Supermoc superbohatera: czytanie stereogramów

Czytanie stereo… what?! Jeżeli dotychczas nie spotkaliście się z użytą w tytule niniejszego wpisu nazwą, może ona wydać wam się dziwna i skomplikowana. Jakieś chemie, fizyki, informatyki, medycyny i inne alchemie.

Nic bardziej mylnego. Stereogramy to płaskie obrazy, które imitują trójwymiarowość. Albo inaczej: trójwymiarowość jest w nie wpisana. Według stron im poświęconych, stereogramy pomagają oczom wypocząć i poprawnie wpływają na kondycję naszych ukochanych ślepi, co w dobie internetów i trybu życia przedkomputerowych zombie jest wprost nieocenione.

Oprócz tego wgapianie się w pozornie monotonne obrazki i wykrzywiane głowy na wszystkie strony dostarczy nam dużo radości, za co mogę poświadczyć. (No i będziemy mieli czym się pochwalić na imprezie lub na blogu, to też jakiś plus).

Stereogramy & ja

Mój pierwszy raz ze stereogramami miał miejsce już w czasach przedszkolnych, kiedy to przyjaciółka zaprosiła mnie do siebie i pokazała książkę otrzymaną od ciotki. Oczywiście ciotki z zagranicy – z Austrii – bo u nas takich fajnych rzeczy nie było (najlepsze zabawki też dostawała od niej, raz nawet mnie trafił się całkiem spory ochłap – najlepsze w życiu tamagotchi, jakie miałam).

Książka oznaczała się twardą oprawą i była pełna dziwnych, jednolitych obrazków. Patrz i mów, co widzisz – powiedziała przyjaciółka. Albo coś w tym rodzaju. Ja w odpowiedzi przybrałam twarz osła, bo nie widziałam niczego. Jeździłam wzrokiem wzdłuż i wszerz, ale wciąż dostrzegałam tylko szaro-burą plamę, jakieś zygzaki i szlaczki. Nie zostałam poinstruowana, jak się w to wgryźć, a niemieckie napisy niewiele mi mówiły. Zresztą podejrzewam, że przyjaciółka też niewiele rozumiała i widziała, ale w pewnym wieku głupio się przyznać do porażki.

Niepocieszona dotarłam do domu i dowiedziałam się, że moja mama również posiada parę stereogramów. Na kartkach pocztowych, które dostała od… kogoś tam, w zasadzie to nie ma znaczenia dla niniejszej historii. Kazała mi zezować, rozmywać wzrok, przybliżać i oddalać owe kartki. Ponieważ byłam dzieckiem, a więc istotą zasadniczo ufną, nie zakładałam nawet, że mogłaby mnie robić w balona. Poza tym co by to była za matka, która zmuszałaby dziecko do idiotycznych czynów, żeby sprawić sobie trochę radości?! Tak więc gwoli wyjaśnienia: mama nie kantowała.

Zezowanie nie pomogło, rozmywać wzroku (jeszcze) nie potrafiłam, ale zbliżanie i oddalanie obrazków sprawdziło się i uzyskałam dostęp. Do czego? Do głębi. Do prawdziwej treści pocztówek. Nagle bowiem okazało się, że szaro-bury wzór nie jest szaro-burym wzorem, ale dinozaurem, rowerem, autem, sercem i tak dalej. Wszystko zależało od tego, co autor w środku umieścił.

Z czasem – którego nie jestem w stanie określić – zdobyłam tytuł mistrza czytania stereogramów. Nie tylko nie musiałam już wachlować kartkami bądź monitorem twarzy, bo wreszcie nauczyłam się rozmywać wzrok na zawołanie, ale wręcz mogłam przeglądać całą serię zakodowanych obrazków, nie tracąc rozmycia i odczytując nową treść w sekundę.

Nie żartuję. W tej chwili dostrzeżenie stereogramu dokładnie tyle mi zajmuje – sekundę. Patrzę i od razu widzę. Podejrzewam, że gdybym była superbohaterką, byłaby to moja supermoc. Chwilę… a może już nią jestem?

Przepis na czytanie stereogramów

Dobra, dość historii z dzieciństwa i teoretyzowania, czas przejść do praktyki. Jak już wspomniałam, taktyką odczytania stereogramu może być:

1) Przybliżanie i oddalanie obrazu, co pomaga wzrokowi się rozmyć;
2) Zez – rozbieżny, jak wyczytałam ze stron poświęconych tematowi – co również wpływa na rozmazanie się obrazu przed oczami;
3) Rozmywanie wzroku tak po prostu, które można ćwiczyć na czymkolwiek, nawet na tym akapicie lub jednym słowie. Musicie poczuć się zmęczeeeni i seeenni, a potem sprawić, że słowo sprawić pojawiło się obok siebie dwukrotnie. Innymi słowy: musicie zobaczyć je osobno lewym i prawym okiem. Wiem, brzmi skomplikowanie, ale wcale takie nie jest. Wręcz przeciwnie, to banalne.

Kiedy już się uda, z dziwnego tła wyjdą – wychylą się ku nam – obrazki właściwe. Z chęcią pokazałabym wam tu jakieś wypasione i imponujące sztuki, ale wolę się trzymać wolnej licencji i korzystać z obrazków, po których użyciu nikt nie oskarży mnie o kradzież. Sama nie lubię, jak mi się kradnie zdjęcia, niestety co chwilę gdzieś je widzę (raz wywalczyłam odszkodowanie w kwocie ponad tysiąca złotych, więc jeśli zastanawiacie się, czy warto skroić fotkę mnie lub komukolwiek innemu, podpowiadam: nie warto).

Ale do rzeczy. Poniżej załączyłam trzy obrazki, w które wgryzienie się zajęło mi najmniej czasu (setną sekundy). Figury nie są skomplikowane, przez co ćwiczy się na nich idealnie.

Na koniec jeszcze jedna uwaga: jeśli zabawa wam się spodoba, możecie wpisać hasło stereogramy w wyszukiwarkę Google, gdzie jest ich cała masa i jeden więcej. Mało tego, są nawet warianty ruchome! Kiedy zobaczyłam płynącego rekina na zwykłym, pozornie nic nie znaczącym tle po raz pierwszy, byłam zachwycona i aż zaklaskałam z radości. Liczę na to, że wy też będziecie.

A teraz… powodzenia!

Stereogram1
fot. fdecomite (Flickr)
Stereogram2
fot. fdecomite (Flickr)
Stereogram3
fot. Wally Argus (Flickr)

26 myśli na temat “Supermoc superbohatera: czytanie stereogramów

  1. Ciekawa i rozwijająca wyobraźnię zabawa :) Nie przypominam sobie abym w dzieciństwie miała z nią styczność… a może było coś takiego? ;)

    0

  2. Była kiedyś taka gazetka z wężykiem o literkach, nie pamiętam nazwy. Ale pamiętam, że na ostatniej stronie były takie obrazki. Wtedy mi się udawało coś zobaczyć, ale teraz moja wada wzroku tak się pogłębiła, że ni wuja zobaczę.

    0

    1. też je zbierałam! Ale jak byłam mała dostałam taką książkę od Pani z nad morza, u której nocowaliśmy. Miała całą ksiażkę ,,zakodowaną”. Na początku dupa i nic nie widziałam. Ale później jak odkryłam o co chodzi nauczyłam całą rodzinę :D Siedziałam dniami i oglądałam. Miałam identycznie jak Olga, nie musiałam oczy rozmywać by wszystko zobaczyć, też byłam mistrzem… do czasu przeprowadzki. Książka wsiąkła, a ja po nie udanych poszukiwaniach rzuciłam temat. Nie wiedziałam jak to nawet nazwać więc jak to szukać :D Do dziś dzięki Tobie wiem co to było, i teraz pobuszuje w google! Dziękuję :* :) Niestety moc superbohatera uległa zapomnieniu i muszę się uczyć na nowo, ale skoro w wieku 7 lat byłam w tym genialna, to muszę dać sobie trochę czasu, kurde, ale ja taka niecierpliwa jestem :D

      0

      1. tylko powiedz mi co jest na każdym sensei! Na 1) jest kołko w kole? Coś na kształt pierścionka? na 3) na pewno aparat! ale na 2? Czy to są trzy cycki z sutkami? :D buahahaha

        0

  3. O rany… pierwszy raz z tym spotkałam się w tym roku szkolnym (no w zasadzie to już ubiegłym?), na lekcji zastępczej, którą prowadziła moja ukochana Pani wuefistka, ale szczerze? Ni kija mi nie wychodzi patrzenie na te obrazki. :D
    Na siłę, to może tylko na drugim obrazku widzę literkę Z, ale czy to nie jest urojone widzenie? :D Pewnie tak. :D Ale zaraz sobie pogoogluję jakieś, to może poćwiczę. :D

    0

  4. Tylko trzy?

    Na pierwszy potrzebowałam jakichś 2 minut, potem już poszło łatwiej. Idę szukać rekina! :D

    0

  5. Nigdy nie czytałam sterogramów, ale jeśli dobrze to wpływa na wzrok to może powinnam zacząć ;)
    Na pierwszym widzę koło z dziurą w środku, ale co to jest, to nie wiem… Na drugim 3 pagórki obserwowane z góry (może to parasolki), a na trzecim to chyba moja lustrzanka :D
    Mam nadzieję, że napiszesz później rozwikłanie tej zagadki, bo jestem ciekawa czy dobrze widzę :D

    0

  6. Rekiny, małpy, wielbłądy. Yhy, A może jeszcze latające konie?

    Pamiętam jak w drugiej połowie szkoły podstawowej, brat przyniósł kilka kartek do domu. Uradowany, podekscytowany. Co najmniej jak dziecko otrzymujące dwupoziomowy tort z czekolady, bez żadnej okazji. On widział samochód, ja kropki. On widział dom, ja kropki. On… ja kropki.

    Potem dostałem (ok, dostaliśmy) dwie książki w twardej okładce. RAZ udało mi się prawie coś zobaczyć. Już miałem zarys owego rysunku, ale oczy powróciły do stanu pacznormalnie. Szczęśliwie na samym końcu, zamiast spisu treści, wszystko było odczarowane.

    Magiczne oko (bo tak się nazywała książka) przysporzyło mi tyle wkur$#@$@#, że głowa mała.

    0

    1. A tak, pamiętam, że były też rozwiązania. W tej niemieckiej książce przyjaciółki chyba nie zrobiono napisów, za to pojawiły się rysunki. Albo może pomyliłam książkę z kartkami mamy, bo na odwrocie kartek na 100% znajdowały się rysunki.

      0

  7. Woow ale pro, rozmywam wzrok na zawołanie i cieszę się jak głupia że widzę kółka :D Więc to o to chodzi z tymi obrazkami, odkopałam w pamięci że też miałam z nimi do czynienia ale nigdy nie ogarniałam o co tyle szumu naokoło nich xd

    0

Dodaj komentarz