Pralus Chocolatier, Le 100%

Oho, nadszedł czas na ciemną czekoladę. I to nie byle jaką. Specjalną. Moją pierwszą stóweczkę, którą w miniaturowej postaci otrzymałam od Basi. Tamtego dnia wręczyła mi ona dwa rodzaje tabliczek zawierających 100% kakao: dziś prezentowaną Le 100% oraz… niespodziankę, o której dopiero przeczytacie. Jeśli chodzi o smak i wytrawność, wcale się ich nie obawiałam. Martwił mnie jedynie fakt, że 5 g produktu to zbyt mało, by odkryć wszystko, co jest do odkrycia, a tym samym zbyt mało, by napisać pełnowymiarową recenzję. Jak się miało wkrótce okazać, akurat te zmartwienia były niepotrzebne…

Pralus Chocolatier, Le 100 (1)

Le 100%

Szata graficzna miniaturki wyglądała cudownie. Ciemny kolor – niemal czarny, ale jakby grafitowy – do tego minimalizm i logo Pralusa. O tak, zwłaszcza logo! Coś pięknego. Sama czekoladka przedstawiała się równie cudownie. Nie była czarna, czego się spodziewałam, ale jasnobrązowa, przez co dostając ją bez opakowania, z całą pewnością założyłabym, że jest mleczna. Pokrywały ją wystające romby, które skojarzyły mi się z twórczością M. C. Eschera, mimo iż nie tworzyły żadnych iluzji optycznych.

Pralus Chocolatier, Le 100 (3)

Le 100% pachniała intensywnie kakaowo, ale ani gorzko, ani kwaśno. Spokojnie, harmonijnie, wytrwanie i kusząco. W konsystencji była twarda, łamała się z przyjemnym trzaskiem. W smaku była… hmm, tu się zaczęły schody. W smaku bowiem była tak samo ohydna, jak Lindt 90% cocoa. Oleista i mdła, pozbawiona jakiejkolwiek kakaowości czy wytrawności. Na języku rozpuszczała się aksamitnie, również w sposób olejowy. Ni stąd, ni zowąd pojawiła się gorycz i ostrość pieprzu, a po niej ziołowość leku i wszystkie posmaki, jakie z całą pewnością można spotkać w piekle Dantego. Masakra.

Pralus Chocolatier, Le 100 (4)

Nigdy nie przypuszczałam, że pewnego dnia napiszę, iż czekolada ważąca 5 g to dla mnie za dużo. Przed degustacją połamałam ją na cztery w miarę równe części, z których zjadłam… jedną. I cóż mogę jeszcze dodać? Przez chwilę wydawało mi się, że w aksamitno-oleista konsystencja ukazała delikatną proszkowatość, ale nie jestem pewna. Ani na tyle szalona, by jeść kolejną ćwiartkę i ryzykować cennym życiem. Smak gorzko-pieprzno-ziołowego oleju był na tyle ohydny, że wolałam poprzestać na niepełnych dwóch gramach. To i tak było aż nadto.

skalachi_1

Ocena: 1 chi
(bo nie da się mniej)


Skład:

Pralus Chocolatier, Le 100 (2)

31 myśli na temat “Pralus Chocolatier, Le 100%

  1. Eh,tak myślałam XD Ja próbowałam Lindta 99%,ale mi on tez wystarczył po połowie kostki(no,tobie ćwiartce XD)Jesyem ciekawa jaka jeszcze masz niespodziankę od Basi ^.^

  2. Nie wiem czy kiedykolwiek jadłam czekoladę 100% – tak przypuszczam, ale dokladnie tego faktu nie zarejestrowałam. Ostatnio jadłam 99%, która całkiem mi smakowała, ale i tak wolę bardziej słodkie wersje :P

  3. ZŁOOOOOOOOOOOOOO!!! :D Nie dziwię się. Ja miałam do dyspozycji 100 g wersję i dopiero podchodząc do niej x razy odkryłam jej prawdziwy urok, odarłam z tajemnicy.

  4. Nie wierzę że prześcignęłaś mnie w próbowaniu setki :0 Co ze mnie za czeko-znawca xd
    To zdanie napisałam przed przeczytaniem.. Rany współczuję xD Nie chcę żeby mój pierwszy raz był taki koszmarny :’)

  5. A ja mam dwie tabliczki po 100 g (przez nieuwagę podczas zakupów) i… na razie nie skomentuję, bo jeszcze żadnej nie otworzyłam. Po komentarzu Basi nie wiem, co sądzić, ale po Zotterze Peru 100 %, jakoś się nie boję.

  6. Gorzko-pieprzno ziołowe posmaki? Co to to nie! Setce nie dałabym rady z pewnością. Takie maleństwo,a nie mogłaś zmęczyć… Wcale się nie dziwię, też pewnie nie dałabym rady. Widać nie każda czekolada wywołuje rozkosz ;) Pozdrawiam.

  7. A ja znów mam nieodparte wrażenie, że mogłaby mi smakować. XD Tym bardziej, że opisałaś ją jako tak samo ohydną jak Lindt 90%, którą ja lubię. Taki już ze mnie człowiek na wspak. :>

    1. Wzięcie do ust jeszcze nie jest takie złe, gorzej z przełknięciem.
      Źle to brzmi, ale chodzi o czekoladę ;)

  8. Może to samolubne, ale cieszy mnie każda Twoja negatywna recenzja słodyczy z wyższej półki. Mam nadzieję, że pozostaniesz przy tych bardziej plebejskich bo o takich lubię czytać i takie konsumować. : )

      1. Ach, to było to małe ohydztwo! Bardzo starałam się wymazać tą degustację z pamięci. Musiałam przepłukać usta i zagryźć Milką, fuj.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.