Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew

Trzeci wieczór pod rząd z Questami jawił mi się wyłącznie jako przerażająca i porażająca tortura. W normalnych warunkach powiedziałabym do trzech razy sztuka i od odbioru Coconut Cashew uzależniła decyzję o ewentualnym próbowaniu kolejnych smaków. Niestety – albo i stety – w paczce od Zuzy przyszło aż osiem batonów, a trzy kolejne miałam otrzymać parę tygodni później. Czy tym przedwczesnym łakomstwem, ślepym pożądaniem, pośpiechem i charakterem skąpanym w gorącej wodzie cokolwiek wygrałam, czy może jednak strzeliłam sobie w kolano, kostkę, serce i żołądek?

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (1)

Quest Bar Coconut Cashew

Wiórki i nerkowce to rewelacyjne połączenie, szczególnie w batonie takim jak Quest Bar. Pierwszego składnika nie cierpię z całego serca, a drugi pewnie i tak okaże się gumowaty jak migdały w Vanilla Almond Crunch – myślałam. Mój nastrój delikatnie poprawiało opakowanie, które z pierwszej trójki otwartych produktów podobało mi się najbardziej – było takie delikatne i wakacyjne – a także myśl, że to już ostatni słodycz z terminem ważności, który zagiął czasoprzestrzeń.

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (6)

Coconut Cashew jawił mi się jako baton kontrowersyjny, został on bowiem uznany przez co najmniej dwie osoby ze słodyczowego środowiska za wariant smakowy niedobry i niegodny zakupu. Do mojego królestwa dotarł w formie rozpłaszczonej, sprawiając, że nie miałam najmniejszej ochoty w ciemno bronić jego honoru. Szata graficzna była w porządku, zapach też (bardzo delikatny), a kaloryczność podejrzanie niska, mimo udziału orzechów i kokosa w składzie. Potencjalnie dobre strony to jednak nie wszystko. Po dwóch nieudanych degustacjach wiedziałam, że zanim się powie hop, należy przeskoczyć. Albo zamiast skakać i ryzykować uszkodzeniem sprzętu nożnego, po prostu zjeść produkt.

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (2)

Po spróbowaniu fragmentu poprzednika na zimno uznałam, że nie będę się więcej męczyć ze średnią, modelinopodoną konsystencją, skoro mogę zjeść 60 g ciepłego puchu. Wpakowałam batona na siedem minut do piekarnika, a temperaturę ustawiłam na 180-200 stopni. Gdy go wyjęłam, zobaczyłam, że bezczelnie przywarł do sreberka. Zdejmowanie go nie było łatwe, ale opłacało się – wyglądał obłędnie. Pudding, pianka, rozpuszczone masło orzechowe skrzyżowane z marshmallow… wybierzcie, co chcecie. Zapachem nie odbiegał od poprzedniej wersji, będąc stopem gorącego tłuszczu i karmelowego syropu. Jednocześnie mnie obrzydzał i fascynował.

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (4)

Miejsca, które przyjemnie świeciły się i mieniły na tafli batona, niestety okazały sie wilgotnym tłuszczem, dokładnie tym samym, który podczas każdej degustacji skwierczał mi pod zębami. Jeśli zaś chodzi o smak, Coconut Cashew dał się poznać jako twór delikatnie kokosowy, bez choćby śladowego udziału cashew (mogłabym napisać nerkowców, ale cashew to takie piękne słowo!). Gdzieś w tle pojawiła się goryczka, lecz minimalna. Co ciekawe, podczas jedzenia nie zarejestrowałam wiórków i sądziłam, że naprawdę ich tam nie ma. Dopiero do konsumpcji, kiedy język błądził po zębach w poszukiwaniu resztek, trafiłam na parę uciekinierów i jeden mały gumowy kawałek cashew.

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (7)

Coconut Cashew miał być najgorszym z próbowanych Quest Barów, a okazał się najlepszym. Po siedmiu minutach trzymania go w piekarniku boki cudownie chrupały, a środek zamienił się w kokosowy marshamallow z delikatnie gorzką nutą orzechową (ale nie cashew, po prostu nuts). Nadal zawierał charakterystyczne dla batonów tej firmy: pierwiastek gumy do żucia, soczysty tłuchol i słodzik, ale tym razem nie zdominowały one odbioru całości. Przestałam się martwić o pozostałe posiadane warianty. Mało tego, gdyby to rzeczywiście była trzecia szansa dla Questów, przeszłyby ją pozytywnie.

skalachi_5
Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew (5)

27 myśli na temat “Quest Nutrition, Quest Bar Coconut Cashew

  1. Haha, wiedzialam, ale to bylo do przewidzenia, ze ci posmakuje ;D rzeczywsiscie, wygoada bardzo apetycznie podgrzany, i w sumie jak tak pomyslec, to ma w Sofie cos z gumy do zucia :)

    0
  2. Po poprzednich recenzjach jakoś nie chce mi się wierzyć… Choć z drugiej strony, trudno również uwierzyć w fakt, że produkt z kokosem i nerkowcami może nie być pyszny!

    0
  3. Bardzo skrajne są te Quest’y… tamte paskudy, mój cynamonowy jakiś taki… (paskudny, ale ratował go cynamon), ten smaczny… dlatego mnie w ogóle do nich nie ciągnie, nawet jakby jeden smak miałby być najlepszym batonem na świecie – za duża niepewność.

    0
  4. aj.. no to mam przesrane bo tyle masz jeszcze smaków… nie wiem jak to zniosę :) Brzmi bajecznie ^^ W piekarniku podgrzewasz zawsze? Ja wszystko w mikrofali pieke, nawet ciasta :D

    0
  5. Uwielbiam kokos i nerkowce, więc w smak batona nie zwątpiłabym aż do spróbowania, nieważne co słodyczowe środowisko by o nim mówiło :D Zapewne nigdy takiego nie zjem, więc mogę się tylko cieszyć, że Ciebie nie zawiódł :)

    0
  6. *patrzy się podejrzliwie* czy my na pewno jadłyśmy ten sam smak? Żadnych porów, żadnej benzyny za to kokos i orzech? Jak jedna wersja smakowa tego samego batona może tak się różnić? Jak mój baton był przechowywany, że tak źle smakował. Tyle pytań.

    0
    1. Tyle pytań, żadnych odpowiedzi. Po zjedzeniu go od razu wróciłam do Twojej recenzji i zwątpiłam w rzeczywistość. Mój był naprawdę świetny. I nie, żadnych porów, żadnej benzyny.

      0
  7. No tego to się nie spodziewałam :o Nerkowce i kokos uratowały honor! Jeszcze się okaże, że naprawdę się zaślinię przy recenzji Quest Barów, a zdążyłam już je spisać na straty :P

    0
  8. Ludzki język jest nie do rozszyfrowania. Potrafi odrzucić wszystko, co kokosowe, a jednocześnie polubić coś, gdzie występuje jako „partner”. Kobiecy język to jeszcze większa tajemnica. Guma do żucia jest, dla mnie, wielkim atutem tych batonów. No, poza kubeczkami, którym oceny wolałabyś nie wystawiać.

    Dla mnie są extra, tak jak dla Cienie FigBary. Zapewne o wiele bardziej posmakowałyby Ci inne batony, od innych, firm. Takie, gdzie węgle idą w górę, ale i tłuszcz też. Fitness Authority, Olimp (z wiadomym nieśmiertelnikiem), Oh Yeah z wanilią i toffi. Jest w czym wybierać.

    Tak czy siak, fajnie, że chociaż jeden Ci podszedł. Choć i tak byłaś mocno uprzedzona po pierwszym ;)

    0
    1. Ale ja lubię kokosowy smak, nawet baaaardzo! Jedynie wiórki mnie mierżą. Te batony, które wymieniłeś… Nawet o nich nie słyszałam, ale teraz chcę bardzo. I to nie tylko usłyszeć.

      0
  9. Pamiętam moje pierwsze podejście do tego questa – totalnie mi nie smakował. Dopiero za drugim razem powolutku się do nich przekonałam :D

    0

Dodaj komentarz