Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna

Kiedy duża Olga była małą Olesią, uważała krówki za jeden z najlepszych smakołyków pod słońcem. Tak się przynajmniej dużej Oldze wydaje, krówki bowiem były obecne w jej domu rodzinnym często, a najwięcej ich znajdowała w barku dziadka. Jak to jednak z rzeczami z dzieciństwa bywa, czasem warto, by zostały wyłącznie w naszej pamięci. Powrót po latach bywa bolesny, rozczarowujący i – co najgorsze – niszczący w proch cudowne wizje pysznego smaku, ogromnego budynku, niebezpiecznej drogi czy wspaniałości milion razy obejrzanej bajki. W przypadku dużej Olgi właśnie tak było z krówkami. Kiedy zakupiła kilka różnych rodzajów, by zrobić recenzje, niemal każda z pomadek przysporzyła jej smutku i rozczarowania. Były albo zbyt gumowate, albo wspaniale kruche, ale bez mokrego wnętrza, słodkie w sposób cukrowy. Czasem nawet smakowały starym tłuszczem! Jedną z firm, której stawiła czoła, była Jutrzenka Dobre Miasto. Zrecenzowała warianty: mleczny, czekoladowy, kokosowy i z żurawiną, później zaś o smaku advocatu i orzechowy. Obecnie, dzięki uprzejmości Anity, stanęła twarzą w twarz z jeszcze jedną krówką, tym razem mniejszą i subtelniejszą wizualnie. Czy to uratowało honor jej dzieciństwa?

Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna (1)

Krówka mleczna

Zanim przejdę do części właściwej, chciałabym jeszcze napisać, że nie ma niczego gorszego od mówienia o sobie w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Robienie tego raz na jakiś czas, tak w formie żartu, opowieści czy wstępu do recenzji, to nic złego. Jeśli jednak ktoś przez cały czas określa swoje działania jako on poszedł, on zrobił i tak dalej, to zaczyna być nie tylko irytujące, ale wręcz nienormalne. Jakby ów on był sługą bez własnej woli i tożsamości, poddanym jakimś lepszym i ważniejszym ludziom lub siłom. Czemu w ogóle o tym piszę? Ponieważ tworząc wstęp, przypomniałam sobie o koledze z liceum, który przez kilka miesięcy nie opowiadał o sobie samym inaczej, niż właśnie poprzez trzecią osobę.

Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna (3)

W porządku, czas na krówkę. Wygląd jej opakowania, jak wspomniałam we wstępie, był niepozorny i subtelny, kolorystyka zachowawcza i delikatna, wizerunek zwierzęcia jednoznacznie krówkowy. W środku znajdowała się jednolicie karmelowa, dość twarda pomadka o kształcie bliżej nieokreślonym (tym razem produkcja nie była ręczna?). Miałam nadzieję, że po przekrojeniu jej zobaczę kruchą otoczkę i lawinę ciekłego toffi wewnątrz, wszak to moja ulubiona postać krówki.

Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna (4)

I rzeczywiście, częściowo właśnie tak było, a me marzenia w połowie się ziściły. Krówka mleczna okazała się krystaliczna i krucha z zewnątrz, w środku zaś wilgotna, choć zdecydowanie za mało. Pachniała maślanością, słodyczą i krówkowością. W smaku również czuć było wyraźną słodycz, ale nie tak powalającą, jak w pomadkach z Wawelu. Być może musiałabym zjeść więcej sztuk, by się zniechęcić, ale po tej jednej było mi naprawdę przyjemnie. Dokładnie tak, jak powinno być po dobrej krówce.

Ocena: 5 chi ze wstążką
(gdyby wewnątrz było bardziej mokro, dałabym 6 chi)


Skład:

Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna (2)

53 myśli na temat “Jutrzenka Dobre Miasto, Krówka mleczna

  1. Nie, nigdy nie lubilam krowek, I to sie chyba nie zmieni :p Ziuzia nie byla podobna do Olesi ;D
    Jejku, ale to musialo byc smieszne, jak ten chlopak tak ciagle mowil o sobie w trzeciej osobie ;),chcualbym to zobaczyc :)

    0
    1. A co Ziuzia lubiła zajadać w dzieciństwie? :) Kolegi nie chciałabyś zobaczyć, gwarantuję. To był… dziwny okres w jego życiu, kiedy próbował się dostosować do silniejszych psychicznie chłopaków i wykonywał ich polecenia jak pies.

      0
  2. Troszkę za mało ciągnąca w środku. Jestem fanką takiej krówkowej mordoklejki w środku, otoczonej przez twardawy, kruchy wierzch. Ma to sens? Trochę mnie głowa boli, więc nie wiem czy to co piszę jest zrozumiałe. :D

    0
    1. Z racji tego, że: „me marzenia w połowie się ziściły. Krówka mleczna okazała się krystaliczna i krucha z zewnątrz, w środku zaś wilgotna, choć zdecydowanie za mało”, Twoja wypowiedź jest dla mnie zrozumiała. Ale czy moja była dla Ciebie?

      0
  3. Ah krówki kiedyś namiętnie jadłam je razem z irysami były takie cukierki. Teraz nie kupuję i nie jadam bo to już nie ten smak co kiedyś:(

    0
    1. Jeśli mówisz o prostokątnych (a raczej prostopadłościennych) cukierkach Irysach, to są nadal. Można je kupić w kilku wariantach smakowych na wagę w Kauflandzie.

      0
  4. Też kiedyś bardzo lubiłam krówki, wręcz wydaje mi się, że były to moje ulubione słodycze. Stety niestety, teraz zupełnie mi nie smakują, więc nie mam co robić testu i powrotu do przeszłości :P

    Zastanawiałaś się kiedyś, czemu to akurat są krówki? Uważam to za jedną z piękniejszych nazw słodyczy, ale szczerze, ile one mają z krowami wspólnego? :D

    0
    1. No właśnie też mi coś po latach obrzydły. Za słodkie, rzadko kiedy mają odpowiednią konsystencję i w ogóle wolę czekoladę.

      Hmm… bo mają mleko od krowy? Nie wiem, strzelam. Chyba nigdy nad tym nie myślałam, ale to ciekawe.

      0
  5. mwahahaha zastanawiałam się kiedy ją zrecenzujesz, jak ją w maju opylałam :D Mam nawet zdjęcia i notatki, ale zrezygnowałam z recenzowania takich cukierków bo nigdy bym się z tego nie wygrzebała, zresztą wszystkie tak doszczętnie Olesiu opisałaś, że nie ma co :D Ja w dzieciństwie zajadałam duplami, mister ronami, elfami, rajskim mleczkiem i wiele innymi słodyczami na wage :) Krówki rzadko dostawałam :) Ale lubię kupować sobie no-nameowskie wieksze sztuki w formie batonikow, o smaku orzechowym czy czekoladowym. Z biebry tez mi smakował :)

    0
    1. Duplo po raz pierwszy zjadłam pod koniec gimnazjum (w ogóle w życiu zjadłam dwie albo trzy sztuki Duplo, nie więcej), Mister Ronów nie próbowałam nigdy, Elfy – co to w ogóle?!, Rajskie Mleczko – zero praktyki. Z takiego wczesnego, przedszkolnego dzieciństwa to pamiętam lody i ciepłe lody z autka Family Frost, maczki na wagę, krówki, pierniczki z nadzieniem i landrynki u dziadków. Późniejsze dzieciństwo, czyli 3 klasa podstawówki wzwyż to już Pawełki, czekolady, ciastka kupowane na kilogramy (z mamą), no i masa sztucznych słodyczy zjadana ze znajomymi: chipsy, Pałeczki, metrowe gumy, kwaśne psikacze do ust, takie rzeczy.

      0
      1. efly to takie chemiczne czekoladki coś jak mister rony przez suchą proszkową konsystencję, ale inny smak: http://www.lemarto.pl/images/lemarto_product/3065.jpg. Mwahahaha lody pamiętam i tą muzyczkę, gadałyśmy nawet o tym kiedyś :D U mnie były ponad to jeszcze: maczugi (które są do tej pory), chrupki misie pombear, http://www.organiczne24.pl/user_files/products/original/105381MMSc66DdL._AA1500_.jpg ( nawet plecak wygrałam od nich xDD), chrupki z chio http://4.bp.blogspot.com/-vRXxA8gRfYM/VWd_jIQ_tGI/AAAAAAAABDo/9RT6OMsq09Q/s1600/10407.jpg, gumy z sokiem truskawkowym, flipsy smakowe i niesmakowe z królikiem, i klasyczne czekoladki z Mlecznej Krainy ^^ http://img03.mar.cx/_images/FR720554

        0
        1. Maczugi to końcówka podstawówki, Mleczna Kraina i Chio przedszkole i wczesne lata szkolne. Miśków nie jadłam, Elfów nie kojarzę nawet ze zdjęć, a Flipsów i im podobnych chrupków nigdy nie lubiłam.

          0
    2. Elfy to u mnie był rarytas u dziadków na Święta tak samo jak mister ron :) Czasem bart kupił Elfy to z siostrą mu wyjadałyśmy :P Za krówkami nie szalałam wolałam kukułki :D A jeśli już miałam zjeść krówkę to taką kruchą nigdy ciągutkę ;) Nadal krówki jakoś specjalnie mi nie smakują ale siostra je uwielbia :)

      0
  6. Krówki bardzo lubię:),ale takie z bardziej płynnym środkiem jak Ty:) . Mam marcepany w formie bombonierki to Ci coś wyślę tuż po Nowym roku:). Mówieniu o sobie w trzeciej osobie może świadczyć o chorobie np autyzm może to problem tego kolegi ?. Wiesz autyzm mają ludzie wokół nas a my nawet o tym nie wiemy bo mogą mieć tylko minimalne cechy tzw miękkie.

    0
    1. Tylko poproszę z opakowaniem, żeby mogły pójść na bloga :D I dziękuję ;*

      Mówienie o sobie w trzeciej osobie było wywołane chęcią przypodobania się lepszym w jego mniemaniu kolegom, którzy traktowali go jak psa.

      0
  7. Nie są to moje ulubione krówki, ale krówki ogółem bardzo lubię :) Najbardziej ciągnące w środku, z chrupkim brzegiem i nawet mam takie w domu :)
    Mówienie o sobie w trzeciej osobie zawsze mnie śmieszyło :D

    0
      1. To są krówki robione na zamówienie z reklamą firmy (tata trochę mi zawsze przywozi) – moje ulubione wraz z tymi z Wawela :D

        0
    1. Ojej, jeszcze któregoś ze zwykłej serii. Na pewno nie jabłkowo-cynamonowego, bo po zjedzeniu wszystkich sztuk żałowałam, że tak późno o tym pomyślałam. Może Pumpkin Spice, a może odrobinę wcześniejszego. Z Gluten Free już wszystkie, bo to najlepszy sposób na jedzenie ich. Skąd pytanie? :)

      0
      1. Kiedyś w komentarzach chyba pisałaś ze do podgrzewania bardziej nadają się wersje Gluten-free. Potem na jakimś blogu w recenzji Fig bara figowego przeczytałam, ze od Ciebie zaczerpnięto pomysł z podgrzewaniem – to chciałam sie upewnić o jakiego fig bara chodziło :) Sama zastanawiam sie czy podgrzać zwykłego

        0
  8. Kiedyś postanowił podjąć degustację krówki w Kauflandzie :D była idealna-taka jak opisujesz, zatem postanowiłam kupić pół kilo i co się okazało? dwie, może trzy takie były, a reszta albo ciągutka oblepiająca zęby albo zupełnie krucha ;/ ehh loteria z tymi krówkami.

    0
      1. Jasne, jasne. Pewnie specjalnie wysłałaś mi taką chamską, skrystalizowaną. Odnalazłaś sposób dowiadywania się wcześniej (rentgen albo coś) i wybrałaś najgorszą, żebym połamała zęby :D

        0
  9. Kocham krówki! <3 Ale tylko te kruche. ;) Tą niedawno jadłam po raz pierwszy i mi smakowała. :) Jutrzenka ma ogólnie bardzo dobre krówki. Te smakowe również. ;) Kokosowe uwielbiam! <3

    0
        1. Pewnie tak, aczkolwiek poszłam do Tesco od razu po ogłoszeniu nowej oferty, więc… zawiniło Tesco.

          0
  10. Również mam sentyment do krówek, ale to dlatego, że zawsze (oczywiście kiedy byłam mała ;(() jak byłam z mamą w małym warzywniaku pani dawała mi krówkę, czasem nawet większą, w formie jakby batona :D
    Zobaczyłam przekrój tej i wiem, że mi smakowałaby bardzo, choć teraz za krówkami nie szaleję, ogólnie nie lubię spożywać niczego w postaci cukierka bo to podstępne stworzenia :D, ale konsystencja jest idealna, nie znoszę ciągutek, uwielbiam za to kruche i suche, z lekko wilgotnym środkiem :D Niestety krówka krówce nie równa i nigdy nie wiadomo na co się trafi..

    0
    1. Ooo, to mi przypomniało, że po krówki chodziłam z mamą na targ, gdzie były prawie same warzywniaki i między nimi jeden spożywczak. Zresztą owo miejsce nadal istnieje, tylko sklepów jest mniej. W każdym z nich można kupić słodycze na wagę, nawet w warzywniakach. Nadal są tam wszystkie pyszności z mojego dzieciństwa :)

      0
  11. Z krówkami to jest jak loteria :D Każda w worku może mieć inną strukturę i nic się na to nie poradzi :P

    Tutaj dodajemy komentarz do poprzedniego wpisu, bo inaczej się nie da :P
    Czytając wszystkie trzy części utwierdziłyśmy się w przekonaniu, że jesteś absolutnie zupełnie inna niż my :P Prawie z niczym nie możemy się z Tobą zgodzić, bo to co nas przyprawia o mdłości Ciebie fascynuje xD Jesteś jedyna w swoim rodzaju ;) No cóż , tak jak pisałaś wcześniej, jesteśmy zbyt normalne i mimo, że cały dzień myślałyśmy co byśmy mogły powiedzieć o sobie to wiedz, że nic nie wymyśliłyśmy co warto byłoby wspominać :P Młodsza siostra świadkiem xD

    0
    1. No właśnie, NIESTETY. Najgorzej, jak się kupi kilogram kamieni i co potem z nimi robić? Rzucać w ptaki?

      Spoko, pokontaktujecie się trochę ze mną i od razu zdziwaczejecie :D

      0
  12. Kiedy ja byłam mała to krówki jadłam razem z tatą, a w barku u dziadku (którego nie było, bo zwykle na półce) leżała mleczna lub gorzka czekolada, którą podjadałam. :D
    Tych cukierków nie lubię, bo już po zjedzeniu jednego robi mi się za słodko, aż niedobrze.

    0
    1. „W barku u dziadku” – hahaha, You made my day :D W barku u mojego dziadku też była gorzka (tania) czekolada, trufle, miętowe i anyżowe cukierki.

      0
  13. W dzieciństwie zawsze uwielbiałam krówki, które się ciągnęły i ciągnęły, i nie mogłam ich pogryźć! Ale to chyba raczej bardziej, żeby się pośmiać z koleżankami ;) Cukierkami, które najbardziej mi się kojarzą z „latami młodości” są kubanki :)

    0
  14. Dziękuję Ci za ten wpis. Stanie się już inspiracją do podjęcia pracy nad nowym wyzwaniem :) Wpadł mi ostatnio w moje lepkie, kulinarne, magnetyczne dłonie… przepis na krówki :) Do dziś wahałem się go użyć. Swoim nostalgicznym tonem wywołałaś we mnie fale wspomnień, które wprawdzie nie dotyczą krówki, tylko Prince Polo, z barku mojej babci, ale ostatecznie przekonały mnie do podjęcia tego ryzyka i samodzielnego zrobienia krówek. Zwłaszcza, że sama myśl o ponad godzinnym mieszaniu masy krówkowej wywołuje u mnie grymas przerażenia na twarzy! P. S. Pamiętam o obiecanych domowych lodach :) Czekam na przepis.

    0
    1. No to na domowe krówki będę czekać równie niecierpliwie, co na domowe lody (znajdą się takie o smaku chałwy? :)). Prince Polo dostałam pod choinkę, więc za jakiś czas (raczej liczony w miesiącach niż tygodniach) pojawi się wpis. Tylko dla mnie nie będzie nostalgiczny, bo PP jadłam może z pięć razy.

      0
  15. Fajnie wygląda w środku, ale to jednak nadal nie jest konsystencja, która odpowiadałaby mi w 100%. Ja chyba bardziej lubię te mordoklejki :D

    0
  16. Uparłam się za wszelką cenę skomentować ten post. Próba nr 47. xD

    Mówienie o sobie w trzeciej osobie? Taak, jak ktoś cały czas tak opowiada to… chyba można zacząć się go bać. Albo przynajmniej unikać.

    Moja krówka idealna wygląda dość podobnie: krucha z wierzchu, wilgotna w środku, chociaż ja wolę jak ten środek się jeszcze tak straszliwie ciągnie. Mmm, aż się rozmarzyłam! Dlatego, że większość krówek nie spełnia moich oczekiwań, nie kupowałam ich już od dawna, ale… po tej recenzji w sumie po Jutrzenkę może i sięgnę (nie pamiętam czy i kiedy je jadłam).

    0
  17. Teraz się zorientowałam, że jakiś czas temu kupiłam sobie z Mężem na próbę parę tych krówek w różnych smakach. Ty nie polubiłaś orzechowej, a nam wraz z żurawinową smakowała najbardziej. Za to adwokatową wywaliłam w połowie, a prawie nigdy nie zdarza mi się wyrzucanie jedzenia :p

    0

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.