Cadbury, Picnic

Kiedy sięgam pamięcią do dzieciństwa, widzę w nim tylko kilka markowych słodyczy. Głównie są to batony Picnic – przez ponad połowę życia nie miałam pojęcia, że należały do Wedla – tuż obok zaś nieco tańsze, ale bardziej młodzieżowe Alibi. Jako mała Ola bardzo lubiłam połączenie chrupkiego wafla i zbożowych kuleczek z rozpływającą się w buzi mleczną czekoladą i sklejającym zęby karmelem. (Skądinąd sympatia owa ominęła Liony, za nie zabrałam się dużo później). Upłynęło trochę czasu, pozmieniałam szkoły i miejsca zamieszkania, dojrzałam, dorosłam, ale miłość do wspomnianych batonów pozostała. Na moje nieszczęście z rynku zniknął i Alibi, i Picnic. Czy to właśnie wtedy zwróciłam się ku Lionom? Może. Nie wynagrodziły mi one jednak tęsknoty za wtopionymi w polewę bakaliami, głównie rodzynkami. W końcu, na dodatek wcale nie tak dawno, dowiedziałam się, że Picnic nadal istnieje, po prostu zmienił markę na Cadbury i przeniósł się daleko za zachodnią granicę. Zrozumiałam wówczas, że nie spocznę, póki go nie zdobędę.

Picnic

Poszukiwania Picnica skończyły się na tym, że otrzymałam go od Mistyffikacji, która wyjechała wyleciała na najpiękniejsze na świecie wakacje nad błękitne wody. Nie tylko wróciła opalona i wypoczęta, ale również – jak na miłośniczkę czekolady przystało – obładowana słodkościami. Mnie z owego jadalnego bagażu dostały się cztery batony, o których jeszcze przeczytacie. Najbardziej ucieszyłam się oczywiście z dzisiejszego bohatera. Gdy zobaczyłam jego cudowną szatę graficzną i znajomą, granatowo-pomarańczową kolorystykę – choć z odwróconymi proporcjami – zadrżałam z zachwytu. A dalej było tylko lepiej, bo baton ważył prawie 50 g, dostarczając jedynie 471 kalorii w każdych stu. Dla takich słodyczy warto być czekoholikiem!

cadbury-picnic-5

Mleczna czekolada, karmel, wafel, chrupki i bakalie – może być coś piękniejszego? Choć zadane przed rozpakowaniem batona pytanie było retoryczne, szybko się okazało, że mogę i powinnam udzielić na nie odpowiedzi, a odpowiedź owa brzmi: tak. Picnic bowiem był dziwnie, podejrzanie wręcz chudy, mizerny. Długi, wąski, wężowaty. Górę miał najeżoną, na spodzie zaś odznaczał się pasek płaskiej czekolady, na pozór przylegającej do wafla. Po przekrojeniu batona wyszło jednak na jaw, że… wafla w nim nie ma! Cały środek zajmowały chrupki i karmel, dookoła których pyszniły się bakalie i czekolada. Szybki research w dziale grafiki Google potwierdził moje obawy, że coś tu jest nie tak. Picnic, którego trzymałam w ręce, nie był Picnicem prezentowanym na zagranicznych blogach, a tym bardziej Picnicem z dzieciństwa*.

cadbury-picnic-6

Baton pachniał rodzynkami i fistaszkami w czekoladzie. Był to aromat słodki i świeży, podobny zapachu zwykłej, ale smacznej mlecznej tabliczki z bakaliami (w wersji pro również Studentskiej). Nie topił się w palcach, nie brudził warg. Był twardy i idealnie chrupiący. Karmel okazał się lekko właziwzębowy, rodzynki jędrne i duże, orzeszki twarde i świeże, pełne smaku. Pod nimi znajdowało się może sklejonych chrupek, które powinny otaczać wafla, no ale cóż, kolega niestety wziął i wyparował.

cadbury-picnic-7

Czekoladowa polewa stanowiła tło, oddając scenę superświeżym bakaliom. Karmel był słodki i przyjemny, maślany, przypominał cukierki Werther’s Original (czyżbym po latach je polubiła?). Chrupki posiadały różne rozmiary, smakiem zaś nawiązywały do zbożowych batoników typu Nesquik. Były naprawdę smaczne, ale nie pozwalały mi zapomnieć o rozczarowaniu brakiem wafla. Całość wyszła odrobinę, a może bardziej niż odrobinę za słodko, acz przyjemnie. Najcudowniejsza była konsystencja, która łączyła twardość z miękkością. Gdyby tylko Picnicowi nie zachciało bawić się w Davida Copperfielda, przyznałabym mu 6 chi.

* Problem solved.

skalachi_5Ocena: 5 chi


Skład i wartości odżywcze:

cadbury-picnic-2

43 myśli na temat “Cadbury, Picnic

  1. Nigdy, ale to nigdy mnie nie interesował, przez to… że na opakowaniu nie ma ani słowa / obrazka, co to właściwie jest. Obecnie wiem, że na pewno nie dla mnie, ale jakoś nie żałuję. ;P

    0

    1. Takie coś ma dla Ciebie znaczenie? Wow :P Przecież na duuużej części słodyczy – z czekoladami włącznie – nie ma „obrazka poglądowego”.

      0

  2. Będę kręcić nosem,ale czekolady w towarzystwie bakalii nie lubię,ten baton jadłam w dzieciństwie i był mega słodki jak pamiętam.

    0

    1. Lodów kompletnie nie pamiętam, za to baton coś mi mówi, ale nie mam z nim żadnych wspomnień (albo również nie pamiętam).

      0

  3. Pamiętam te batony, w innym opakowaniu, ale jednak :) Mama mi je kupowała, jak czasem przychodziłam po szkole do jej pracy – w budynku w którym pracuje był kiedyś taki fajny bufet :) Przekrój batona kojarzę inaczej, ale ten wygląda smakowicie :D

    0

  4. W mojej pamięci Picnic był znacznie grubszy od tego przedstawionego. Rzadko go jadłam, bo chyba był droższy niż przeciętny baton, ale pamiętam, że go lubiłam. Teraz byłby dla mnie za słodki.

    0

  5. Przyjemniaczek! Już sam wygląd sprawia, że chce się wyciągnąć łapkę do monitora i go skraść. Taki maślany karmel to jeden z najlepszych! :) Szkoda tylko, że jak do tej pory nigdy się z nim nie spotkałam :( Faktycznie coś go z Lionem łączy – tyle, że Lion jest taki wielki, że jak się otwiera paszczę i chce naraz wziąć kęsa to można zęby połamać, a ten wielkością (grubością) wydaje się być idealny.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    0

  6. Kurcze smaki mojego dzieciństwa :D picnic i alibi tak to było coś. Tej wiosny zamówiłam w internecie picnici i też podobnie jak Ty rozczarowałam się brakiem wafelka … :( Pamiętam jak w podstawówce obzeralam się nimi prawie codziennie na przemian z Alibi. To były czasy. .. wtedy oba były grube. Picnic naładowany bakaliami i chyba faktycznie mniej slodki, niż obecnie. Koniec końców i tak mi smakował i odnalazłam w nim kawałek wspomnień z dzieciństwa :) Alibi było w netto chyba ze 3 lata temu ale pamietam też się nim rozczarowałam lekko bo zmniejszono w nim liczbę waflowych warstw. .. o_O ale był smaczny. Matko czy producenci nie mogą produkować tego co ma zbyt i jest naprawdę dobre. Tylko eksperymentują i zalewają rynek tobami niejadalnych śmieci. … o_O

    0

    1. Na stronie pewnego sklepu ze słodyczami opisują batona jako „z wafelkiem”, więc można się naciąć. Chyba nigdy go nie otworzyli ;)

      A propos powrotów, producenci mogliby przez rok nie wymyślać niczego nowego, za to robić powtórki wszystkich kultowych – lub zwykłych – produktów z przeszłości.

      0

  7. Przypomina mi trochę Jeżyki – a je lubię. To jednak problematyczne słodycze – bo co to właściwie jest? Ani baton, ani chrupka, ciężko to zaklasyfikować. Słodkie, klejące to smaczne. Mało wyszukane ale smaczne. Wolę chyba jednak liony, bo on ma w sobie chociaż coś z wafla. Etap lionów miałam całkiem długi, bo żarłam go pół podstawówki do czasu kiedy potem w gimnazjum zdetronizował go 3-bit. Ale pamiętam najbardziej jak to pewnego lata na wczasach w Pradze obowiązkowy zestaw popołudniowy codziennie po obiedzie to był Lion i paczka dużych chipsów Lay’s ser szynka, które w Polsce były tylko sezonowo, a to notabene najlepsze Lay’sy jakie wyszły kiedykolwiek.

    0

  8. Bakalie w połączeniu z czekoladą lubię chyba od zawsze, co jednak nie znaczy, że je jem. Teraz nie jem prawie w ogóle, ale z 3 lata temu potrafiłam zjeść 2/3 tubki rodzynek w czekoladzie (takie jakie są np. w Biedronce, a tam jest chyba z 500g).

    0

    1. Ja nie lubię bakalii w czekoladzie, bo to ta sama forma, co cukierki. Żresz, żresz, a nigdy się nie nażresz. Zresztą Twój komentarz to potwierdza :P

      0

  9. Może Cię zmartwię, może nie, ale nie pamiętam żadnego z wymienionych przez Ciebie na początku batonów. Picnic mnie od siebie odpycha tymi wstrętnymi, włazizębowymi rodzynkami i wysoką słodyczą. Niemniej jednak nie skreślam go całkowicie.

    0

    1. Snickers Cruncher <3 Jako dziecko go nie lubiłam, bo był za lekki, ale na kilka lat przed zniknięciem podbił moje serce. No i był tani, to fakt. Tęsknię za nim.

      0

  10. Zaskakujesz mnie coraz bardziej! Spodziewałam się zobaczyć tą recenzję za parę miesięcy.

    Cieszę się, że mimo braku wafelka, dał radę. No i już wiem czemu pytałaś o samolot ; )

    0

    1. A widzisz! :D Przed chwilą zjadłam batona Oreo od Ciebie. Chciałam zrobić zdjęcia i notatki, żeby porównać z milkowym, ale: 1) nie było całego opakowania, 2) wyciągnęłam dziada z lodówki, wróciłam po 30 minutach, a on rozpłynął się jak lody :| Musiałam zlizywać go z papierka, komedia.

      0

      1. Właśnie dlatego opakowanie wyglądało tak jak wyglądało: nijak nie byłam w stanie wyjąć batonika o niezidentyfikowanym stanie skupienia z papierka bez niszczenia go. Zabawne, że przetrwał hiszpańskie upały, a w Polsce chwilę po wyjęciu z lodówki tak się rozciapał.

        0

  11. oj tak, ja się nim zajadałam w przedszkolu! ale wtedy miał takie beżowe opakowanie!!! PS dziękuję za prezent, nie spodziewałam się :d szczerze mówiąc, myślała, że już dawno ich nie masz ;*

    0

  12. O tak, pamietam tego batona od Wedla, był przepyszny! Tez za nim tęsknie :( Chociaż ja jego nazwę kojarzę jako Mr.Big. Mimo, że ten jest czyms innym, to chętnie bym spróbowała.

    0

  13. Ostatnio tyle czytałem o „Efekcie Mandeli”, że może lepiej abym nie wypowiadał się o Picnicu. Wafel nie istniał nigdy Tak każą nam sądzić. Dobrze, że sieć jeszcze pamięta… i tam można spotkać ludzi, którym nie wyprano mózgu ;)

    Fakt jednak jest taki, że tamtejszy Pisnic miał swój charakter. Tylko, że wtedy do i Lion był lepszy. Teraz z obu pozostało wspomnienie.

    0

    1. Nie wiem, co to jest, zaraz będę czytać. Jeśli mnie również wciągnie, zbierasz kasę i fundujesz mi operację wzroku.

      0

  14. Wygląda jak produkt idealny dla małej mnie, bo wtedy ideałem był dla mnie baton typu Lion i ciastka typu Jeżyki c: Teraz zaś – o nieee, nie wygląda to dobrze xd

    0

Dodaj komentarz