków nawet nie jadłam. Wszystkie z opisu brzmią mi na bardzo pospolite i nudne, chociaż pierwsze mają fajną nazwę.
Czekoladek typu Malaga, TT i Kasztanki nigdy nie traktowałam jako cukierków, a to przez wzgląd na wielkość. Za dzisiejszymi bohaterami zaś nawet bym się nie obejrzała, gdyby nie blog.
Czekoladki, cukierki… dla mnie w sumie jedno i to samo, ale ja rozgraniczałam to po papierkach, które są typowo cukierkowe.
Ah to blogowanie, wyzwania i ryzykowne eksperymenty. :D
Te ostatnie chyba były podczas ostatnich świąt, bo je kojarzę, a takie cukierki zazwyczaj u mnie się kupuje na święta. Pewnie mi smakowały, nie mam z nimi żadnych traumatycznych wspomnień. Chrupanki z pewnością jadłam, bo pamiętam fajne chrupanie i opakowanie. A Kasztanki? Meh, szkoda czasu i pieniędzy.
O, kolejna osoba niechętna Kasztankom?
Ten na który najmniej liczyłaś oczywiście stał się moim faworytem z racji waniliowo-mlecznego nadzienia, który jak wiesz uwielbiam najbardziej. :D Właściwie to w takich cukierkach zazwyczaj preferuje tylko takie chociaż klasycznym Pierrotem orzechowym nie pogardzę. Jednak co Białe Michałki to Białe i Michałki i tych nie pobije absolutnie nic nigdy w życiu. Ten pierwszy też pewnie by mi smakował chociaż wolałabym takie nadzienie ale zamknięte nie w tego rodzaj cukierku, tylko bardziej w takiej otulonej, czekoladowej skorupce coś a’la te cukierki z Biedronki, których zdjęcia Ci wysyłałam. Wtedy już bym była w pełni uradowana. Za to cukierek numer dwa z racji porównania do trufli i wspomnienie o alkoholu – no nie, już mam niemal ten smak w ustach ni to leku, ni to jakiejś pralinki alkoholowej, a fe. :D
Następnym razem, jak pojawią się w Biedronce, koniecznie poluj. Zwłaszcza na truflowe, haha.
ooo zaskoczyłaś mnie ostatnią opinią, nie spodziewałam się tak wysokiej noty, muszę go w końcu spróbować :) gdzie je dorwałaś w biedronce? aż się za nimi rozejrzę i jak będą to kupię :)
Były w Biedronce na wagę jakiś czas temu, może jeszcze się pojawią. Jak nie, to nie mam pomysłu, bo nigdzie indziej ich nie widziałam. Może Auchan i alejka słodyczy na wagę?
W chrupance nie podoba mi się dodatek skórki pomarańczowej, choć całościowo to wygląda smacznie :) Do kasztanków nic nie mam (choć z wawelowego trio wolę tiki taki, a malagi nienawidzę :p) i żadnych nut alkoholowych w nich nie czuję, ale i tak uważam, że jest dużo lepszych cukierków na świecie :p
Kurczę, czemu ludzie tak nie lubią tej biednej Malagi? Przecież ona jest pyszna!
Gdyby nie Twoje recenzje pewnie nawet bym na nie nie spojrzała, a gdybym nawet już spojrzała, bo akurat babcia wyłożyłaby na stół – nie spróbowałabym, bo raz, że opakowanie nie zachęca, a dwa to cukierki, czyli coś za czym obie niezbyt przepadamy. Ale jednak po opisie Chrupanki, a szczególnie porównaniu do zapachu masła orzechowego… to zdecydowanie mnie zachęca. Wystarczy rzucić mi hasłem, które ma w sobie słowo „orzech”, a moje uszy/węch/oczy/kubki smakowe niuchają/nasłuchują itd. :D Tylko te skórki pomarańczy mi nie pasują, chociaż wcale z tego co napisałaś nie ma ich dużo… :D
Jadłyśmy wszystkie trzy cukierki i też tylko ten ostatni tak naprawdę nam smakował :) Kasztanki to nie nasza bajka od zawsze, chrupanka była do bólu przeciętna i trochę nadzienie zalatywało wnętrzem cukierków noname, które kupowała kiedyś nasza babcia :P Za to ostatni cukierek niósł za sobą co prawda proszkową mleczność ale i tak to była dobra nuta :)
Jako dziecko potrafiłam zdzierżyć jedynie kasztanki (oczywiście tylko z trójki malaga, tiki taki, kasztanki), nawet mi smakowały, teraz to co innego..
Ja również nie lubię cukierków, formy w jakiej są. Nie wiem co powiedzieć, dwa pierwsze papierki/folijki mają straszne. Niebieski z ostatniego dłuugo był moim ulubionym kolorem, więc już inaczej na niego patrzę xD Po opisie także do niego mi najbliżej. Nic dziwnego więc, że ma je u siebie, rodzicielka jednak zna mnie jak mało kto :D
Mi Kasztanki są obojętne, za to do Choco Milk podchodziłam ze sporym entuzjazmem i… bardzo się na nich zawiodłam. Strasznie sztucznie „mlekoproszkowe” jak dla mnie. Chrupanka Krakowska całkiem ok.
Z tej wersji najlepsza wydaje mi się chrupanka krakowska, gdyż w choco&milk zapewne przeszkadzałyby mi te kuleczki. Aczkolwiek i tak z chęcią bym obu spróbowała, co by się przekonać o rankingu owych cukierków :D
nie jadłam tych pierwszych ani ostatnich… wstyd, hańba… nieee… muszę je kupić ^^ Kocham takie chrupacze ;) No dobra, w sumie większość takich chrupasów :D
Z tych wszystkich jadłam tylko kasztanki i są dla mnie mega, mega przeciętne…nie wiem, ale jakoś nie kusi mnie do spróbowania innych. Wawel ma kiepską czekoladę, a jak już mam ją jeść, to tylko zamrożoną z masłem orzechowym :D
Olga, paczaj! Riso o smaku grzańca w Niemczech :'(((((
http://www.muellermilch.de/uploads/tx_f7mmproducts/mm_milchreis_li_itiert_rumtopf_detail.jpg
Z jednej strony super, ale z drugiej to ryż na mleku, nie mój ulubiony ostatnimi czasy. W zimie zawsze coś do nas przychodzi, więc może będzie to właśnie on. A z innej beczki, czemu się katujesz zagranicznym dobrem? :D
Bo tak zazdroszczę! Ja Riso kocham :<
Chrupanki krakowskiej próbowałam niedawno i nawet nie zjadłam go do końca. Jak dla mnie nie dobry. Nie przepadam za cukierkami, które mają takie wafelki czy jakieś orzeszki w środku. ;/ Ale też są wyjątki. :D Dodatkowo nie lubię niczego co ma w sb skórkę pomarańczową. :/
Kasztankowe też bez szału. Zgadzam się nie ten smak, są za twarde i takie suche. :/ Też miałam nadzieję, że skoro to nowość to może będzie inny smak nadzienia i może będą miększe. Więcej nie kupię. :p
Choco&milk kocham!!! <3 I właśnie m.in tu mi nie przeszkadzają chrupiące kuleczki w cukierniku. ;) Mleczny, delikatny, noooo przepyszny. Jak jeszcze, gdzieś je spotkam na pewno kupie ponownie, chociaż jak je kupowałam to zadbałam o ich odpowiednią ilość na dłużej. :D :D
Widzę, że się raczej zgadzamy :)