Lindt, Hello my name is Salted Caramel

Hello, my name is one of the best. I nieważne, że zawieram w sobie solony karmel. Wciąż należę do najlepszej serii produktów Lindta, jaką kiedykolwiek jadłaś. Ja to wiem i ty to wiesz. Dlatego nie mogłaś się oprzeć, gdy Mistyffikacja wyjechała do Niemiec. Dlatego mnie zamówiłaś. I dlatego siedzisz na łóżku i patrzysz na mnie z nadzieją, choć nie potrafisz przewidzieć, czy będę ci smakował, czy może pobiegniesz w połowie degustacji do łazienki, by splunąć do śmietnika i przepłukać usta. Zupełnie jak wtedy, gdy spróbowałaś Słonego toffi z Biedronki. Doskonale to pamiętasz. Miało być takie dobre, w końcu w mlecznej czekoladzie i z dużą ilością nadzienia. Wszyło… wiadomo co. Zastanawiasz się więc, czy w ogóle mnie otworzyć. Doskonale wiesz, że to zrobisz, ale i tak myślisz. Musisz wszystko rozważyć i poukładać, śmieszne. Koniec końców i tak znajdę się w twoim żołądku, a ty napiszesz o mnie recenzję. Nie mówię prawdy?

Lindt, Hello my name is Salted Caramel (2)

Hello my name is Salted Caramel

Sprowadziłaś mnie z Niemiec wraz z dwoma braćmi: Dark Chocolate Cookie i Coffee Blast. Pierwszego z nich zjadłaś na początku roku, a drugiego przed chwilą. Jeszcze masz na języku jego smak, jeszcze wargi oblepia ci jego mleczna czekolada, a już szykujesz się do spróbowania mnie. Nie za słodko ci? Pytanie retoryczne. Zbliżasz nos i wciągasz powietrze. Czujesz zwykły i sympatyczny, zupełnie nieszkodliwy karmel. Jak z tabliczki Caramel Milki, a nie znienawidzonego produktu Carletti. Zgadza się? Czy właśnie to wyczuwasz?

Lindt, Hello my name is Salted Caramel (5)

Zapach ci jednak nie wystarcza. Oglądasz każdą moich z sześciu kostek, podziwiasz napisy, logo producenta i obrazki. Jesteś pod wrażeniem, widzę to w twoich oczach. Wtem łamiesz mnie jak zwykłego batona i kroisz wszerz. Ciekawe, czy gdyby ciebie ktoś tak pokroił, czułabyś się dobrze. Podejrzewam, że nie. Ty jednak się nie przejmujesz. Oceniasz kolor i jakość wypełniającego mnie karmelu. Sądzisz, że gęstością i płynnością odpowiada wnętrzu wspomnianej wcześniej tabliczki Caramel, kolorem jednak od niego odbiega. Jest ciemniej, prawda? Bardziej brązowo. Nie mylisz się, ale ci tego nie powiem. Męcz się sama.

Nadchodzi ta najważniejsza chwila. Jest mnie coraz mniej, znikam. Krzywisz się lekko, bo znów czujesz stary tłuszcz, który tak naprawdę jest smakiem zwykłego słonego karmelu, ale twoje kubki smakowe odczuwają to inaczej. Nic dziwnego, cała jesteś jakaś inna, dziwna. Mój karmel nie wchodzi ci w zęby, jest delikatny, znajduje się na pograniczu milkowego karmelu i żelu, gęstawego kisielu. Nie tak to sobie wyobrażałaś, prawda? Zaskoczyłem cię. Nie chcesz tego jeszcze przyznać, ale pozytywnie.

Lindt, Hello my name is Salted Caramel (7)

Najbardziej cieszy cię czekolada, mogłem się tego spodziewać. Mleczna, słodka i bagienkowa – dokładnie taka, jaką lubisz. Nad wnętrzem chwilę się zastanawiasz. Podoba ci się jego delikatność i nawet słoność uznałaś za akceptowalną, ale ten stary tłuszcz? Liczyłaś, że w Lindtcie go nie będzie. Niespodzianka! Zostały ci jeszcze dwie kostki. Wyrzucić? Oddać? Nie. Doskonale wiemy, co z nimi zrobisz. Pochłoniesz tak, jak pochłonęłaś całego Coffee Blast i cztery kawałki mnie. Możesz się do tego nie przyznawać i nie pisać recenzji, ale znam twoje myśli. Wiem, że jestem pociągający i w przedziwny sposób smaczny. I że gdybyś miała szansę, zjadłabyś mnie jeszcze raz. Kiedyś, w przyszłości. Nadejdzie dzień, w którym się do tego przyznasz.

skalachi_4Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Lindt, Hello my name is Salted Caramel (3)

38 myśli na temat “Lindt, Hello my name is Salted Caramel

  1. Podoba mi sie taki sposob pisania recenzji,proszę o takich wiecej! ;D Ale naprawde fajny,mi by smakował,bo bardziej lubie solony karmel.Wczoraj np.jadlam lody solony karmel z najlepszej lodziarni w moim miescie…mniam!

    0

    1. To nie moja recenzja, musisz kierować prośbę do słodyczy. Lodów bym spróbowała, może kiedyś skuszę się na te z Biedry.

      0

  2. Wygląda pysznie, ale smak nie dla mnie, tym bardziej że daje o sobie znać nuta starego tłuszczu.
    Jak ta czekolada dobrze Cię zna :P

    0

  3. Chyyba go próbowałam, ale mi nie posmakował zupełnie. ;/ Ogólnie mam chyba jakiś wyidealizowany smak karmelu, którego kiedyś próbowałam (albo jest w czymś, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć w czym) i inne mi nie podchodzą. ;/

    0

  4. Nie, tego chyba w Stanach nie jadłam. Ale może i jadłam? Nie pamiętam, ale z moją pamięcią jest słabo. Ale i tak jestem pewna, ze u mnie by było co najmniej 8 punktów. Bo Lindt, bo słony karmel, bo seria Hello. I tyle.

    0

  5. Ciekawe czy wyczułabym ten stary tłuszcz. Uwielbiam solony karmel i ubolewam nad tym, że mało jest słodyczy na rynku w podobnych kompozycjach. O tym Lindtcie nie słyszałam. Muszę go spróbować- właśnie dla tego nadzienia, choć w sumie nie tylko bo zarówno opakowanie, jak i te urocze kosteczki do mnie przemawiają. Nazwa też. Skoro już mi się przedstawił – zaangażuję się w tę znajomość, ot co ;)
    Pozdrawiam.

    0

  6. Kurcze, szczerze, to nie wiem, czy bym się skusiła. Kiedyś kupiłam czekoladę galaxy z solonym karmelem i dupy mi nie urwała, że się tak nieładnie wyrażę :D A z drugiej strony nigdy nie jadłam tych batonów z Lindt’a. Chociaż mimo wszystko, jakbym miała wybierać to ciasteczkowa wersja i ta z popcornem by u mnie zagościła. Tak wiem, już to pisałam :D

    0

    1. Z popcornem ma u mnie ostatnie miejsce – totalny niewypał. Już wolę wstrętny sernik i limitowaną malinową eksplozję z zamierzchłych czasów.

      0

  7. Jeszcze do niedawna mówiłam, że karmelowy smak to mój ulubiony. Teraz jednak nie wiem czy się on popsuł czy też z powodu pojawienia się bardziej ,,wykokszonych” smaków – peanut butter, creme brulee itd… karmel już tak do mnie nie przemawia. Ma w sobie zawsze coś z goryczy, jakiś alkoholowy posmak, który psuje mi całą radość z jedzenia. Za to podoba mi się wariacja na jego temat ,,salted”, bo ostatnio bardzo przekonałam się do domieszki soli w słodyczach.

    0

  8. A idź mi z tymi 4 chi, to jeden z lepszych Lindt’ów i koniec.
    Chociaż w sumie… jak na Ciebie i solony karmel to i tak nie jest źle. :>

    0

  9. Po takim opisie spodziewałam się (prawie) najwyższej oceny jaką mogłabyś dać, a tu co? Tylko 4 chi? U mnie tyle mógłby mieć karmel, a sól poniosłaby poprzeczkę. Jednak smaki mamy inne, a żadnego z lindtowskich batoników na razie nie dane mi było spróbować.

    0

  10. Opakowanie przypomina mi nugat. Tzn. ten karmel bliższy jest słodkiemu blokowi niż czemuś płynnemu, ew. ciągnącemu.

    W sumie to nie wiem co o tym sądzić. Zachęcasz, ale jakoś nie wychwalasz. Fajnie, że odnosisz się do słonego toffi, bo jest to coś (potencjalnie) znanego już większości. Chociaż, co to za frajda kopać leżącego? ;)

    Generalnie, heh. Mam wrażenie, że tak jak jedynymi słonymi lodami (z karmelem) są te od Bliklego, tak na tę słono-karmelową czekoladę trzeba będzie jeszcze na blogu poczekać. Unicorny nie biegają samopas ;)

    0

    1. Co za frajda? Taka, że się dziad nie podnosi, a ty nadal z radością butujesz, ćwicząc przy okazji mięśnie nóg :D

      Co do unicornów, właśnie się nad jednym zastanawiam, aaale muszę dokończyć produkt, by mieć pewność. Dawno żadnego nie było, więc może się szarpnę.

      0

Dodaj komentarz