Vobro, Michaś

Festiwalu obrzydlistw ciąg dalszy. Na blogu tego nie widać, bo przyjęłam nową taktykę ustawiania dat publikacji recenzji, która polega na planowaniu tematycznym, a nie sugerowaniu się kolejnością jedzenia, jak do tej pory. Już wyjaśniam, o co chodzi. Przez długie miesiące czytaliście o produktach w takiej kolejności, w jakiej je jadłam. Teraz jednak może się zdarzyć, że recenzje produktów degustowanych tego samego wieczora będzie dzielić kilka dni, a nawet tygodni. Aby uniknąć ciągu złożonego z samych jogurtów czy produktów mniej interesujących, stworzyłam plik ze specjalnym kalendarzem, gdzie ustawiam wszystko tak, żeby było różnorodnie. Wróćmy jednak do festiwalu obrzydlistw. Tydzień, w którym rozprawiłam się z bohaterem dzisiejszego wpisu, był tygodniem… trudnym, używając najdelikatniejszego słowa. Najpierw trafiłam na deser sojowy la Creme Choco od firmy Valsoia, potem nie wiedzieć czemu zjadłam drugą sztukę (!), następnie otworzyłam Ritter Sporta Buttermilch-Zitrone, który jest jednym z najpaskudniejszych wyrobów niemieckiego producenta, a po nim zdecydowałam się stawić czoła waniliowej wersji la Creme. Dzień w dzień jakieś paskudztwo. Do kolekcji brakuje chyba tylko zrobienia pierwszej Babeczki z kubeczka. No ale dobrze, nie narzekam. Z jednej strony to całkiem pozytywnie, że wyjadłam najgorszą część posiadanych zbiorów, z drugiej zaś… kto da mi gwarancję, że to już naprawdę wszystko, a w puszkach nie czeka coś o wiele gorszego?!

Vobro, Michaś (2)

Michaś

Oto produkt, którego wcale nie planowałam kupić. Pewnego dnia zawitałam w progach osiedlowego marketu (dawnego Społem), gdzie zwyczajowo przyglądam się półkom ze słodyczami, bo często pojawiają się tam limitowane batony firmy MARS i inne smakołyki. Na najniższej półce oko me wypatrzyło kartonik z niewielkimi batono-cukierkami o nazwie Michaś i kolorystyce zbliżającej produkt do Michałków Mieszka lub Śnieżki. Nie są to moje ulubione cukierki, a z firmą Vobro nie mam wyjątkowo miłych wspomnień, ale postanowiłam, że jedną sztukę wziąć mogę. W końcu zrecenzowałam już tyle rodzajów michałków, że szkoda byłoby jednego przeoczyć. Poza tym każda firma zasługuje na trzy szanse.

Vobro, Michaś (4)

Opakowanie Michasia jest tanie i niezbyt urodziwe, przez co batonik wygląda jak no-name. Waży 25 g, czyli niewiele więcej od przeciętnych cukierków firmy Wawel, ale sprawia wrażenie dwa razy okazalszego. Po wyciągnięciu ze sreberka daje się poznać jako ciemna, gładka, czekoladowa bryłka o zapachu tak intensywnym, że kładąc go na parapecie pod oknem i idąc na drugi koniec pokoju, i tak będziemy wiedzieli, że tam leży. Jest to zapach świeżych fistaszków, masła orzechowego i chałwy. Zapach tak zintensyfikowany, że słowo fistaszki powinno się zamienić raczej na wór albo tir fistaszków. W pierwszej chwili to miłe wrażenie, ale po parunastu sekundach zaczyna się robić źle.

Vobro, Michaś (5)

Polewa czekoladowa nałożona została cienką warstwą, jest wyraziście kakaowa i słodka, a do tego tłusta, w ustach rozpływa się w sekundę. Resztę powierzchni cukierka zajmuje kostka (nadzienie), która podczas macania w sklepie wydawała mi się twarda jak kamień – przez co długo zwlekałam z zakupem – podczas gryzienia jednak okazała się krucha i delikatna, tłusta, bardzo proszkowa. Posiadała smak wyłącznie kakaowy, nie zaś kakaowo-orzechowy, jak typowe michałki. Orzechów było w niej tak dużo, że aż nie mogłam uwierzyć. Aspektu tego zdecydowanie powinny pozazdrościć Michasiowi oryginalne cukierki. Niestety, choć orzeszki te są duże i chrupiące, mają podejrzanie gorzki smak, który wraz z kakaowym kremem wypada ohydnie. Na domiar złego wokół pełno jest kawałków cukru, które chrzęszczą pod zębem i sprawiają, że konsumenta zalewa fala niekontrolowanej i nieprzyjemnej cukrowości.

Vobro, Michaś (6)

Firma Vobro miała wspaniałe intencje. Duży, batonikowy cukierek idealny dla miłośników michałków, rewelacyjna ilość orzechów wewnątrz, połączenie smaku świeżych bakalii z pysznym kakao. A jednak, coś poszło nie tak, a tym czymś jest… wszystko. Michaś zamiast pachnieć – śmierdzi przesadą, zamiast smakować dobrze – obrzydza, zamiast dostarczać subtelnej przyjemności – zalewa tanią cukrowością. I choć ta nadmierna słodycz specjalnie mnie nie dziwi, w końcu Frutti di Mare też wytrawne nie były, cała reszta… szkoda słów. Na domiar złego po jedzeniu w ustach utrzymuje się fatalna gorycz.

skalachi_1Ocena: 1 chi ze wstążką
(wstążka za koncept dużego michałka)


Skład i wartości odżywcze:

Vobro, Michaś (3)

53 myśli na temat “Vobro, Michaś

  1. Jejku, mam nadzieje, ze nastepny tydzien to bedzie,, festiwal pysznosci,, bo jak to czytam wszystko, to szkoda mi twoich kubkow smakowych! Jak w sumie to w ogole Michalek jako cukierkow nie lubie, word bym tego nie kupila. Szczegolnie, jak to jeszcze gorsze…. A propo Butter Miclh Zitrone -piszesz, ze to jeden z dwoch najgoeszych Ritterow. A jaki jest ten drugi? Tak z ciekawosci, bo nie pietam jakiejs innegj obrzydlwiej wersji Rittera xdd

    0
    1. Nie pamiętam, o którego Rittera mi chodziło podczas pisania recenzji, ale prawdopodobnie o wersję jogurtowo-żurawinowo-malinową lub miętową. Na wszelki wypadek usunęłam tę dwójkę, bo wychodzi na to, że paskudne są trzy.

      0
  2. Teraz też nie dodaję w kolejności jak jem. W ogóle, od dłuższego czasu zalegają mi recenzje czekolad zjedzonych na Alasce.

    Co do batona, pomysł na niego mi się podoba. Osobiście zjadłabym dużego michałka (smakującego jak wspomnienia, bo rzeczywisty mógłby mi już nie smakować), ale… na pewno nie coś takiego. Współczuję, że na Ciebie trafiło ze spróbowaniem go.

    PS Oddałam tamtego Rittera i potem usłyszałam, że był pyszny „taki słodko-kwaśny, że aż nie wiem jaki smak” – dobrze zrobiłam, mnie by pewnie zemdliło.

    0
  3. Chociaż mi owoce morza tej firmy smakowały to pamiętam jak bardzo słodko było. Więc mogę sobie wyobrazić ten atak cukru, współczuję. Swoją drogą to Michałki chyba mi się przejadły, na samą myśl o nich (nawet tych najlepszych od Hanki!) robi mi się niedobrze.

    0
    1. Mi też owoce morza smakowały, w końcu dostały średnio 4 chi, ale ten cukier… po co? Zwykłe michałki bym za to zjadła, najlepiej ze Śnieźki.

      0
  4. Fuj.. jadłam go i zgadzam się w 100% jest tak słodki, że az mdły.. a te orzechy są takie.. gorzkawe właśnie. Nic dobrego naprawdę.. Przy następnej wizycie w lewiatanie kupiłam cały kartonik Michałków z Hanki, dla mnie najlepsze. Słodkie to prawda, zjesz jednego i masz dosyć, ale w końcu sięgam po nie jak mam ochotę na coś słodkiego, a pozostali domownicy też je uwielbiają. Mój tato to największy miłośnik (na każde urodziny, Święta, dostaje od wszystkich kartonik, a trochę nas jest :))

    Apropo recenzji to ja też nie dodaję wszystkiego po kolei jak jem, bo wiadomo, nie będę codziennie dodawać recenzji, bo to głównie blog kulinarny. :) Dzisiaj np piekę 2 rodzaje ciastek i robię dzieciakom na śniadanie racuszki, a pojawią się tylko 1 ciastka, a pozostałe rzeczy może na tygodniu, a może jeszcze później, a może wcale :)

    0
    1. Któregoś dnia Twój tato spojrzy na swój dowód, a tam będzie napisane Michał. Chyba że już jest :P

      Z opcji „a może wcale” nie potrafiłabym i nie chciała skorzystać.

      0
  5. Boję się tego cukierka fuj . Coś napiszę nie w temacie ale też będzie ohydnie . Wczoraj w przedszkolach był Mikołaj i paczuszki ja jestem wdzięczna Pani dyrektor,że dzieciom dała grę bo z innych przedszkoli wracali z paczkami pseudo czekoladowych figurek. Jak pomyślę,że osoba wykształcona kupuje swoim podopiecznym takie badziewie to mi się wszystkiego odechciewa. Wyobraź sobie 10szt jakiś figurek ”czekoladowych” za 3zł jaki to musi mieć skład i smak ?.Ja wolę kupić jednego Mikołaja z Kinderka niż dziesięć z byle czego. Koniec wylałam żółć z siebie.

    0
    1. Rzeczywiście dziwne z tymi słodyczami. Nie żyjemy w PRL-u i nie musimy się raczyć jakimś tanim, czekoladopodobnym ohydztwem. A grę jaką dzieciaki dostały?

      0
      1. ja również moim dzieciakom kupuję słodycze, mniej ale z gónej półki typu kinder. Dostaną wszystko co tylko znalazłam z Kinder, oprócz zestawu z zabawką bo to dla mnie szkoda kasy. Ale i jajka, i duże jajko, i czekoladki, i domek kinder, i Mikołaj kinder

        0
        1. I tu się zgadzam lepszy kinderek niż takie nie wiadomo co raz Jaś dostał takie coś na Wielkanoc zjadł jajeczko a ja z mężem drugie na pół . Oboje stwierdziliśmy,że to jest wstrętne jeszcze pół drugi w aucie( 150km) czułam tłuszcz na podniebieniu i zębach nawet guma sobie z tym nie poradziła . A co do pytania Olgi o grę to takie rybki z z wędkami do łowienia. Jaś był rozczarowany i płakał strasznie w domu bo on mówił Mikołajowi,że chce Lego duplo . Mąż nie mógł patrzeć na rozpacz synka i to,że biedny stracił wiarę w Mikołaja i pojechał mu kupić myjnię lego duplo.

          0
          1. Asiu, zostań moją mamą :)

            Muszko, pamiętam tę grę z dzieciństwa! Nie miałam własnej, ale grałam w jakichś wakacyjnych świetlicach czy coś. Co do reakcji Jasia, to nie obraź się, ale uważam, że źle postąpiliście dokupując mu Lego. To nawet nie były mikołajki, tylko zabawa w przedszkolu. Nie mógł poczekać kilku dni do prawdziwego święta, kiedy dostałby zabawkę od Was? Zresztą nie wiem, własnego dziecka nie mam, więc może nie powinnam zabierać głosu. Wydaje mi się tylko, że to przyzwyczajanie człowieka od najmłodszych lat, że można mieć wszystko na już. Moja siostra tak miała i niczego nie szanuje.

            0
            1. Napisałam niejasno :) myję kupił i dostanie ją jutro w Mikołaja by się nie rozczarował totalnie a prezent który miał kupiony dostanie na gwiazdkę . Lego miało być docelowo kupione wtedy ,ale trudno dostanie wcześniej:)

              0
              1. Aaa, to w takim razie super decyzja i ja bym zrobiła tak samo :) Wiara w Mikołaja jest fajna i trzeba ją podtrzymywać jak najdłużej. Sama wierzyłam do późnych lat podstawówki, chyba najdłużej ze wszystkich znajomych. Przestałam jakoś w 4 albo 5 klasie!

                0
                1. Ja szybko przestałam wierzyć,ale to za prawą mojego brata jest starszy o 6 lat i szybko mi powiedział,że tata się przebiera za Mikołaja . Ja mając 6lat to pamiętam jak przebrani nastolatkowie z domu dziecka nas odwiedziłi z paczkami( rodzice im płacili za odwiedziny).

                  0
                  1. Mi zawsze rodzice zostawiali tak, żebym nie widziała. Nie było żadnych sztucznych, przebieranych mikołajów.

                    0
  6. o matko ja go łagodniej potraktowałam choć fakt z trzech smaków był najgorszy xDD Mwahaha w takim razie wstawię recenzję wszystkich trzech w poniedziałek, ny nie za wiele Ci zdradzać zo myślę o całej tej mini serii batoników od Vobro :) Ty zawsze tak biedna umordujesz się z ich smakami :D

    0
    1. Z trzech smaków? Jakieś jeszcze są? Zaraz sobie wygoogluje, aczkolwiek jestem niesamowicie szczęśliwa, że trafiłam tylko na Michasia.

      Edit: Mam. Halvi i Jamajka ]:-> Tego pierwszego widziałam i może kupię, bo: 1) chałwę lubię, 2) każda firma ma trzy szanse.

      0
      1. hahaha wiedziałam! Kup, kup same pyszności :D Ale jeżeli to cie pocieszy dla mnie najgorszy był Michaś bez dwóch zdań, skoro z nim się rozprawiłaś, to reszta będzie pestka ^^ 3… oby ich nie nadużywali :)

        0
  7. Żeby najlepiej ocenić jakość takiego batona musiałabym kupić go tacie, który jest michałkowym-maniakiem troszkę. :D /jak można zjeść z 20 michałków czasem za jednym razem, a przy tym być szczuplutkim, jak nie wiem co? :D /
    Tu, faktycznie + za pomysł, ale jeśli faktycznie jest taki kiepski to jeszcze tata by się obraził, że mu coś takiego kupiłam, hah. :D

    0
    1. Obawiam się, że rzeczywiście mógłby się obrazić, bo smak tego batona jest odrażający. A co do ilości jedzonych cukierków, to Twój tato mógłby stanąć w konkury z moją mamą i obawiam się, że by przegrał. Ona jest cukrowym odkurzaczem :D

      0
  8. Oj, oj joj…
    Niedawno oceniałam bliźniaka od Vobro pod nazwą Halvi. Był okropny, podobno Michaś miał być jego lepszym bratem.
    Miałam wypróbować, ale jeszcze go ne spotkałam. A teraz w zasadzie to nie wiem czy chcę.

    Nie zdziw się jak odezwie się do Ciebie pan od nich przekonując Cie, że ich produkty są wysokiej jakości i będzie na siłę zwracał uwagę jakie to mają dobre galaretki i że są lepsi od Wawela. A co mi po galaretkach, skoro tu taka klapa.

    0
    1. Jeśli Michaś jest lepszym bratem czegokolwiek, to nie chciałabym tego spróbować. Potem poszukam Twojej recenzji.

      Btw, serio do Ciebie napisali? :D

      0
  9. Michałki lubię, bardzo lubię. Ale profanacją było wprowadzenie pomarańczowego smaku. Klasyk, w bieli – to można jeść. I choć oczywiście są podróbki, są gorsze wydania, to i tak 95% z nich mi smakuje. Również ten cukier. Dlatego zamiast gołębiom, buszującym po parapecie, reszki mogła byś komuś innemu wcisnąć ;)

    0
    1. Pomarańczowego nie jadłam, bo wtedy jeszcze nie miałam bloga, ale biały ze skórką pomarańczową to jeden z moich ulubionych – obok kawowego – jeśli mówimy o Wawelu. Niedługo w Biedrze klasyczna i biała Hanka. Kupisz?

      0
      1. Biel zawsze w modzie, wiadomo. Ale grudzień należy do Lidla. Rok temu od 12.12 albo 14.12 były lody o smaku ciastek korzennych. Mają pierwszeństwo, bo pojawiają się raz do roku, dziadygi jedne. A przez promocje na mięso w Biedronce mam zapchane 3/4 lodówki ;)

        Wiem, wiem. To nie wymaga chłodzenia, ale mimo wszystko.

        0
    1. Widziałam je w jakiejś gazetce, nie pamiętam której. Na pewno nie w kauflandowej, bo jej nie przeglądam. Może w biedronkowej? Ewentualnie tescowej.

      0
  10. Wiedziałam, wiedziałam,że będzie wstrętny już po opakowaniu :D Na 97%(nigdy do końca nie wiadomo co strzeli mi do głowy:D) bym się na niego nie skusiła.. Michałki kiedyś lubiłam bardzo, ale ostatnio nie smakują mi tak jak kiedyś, a ten? Powiem jeszcze tylko, że myślałam, iż jest wielkości batona :DD

    0
  11. Nie łatwe jest życie blogera testującego jedzenie… I takie przepełnione ryzykiem smakowego zawodu, ale blog niestety wymaga poświęceń :) ATwój naprawdę wart jest tego ryzyka :)

    Odnośnie tego Michasia, to ja zapewne nawet bym na niego nie spojrzała. Michałki nie są moimi ulubionymi cukierkami (jak już to wolę białe), no i to opakowanie faktycznie niezbyt urokliwe ;/ Orzeszki w środku wizualnie fajnie się prezentują, ale ich gorzkość od razu bym skojarzyła z obecnością aflatoksyn :D No i w zwykłych michałkach (tych z Wawela) jest więcej orzechów, bo 20% (sprawdziłam przed chwilą na opakowaniu) :D

    0
      1. To są toksyny wytwarzane przez pleśnie, mutagenne i rakotwórcze, bytujące często na źle przechowywanych orzeszkach ziemnych (ale na innej żywności także). Zawsze jak jem orzechy, które są gorzkie albo wyczuwam w nich inne objawy nieświeżości, to myślę o aflatoksynach właśnie :D

        0
  12. Kobieto uwierz nam, że jakieś trzy dni temu Monika trzymała to maleństwo w rękach ale, że nigdzie ceny nie było a strasznie nie lubimy kupować coś nie wiedząc ile kosztuje to go nie wzięłyśmy ;P Ufff

    0

Dodaj komentarz