Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera

Przymus powrotu do chrupaczy zakupionych w przypływie niemożliwego do wytłumaczenia szaleństwa, a może błogie chwile odpoczynku od wyrobów czekoladowych? Z przykrością stwierdzam, że choć czekolada wychodzi mi już nosem i uszami (o innych dziurach wolę nie wspominać), to poprawna jest wersja pierwsza. Minuta, w której zorientowałam się, że jedne z trzech zakupionych w Biedronce chrupek kończą ważność, była najdłuższą, najsmutniejszą i najbardziej przygnębiającą minutą mojego życia. Po jej upływie jednak – i po uwolnieniu się od złych emocji – postanowiłam iść za ciosem i otworzyć od razu wszystkie paczki, by jak najszybciej mieć je z głowy. Oto rezultaty.

Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera (1)

Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera

Nigdy nie byłam fanką chrupek. Jadałam je wyłącznie w czasach podstawówki, przy czym najpierw w celach kolekcjonerskich (kapsle ze zwierzętami i flagami), później zaś utylitarnych (żeby zająć czymś ręce podczas powrotu do domu ze szkoły, wtedy też wybierałam Hypery). W gimnazjum przerzuciłam się na solone chipsy marki własnej Lidla, w liceum zaś na macę, wafle ryżowe i kukurydziane oraz suchary. Prażynek i chrupek kukurydzianych nie lubiłam nawet jako małe dziecko, owocowych i czekoladowych Flipsów tym bardziej. Logiczne wydawałoby się więc założenie, że gdy przy kasach w Biedronce zobaczę małe paczki chipsów – paprykowych, fromage i cebulowo-serowych – a obok nich trzy smaki chrupek, ominę je szerokim łukiem. Moje postępowanie ma jednak z logiką niewiele wspólnego.

Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera (3)

Jako pierwsze testowi poddałam chrupki serowe, licząc na to, że przyjemnie mnie zaskoczą. Niestety, już po przesypaniu ich do miseczki zauważyłam, że są stanowczo za grube i marnie obsypane przyprawami, przez co biedne. Pachniały jak… nie, one śmierdziały jak zepsute ziemniaki. Gdyby nie fakt, że zapłaciłam za nie z własnej kieszeni, nigdy czegoś tak ohydnego nie wsadziłabym do ust. Przez zasłonę smrodu nieświeżości próbował się przebić zapach serowej posypki – a nie samego sera! – niestety główny motyw był wszechogarniający i deklasujący. Przysięgam, że zrobiło mi się niedobrze.

Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera (4)

W konsystencji chrupki były odrobinę stetryczałe, mimo iż do końca ważności pozostało jeszcze kilka miesięcy. Ich smak był przede wszystkim kukurydziany, potem słony, na końcu zaś serowy. I to nie serowy jak ser, ale jak serowa posypka, co idealnie odzwierciedlało nutę wychwyconą w zapachu. Z racji swej kukurydzianej bazy chrupki zbijały się w grudki i wchodziły w zęby. Były złe pod każdym względem i polecam je tylko w sytuacji mocnego upojenia alkoholowego, gdy człowiekowi jest już wszystko jedno, byleby żołądek nie był pusty (i byleby mieć czym wymiotować).

skalachi_1Ocena: 1 chi ze wstążką
(wstążka dla biednych studentów)


Skład i wartości odżywcze:

Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera (2)

35 myśli na temat “Fifor, Na Maxa chrupki kukurydziane o smaku sera

  1. Wiedziałam, że to produkt nie dla mnie i dlatego moje oczy naqet nie zarejestrowały ich obecności w Biedrze.

    A chipsy jadłam dość często (ale też bez przsady) w podstawówce, głównie dla pokemonów, choć nie mogę napisać, że mi nie smakowały…

    1. Pokemony też zbierałam. Kiedy dzieciaki zaczynały się fascynować Harrym Potterem, nie mogłam znieść, że wolą małego okularnika od magicznych stworzonek ;)

      1. Mnie też Harry Potter na początku nie wciągnął – koleżanka mi ciągle opowiadała o książce, a ja nawet nie myślałam, żeby ją przeczytać. Dopiero jak obejrzałam w kinie film wciągnął mnie ten świat ;)

  2. Nigdy nie lubiłam chipsów z chrupek tylko Filpsy paprykowe ;P Kiedyś jadłam te o smaku sera ale wybitnie mi nie smakowały…. na chrupki z Biedry nie patrzę ale niektórzy lubią czasem coś pochrupać… tylko tutaj trzeba wybrać inny smak ;)

  3. Bleh…. podczas gdy moi znajomi uwielbiali chrupki serowe to ja krzywiłam się, jakby ktoś mi w twarz dał. :D Tu moja reakcja wyglądała tak samo. BLEEH. :D

  4. Pierwsza myśl „Będą śmierdzieć”. Od dziś mówcie mi Kasandra. Ach czasy dzieciństwa kiedy podczas wycieczki na
    Czerwone Bagna, w autokarze ktoś jadł chrupki serowe. Mój paw z pewnością nie poprawił zapachu, jaki unosił się w pojeździe.

  5. Coś mi się wydaję, że już ich kiedyś próbowałam. Ale z pewnością smak był na tyle nijaki, że nie zapisały się w mojej pamięci jakoś szczególnie. W ogóle z serowymi przekąskami to jest tak, że mało która jest dobra i nie zajeżdża starymi skarpetkami. Ogólnie za chrupki i chipsy biorę się tak rzadko, że mogłyby niemalże dla mnie nie istnieć. Zwykle tylko na jakimś spotkaniu studentów zjada się to świństwo i co ciekawe – wtedy smakuje. Gdybym sama miała to degustować w domu pewnie też zrobiłoby się mi niedobrze. Pozdrawiam.

    1. Nie zgadzam się, nie można zakładać, że serowe = obleśne. Serowe chrupki są smaczne, tylko muszą być dobrej jakości.

  6. Czy to te chrupki, które mi kiedyś chciałaś podarować? : >

    Uwielbiam serowo-chrupkowy odór (cheetosy!), ale już po zdjęciach widać, że te są słabe Na Maxa.

  7. Lubię takie chrupki w sumie, serowe też, ale te jakoś już nawet po wyglądzie mnie odpychają. I dokładnie tak samo kiedyś kupowałam wszelkie chrupiące tylko dla naklejek, jakichś zabawek :D Teraz juz w sumie nawet nie mam na żadne ochoty.

  8. Smak serowy to smak dziwnie pociągający, przynajmniej dla mnie. Chociaż czast zajadania tostów z serem 7x/tydzień dawno dla mnie minęły, to pewnie na ten wariant jako pierwszy zwróciłabym uwagę.. Jeśli w ogóle zwróciłabym :P

    1. Jestem przekonana, że na pewnym etapie życia wszyscy – z wyjątkiem alergików, choć niewykluczone, że oni też kombinują – przechodzą przez serową fazę. W gimnazjum, tylko nie pamiętam, w której klasie, jadłam tylko kanapki z serem, odmawiając proponowanym urozmaiceniom. Kolacja musiała składać się z dwóch dużych kromek białego chleba zawalonych serem i podgrzanych w mikrofalówce celem uzyskania miękkich i gumowych podeszew. Na wszystko to ketchup i można szamać. Po wielu latach, kiedy moja siostra trafiła do gimnazjum, zaczęła robić to samo.

  9. Fu, wolałabym i tak ich nie zjeść i zwymiotować własny żołądek, niż zjeść to i „mieć czym wymiotować”. :P

    Swoją drogą, bezmyślny zakup poniekąd jestem w stanie zrozumieć. Ja co prawda czasem się jakimś chipsem od święta wielkiego poczęstuję i to chyba tylko po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że to zupełnie nie moja bajka. Sama bym jednak nie kupiła, tym bardziej, że te są biedronkowe, a temu sklepowi nie ufam. :>

    1. Ja robię to samo z marynowanym imbirem, jak idę na sushi. Zawsze, ale to zawsze próbuję małego i cienkiego plasterka, żeby się przekonać, czy może nie zmienię zdania. Nope, nigdy nie zmieniam.

      Czemu nie ufasz Biedronce? Myślałam, że tylko z Lidlem jesteś pokłócona.

      1. W Lidlu nie podoba mi się obsługa i w ogóle, więc mowa tu o konkretnym miejscu. Kiedy robię zakupy będąc w innym mieście, zawsze lecę do Lidla, bo ogółem sklep bardzo lubię.

        A Biedronce nie ufam, bo kilka razy kupiłam tam coś, co mi bardzo nie smakowało, np. nie wiedziałam, że można zrobić aż tak niesmaczny zwykły twaróg.

            1. Nie jadam takich mięs. Wolałabym zamówić porządnie zrobiony w knajpie, niż kombinować samemu w domu i się zrazić.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.