HoSan, Roasted Seaweed Snack

Chipsy z glonów morskich. Whaaat?! Czego to jedni ludzie nie wymyślą, żeby drudzy oddawali swoje w pocie czoła zarobione papierki… Rozumiem, że w glony zawija się sushi, z glonów również robi się bardzo smaczne startery w japońskich knajpkach, ale żeby to-to jeszcze suszyć i sprzedawać jako chipsy? Zwłaszcza że taki glon po ususzeniu waży mniej niż piórko, w związku z czym zawartość paczki wynosi… 2,4 g. Nie, nie 24 g! Dwa przecinek cztery grama. Cena za to cudo oscyluje w granicach 1-2 zł, niestety dokładnie nie wiem, bo produkt otrzymałam od siostry z zapewnieniem, że jest pyszny (sama zjadła wcześniej cztery paczki).

HoSan, Roasted Seaweed Snack (1)

Roasted Seaweed Snack

Bohater dzisiejszej recenzji nie nadaje się na słodyczowy głód, ani w ogóle na żaden głód. Z racji swego rozmiaru i walorów odżywczych uchodzić może jedynie za jedzeniową ciekawostkę, i tak też go potraktowałam. Kiedy wyjęłam z paczki pierwszy z cieniutkich pergaminów – a było ich osiem – odkryłam, że śmierdzi jak surowa ryba, a więc jak każde przyzwoite nori. W zasadzie to w ogóle niczym nie różnił się od nori kupowanego do wykonania domowego sushi, był jedynie mniejszy.

HoSan, Roasted Seaweed Snack (4)

Cieniutkie płatki były zielone, półprzezroczyste, kruche. Według opisu roasted, ale na języku zamieniały się w świeże i sprężyste, lekko chrzęszczące roślinki. Jeśli kiedykolwiek jedliście w knajpce sushi sałatkę z glonów, będziecie wiedzieli, o jaką konsystencję chodzi. W smaku okazały się głównie słone, delikatnie kwaśnawe i rybne, albo po prostu morskie. Zresztą owa morskość smaku i zapachu przyczyniła się do pewnej zabawnej pomyłki, której nie omieszkam wam przytoczyć. Zacznijmy od tego, że Rubi jest bardzo dobrze wychowanym psem. Jeśli posadzę ją na łóżku obok kanapek, czekolady, jogurtu itp., a potem opuszczę pokój, nawet się do jedzenia nie zbliży. Będzie siedziała, patrzyła… i tyle. Czasem jednak przynoszę jednocześnie coś dla siebie i dla niej. Po zapachu – swoistym smrodku – poznaje, że to psi smakołyk. Tego pamiętnego dnia, gdy przyniosłam do łóżka glony, nie miała wątpliwości. Wystrzeliła jak z procy i liznęła jednego z nich, w efekcie czego pierwszy raz od lat musiałam podzielić się moim deserem, na dodatek z psem.

HoSan, Roasted Seaweed Snack (5)

Na naklejce z Kuchni Świata, gdzie moja siostra nabyła Roasted Seaweed Snack, pojawiła się informacja, że produkt zawiera jod, ten zaś może niekorzystnie wpłynąć na tarczycę. Dobrze, że zauważyłam to dopiero po degustacji, inaczej mogłabym zacząć świrować. Niby nie mam problemów z tarczycą, ale takie ostrzeżenie wypisane wielkimi literami przypomina mi tabliczkę z trupią czachą, która jest gwarancją porażenia prądem w przypadku próby majstrowania przy kablach. Co zaś się tyczy zawartości opakowania… cóż, po raz pierwszy zdecydowałam się na niewystawienie oceny. Naprawdę nie wiem, co o tym produkcie sądzić. Nie jest ani smaczny, ani niesmaczny, po prostu dziwny. Jako ciekawostka godny zakupu, ale w ramach deseru chyba nie bardzo. I na pewno nie są to żadne chipsy. Jeśli więc zastanawiacie się, czy warto zaryzykować, przypominam: produkt otrzymał aprobatę Rubi, a to musi o czymś świadczyć!

Skład i wartości odżywcze:

HoSan, Roasted Seaweed Snack (2)

33 myśli na temat “HoSan, Roasted Seaweed Snack

  1. To jest poprostu nori,tylko pokrojone XD Ja tez staram się tego unikać-tarczyca,ale jak jem sushi to raz na jakiś czas można i żyję ;) Ale na pewno to nie jest deser XD

    0
  2. Myślę, że zdrowej tarczycy taki kawałek glona nie jest w stanie uszkodzić, a i nawet schorowanej, kondycji nie pogorszy… Waga faktycznie piórkowa :D
    Twoja notka przypomniała mi, że miałam robić domowe wege sushi – nori mam, a całą resztę może dzisiaj kupię i w końcu się wezmę :D

    0
  3. Nori jest dla mnie najgorszą częścią sushi, więc raczej sama z siebie tego bym nie kupiła, Tym bardziej, że cena za 100g oscyluje zapewne około 100zł.

    0
  4. Uwaga ludzie na dietach, już nie musicie przejmować się zbędnymi kaloriami z waszych ulubionych smakołyków, wynaleźliśmy dla was praktycznie bezkaloryczne, pełne smaku i aromatów chipsy super-duper light <3
    Kupiłam je z rok temu, też w Kuchniach Świata i jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazały się zwykłymi nori.. Chciałam coś podjeść będąc w galerii, bo do domu i obiadu daleko a w brzuchu burczy… Tak mnie to śmieszy teraz że nie mogę xD

    0
  5. Czasem mam takie masochistyczne odruchy i próbuję rzeczy, które wiem, że nie będą mi smakować. Mimo jednak to robię. Wiem to zwykle patrząc na opis produktu, wygląd etc. Tu przeczuwam po samym wyglądzie, że… no nie. :D Jednak kto wie, może składniki akwarium by mi smakowały wszak jestem zodiakalną rybą.

    0
  6. Eh, w tym roku mogłam mieć okazję zjeść sushi po raz pierwszy, ale nic z tego… Nie to podawali.
    Ciekawy pomysł na chipsy, takie lekkie. Starter czy może przekąska? W każdym razie zjadłabym przed posiłkiem.

    0
      1. Nie wystarczy jeśli do najbliższej restauracji sushi masz ponad 50 km. Wolę spróbować pierwszy raz stamtąd niż sobie obrzydzić nieświeżym produktem z marketu.

        0
        1. To fakt, lepiej jest pojechać dalej, raz a porządnie i zjeść prawdziwe sushi, a nie jakąś marną jego podróbkę. Może to wyprawa na dłuższy czas, ale myślę że warto. Sushi to świetna potrawa i ja akurat mogę wiele zrobić, by ją zjeść :) Jeśli ktoś jest z Warszawy lub z okolic to polecam wpaść do Sushiberry, zwłaszcza jeśli jeszcze nie mieliście styczności z sushi. Na pierwszy raz najlepiej wybierać sprawdzone miejsca, gdzie podadzą wam tzw. rolki w bardzo dobrej jakości. Od tych marketowych trzymajcie się z daleka!

          0
          1. Ja zawsze jadam w Sushi 77, sprawdzony lokal. W innych miejscach raz dobrze, raz źle, lepiej nie ryzykować.

            0
  7. Raz jadłam te glony, kiedy robiłam selerybę, czyli rybę z selera. Był posmak rybi, co mi do końca nie odpowiadało, więc chyba na te „chipsy” bym się nie skusiła. Ale ciekawe, nie powiem, że nie :D

    0
  8. To aż ciężko skomentować, ja bym nie wiedziała, jak zabrać się za opis czegoś takiego. ;)

    PS Ja dziś kupiłam liofilizowaną kukurydzę w Lidlu ważącą… uwaga! 15 g! Uwielbiam takie mieszanki warzyw, jakie mają w USA, wiec pomyślałam, że to to i cena zachęciła, bo złotówka… a na rachunku już było 4 z kawałkiem i… eh, no tak, rzeczy dobre na jakiś… mini-niecałkiem-głód? :>

    0
    1. Mam tę kukurydzę z biura dlaLejdis. Planujesz napisać recenzję? Jeśli tak, może poczekasz na mnie i wrzucimy razem?

      0
      1. Recenzji nie będzie, ale jeśli to się okaże tworem podobnym do tego, co mają w Stanach (suszone „just veggies” itp.), to mogłaby być taka: nic, tylko ŻREĆ. Oczywiście zakładając, że przy AŻ 15 g można mówić o żarciu czegokolwiek.

        0

Dodaj komentarz