Zott, Monte Drink

Rozczarowanie Monte Balance przyniosło mi chwile zwątpienia. W siebie, w pamięć, w rozkosze dzieciństwa, w normalność kubków smakowych. Ponieważ jednak w dobie Internetu człowiek jest podłączony do sieci zawsze i wszędzie, szybko przepuściłam własne przypuszczenia przez umysły innych osób, dowiadując się, że niskokaloryczna nowość od Zotta rzeczywiście nie dorasta oryginałowi sprzed lat do pięt. Co mi zatem pozostało? Sięgnąć po zwykłe Monte i ponownie się rozczarować, że i ono nie przypomina orzechowo-czekoladowego cudu? A może wybrać kolejną wariację, czyli pójść na skróty i wrócić do pełnowartościowego smaku deseru, jednocześnie nie druzgocząc sentymentu?  Z dwojga złego wybrałam opcję drugą.

Monte Drink

Przystępując do otwarcia Monte Drink, siłą rzeczy myślałam o Mullermilchu, gdyż jest to jedyny napój mleczny, jaki piłam w przeciągu ostatnich miesięcy, a nawet i lat. Z tyłu głowy przewijały mi się co prawda obrazy pysznej truskawkowej Gratki i bananowego Candy’Up, ale miałam z nimi do czynienia na tyle dawno, że równie dobrze mogło to być inne życie. Poza tym żaden z napojów nie odpowiadał smakiem Monte Drinkowi tak dokładnie, jak Mullermilch Fistaszki w czekoladzie.

Napój Zotta bije mullerowy odpowiednik na głowę, jeśli chodzi o rozmiar porcji (w sam raz na raz), przegrywa z nim za to w kategorii zamykania (nie testowałam wytrzymałości korka, ale czerwone tworzywo nie wzbudza we mnie zaufania). Ten pierwszy pachnie wyraziście i intensywnie czekoladowo-orzechowo, przywołując na myśl pyszną i grubą mleczną tabliczkę z całymi orzechami laskowymi. Lekko plastikowy pierwiastek fistaszkowych koszulek, który odkryłam w Mullermilchu, tutaj nie występuje. Oba napoje za to mają tę samą konsystencję rzadko-gęstej bądź gęstawej zawiesiny.

Zott, Monte Drink (3)

Pierwszy łyk Monte Drink przyniósł mi odczucie przyjemnej gładkości na języku oraz pieszczotę wysokiej, ale na pewno nie przesadzonej słodyczy. Chwilę później rozpoznałam smak mlecznej czekolady, mleka, kakao i orzechów laskowych, choć niekoniecznie w takiej kolejności. Smaki splatały się i występowały naraz, choć każdy z nich można było wyodrębnić. Współtworzyły coś w rodzaju budyniowego pierwiastka.

Gdybym była fanką mlecznych napojów, w dziś prezentowanym zakochałabym się na pewno. Jego słodycz jest wyważona, kakao odpowiada za delikatną cierpkość, konsystencja jest aksamitna, a smaki wyraziste i czekoladowo-orzechowe. Monte Drink znajduje się na granicy proszkowatości, nie przekraczając jej jednak nawet o milimetr. Gdyby był gęstszy, chociażby jak czekolada pitna w stylowej kawiarence czy czekoladziarni, przyznałabym mu 6 chi. Póki co musi się zadowolić pięcioma.

skalachi_5Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

Zott, Monte Drink (2)

37 myśli na temat “Zott, Monte Drink

  1. Wyważona słodycz , a nawet cierpkość? W życiu nie posądziłabym o to jakikolwiek mleczny napój. I tak nie kupię, pewnie i tak by mi nie pasował, bo ostatnio takie napoje mleczne aż mnie obrzydzają. :P

  2. Olguś kup zwykłe monte (ale nie max, ani te duże) zwykłe takie 4 małe kubeczki w biedronce, nie zawiedziesz się. Jest tak samo dobre. nawet ja jak mam cheć na słodkie to czasami zjem :) chociaz wolalabym sama jasna gore :)

  3. Jestem fanką wszelakich serków i jogurtów o czym wiesz doskonale. Jednym z tych naj jest Monte choć niestety znacznie gorsze niż za czasów dziecięcych. Można zatem szybko wydedukować, że najlepszym dla mnie ,,słodkim płynem” będzie właśnie Monte w formie płynnej. :D Pewnie prędzej czy później spróbuję – ciekawość nie pozwoli mi ominąć takiego produktu, ale wiesz też że płynne jogurty, mleka smakowe i inne cuda raczej są nie dla mnie więc pewnie szybko to nie nastąpi. :D

  4. Mi się on wydał strasznie tłusty :/ Na początku czułam pyszny, montowy smak, dokładnie jak piszesz, ale gdzieś w okolicy połowy pojemniczka dominować zaczęła tłustość ;) Dlatego też zazwyczaj kupuję zwyczajne monte max dla duuuuuuuuuużych dzieci, jak chcę sobie przypomnieć ten smak z dzieciństwa :D

      1. Nie, nawet takiego nie widziałam – to był na pewno ten :D
        Ale wtedy też miałam bardziej nasilony tłuszczowstręt, więc istnieje szansa, że teraz odebrałabym go inaczej :)

  5. zgadzam się całkowiecie z oceną, bardzo go lubię :) Może i jest tłusty i za słodki, ale mam słabość i sentyment z dziecińswa :D O te kubeczki pakowane po 4 lałam się z rodzeństwem, ale i tak brat dostawał dwa, a ja z siostrą po jednym… Ech piękne wspomnienia :D Tylko nigdy toffi nie jadłam, ani karmelowych, a ponoć były dostępne :/

  6. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że istnieje takie coś. Zawsze jadłem deserki Monte, które były smaczne. :)

  7. Tak jak desery Monte bardzo lubimy i czasem skusimy się na powrót do nich tak tego napoju jeszcze nigdy nie piłyśmy (przynajmniej jakoś sobie nie przypominamy) :) A skoro i na Mullermilh’a się nie raz skusimy to czemu nie na Monte Drink? :D

  8. Wooow, szczerze się tego nie spodziewałam. Nie pamiętam jego smaku, ale byłam pewna, że to ubrany w ładne szaty bubel :0 Może powinnam przefiltrować to jeszcze przez fakt, że nie lubię Mullermlek i na Monte (deserku) ostatnio się przejechałam, ale.. Niee, nieważne, miło wiedzieć że chociaż jeden z przysmaków dzieciństwa się nie zepsuł :D

    P.S Ja dobrze pamiętam, jak sprawdzałam możliwości tego czerwonego korka. I zdecydowanie nie polecam się w to bawić, zalałam wtedy szkolny plecak i książki xD

  9. Kiedyś mleko było w litrowych butlach, zasłaniane sreberkiem, więc taki kapsel jest wyjątkowo praktyczny. Zresztą, kto go pije na dwa razy? Rogal maślany z kruszoną, do tego słodki napój i szybka, niezdrowa,pełna cukrów, przekąska jest ;) Mi nigdy jakoś nie pasował. Fajny, ale bez większego wow. Myślę, że gdyby pojawił się te 15 lat temu, jak za Monte szalałem, wydałbym na niego całą kasę. Dziś… a raczej do dziś, piłem 3? razy.

    1. Pamiętam takie śmietany! Dziadkowie kupowali, szklanka butla bez żadnych etykiet i sreberko w pomarańczową kratkę. Tylko że ich nie dało się z powrotem zamknąć, bo to sreberko było zgrzewane jednorazowo, jak wieczko jogurtu. Co do kapsla Monte, kaczucha napisała, że jej zalało torbę, więc chyba jednak jakością czerwony korek nie grzeszy :P

  10. Boże, kiedy ja to piłam? Ostatni raz chyba był w klasach 1-3 w podstawówce ;) W tedy miałam ogromna fazę na monte i żarłam je non stop na zmianę z jagodową Jogobellą :D Jakoś teraz ie kusi, ale nie mówię nie, bo klasyczne Monte lubię, te z dodatkami jeszcze bardziej, a i mleczną kanapką nie pogardzę :)

  11. Kurczę, leży to u mnie w lodówce i leży, odkąd kupiłam dla taty, gdy mu wyrwali ósemkę. Nie ma kto wypić. :D A sama jakoś też nie czuję się za bardzo przekonana. :D

Dodaj komentarz