El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds

Są takie produkty, do których trzeba dojrzeć, dorosnąć. Brukselka czy szpinak części (większości?) z nas nie będzie kojarzyć się dobrze. Jednym rodzice musieli zapiekać znienawidzone warzywo pod beszamelem lub grubą warstwą sera, drugim chować między kotletem a ziemniakiem, trzecich zaś kusić nową zabawką w nagrodę lub porankiem bez telewizji za karę. Podobnie sprawa wygląda ze słodyczami, choć do tych nikt nas zapewne nie zmuszał. Trufle, czekoladki z alkoholem, marcepan, chałwa… widzieliście kiedyś dziecko, które sięga po nie z własnej woli, ignorując kolorowe wafelki, jajka z niespodzianką i chrupki z uśmiechniętym zającem? Jeśli tak, to powinniście je jak najprędzej zgłosić do komisji przyznającej rekordy Guinnessa (w kategorii najmłodszy dziwak), lub też zasugerować rodzicom wizytę w poradni psychologicznej. Dziecko zajadające się brukselką i marcepanem z pewnością nie jest normalne.

El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds (1)

Halawa Almonds

Dla mnie rzeczą zupełnie normalną było nie lubić marcepana, daktyli i chałwy. Wszystkie trzy produkty miały fatalną konsystencję i dziwny posmak (bo, jak mniemam, wysoka słodycz wcale mi nie przeszkadzała). Do pierwszego z nich przekonałam się w połowie gimnazjum, a dokładnie w drugiej klasie, gdy babcia ówczesnego chłopaka przygotowała własnoręcznie marcepanową bombonierkę, którą dostałam na drogę do domu (choć przy chorobie lokomocyjnej to średni pomysł). Daktyle polubiłam – ba, pokochałam (!) – trochę później, w liceum. Był czas, że objadłam się nimi na kilogramy, nie mogąc przestać dokupować nowych opakowań (przy okazji odpowiadam na zadane mi jakiś czas temu pytanie: nigdy nie kupuję niczego małego na wagę, bo bierze mnie obrzydzenie na samą myśl, co się z tym mogło wcześniej dziać). Chałwa zaś przekonała mnie do siebie… nie mam pojęcia kiedy. Kupiłam jednego batonika, a potem drugiego i trzeciego. Odkryłam, że pasuje mi sypka, piaskowa konsystencja, słodycz nie z tej ziemi, sezamowość i lekki posmak goryczy. Tak oto trzej wrogowie z czasów dzieciństwa stali się moimi przyjaciółmi.

El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds (3)

Prezentowaną chałwę dostałam od przyjaciółki ze studiów i to nie w trybie weź to ode mnie, bo nienawidzę chałwy, ale raczej błagam, zabierz ją, bo jestem na diecie, a jeśli mi nie pomożesz, sama zjem całą. Długo się nie wahałam, w końcu przyjaciołom pomagać trzeba, trzeba się również dla nich poświęcać. Wraz z produktem otrzymałam słowne zapewnienie, że został on kupiony w minione wakacje przez wujka, który poleciał do Egiptu smażyć cztery litery wśród wielbłądów. Choć wersja ta nie pokrywała się z datą ważności przystemplowaną na opakowaniu, nie wątpię, że tak być mogło. W końcu data może być datą produkcji, a egipskie literki niczego więcej nie wyjaśniają, nawet gramatury produktu nie da się odczytać.

El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds (4)

Halawa Almonds nie jest niestety chałwą migdałową, ale chałwą z migdałami. Długo się zbierałam, by ją otworzyć, aż wreszcie znalazłam sprytne rozwiązanie. Zobowiązałam się wobec słodyczożernej koleżanki, że dostanie resztę, a raczej większość, wraz z innymi smakołykami, które dla niej trzymałam. Obietnica ta nie tylko skłoniła mnie, by opakowanie wreszcie otworzyć, ale również ucieszyła moje biodra i sumienie. Zanim jednak naszykowałam sobie wieczorną porcję, obejrzałam szatę graficzną ze wszystkich stron. Udało mi się znaleźć skład, z którego szczęśliwie wynikało, że sezam zajmuje pierwsze miejsce, a także skrótową tabelkę wartości odżywczej, gdzie podano kaloryczność 40-gramowej porcji, ale łatwo było z tego wyliczyć całość (500 jednostek biodrowych na 100 g). Waga całości nadal pozostawała zagadką.

El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds (5)

Wyciągnąwszy chałwę z opakowania, uznałam, że wygląda jak tani pasztet z MOM-u, zmoczony i zrolowany szary papier toaletowy albo tani pasztet zmiksowany z szarym papierem toaletowym. Podejrzany twór pachniał sezamem, kurzem i mokrym cementem, może też lekko starością. Był tłusty, lecz nie obrzydliwie – zostawiał ślady na palcach, ale w chusteczkę nie wsiąkał. Migdałów otaczających go było mało, za to przyjemnie chrupały, nie były nawet w jednym procencie rozmokłe. Niestety, smakowały jak drewniane klocki dla dzieci (nie mówcie, że nigdy nie próbowaliście ich zjeść!). Sama chałwa natomiast była bardzo delikatna, idealnie gładka, szybko rozpadała się w ustach. Słodka, tu bez żadnych zaskoczeń, ale bez gorzkawego posmaku, który bardzo lubię i którego mi z tego względu brakowało. Nie zamulała, nie zapychała, była po prostu przyjemna. Ponieważ wolę chałwy, w których jest na czym zawiesić ząb (dodatek orzechów), tę poleciłabym raczej do lodów, jogurtu, owsianek lub kaszy manny.

skalachi_4
Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds (2)

58 myśli na temat “El Rashidi El Mizan, Halawa Almonds

  1. Ja nie lubie chalwy, ale w polaczeniu z migdalami jest ciekawa(co z tego, ze migdaly strasznie twarde :p). Jestem ciekawa tego smaku, choc zawsze wlasnie chalwa kojarzyla mi sie z tlustoscia i… lepkoscia, czyli tez nie odpowiada mi jej konsystencja :p Ale tej bym kawaľeczek sprobowala ;)

  2. Chałwa i marcepan to nadal moi wrogowie. Przed świętami mamuśka kupiła sobie chałwę na wagę to mogłam kawałek spróbować, moja opinia pozostaje niezmieniona ;) Już wolę szpinak i brukselkę.

  3. A ja zawsze lubiłam brukselkę. xD Jak byłam mała uwielbiałam wszelkie miniaturowe rzeczy i wydawało mi się, że to mini-sałata i jakoś tak… haha.
    I zawsze wybierałam wszystkie marcepanowe Merci! Miały pierwszeństwo przed kinderem.
    Hm… kurde, rodzice nie reagowali, kiedy jeszcze mogli, a teraz już za późno i jestem dziwakiem do potęgi. :D

    Zjadłabym! Takie opakowanie… to i może wreszcie spróbowałabym wspomnianą owsiankę z chałwą zrobić.

    1. Prędzej miniaturowa kapusta niż sałata. Merci do dziś wybieram marcepanowe, a w dalszej kolejności nugatowe. Widzisz, wszystko przez Twoich rodziców, zagadka rozwiązana :)

  4. Znasz jakiegoś dobrego psychologa? Muszę się wybrać i dzieci zabrać. Od małego podczas wszelkich odpustów nie interesowały mnie kolorowe żelki haribo, wolałam marcepanowe kartofelki. Od małego uwielbiam brukselke i szpinak. Moje dzieci dostały chyba po mnie gen dziwactwa, co więcej mam podejrzenie, że mutuje się on z każdym kolejnym potworkiem! Starsza córa uwielbia wszystkie warzywa, a młodsza wcina tylko te zielone (szpinak, fasola, brukselka, szparagi, soczewica, groszek). Marcepan lubią obie. No’i zajadają sie szatańskimi gorzkimi czekoladami. Psychologa! Albo lepiej egzorcysty nam!

    Co do chałwy to jadłam greckie i arabskie (mam znajomych arabów) i te arabskie wszystkie chyba tak pachną i mają taki jakby ostrzejszy smak

    1. Psycholog nie pomoże. Ba, tu nawet psychiatra rozłoży ręce. Nie widzę innego wyjścia niż wycieczka do egzorcysty.

  5. Myślałam że wchodzę na recenzję lodów z Kauflandu xD A tu proszę, chałwa. W takim opakowaniu, dobrym do trzymania i z dużym polem do manewru łyżką? O nie, niebezpieczne, na bank zjadłabym jej za dużo. Także bałabym jej się dodawać do jogurtu czy owsianki, kruszyłabym ją i kruszyła.. A jak wiadomo okruchy nie mają kalorii :D Dobrze, że nie jest taka dobra ;)

    1. Oczywiście, że okruchy nie mają kalorii. Szkoda, że wcześniej na to nie wpadłam. Od jutra, a właściwie od dziś, bo już po 24:00, wszystko kruszę :D

  6. Nie mam pojęcia, czy dorosłam do kawy. Nigdy jej nie lubiłam, ale w ramach niespodzianki, gdy byliśmy w kawiarni chłopak zamówił mi napój o tym smaku (nie było niczego, na co miałam ochotę i dałam mu wolną rękę co do wyboru). I pomijając fakt, że momentalnie dostałam cukrzycy, to było naprawdę smaczne. :)

  7. Ja chyba zawsze lubiłam chałwę, choć w dzieciństwie sama z siebie bym jej nie kupiła. Z marcepanem tak samo. Daktyle jadłam dopiero w gimnzazjum i od razu je polubiłam, ale doceniłam tak naprawdę dopiero na studiach. To mój ulubiony sposób na zapewnienie mózgowi szybkiej dostawy cukru :) I też nigdy nie kupuję ich na wagę – z podobnych powodów co Ty :)) Brukselkę jadłam pierwszy raz także na studiach (a jak się zdziwiłam, że można ją kupić w innej formie niż mrożona :D), choć nie wykluczone, że w przedszkolu pani kucharka dodawała ją do zup. Polubiłam od pierwszego spróbowania, ale musiałam dojrzeć do smaku oliwek, kolendry i awokado :)

    Co do chałwy to wygląda smacznie, ale po tym co piszesz wiem, że nie mam co żałować, że jej nie mam. Nuty toaletowe i budowlane to nie są moje smaki, choć po Twojej recenzji już wiem, że jutro na śniadanie lub kolację zrobię owsiankę z chałwą :D

    1. Do awokado nie dojrzałam do dziś, fuj. Ta konsystencja i mdły smak… niee, to nie na moje nerwy. A na owsiankę z chałwą narobiłam ochoty już paru osobom, ha! :D

  8. Z tą chałwą to tak różnie, ogólnie zbyt nie przepadam. Gdy ją widzę w sklepie to wcale się nie wzruszam i nie chce jej mieć. Myślę że bym się nie skusiła

  9. Rany, chałwa zaaawsze będzie mi się kojarzyć z tatą, który, gdy byłam młodsza, jadł ją normalnie kilogramami, a ja czasem lubiłam od niego troszkę wziąć. :) Niedużo, bo była muląca, a ja byłam rozbieganym dzieciaczkiem, więc nie było czasu dłużej posiedzieć i pojeść. :o)

  10. kocham brukselkę to moje ulubione warzywo… Tylko później jak je zjem często nie wyrabiam na zakrętach xD Nie no zbijam się, ale uwierz mi… wiatry po nich silne :D

    Co do Chałwy!? O matko!? Normalnie zaczynam się bać! Gotowałam dzisiaj owsiankomanne na śniadanie i dodałam właśnie chałwy O.o … czuję się jak uczestnik w BigBrother :D Może Ci pomacham? :) Ale to były resztki chałwy naturalno-kakaowej z Ukrainy, którą dostała moja siostra. Recenzji nie będzie, ale może zdjęcia dodam na insta… kiedyś :D A chałwę lubię, więc i na tej zawiesiłabym zęba ( choć nie ma za bardzo na czym jak piszesz xDD)

  11. Chałwa, moja niedawna miłość. Najlepszą jaką jadłam kupiłam w Lidlu <3 Miała super skład (sam sezam i miód) i jedna paczka, 400 g cały czas leży w mojej skrzynce zapasów, ale aż żal zjadać. W dodatku i tak muszę wciągnąć kilka czekolad i paczki pralinek, a chałwa jeszcze poleży… tak to grudnia 2017 roku.
    Co do tej tutaj. Wygląda ciekawie – w końcu chałwa z większymi kawałkami migdałów, a nie startymi na proch, ale sam napis "syrop glukozowy" na składzie mnie odstrasza. Jem go już tak wiele, że zaoszczędzę zdrowie i kasę i chyba zrezygnuję z zakupu ;)

  12. Haha. ,,Trufle, czekoladki z alkoholem, marcepan, chałwa… widzieliście kiedyś dziecko, które sięga po nie z własnej woli…” Wymieniłaś wszystko czego nienawidzę. Czy to znaczy, że nadal jestem dzieckiem? :D

  13. O nie! Byłam nienormalnym dzieckiem, bo zawsze lubiłam brokuły.. Co do chałwy, zawsze myślałam, że nie lubię, aż kilka lat temu brat mnie ją poczęstował i uznałam, że jest całkiem całkiem ;)

  14. Co prawda jako dziecko szpinaku nie jadłam, brukselki nie znosiłam i wszystkie łakocie z alkoholem, marcepanem bądź tzn trufle omijałam szerokim łukiem to chałwę lubiłam <3 takiej przy okazji z chęcią bym spróbowała :P

  15. Dobry wstęp:) czyli mój synek nie jest dziwakiem bo marcepana nie lubi pluje i wyciera język po nim:). Chałwę bardzo lubię nawet dziś rano jak tylko wstałam to pognałam po gryzka chałwy . Rano mi słodycze bardzo smakują później już mniej:)

  16. Aż poszłam powąchać: na szczęście nie czuję ani cementu ani kurzu : >
    Muszę się wreszcie za nią wziąć.

  17. Chałwa z jogurtem, dżemem i cynamonem *_* Moja nowa miłość, taki ulubieniec grudnia 2015 :) Taa prezentuje się smacznie :)

  18. Brukselkę lubię, a szpinak uwielbiam. :D co więcej, tak było od zawsze. Mam się czuć oburzona, obrażona? Kiedy jeździłam z tata do kościoła, wracając do domu, wchodziliśmy do sklepu specjalnie po to, aby kupić chałwę. Najlepiej tą 100 g. Ten fakt może poszerzać ze względu na liczbę kcal w niej.
    Szczerze mówiąc, to w pierwszej chwili pomyślałam, że to lody… Mam na taką ochotę.

  19. Ja marcepan, daktyle lubiłam od zawsze, ale chałwa? Do tej pory mam z nią problem :P Ta kusi piekielnie, mimo niezbyt wysokiej oceny! Smaki moje, a podsumowanie tylko bardziej utwardziło mnie w tym przekonaniu, że ją chcę. Już wyobrażam sobie owsiankę z gruszka i tą chałwą posypaną prażonym słonecznikiem <3

  20. Chałwa, skoro była przeraźliwie słodka, nie musiała czekać w kolejce na polubienie. Nie wiem z czego, a raczej bez czego, była produkowana te 20 lat temu, ale jak dziś pamiętam przyzwolenie „jak już musisz jeść coś słodkiego, to zjedz chałwę”. Oczywiście nadal wpieprzałem batony, cukierki, czy lody, ale to już mniejsza.

    P.S. Znalazłem Twój przysmak gdy jeszcze trochę dorośniesz: http://nourishrealfood.com/wp-content/uploads/2015/02/raspberry-OO-1.jpg – smacznego!

    1. Też znam to przyzwolenie! Do mnie się nie stosowało, ale nadal widuję je w internecie i słyszę w programach o żywieniu. Tylko trzeba patrzeć na składy, bo chałwa a chałwa… wiadomo ;) Zdjęcie – fuj, co Ty mi wysyłasz?! Koszmary mam mieć?!?!

  21. Teraz coś wyznam. Mam (za 37 dni) 15 lat. Od zawsze lubuje się w szpinaku i innych czasami surowych warzywach (kwestia wychowania) z chałwą sprawa inna, smakowała mi tylko raz, chałwa, bodajże fisztaszkowa z czyichś wakacji.. Ach, co to był za smak. Nie przetłuszczona, krucha… Daktyle również uwielbiam odkąd w szóstej klasie spróbowałam, a marcepan też jest dobry, baa najlepiej smakował mi węgierski pomarańczowy, ale żeby nie było to nienawidzę rodzynek, co utrudnia życie, gdy kocha się Studentską…

    1. No proszę, to dużo „trudnych” produktów lubisz! :) Ja też najbardziej lubię chałwę z fistaszkami (ale nie fistaszkową, bo takiej nigdy nie jadłam).

  22. Znalazłam jeden błąd! Ta chałwa nie jest od wujka, tylko najlepszej przyjaciółki :D czyli mnie ;) Następnym razem postaram się wybrać taką, która zasługuje na 6 pkt :) Chyba, że Sylwia się z Tobą nie podzieli… Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.