Wedel, Mleczna

Prawie rok temu Wedel zorganizował konkurs, w którym trzeba było wybrać jeden z dostępnych w ofercie firmy produktów i uzasadnić, dlaczego to właśnie on zasłużył na wyróżnienie. Ponieważ lubię kreatywne zabawy, zwłaszcza związane z pisaniem, wzięłam w nim udział i wygrałam zestaw słodyczy, w skład którego wchodziły: Ptasie Mleczko (oddałam mamie – miłośniczce), Pawełek toffi (żarłocznie zjadłam, bo kocham), Torcik Wedlowski (zrecenzowałam i oddałam mu serce), czekolada Mleczna Truskawkowa (znany i lubiany smak, który też postanowiłam zrecenzować) oraz dwie klasyczne tabliczki: czysta mleczna i gorzka. Ponieważ te ostatnie miały najdłuższy termin przydatności do spożycia, a także wydały mi się najmniej szalone, z ich otwarciem najchętniej zwlekałabym w nieskończoność. Nadszedł jednak grudzień – miesiąc, w którym czekolady miały dokonać żywota – a ja uznałam, że najwyższy czas się przełamać, bo w innym wypadku ubiegną mnie robaki, mszaki i paprotniki.

Wedel, Mleczna (1)

Mleczna

Mleczna czekolada Wedla kojarzy mi się z wczesnymi latami życia, choć nie do końca wiem, jak wczesnymi. Kiedy o niej myślę, przypomina mi się przyjemna słodycz, wysoka bagienkowość, aksamitność, gładkość, delikatność. Krótko mówiąc, o mlecznym Wedlu myślę w kategoriach idealnej mlecznej czekolady. Ponieważ jednak pamięć płata figle, gust ulega wielokrotnym zmianom, a i producenci lubią od czasu do czasu przyoszczędzić na jakimś surowcu, spoglądając na dzisiejszą bohaterkę, nie byłam pewna, czy powrót po latach przyniesie mi znaną i oczekiwaną błogość.

Wedel, Mleczna (4)

Jak już zdradziłam we wstępie, z otworzeniem czekolady zwlekałam bardzo długo. Nie tylko obawiałam się ewentualnego rozczarowania, ale również nieszczególnie miałam ochotę na tabliczkę bez żadnych dodatków. W końcu jednak zebrałam się w sobie i szybko rozerwałam ciemnoniebieski plastik, by w ostatniej chwili nie zmienić decyzji i nie sięgnąć po coś innego. W skutek tego czynu oczom mym ukazała się czekolada o zaskakująco małych kostkach, podzielona na sześć rządków – a nie pięć, jak sądziłam – po trzy kostki każdy. Z opakowania wydobył się zapach, którego nie czułam od wielu lat, ale który doskonale znam: esencja mlecznego Wedla. Nie tylko mlecznego, ale również wyraźnie kakaowego, lekko maślanego, z delikatną nutą grzybową (nie bójcie się, tabliczka nie była zepsuta, po prostu niektóre czyste czekolady mają w sobie taki poniuch, który na potrzeby rozmów z ludźmi i dzisiejszej recenzji określam grzybowym, nie jest on jednak nieprzyjemny czy odrzucający).

Wedel, Mleczna (5)

Poczuwszy znajomy aromat, zatarłam ręce. Włożyłam pierwszą kostkę do ust i poczułam utęsknione, wyczekiwane bagienko, któremu towarzyszyła wyrazista mleczność i kakaowość, a także słodycz plasująca się na idealnym poziomie, zdecydowanie ie cukrowa. Czekolada po rozpuszczeniu się była gładka i delikatna, choć znajdowała się na pograniczu proszkowatości. Ponieważ nie lubię tracić czasu i szybko się niecierpliwię, procesowi ciumkania i rozpuszczania poddałam tylko dwie kostki, na dodatek żadnej z nich nie dałam stopić się do zera. Wybrałam opcję drugą, czyli gryzienie dość twardych, przyjemnie trzaskających pod palcami i zębami rządków.

Wedel, Mleczna (6)

Choć przez ostatnie lata Wedel przeszedł dużo zmian, jego mleczna czekolada pozostała dokładnie taka, jaką ją zapamiętałam. Delikatna, aksamitna, bagienkowa – idealna. Oczywiście nie twierdzę, że to ten sam poziom co mleczny Lindt i wystawiając jej prawie identyczną ocenę, nie chcę oznajmić, że nie ma różnicy, po którą z tabliczek sięgniecie. Przyjemność, jaką oferuje Wedel, jest inna, z nieco niższego poziomu, co nie znaczy, że gorsza. Warto również wspomnieć, że choć kilkakrotnie przywoływane w recenzji słowo ideał może wam się wydać absurdalne, a nawet zakłamane – w końcu sama pisałam, że nadziewane czekolady Wedla są proszkowate, niebagienkowe i czasem cukrowe – to mam wystarczający powód, aby go używać. Otóż czysto mleczna czekolada wspomnianego producenta jest zupełnie inna niż czekolada używana do nadziewajek. Ponieważ tu jest jej więcej, trzeba się było zaprezentować, popisać, zareklamować i wykonać ją lepiej. Plan się powiódł, a ja zostałam kupiona. O ile tabliczki z kremem nadal będę wybierać w kolorze fioletowym, o tyle czystą mleczną zakupię granatową.

skalachi_5Ocena: 5 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Wedel, Mleczna (3)

34 myśli na temat “Wedel, Mleczna

  1. Po 1: gryzienie zamiast ciumkania to także mój ulubiony sposób jedzenia #no ba
    Po 2: haha jak mnie cieszy ta recenzja :D Wieść że Wedel do czystych tabliczek używa innej, lepszej czekolady.. Myślę że mogę się pod tym podpisać, jaaakiś czas temu zajadałam się gorzką i mi smakowała. Karmelowa także trzyma poziom. Kiedyś, jak znacząco uszczuplę szafkowe zapasy, z przyjemnością spróbuję zwykłego, mlecznego Wedla ^.^

    1. 1) Piątka! Ludzie zazwyczaj upierają się przy ciumkaniu (patrz: blogosfera)
      2) Mnie też to bardzo cieszy, bo ta tabliczka uratowała moje wspomnienia z odległych lat. Gorzką też jadłam i też jestem zadowolona. Recenzja niedługo, czeka w kolejce do publikacji. A Karmellove to w ogóle mniam.

  2. A ja lubię jeść na każdy sposób i nigdy nie moge sie zdecydowac jak ostatecznie, wiec wszystko próbuje. Najpierw rozpuszczam w buzi, później sse, czekam aż z naturalnym tempem się rozpuści, później gryze, pózniej gryze i już pozwalam się rozpuszczać…. potem znowu sse… dobrze, ze nie doszłam do poziomu fetyszy i się nią nie obsmarowuje albo gorzej tarzam. Ale w przyszłości kto wie xDD

    Baaaardzo cieszy mnie ta wysoka ocena! Wedel faktycznie wiele razy daję dupę, ale umie pokazać klasę :) Ja ją akurat często jem z białą naprzemiennie, ale to dlatego , że wszyscy kupują mi ją w ramach podziękowań za drobnostki. Czemu choć raz nie kupią czegoś … niesamowitego xDD

    1. Ja jestem niecierpliwa i wkurza mnie ssanie. Dlatego nienawidzę cukierków i lizaków. Posiłek musi zajmować mało czasu i być pyszny. Jak coś się rozciąga, to już się za to nie zabieram.

      Biały Wedel… wiesz co? Chyba nigdy nie jadłam. Na pewno to zmienię, ale kupię razem z białą Milką i porównam (może na blogu, może nie; no i nie w najbliższym czasie).

      1. O jeju ucieszyłoby mnie bardzo takie porównanie :) Jedną z moich ulubionych Twoich recenzji to ta z porównaniem batoników twarogowych! Czytałam ją wiele razy i czytam bo uważam ją za mistrzostwo :D

        Mwahahaha, w życiu się z Tobą nie zgodzę, mam całkowicie odmienny stosunek! :D Kocham cuksy i lizaki właśnie dlatego, że wolno rozpuszczają smak :) Dla mnie posiłek musi być rozpięty w czasie i nie koniecznie pyszny, aby smaczny :D Kolacje jem zawsze około pół godziny :) Przynajmniej tyle staram sie by trwały xDD Nie znoszę jeść co szybko się zje i już za sekundę o tym zapomnę :) Dlatego tak mnóstwo jem wafli ryżowych, kukurydzianych, pszennych, sucharów, chrupaczy, płatek… dla faktu samego jedzenia co dla mnie jest niesamowitą przyjemnością :) Nie zjem na kolację i nie jem kanapek od ok 6 lat :D Bo za krótka przyjemność :) Wydaje mi się, że nawet zaczęłam recenzować bo przez to wydłużyły się moje podwieczorki/drugie śniadania xDD Cóż… taki mam fetysz. Dzięki Tobie uświadomiłam to sobie. Muszę to koniecznie zapisać! :D

  3. Ostatnio coraz częściej częściej wybieram klasyczne mleczne czekolady niż takie z nadzieniem i coraz bardziej je uwielbiam :) A więc tą z Twoich zdjęć też chętnie bym schrupała ;)

  4. Az dziwne, ze jakos nigdy nie jadalm takiej czystej,, melcznej czekolady,,. Zawsze wydziwiam I wole jakies,, smakowe,, xddd Ale ta moze byc dobra, lubie bagienka, moze bym sie bardziej przekonala do Wedla? :)

    1. Ja też „wydziwiam” (;)) i sięgam po same nadziewane lub z orzechami. Jakieś tam wspomnienia z czystymi jednak mam, więc jak już wpadną w moje łapki, nie pogardzę. W końcu nie ma złej czekolady… no, może poza taką, która zła jest :D

  5. Może cię zdziwię, ale mogę przyznać, że nie licząc serii Karmellove, to zwykła mleczna Wedla jakoś daje radę. Nie jest złe wcielonym jak owocowe nadziewańce i nie jest cukrem w cukrze jak seria deserów.Co nie zmienia faktu, że jej nie kupię.

  6. Może gdybym spróbowała po latach zmieniłabym zdanie, ale mleczny Wedel był jednym z tych słodyczy, który zawsze był w domu gdy byłam dzieckiem i po prostu mi obrzydł. Za to Chrup w wersji ciasteczkowej i chrupkowej bardzo mi smakowały. Dziękuję, że mi dostarczyłaś tejże przyjemności : )

  7. Hehe, ale trafiłaś z recenzją – dostałam ją właśnie pod choinkę ;) Pewno pójdzie na jakąś polewę do ciasta czy coś, ale może jednak uszczknę kawałek :P

    1. Ja nie piekę, więc polewy nie wchodzą w grę. Nie zatraca się wtedy smak? Jak jesz z ciastem, czujesz smak ciasta.

  8. Nieee, ja zdecydowanie należę do tych osób, które kochają ciumkać czekoladę :D Nie ma nic lepszego niż roztapiająca się dobra czekolada na języku…którą Wedel na pewno nie jest i to szczególnie mleczny. Dla mnie ma margarynowy i tani posmak + trąci oleistym ”czymś”. Nie wiem jak może Ci to smakować :P

  9. Uwielbiam! ;) Jedna z najlepszych czystych czekolad mlecznych. :) Lubię ją ciumkać. :D Fakt jak się jej zje więcej to może być nudno i może mulić, ale na odrobinę słodyczy, chwilę zapomnienia idealna. ;) Taka delikatna, rozpływa się w ustach. :D Wedel ogólnie ma dobre czekolady. ;) Karmellove <3!

  10. Dla mnie mleczna jest jedną lepszych czekolad nie tylko od wedla, ale ogólnie z polskich sklepów. A wiesz może czy są jeszcze w sprzedaży czekolady z serii karmelowe? Ostatnio coś ciężko dostać, a widziałam reklamę ptasiego mleczka o smaku karmelu.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.