Zotter, Red Wine Rush

Kolejna czekolada z historią, kolejny Zotter z historią. Tym razem tabliczka przywędrowała do mnie wraz z Basią, nareszcie nie będąc wysuszonym egzemplarzem z przeceny w Kuchniach Świata. Nie była to także tabliczka jakakolwiek, ale wybrana z myślą o mnie i z poszanowaniem dla mojego gustu. Red Wine Rush bowiem stanowiła połączenie bliskiego memu sercu czerwonego wina (tu: Olivin) ze „szlachetną ciemną czekoladą” i rodzynkami. Jedno z pierwszych miejsc na liście must eat that Zotter zajęła tuż po tym, jak przeczytałam jej recenzję na blogu Basi. Ponadto miała to być już trzecia próbowana przeze mnie alkoholowa czekolada austriackiej marki. Sądziłam, że ze względu na świeżość i odległy termin przydatności do spożycia wreszcie ofiaruje mi to, czego oczekiwałam od Plum Brandy i Cognac + Coffee.

Zotter, Red Wine Rush (2)

Red Wine Rush

Szata graficzna… hmm. Zawsze staram się od niej zacząć, a nawet jeśli nie, to wplatam moje odczucia w dalszą część recenzji. Tym razem Zotter mnie nie zaskoczył, a przynajmniej nie jednoznacznie pozytywnie. Czarny kolor – super, minimalizm – ekstra, czytelność – rewelacja. Sama skała (?) jednak przypominała mi wydaliny dżdżownicy, która utorowała sobie drogę przez ziemię, by ostatecznie dokopać się do czeluści piekielnych. Albo gdzieś bliżej. Humor poprawiła mi waga czekolady, bo w gratisie dostałam równe 10 g, a także kaloryczność – 480 jednostek biodrowych w 100 g. Takie niespodzianki to ja lubię!

Zotter, Red Wine Rush (4)

Tyle się napatrzyłam w Internecie na Zottery, że za każdym razem mam nadzieję, iż moja tabliczka też okaże się dwunadzieniowa. Niestety, Red Wine Rush była kolejnym produktem z jednolitym wnętrzem, w którym pod względem konsystencji wyróżniały się co najwyżej rodzynki. Pachniała ciemną czekoladą i mocnym alkoholem, choć niekoniecznie winem – równie dobrze mogłaby to być brandy (którą po degustacji znalazłam w składzie jako brendy – ???). Aromatem przypominała deserowe pralinki z wiśnią w likierze. Procenty bezlitośnie kręciły w nosie, ale zapowiadało się naprawdę smacznie.

Zotter, Red Wine Rush (5)

Warstwa czekolady odchodziła od nadzienia łatwo, dała się poznać jako typowo zotterowa, a więc plastelinowa (nadal nie przepadam za tą konsystencją). Przy łamaniu lekko trzaskała, jak choćby w Magnumach, ale na języku szybko się rozpuszczała (bez bagienka). Krem mienił się w świetle lampy jak piasek na plaży, co zwiastowało obecność cukru. Był margarynowo-żelkowy, zwarty, gęsty i twardy, a jednocześnie tłustawy. Znajdujące się w nim rodzynki były całe, świeże, napuchnięte, mięciutkie i jędrne, czego się nie spodziewałam. Podczas jedzenia pod zębami delikatnie trzeszczał cukier.

Zotter, Red Wine Rush (6)

Czekolada w Red Wine Rush smakowała jak typowa, zupełnie zwyczajna ciemna czekolada: była lekko kakaowa i lekko słodka. Skrywający się pod nią mięsisty ganasz prezentował się przede wszystkim jako twór mocno – za mocno! – alkoholowy. Tym razem czułam w nim czerwone wino, ale wcale nie wytrawne i drogie. Przypominało mi ono raczej wyrób własny mojego dziadka, który uwielbiałam podpijać w latach gimnazjalnych, a obecnie krzywię się na samą myśl (po otwarciu butelki spirytus czuć z drugiego końca domku jednorodzinnego). Po dodaniu owej spirytusowej fali do plastelinowej czekolady wyszło coś, czego nie chciałam zjeść do końca. Może i tabliczka nie była obrzydliwa, a procenty przyjemnie krążyły po ciele, ale na pewno nigdy do niej nie wrócę. Ach, no i jeśli nie lubicie alkoholu – trzymajcie się z daleka.

skalachi_4Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Zotter, Red Wine Rush (3)

41 myśli na temat “Zotter, Red Wine Rush

  1. Czekolada kompletnie nie w moim guście, tym bardziej że alkohol mocno czuć. A i w przekroju średnio mi się widzi.
    A co do alkoholu jeszcze, to z koleżanką popijałyśmy wino w podstawówce – u niej w domu roboty jej dziadka, a u mnie co tam dobrego znalazłyśmy w taty asortymencie, ale najbardziej lubiłyśmy likiery :D

    0

      1. Ja nie żałuję, że piłam w młodości (może piłam to za dużo powiedziane, ale od alkoholu nie stroniłam, a wino , szampany i likiery lubiłam od najmłodszych lat :P), bo teraz nie bardzo mogę, a dobrze się składa, że do alkoholu mnie wcale nie ciągnie, więc może wypiłam co miałam wypić :D

        0

        1. Ja też nie żałuję, bo mam super wspomnienia. Za to zdecydowanie żałuję, że za dużo nie mogę pić obecnie – kocham stan upojenia alkoholowego ;)

          0

          1. Ja się chyba nigdy tego stanu nie czułam – nawet jak wypiłam sporo, czułam się zupełnie trzeźwa, nie wiem jak by było teraz, bo od ok. 5 lat nie piłam prawie wcale (z małymi wyjątkami).
            Ale też nie żałuję ;)

            0

  2. To nie jest czekolada dla mnie,wiwc trudno mi sie o niej cokolwiek wypowiedziec,nawet po przecztaniu recenzji…XD Nie lubie alkoholu,wiec trzymam sie z daleka XD

    0

  3. Moja mama okrzyknęła ją najlepszym słodyczem, jaki jadła ;) Spróbowałam wtedy od niej kęs i wydała mi się rzeczywiście intensywnie winna(?). Kolejny Zotter-klapa, no ej xd Może bardziej przypadły by Ci do gustu Labooko? :) Ja wolę je od nadziewajek. A jeśli koniecznie te drugie to już chyba tylko Coffee Toffee, mnie niezbyt smakowała ale Tobie powinna :D (też sęk w tym, że była prawie po terminie </3)

    0

  4. To skoro dla Ciebie to było za dużo to ja pewnie byłabym pijana od samego niuchnięcia, bo choć głowę mam mocną to jednak ciężkie alkohole są nie dla mnie. :D

    0

      1. Białe jest lżejsze i ja zawsze wybieram słodkie:),ale różowe słodkie to mój faworyt :) ach i likierami nie pogardzę:)

        0

  5. Potrafię sobie wyobrazić sobie ten mocny alkoholowy smak, gdyż jakiś czas temu – mając gorszy humor – postanowiłam nalać sobie trochę wina, które stało na szafce. Dobrze, że pierwszy łyk zrobiłam jeszcze w kuchni obok zlewu. To nie było wino, tylko domowy wytwór spirytusowy, omal mi przełyku nie wypaliło.
    Wracając do czekolady, coś widzę, że nie masz wielkiego szczęścia do zotterów.

    0

  6. Jedno trzeba przyznać – przynajmniej na mnie opakowanie tej czekolady robi wrażenie. Stylizowane na takie jak z zamierzchłych czasów, gdy konsumpcjonizm nie był jeszcze tak wybujały, a słodycze nie musiały koniecznie wyróżniać się jak najbardziej kolorowym opakowaniem.
    Ale co do reszty – nie wiem. Nie jestem zwolenniczką słodkości z alkoholem, podchodzę raczej do nich z rezerwą. Niektóre uwielbiam, innych nie znoszę. A czekolada z winem? W dodatku niezbyt wyrafinowanym? Jakoś mnie nie zachwyca.
    Pozdrawiam :)

    0

  7. Ja również zaliczę się do tych, którzy na tej czekoladzie zaoszczędzą. Nie kusi nawet w najmniejszym stopniu, choć opakowanie ładne :D Życzę Ci lepszych spotkań z Zotterami.

    0

  8. Mimo ogromnej chęci spróbowania Zotterów – tego nie zjadłabym nawet, gdyby mi wciskali za darmo. :X Alkohol i słodycze to dla mnie najgorsze połączenie na świecie.xd Może kiedyś dorosnę, ale … nie, nie sądzę. :D

    0

      1. Chyba tylko raz, czy dwa razy w życiu zjadłam całą czekoladę za jednym „machem”. Pieniążek szanuję, ale czy dałabym radę zjeść całą czekoladę, to gorzej. >. <
        Jak byłam mała uwielbiałam oglądać Nieustraszonych, moją ulubioną konkurencją była ta druga, gdzie niemal zawsze musieli coś zjeść obrzydliwego. :xxx Fajnie się to oglądało, ale czy ja bym tak chciała? Kiepściutko. xd

        0

  9. Oj czekolada kompletnie nie w moim guście – nie dość, że rodzynki, których nieznoszę to jeszcze wyrób wino podobny… Samo opakowanie również nie rzuca na kolana, ale czekolada sama w sobie wygląda apetycznie, szkoda więc, że nie zdała egzaminu…
    Pozdrawiam :)

    0

    1. Niestety Zottery nie chcą dać mi się polubić. A przynajmniej większość próbowanych. Pozdrawiam również :)

      0

  10. Nawet nie chce mi się komentować. Wygląd, jak zwykle przy Z, świetny. No ale wkład? Rodzynki z alkoholem? Trudno o skomponowanie dwóch bardziej nielubianych składników. Wolałbym nie zjeść deseru niż mieć taki. A to już wieeeele mówi ;)

    0

Dodaj komentarz