Carletti, Słone toffi

Znów muszę zacząć recenzję od stwierdzenia, że czegoś nie lubię. Wolę jednak smutną prawdę od słodkich kłamstewek, naciąganych historii i migania się od odpowiedzi. Słone słodycze to jedne z najgorszych rzeczy, jakie mogły zaistnieć na tym świecie. Zdecydowanie są one dziełem szatana i posiadają smak rodem z ostatnich kręgów piekła Dantego. Jeśli dodatkowo na ich opakowaniu pojawiają się nie drobne kryształki świadczące o delikatności, ale wielkie i ociosane kilofem słone bryły, to już wiadomo, że będzie źle. Czy mogłabym się skusić na taki produkt? A w życiu! Ja? Niee, nigdy. Chyba że ktoś proponuje i kusi, opowiada o nim w samych superlatywach, nęci słowem toffi, a potem po prostu wysyła i życzy smacznego. W wyniku takiego prania mózgu już nie do końca wiadomo, czy aby na pewno się tych słonych słodyczy nie lubi, czy może jednak coś się człowiekowi przyśniło. Mając przed sobą niepowtarzalną szansę na rozwiązanie dylematu, trzeba skorzystać.

Carletti, Słone toffi (1)

Słone toffi

Poza tym, że trochę narzekam i wyolbrzymiam niektóre sytuacje, żebyście mieli więcej uciechy z czytania recenzji, za batona jestem wdzięczna i bardzo dziękuję Anicie. Nie wolno również zapomnieć, że za jego produkcję nie odpowiada owo biedne i bogu ducha winne dziewczę, ale Carletti – ojciec bardzo podobnego produktu o nazwie Cuba, choć pozbawionego nieszczęsnej soli. Jeżeli kogokolwiek można za niniejszą historię winić, to tylko jego. W Biedronce pojawił się oczywiście pod marką własną Magnetic, ale wystarczyło rzucić którąś z gałek ocznych na tył opakowania, by dokopać się do prawdy.

Carletti, Słone toffi (3)

Poza takimi drobiazgami, że: 1) Magnetic kojarzy mi się wyłącznie ze średnim jakościowo Wawelem, 2) nienawidzę słonych słodyczy i 3) opakowanie Słonego toffi to brzydki brzydal, cała reszta jest bez zarzutu. Sposób oddzielnego pakowania batonów wewnątrz głównej folii zdecydowanie mnie przekonuje, kaloryczność jest zacna, a mleczna czekolada prezentuje się i zapowiada wybornie.

Carletti, Słone toffi (4)

Słone toffi to duży, 50-gramowy i treściwy baton w kolorze mlecznej czekolady, która podczas krojenia i wstępnego dotykania daje się poznać jako twarda i gruba. Z wyglądu przypomina Pawełka, choć jest większy i posiada tylko trzy zaokrąglone u góry, a do tego subtelnie i ładnie ozdobione paseczkami kostki. Uważam, że został zaprojektowany bez żadnych wizualnych wad. Znajdujący się wewnątrz karmel jest wyraźnie ciemniejszy od tego z czekolady czy batona Caramel Milki, ale tak samo ciągnący i niewłaziwzębowy. Produkt posiada cudowny zapach mlecznej czekolady wymieszanej z solą, bardzo podobny do Tuc czy Choco & Pretzel spod skrzydeł fioletowej krowy.

Carletti, Słone toffi (5)

Czekolada otaczająca karmel rzeczywiście jest bardzo gruba i twarda, ale w smaku pyszna, mleczna i słodka. Główny bohater, choć zdawał się przypominać wnętrze serii Caramel, jest dużo rzadszy, jakby lekko wodnisty. Nie to jest jednak najgorsze. Jego smak okazał się połączeniem słonej soli z solą i starym tłuszczem, którego do smażenia pączków używali jeszcze Aztekowie. Po zjedzeniu połowy kostki, w tym głównie czekolady, resztę zawinęłam w sreberko i postanowiłam oddać rodzinie.

Carletti, Słone toffi (6)

Podchodząc do Słonego toffi, zastanawiałam się, czy to rzeczywiście toffi, czy może jednak karmel. Po pierwszym gryzie przestało mi jednak zależeć na odpowiedzi i zaczęłam marzyć o jak najszybszym umyciu zębów i zatarciu tego okropnego smaku słonego jak szatan starego tłuszczu. Naprawdę rzadko nie jestem w stanie dokończyć rozpoczętego słodycza. Dowodem niech będzie fakt, że zjadłam dwa czekoladowe desery Valsoi oraz cały jeden waniliowy. Przyznałam im najniższą notę, obrzydziły mnie tak bardzo, jak tylko się dało, a i tak podołałam. Słone toffi zaś to pierwszy produkt od początku prowadzenia bloga i w ogóle od dobrych dziesięciu lat (nie wiem, strzelam), którego nie potrafiłam zjeść do końca ze względu na podły smak. Bo – to trzeba podkreślić – oceniam go źle tylko ze względu na smak. O jakości nie mogę powiedzieć nic, bo nie zdążyłam jej zauważyć. Słony tłuchol zaburzył wszystko. Brak słów.

skalachi_1Ocena: 1 chi
(lub milion chi na minusie)


Skład i wartości odżywcze:

Carletti, Słone toffi (2)

59 myśli na temat “Carletti, Słone toffi

    1. Lodów o smaku słone karmelu nie będę Ci polecać bo z batonem nie trafiłam, ale od czego są blogi i recenzje? od szczerych opinii :) Dobrze,że nie kupiłaś całego opakowania bo nie znalazłoby u Ciebie żadnego zastosowania. Cieszę się jednak, że sama czekolada smakowała, wydaje mi się że Magnetic generalnie prezentuje i dobre czekolady.

      0

  1. 3 razy trzymałam w ręku z zamiarem kupna. Odkładałam przez opakowanie (brzydki brzydal). Powiem tak, nie mam takiej awersji do słono-słodkich połączeń jak Ty (i zasadzie bardzo je lubię), ale karmel ostatnio mi sie przejadł. Akceptuje tylko kajmak z puszki (ale taki z krową, z Gostynia).

    0

  2. Bleeee….ja jedyne słone slodyzce jakie lubię to Reeses,albo lody słone toffi w najlepszej lodziarni w moim mieście,albo lody masloorechowe z Lidla :) zastanawiałam sie nad kupnem tego,ale mi,tak samo jak tobie,Magnat nie kojarzy sie dobrze,podobnie jak Wawel.Propsrtu nie,teraz jestem pewna,ze nie kupie ;)

    0

    1. Nie lubię Reese’s, słonych lodów się boję, a masłoorzechowych lodów z Lidla jeszcze nie jadłam. Tak czy inaczej, jedno jest pewne: żadna z tych trzech wymienionych rzeczy nie jest tak obleśna jak Słone toffi.

      0

  3. wybacz kochana, ale nie rozumiem twojej nienawiści do słodko słonego, bo ja wręcz ubóstwiam to połączenie- słowo Ci daję :D dla mnie to najgenialniejszy duet i wszystko sobie dosalam! Dosłownie, prawie wszystko :) Jak gotuje sobie na słodko, smażę placuszki na słodko, piekę na słodko, zawsze soli muszę dodać. Ponoć naturalny konserwant i poprawiacz smaku i ja jestem od niego bardziej uzależniona jak od cukru. Jeżeli ktoś mi kaszy nie posoli, albo ziemniaków, wolę być głodna :D
    Nie kupowałam dlatego, że szkoda było mi pieniążków, i zbytnio mnie nie kusil, ale teraz mnie zaintrygowałaś… Szkoda mi tylko bardzo tej Anity od której je dostałaś… Ja pewnie zjadłabym co do kosteczki bo mi szkoda sprawiać innym przykrość, ale ja już taka jestem. Zresztą pewnie ja bym tak to pałaszowała, że aż uszy by mi sę trzęsły :D Swoją drogą odważna jesteś, że przyjmujesz prezenty od innych, ja zwykle odmawiam :D Ale znalazły się takie 3 gagatki, którym udało mnie się zaszantażować xDD

    0

    1. Ja od lat nie solę makaronu, kaszy, ryżu, mięsa i w ogóle niczego. Wyjątek stanowi kuskus, który posolić muszę, bo inaczej mi nie smakuje.

      0

  4. Czekałam z niecierpliwością na tą recenzję, nazwa i cena kusi i to bardzo, ale zastanawiałam się, czy będą te batoniki choć trochę słone.. Nie spodziewałam się starego tłuszczu, fe ;-; Obrzydziły mnie teraz na maksa.

    0

  5. Powiem tak… Toffi nie lubię, marki Magnetic również (kojarzy mi się z produktami złej jakości), więc i ten „batonik” mnie nie kusi

    0

  6. Widziałam je już na którymś blogu z opinią, że przecukrzone. Wiedziałam, że słone toffi jakości biedronkowej nie może być dobre. Hm, cukrowo-tłuszczowa mieszanka zupełnie mnie nie kusi, mimo że z solą, którą ja w słodyczach uwielbiam. Szkoda, że na Ciebie z tym czymś popadło, bo nic tak do jakiegoś połączenia smaków nie zniechęca jak wyjątkowo niedany produkt.

    PS Słone toffi się słusznie zawstydziło, że z rana ukryć się próbowało.

    0

    1. Tak? Ja ich nigdzie jeszcze nie widziałam, ale zaraz poszukam. Jak ktoś wyczuł tam cokolwiek poza solą i tłuszczem, to mu gratuluję.

      P.S. Masz rację, nie pomyślałam o tym! :D

      0

  7. Wyobrażam sobie co musiałaś czuć, bo mam podobnie wrogie podejście do soli w słodyczach, choć baton wygląda bardzo smacznie i gdybym nie wiedziała co w sobie kryje, to bym stwierdziła, że jest bardzo dobry :D
    A słone bryły na słodyczach mnie przerażają, ale jak są duże, to łatwiej je wyeliminować z produktu, bo małe kryształki, choć tak bardzo nie zniechęcają, zazwyczaj wtapiają się we wnętrze i ciężko je wydobyć :D

    0

  8. Co do słonych słodyczy (już to samo określenie nie brzmi dobrze!) zgadzam się zupełnie. Wyjątek: masło orzechowe, o ile ktoś uznaje je za słodycz.

    0

  9. Bardzo lubię sól w czekoladzie, no ale to trzeba zrobić dobrze. Jako, że jestem bardzo wrażliwa na stary tłuszcz w slodyczach, na pewno po ten produkt nie sięgnę. A nie powiem, przykuł moją uwagę w Biedrze.

    0

  10. Maiłem styczność w poniedziałek, także wspomnienia świeże. Tłusta ciagutka, ale nie zaklewajkomorda, w grubej powłoce z czekolady. Szczerze, to nie wyczułem ani karmeli, ani soli. Połączenie, które tak wielbię, zawiodło po całości. Gdyby środek był lepszy, to przy treściwości „opakowania”, mogłoby wyjść niezłe cacko. Nawet kosztem pozbycia się jednego z batonów. 2-3 (naciągane)/10. Nie więcej.

    0

      1. Krem był tłusty i mdły. Soli nic. Tylko, że jak w tym konkretnie smaku, mam moooocno wyśrubowane wymagania. Jak mówiłem, tylko jedna cukiernia, spełnia je w lodach. Inne (4-5?) odpada. Lody z Biedry tez były lipne, a innym smakowały. Gówno, a nie sól. Tłuszcz, a nie karmel ;)

        0

  11. Warto było poczekać z przeczytaniem dzisiejszego posta do wieczora. Zamykam dzień z uśmiechem od ucha do ucha :D Fajna porcję zgranych zdań dziś zaserwowałaś, za co Ci bardzo dziękuję. Moim hitem jest dziś „aztecki tłuszcz” :D Brzmi przekonująco obrzydliwie :) A co do produktu, o którym dziś pisałaś, to jutro z samego rana, stawiam się jako pierwszy klient dyskontu i nabywam rzeczony produkt. Mam go zamiar poddać badaniu natychmiast po zakupie i niezwłocznie poinformować Cię o mojej opinii. Ja osobiście nie szczycę się wysublimowanym gustem, więc wyrobami tej „marki” nie gardzę. Zobaczę co tym razem ze mną się stanie! Pozdrawiam serdecznie!

    0

    1. Widzę, że lubujesz się w negatywnych recenzjach :P Ja również nie szczycę się wysublimowanym gustem, Carte d’Ory przedkładam nad Haagenty, a Milkę nad jakieś tam drogie i markowe czekolady. Słone toffi to jednak liga… nie z tej ziemi.

      0

      1. Uwielbiam cięty język i trafne złośliwości. Oczywiście nie pod moim adresem :P Dobra recenzja to dobra recenzja niezależnie od tego jak ocenia swój przedmiot. Jednak w negatywnych opiniach drzemie jakieś takie fajne, kąśliwe licho :) A batonika na razie nie znalazłem. To aktualna oferta dyskontu?

        0

  12. Mnie ciągle te batoniki polecano, a tutaj u Ciebie czytam takie rzeczy! Szczerze? Trzymam Twoją stronę, bo ja po prostu wiedziałam od samego początku, że do będzie masakra :D

    0

  13. Autorka bloga na chyba wyżarte kubki smakowe. Nie wiem czy nałogowo palisz, czy lubisz popijać domestos i to on tak Ci spaczył odbieranie smaków, ale jeśli wyczuwasz tam jakikolwiek tłuszcz, to faktycznie coś z Tobą nie tak.

    0

    1. Przejrzałeś mnie. Lubię sobie od czasu do czasu gulnąć kieliszek Domestosa i zapalić fajkę przemycaną przez dziadka w tyłku podczas wojny (mocniej kopie i lepiej wyżera kubki smakowe).

      0

    1. Do tego służą blogi z ocenami – jedzenia, książek, utworów muzycznych, filmów itd. – żeby jednak o gustach rozmawiać ;)

      0

  14. Autorka recenzji przyznaje się do swego „uczulenia” na słone słodycze. To ono zapewne jest przyczyną druzgocącej recenzji nadzienia, którą popełniła. Jednak wszystkim nie uczulonym zdecydowanie te batony polecam. Nie są na dobrą sprawę słone. Może leciutko słonawe, a może po prostu mniej słodkie od innych, co dla mnie jest zaletą. I o żadnym starym tłuszczu nie ma absolutnie mowy. W każdym razie kumple, których częstowałem, docenili. Wielka szkoda, że batony zniknęły z oferty Biedronki.

    0

    1. Na pewno jeszcze będą, pojawiają się co jakiś czas. Co do reszty komentarza – masz rację, dla mnie większość słodyczy typu słone toffi smakuje jak stary tłuszcz pomieszany z torbą soli. Tyle że te batony były najgorsze ze wszystkiego, heh.

      0

Dodaj komentarz