Błendy jenzykowe – edycja dróga

Od pierwszej części niniejszego wpisu trochę czasu już minęło, ale jak podaje stare przysłowie: co się odwlecze, to nie uciecze. Dziś więc część druga i kolejna porcja powszechnie popełnianych błendów. Ponieważ z wiekiem umysł robi się oporny na wiedzę i trudniej przyswoić mu nowe wiadomości, zdecydowałam się zaprezentować tylko pięć punktów. Kolejna piąteczka prawdopodobnie za tydzień.

***

1. Czekolada, jaką wybrałam na dziś, otrzymała 6 chi

Z pozoru wszystko w tym zdaniu jest w porządku, nacisk należy jednak położyć na z pozoru. Oto bowiem mamy przed sobą idealny przykład zastąpienia słowa który słowem jaki w nieodpowiednim miejscu. Jeśli wrócicie do moich starych wpisów, zapewne nie raz takiego byczka znajdziecie. Popełniany długo błąd odkryłam stosunkowo niedawno i teraz się pilnuję. Na czym polega różnica? Czemu nie można traktować słów jako synonimów zawsze i wszędzie? Ponieważ który odnosi się do konkretnego egzemplarza (dziewczyna, którą lubię – chodzi o tę konkretną dziewczynę), natomiast jaki dotyczy cech obiektu (dziewczyna, jaką lubię – lubię ją, bo ma duży biust, a przy okazji lubię wszystkie inne biuściaste dziewczyny).

2. Możesz mi nie wierzyć, ale mam w domu bardzo dużą ilość batonów

Jeśli kiedykolwiek tak powiem lub napiszę, śmiało możecie założyć, że kłamię. Albo raczej ktoś się pode mnie podszywa, bo ja na pewno podobnego babola bym nie popełniła. Ilość jest jakością niepoliczalną, stosujemy ją do mąki, wody, soku, ryżu i tak dalej. To zaś, co zazwyczaj chcemy określić ilościowo – i w efekcie popełniamy błąd – powinniśmy zapisać jako liczbę. Łączy się ona ze wszystkim, co policzalne: tabliczkami czekolady, workami ryżu, butelkami wody, batonami, a nawet owymi nieszczęsnymi błędami.

3. Ciężko mi powiedzieć, kiedy zrecenzuję ciastka

To już plaga innego rodzaju, całkiem podobna do egipskiej szarańczy. Zwróciła mi na nią uwagę pani profesor – zresztą nie tylko mnie, żeby nie było, plaga stanowiła temat miniwykładu – na ostatnim roku studiów, w związku z czym teraz jestem wyczulona i każde użycie słowa ciężko w niewłaściwym kontekście odbieram jak przejechanie paznokciami po tablicy. Ciężkie mogą być worki z ziemniakami i tornister szóstoklasisty (od pierwszej gimnazjum w górę ciężki plecak jest zjawiskiem porównywalnym do kwiatu paproci), pytanie i sprawy zaś mogą być co najwyżej trudne (porada: jeśli ciężko trudno wam zapamiętać, oglądajcie częściej Polsat, gdzie leci doskonałej jakości paradokument pt. „… Sprawy”).

4. Chciałabym ci o Niej opowiedzieć

Tego błędu miało nie być w dzisiejszym zestawieniu, ale ponieważ zostałam o niego jakiś czas temu zapytana, zdecydowałam się podjąć temat publicznie. A zatem… jak to jest z tymi osobami? Kiedy wielka litera, kiedy mała? Najprościej zapamiętać drugą osobę liczby pojedynczej, w której wielka litera występuje… w zasadzie zawsze. Kiedy zwracamy się do kogoś bezpośrednio, używanie Ty zamiast ty, Tobie zamiast tobie, Ciebie zamiast ciebie i tak dalej, jest wyrazem szacunku. Po prostu i aż. Jeśli zwracamy się do kogoś na „pani”, również literę podnosimy. Z kolei jeśli opowiadamy o nim, niej, panu, pani, srani… używanie wielkich liter jest nadużyciem. Owszem, nadal pokazuje nasz szacunek względem tej osoby, ale jest przesadzone i często wygląda pretensjonalnie. Zdecydowanie lepiej ładnie i z uczuciem opisać tę osobę, udowadniając nasz stosunek do niej, niżeli ciągle nazywać ją Nią.

PS Pisząc do was – bezimiennych czytelników – nigdy nie używam wielkiej litery. Nie oznacza to, że was nie szanuję. Zauważysz to, gdy zostawisz mi komentarz lub wyślesz wiadomość prywatną, a ja zwrócę się bezpośrednio do Ciebie. Różnica jest subtelna, ale wyczuwalna.

5. Zastanawiam się, czy nazwy produktów powinnam umieszczać w cudzysłowiu

Tydzień temu byłam na językowej konferencji w Rzeszowiu. Najpierw było zacnie, ale od siedzenia na drewnianym krześle zaczęło mnie swędzieć w dupiu. Wykładał profesor, który na co dzień mieszka w Krakowiu. Mówił o bardzo mądrych rzeczach i upomniał mnie, że powinnam używać formy w rowiu, jeśli już koniecznie chcę opowiadać o swoich fizjologicznych niedogodnościach. Nadal jednak nie wiem, czy rozmowę tę potraktować z przymrużeniem oka i w cudzysłowiu.

31 myśli na temat “Błendy jenzykowe – edycja dróga

  1. Jejku,dowiedziałam dużo ciekawych rzeczy,bo ot tak nigdy nie zwracałam na to uwagi XD no i ja zawsze pisze do czytelników z dużej litery,ale to chyba nie jest aż tak duży błąd? ;)

    0

  2. Z tego wpisu można się dużo dowiedzieć. Wydaje mi się, ze numery 3 i 4 są błędami, które popełniamy czesto ;) Podobnie jak Zuza do czytelników piszę z dużej litery ;)

    0

    1. Czwórki nadużywa 90% naszej blogosfery. Nie mogę patrzeć zwłaszcza na pisanie o trzeciej osobie z wielkiej litery :P

      0

  3. Na przykład na ten błąd w pierwszym przykładzie nie zwróciłabym uwagi. Z pozoru wygląda ok. Wiele jest takich niuansów językowych, na które na co dzień nie zwracamy uwagi. Kiedyś przypadkiem natrafiłam na kanał „Mówiąc inaczej” na Youtube’ie i także wiele ciekawostek językowych wychwyciłam. Czasem nawet nie mamy świadomości, że coś mówimy niezgodnie z zasadami. Całe życie miałam wrażenie, że mam dobre wyczulenie językowe, a tu się okazuje, że nie do wszystkiego.
    Pozdrawiam :)

    0

    1. Nie rozumiem osób, które oglądają/prenumerują coś edukacyjnego, choć nic z tego nie wynoszą. Nie kieruję tego do Ciebie.

      0

  4. Jejku, człowiek nie zdaje sobie sprawy ile błędów narobi, pisząc chociażby komentarz.
    Na nr 1 i 3 muszę zwracać większą uwagę, słowa ciężko lubię używać w kontekście „ciężko stwierdzić” i teraz postaram się nad tym zapanować :D Zasady z punktu 4 stosuję, 5 także mi nie obcy :P

    A mnie w blogosferze rzucają się w oczy błędy takie jak: określenie, że jakieś danie jest syte zamiast sycące, odmiana słowa płatki (np. 50g płatek :P), używanie tudzież jako zamiennik lub, a nie i, a pewnie jest tego sporo więcej :) Sama też pewnie robię wiele błędów, ale dzięki takim notkom trochę można poprawić :)

    0

    1. Płatki widziałam. I dużo ‚wiórek kokosowych’. Syte mówi moja mama, czego nie znoszę tym bardziej, że syte JEST synonimem sycącego. Posiada również inne, własne znaczenie, ale osoba mówiąca ‚syte danie’ nie popełnia błędu. Brzmi okropnie, lecz cóż poradzić? ;)

      Jeśli widzisz u mnie błędy, informuj mnie o nich. Mam wrażenie, że Ty zarejestrujesz je jako pierwsza, a ja chcę się uczyć i doskonalić.

      0

      1. To mnie zadziwilaś z tym sytym, nie myślałam że to synoniny :D
        Jak u Ciebie zobaczę coś, co wyda mi się błędem, to bardziej będę w stanie uwierzyć, że dotychczas to ja żyłam w błędnym przeświadczeniu :D Robię mnóstwo błędów i coraz więcej ich dostrzegam, a Ty jesteś dla mnie wzorcem w kwestii poprawności językowej ;)

        0

  5. Akurat w Twoim przypadku ilość słodyczy może być niepoliczalna. xD Za dużo by liczyć!

    Podobają mi się takie posty. Muszę zwrócić uwagę na to, czy popełniam błąd nr 1. Znając życie, tak. :>
    Sama niektóre zasady znam (albo raczej: wiedziałam, zapomniałam) i zdarza mi się niektóre błędy popełniać, czasem nawet świadomie (przesadzam z wielkimi literami, albo np. wielokropek czasami powinnam sobie darować), a czasem… z przyzwyczajenia. Zwłaszcza, że tu na wschodzie sporo jest błędów językowych w rozmowach i jakoś tak to w nawyk wchodzi, zwłaszcza z tym „ciężko”. Oj, trzeba stąd czym prędzej uciekać.

    0

    1. Źle mieszkać w otoczeniu, które w jakiś sposób ciągnie człowieka w dół. Nawet jeśli kochasz tych ludzi, nie uda ci się wyrwać spod języka, światopoglądu itd. Rodzina i środowisko naznaczają.

      0

  6. Miałam teraz wykłady z poprawnej polszczyzny, super sprawa! Jestem raczej humanistką lubię sama pisać i czytać dobre rzeczy dlatego dbałość o język jest dla mnie ważna. Polski – zwłaszcza dla cudzoziemców zdecydowanie do łatwiejszych języków nie należy, ale prawdą jest, że sprawia trudność nawet nam Polakom… świetny wpis, taka nauka trochę na wesoło. Można się douczyć, ale w przyjemny sposób, a ja lubię taką formę nauki. Akurat na te pułapki co wypisałaś sama się nie nabieram, ale faktycznie wybrałaś sporo takich, które bardzo często się pojawiają.
    Ps. jestem pewna, że dzisiaj każdy piszący komentarz dziesięć razy przeczytał jego treść czy sam nie popełnił jakiś baboli. :D

    0

    1. Haha przeczytałam swój i sama wyłapałam już błąd! (Zwalę to na wczesną porę dnia i fakt, że moja kawa dopiero stygnie…)

      0

  7. Ech, znowu bez bicia przyznaję się do błędów 1, 2 i 3. Szczególnie cię..trudno będzie mi się odzwyczaić od mówienia ciężko xD Zwlaszcza, że w takiej mowie codziennej, w szkole w domu itp. to słowo bardzo się przyjęło, w sensie wszyscy dookoła mnie tak mówią. Szczerze nawet nie pomyślałam, że to może być błąd o.O
    To czekam na więcej części błendóff, wiele się z nich mogę nauczyć ;)

    0

    1. Ja przez 24 lata z hakiem śmiało mówiłam, że rzeczy są ciężkie. Pomyśl, że jesteś wyposażona w tę wiedzę szybciej!

      0

  8. Lubię tę serię. :)

    Punkt 3 mnie zastanawia. Nie jestem przekonana co do tego, że użycie ciężko w takim kontekście jest błędem. Wydaje mi się, że to może być rodzaj metafory. Odsyłam do źródła: https://en.wikipedia.org/wiki/Conduit_metaphor . Ten wpis na Wiki jest trochę ciężko strawny (to też metafora : >), ale jakbyś miała kiedyś okazję przeczytać „Metaphors We Live By” to polecam.

    0

    1. To ja odsyłam do słownika j. polskiego, nawet tego internetowego. Jako wyjątek podana jest metafora z żołądkiem, bo w tym wypadku ciężkość (ciężar) jest poczuciem fizycznym (organizmu). Sprawy i pytanie nijak nie mogą być ciężkie. Może w angielskim, tu nie mam pojęcia, przyznaję.

      PS Mówisz, masz: http://obcyjezykpolski.pl/trudno-nie-ciezko-powiedziec/ Nawet jest o kolesiu z Anglii :)

      0

      1. Ależ riposta! Ciekawe, nie powiem. Dzięki za lekcję.

        W angielskim „hard to say” jest poprawne, postaram się przyswoić, że nasz rodzimy ekwiwalent nie. :-)

        0

  9. Nie lubię tej serii. Nie, moment. Seria, której nie lubię! Zamiast naładować akumulatory, poczuć moc olbrzyma, to czuję się jak ślimak na kacu.

    Jeśli chodzi o skomplikowaniu zadań, spodobał mi się inny motyw. Ciężki orzech do zgryzienia ;)

    PS Za wszelkie błędy (w wpisach) żałuję, ale nie obiecuję poprawy.

    0

    1. Pierwsze zdanie jest poprawne, nie kombinuj :D A jeśli chodzi o ‚ostatniego punktu’, zastanawiałam się, ile osób podrapie się po głowie, nie wiedząc, o co chodzi.

      0

  10. OK. Niby wszystko napisane i zrozumiałe ale my i tak jutro już zapomnimy o tych zasadach :P Pewnie jeszcze setki razy popełnimy takie błędy, bo nie są one od razu rzucające się w oczy :P No, może dla Ciebie są ale dla 90% społeczeństwa już nie xD

    0

  11. Jesteś pewna, że słowo „ilość” dotyczy tylko i wyłącznie rzeczy niepoliczalnych? Zawsze myślałem, że o „liczbie” mówimy tylko w przypadku rzeczy policzalnych, a o „ilości” w przypadku i takich, i takich. Innymi słowy, że „liczba” to również „ilość”, po prostu słowo bardziej ogólne. Znalazłem teraz jednak filmik prof. Miodka, który wyprowadził mnie z błędu. Okazuje się, że jest dokładnie tak jak piszesz. Dzięki :)

    0

    1. Musiałeś długo pisać komentarz, skoro wyszedłeś od pytania, a skończyłeś na udzieleniu sobie na nie odpowiedzi :D

      Proszę :)

      0

      1. Bardzo lubię Twój blog. Poza tym cenię ludzi, którzy mają dużo dystansu do siebie. Kolejna luźna uwaga, może nawet luźniejsza.

        0

        1. Bardzo mi przyjemnie z tego powodu :) I ja też lubię ludzi z dystansem, nie można być zbyt poważnym, bo to grozi wariactwem w przyszłości :P

          0

Dodaj komentarz