Dolce Toscana, Cantuccini all’arancia e cioccolato

Nadszedł czas na recenzję, na której pisanie nie miałam najmniejszej ochoty. Ostatni produkt przywieziony przez tatę z Włoch? So what? Jakieś tam ciastka i nieznajome słowo cantuccini na opakowaniu? Pff, a co to właściwie jest? Nie dość, że trzeba włożyć dwa razy więcej pracy w przygotowanie deseru, bo zaparzenie herbaty trochę czasu i energii pochłania, to jeszcze ciastka są tak twarde, że można sobie połamać zęby, wszędzie się kruszą i jak na złość na pewno pójdą w biodra. Po co mi takie prezenty i po co tracić wieczory na jedzenie jakichś obmierzłych słodyczy? Wszystko to takie głupie i nielogiczne.

Dolce Toscana, Cantuccini all arancia e cioccolato (1)

Cantuccini all’arancia e cioccolato

Kiedy tato wrócił z Włoch i zjawił się w moim prywatnym gniazdku z piękną opalenizną i siatką słodyczy w dłoni, nie ucieszyłam się ani trochę. Znowu muszę cię oglądać?! I znowu mi coś przywozisz? Może jeszcze mam to zjeść?! Na całe szczęście gość szybko sobie poszedł, a ciastka miały w miarę długą datę ważności, więc mogłam je upchnąć na dno szafki i trzymać kciuki za to, że jakimś cudem o nich zapomnę, przeterminują się i nie będę musiała ich otwierać. Nie traciłam czasu na przyglądanie się zaskakująco niskim i optymistycznie rokującym wartościom odżywczym oraz okropnemu, pomarańczowemu kartonikowi, w którym znajdowało się zupełnie niepraktyczne okienko z podglądem na produkt. Kto to w ogóle myślał, żeby umożliwiać konsumentom zapoznanie się z wnętrzem paczki przed jej zakupem i na dodatek projektować owo okienko jako zabytkową bramę?! I kto odpowiada za szatę graficzną w kolorach słonecznego kraju, przedstawiającą zupełnie nieciekawą wizualnie i niebaśniową mapę?!

Dolce Toscana, Cantuccini all arancia e cioccolato (4)

Nie wiem, czym są ciastka cantuccini. Nawet jeśli wiem, to i tak ich nie lubię, szczególnie tych z migdałami. Poza tym tu jest Polska i powinno się mówić po polsku, don’t you think? Proszę się zatem nie dziwić, że nieszczęsne cantuccini kantuczini ciastka już na wstępie były skreślone. Gdyby nie fakt, że człowiek raz na jakiś czas suchy produkt zjeść musi – tak jak gryzonie, żeby zetrzeć końcówki zębów – opchnęłabym je na Allegro, oddała głodującym lub wcisnęła zaskoczonemu przechodniowi na ulicy, jeszcze mu dopłacając. Zły los niestety sprawił, że o dacie ważności ciastek nie zapomniałam, więc żeby przestały mnie dręczyć, otworzyłam je kilka miesięcy przed czasem. Co mnie wówczas spotkało i przez jakie piekło musiałam przejść? Cóż, najchętniej w ogóle bym o tym nie pisała, a plik z notatkami wywaliła do kosza.

Dolce Toscana, Cantuccini all arancia e cioccolato (3)

Dramat zaczął się już na poziomie zapachu. Aromat, który odkryłam w ciastkach, był połączeniem znienawidzonych biszkoptów kocich języków i nieprzyjemnie świeżych migdałów, od których z zębów wypadają plomby i trzeba chodzić po dentystach-sadystach, wydawać pieniądze, przeżywać katusze. Ponadto nie ma w nim nawet śladu pomarańczy czy czekolady – te można odkryć dopiero na etapie badania cantu…ciastek wzrokiem. Kawałków czekolady jest dużo i wyglądają nieapetycznie, jak każda czekolada, a pomarańcze są jasne, duże i kandyzowane, czyli z góry wiadomo, że okropne. Ciastka niewiele ważą, więc na nieszczęście przy jednorazowej degustacji trzeba ich zjeść sporo.

Dolce Toscana, Cantuccini all arancia e cioccolato (5)

Pierwszy gryz ciastek all’arancia e cioccolato utwierdził mnie w przekonaniu, że podczas konsumpcji nie tylko powypadają mi plomby i diamentowe zęby, które po wielu prośbach i groźbach zafundował mi Lil Wayne, ale także moje własne. Pod przypieczoną i twardą skórką znajdował się równie twardy, ale jaśniejszy środek, a w nim ocean dodatków: ciemnej czekolady o smaku równie niedobrym co 70% cocoa Lindta, a także wielkich, gumowych, twardawych i w żadnym razie nie idealnych kandyzowanych pomarańczy, które pozbawiono goryczy, zachowując pełnię owocowego smaku i słodyczy. Całość nie była ani trochę za słodka, co wcale jej nie ratowało, ponadto rewelacyjnie współgrała z herbatą, co z kolei mnie nie obchodziło. Ani nie zrobiło mi się świątecznie, ani nie stwierdziłam, że ciastka są lepsze od Biscotti alla mandrola. Żałuję, że dostałam taki prezent i żałuję, że tato o mnie pamiętał.

skalachi_5Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Dolce Toscana, Cantuccini all arancia e cioccolato (2)

44 myśli na temat “Dolce Toscana, Cantuccini all’arancia e cioccolato

  1. O, też ciasteczka. ;)
    Kiedy mój tata przyjeżdża do mnie (i to jeszcze ze słodyczami), niemal skaczę z radości, a widzę, że po takich ciastkach mogłabym skakać podwójnie. Włoskie ciastka,inne niż amaretti, jakoś zawsze mi się kojarzyły z nudnymi kamieniami, a tu proszę.

    Co się z Twoim nastrojem ostatnio dzieje? :(

    0

    1. ja również chyba skakałabym po suficie jakby mi coś takiego tato przywiózł, ba jeszcze pewnie modły bym jakieś walnęła. Dołączam się do Kimiko… co się dzieje kochana? :(

      Jak ciasteczka zostały to się nie martw, my z przyjemnością je do jemy :) ( Nawet nie wiem czy takie słowo/słowa istnieją).

      Twój tato nadal uważam, że jest kochany. Nawet w Włoszech o Tobie pamięta. Przykro mi, że tak go potraktowałaś. Wybacz :(

      0

      1. No nie… znowu się napisałam i to z samego rana, a teraz wchodzę i widzę, że mojego komentarza nie ma… Spróbuję pod kogoś postem

        więc jeszcze raz: Cantuccini to jedne z ciastek, które na pewno upiekę w Nowym Roku. najlepiej smakują maczane w gorącej czekoladzie.
        Apropo dentysty sadysty to trafiłaś w samo dziesiątkę! Akurat przedwczoraj byłam na szybkim rwaniu ósemki.. było ciężko ale szczegółów Ci oszczędzę. Teraz do Świąt na antybiotyku jestem :) Rozpisałam Ci się pod perwersami ostatnio a widzę, że znowu mojego komentarza nie mam.. ach co to się dzieje z tym Twoim blogiem…

        Trudno. PS zajrzyj na maila. Buziaki

        0

      2. Dzieją się rzeczy z blogiem. Nawet nie mam ochoty tu wchodzić. Nie żebym chciała rezygnować z pisania, po prostu kłopoty z hostingiem i niemożnością dodawania komentarzy są ponad moje siły, a ostatnią rzeczą, jakiej chce mi się słuchać, jest „ojej, nie przejmuj się”. Dlatego biadolenia nie ma i nie będzie – po prostu wolę się na jakiś czas odciąć od blogosfery, żeby nie zanudzać nikogo moimi smutkami. Kto wie, ten mi pomaga i tyle. Dzięki za troskę :)

        Szpilko, jak go potraktowałam? Cała ta recenzja to żart, myślałam, że łatwo będzie wyciągnąć wnioski. Jeśli nie, to wyjaśniam: cieszę się, że tata mnie odwiedza i cieszę się ze słodyczy. Ciastka bardzo mi smakowały i od pierwszej chwili miałam na nie ochotę. Szyfr do zrozumienia recenzji brzmi: czytaj wszystko na odwrót, a każde „nie” zamień na „tak”.

        0

        1. o mistrzu ironii podejrzewałam szczerze, że to właśnie ona, ale Kimiko mnie zmyliła xDD Tym bardziej, że ostatnio bardzo rzadko tu gościłaś więc uwierzyłam ( bo być może Ona rozmawiała z Tobą prywatnie i coś na ten temat więcej wie). Wybacz, za pierwszym razem na serio jak czytałam odebrałam w ten sposób notkę, ale później jak zawsze naiwna urozmaiciłam swoją interpretację xDD A trza było konstruktywnie ją zanalizować! Głupia ja xDD

          Chciałabym Ci pomóc naprawdę, i jak coś daj znać! Jeżeli chodzi o zażalenia, pisma to napiszę! Tylko słowem mi napisz. Wybacz, że inaczej nie umiem :<

          0

                1. bo raz na ruski rok się uda xDD (dlatego sobie nie ufam) Ostatnio dwa dni temu w nocy wydawało mi się , że mi żyłki na dłoni popękały ( cała mnie bolała) do rana nie zmrużyłam oka i modliłam się by nie wykrwawić się pod skórą… okazało się jak się już rozwidniło, że dzień wcześniej jak wyjmowałam inteligentnie masę makową z puszki to obrysowałam z wierzchu dłoń ostrymi wykończeniami. ( Wygląda to jakbym się pocieła żyletką… ale na pewno nie na siniak skutkiem wykrawienia). Ech… mam za bujną wyobraźnię, dlatego nie mogę się zdać na intuicję, bo bym oszalała :)

                  0

                  1. Miałam podobnie. Raz zasnęłam na ręce i jak obudziłam się w środku nocy, to kompletnie jej nie czułam. Miałam taką bezwładną gumę. Zanim z powrotem zasnęłam, strasznie się bałam, że na zawsze straciłam w niej czucie. Co za głupota :P

                    0

  2. Ja tez nie lubie cantucci, sa strasznie twarde. Twoje biedne zebu musialy jeszcze te kawaleczki miażdżyć! No,ale lrzynajmniej docen, tata o tobie pamietal I chcial dla ciebie dobrze :)

    0

  3. Och ty nieszczęsna! Jak chcesz możemy się zamienić ojcami. Zamiast reklamówek słodyczy będziesz dostawała pretensje, że chowasz własne słodycze do szafki, zamiast od razu wszystkich częstować. Jestem skłonna się poświęcić i oddać ci ten skarb w zamian za koszmarne otrzymywanie zagranicznych przysmaków. xD
    lubię sucharki, więc pewnie bym zęby wszystkie straciła, ale zeżarłabym całą pakę.

    0

    1. Niee, to ja mam taką mamę, wystarczy mi. To znaczy może nigdy nie miała pretensji, ale za to po wyjedzeniu własnych zapasów przychodziła powyżerać moje i obrażała się, że nie chcę jej dać i bezczelnie kłamię, że już nie mam ;)

      0

  4. Uwielbiam Cantuccini! Najlepiej smakują maczane w gorącej, gorzkiej herbacie. A o dentyście sadyście to akurat trafiłaś, pisałam Ci pod komentarzem z perwersami, (ale zniknął, albo nie dodał się znowu) że przedwczoraj późnym wieczorem wylądowałam na rwaniu ósemki.. paskudne rwanie było, bo i torbiel się zrobił i mi zeba dentysta sadysta połamał i kość naruszył)
    A Cantuccini mam w planach upiec w Nowym Roku 3 rodzaje :)

    0

    1. Przepraszam. Informatyk, który mi pomaga, pozmieniał coś tam w opcjach zabezpieczeń na blogu i system antyspamowy zakwalifikował Cię do botów.

      Zgadzam się, że cantuccini najlepiej sprawdzają się z gorzką herbatą (albo kawą, ale jej nie mogę). Czekam na recenzje!

      0

  5. Ja sucharki nawet lubię byle by nie były za twarde, bo jak na ciastkach sobie łamiemy zęby to katastrofa:) Chętnie bym spróbowała tych ciasteczek. Pracuje nad Twoją chihuahua i teraz pytanie czy w środku ma być ich więcej czy tylko jedna?

    0

  6. Hahah, mistrzowsko napisana recenzja. Spodziewałam się kolejnej klapy z tymi włoskimi ciastkami prosto z Włoch, a tu proszę, marne 5 chi na 6 :D

    0

    1. Dziękuję :) Ciastka były tak marne, że naprawdę musiałam im wystawić 5 chi, bo aż gniew człowieka bierze!

      0

  7. Nie wiem, jak Twój tata w ogóle śmie przywozić Ci takie prezenty !! :) Potem to Ty musisz się z nimi męczyć :P

    Co do cantuccini, to ja je bardzo lubię i nawet ostatnio myślałam, czy by samemu nie zrobić :D

    0

    1. W czasie składania mu świątecznych życzeń na pewno wspomnę, jak złe ciastka mi przywiózł i jak bardzo mnie nimi zirytował! Własnoręczne cantuccini z chęcią bym na Twoim blogu zobaczyła :)

      0

      1. Może się kiedyś zmobilizuję :D Póki co czuję niechęć do pieczenia i jedzenia (ta druga pewnie do jutra mi minie), a że do tego straciłam częściowo smak, tym bardziej nic mi się nie chce :P

        0

  8. Uśmiechałam się coraz bardziej czytając recenzję. XD Kobiety to jednak przekorne są. :D Jak się uprą na jedną rzecz, to choćby nie miały racji, wiedziały, że nie mają, a nawet, że mylą się okrutnie – będą trzymać się zdania swojego do końca. Buahah. :D

    0

  9. Co za bezczelność przywozić córce prezenty z zagranicy pod postacią słodyczy! :D
    Tylko kandyzowane pomarańcze nas nie przekonują ale sądzimy, że jakbyśmy wrzuciły je do ciepłego mleka to z 5 chi wskoczyłyby na mocną 6 :D

    Jeżeli tym razem ten komentarz się dodał to możesz być pewna, że właśnie tańczymy z radości :P

    0

    1. Odtańczę taniec z Wami, jak już uda mi się rozwiązań problem. Póki co nawet informatyk, specjalista od WordPressa rozłożył ręce.

      0

  10. Dziękuję <3 No cóż na razie ciągle jestem sama i nie zapowiada się na zmiany :P

    Chciałabym życzyć Tobie i całej Twojej rodzinie Świąt pełnych miłości, pokoju, radości, dobra.. niech przepełnią One Wasze serca, cały dom. Niech dzieciątko Jezus pobłogosławi Wam, narodzi się w Waszych sercach :)Życzę udanej zabawy Sylwestrowej oraz tego aby Nowy Rok był pełen pozytywnych niespodzianek, aby spełniały się Wasze marzenia i aby był on lepszy od 2015 roku :)

    Kandyzowane pomarańcze??? Dziękuję ale ;)

    0

    1. Dziękuję za życzenia, ale my jesteśmy niereligijną rodziną. Ja zatwardziała ateistka, mama wątpiąca, babcia z Alzheimerem i siostra w gimnazjum. Raczej żaden Jezus się w naszych sercach nie narodzi :P

      0

  11. Powłoczka równie do dupy, co w ciastkach Kupca,
    Część chrupka równie do dupy, co w Milce Crispy Joghurt,
    Owoce równie do dupy, co orzeszki w Haagenach Macadamia,

    Włosi są passe.

    0

  12. Ach jak ja kocham Twój sarkazm <3 :D
    Uwielbiam te ciasteczka (znaczy się ten rodzaj, bo takich to nie jadłam). Kiedyś próbowałam robić sama, ale spaliłam na wióry i wyglądały jak czysty węgiel, masakra :P
    Ach Olga! Chciałam Ci Szczęśliwych, kojących, przeżytych w zgodzie ze światem, rodziną i z sobą samym, pełnych życia i miłości świąt Bożego Narodzenia! Bogatego (i słodkiego) Mikołaja, dobrego jedzonka i wszystkiego naj raz jeszcze! Dla Rubi też całusy i niech tam Mikołaj jej też pod choinką coś zostawi! Wesołych!

    0

    1. Zjadłabym kiedyś takie domowe polskie, bo nigdy nie próbowałam. Ale oczywiście sama nie upiekę, no bo… bez przesady :D

      Życzę Ci tego samego, choć została już tylko noc i ostatni dzień ;*

      0

  13. Niestety, będąc we Włoszech bardzo żałuję, że nie miałam okazji ich spróbować. Chociaż nie wyglądają atrakcyjnie, wiadomo, że nie szata zdobi….ciastko? Nieważne…:) W każdym razie, jak tylko będę miała okazję, chętnie ich spróbuję. A poza tym, zmieniając temat, chciałabym życzyć Ci ciepłych, rodzinnych świąt, wiele radości, uśmiechu, spotykania na swej drodze samych życzliwych i szczerych ludzi, znalezienia tej prawdziwej miłości i pysznych nowości do opisywania na swoim blogu :*

    0

    1. Nie jest z nimi źle, Pieguski wyglądają jak upieczony paw, a i tak ludzie jedzą je na tony :P

      Dziękuję i życzę tego samego, no może minus blog :P ;*

      0

Dodaj komentarz