Wawel, czekoladki: Krówkowa, Orzechowe

Czas na drugą turę czekoladowych cukierków z Wawelu. W zamyśle wszystkie miały się pojawić w jednym dniu, w tym samym wpisie, ale kiedy zaczęłam przelewać do Worda swoje żale i głębokie, niemal filozoficzne przemyślenia, uznałam, że istnieje ryzyko, iż nikt tego nie przeczyta. (Proszę się przyznać, ile osób tak naprawdę czyta moje teksty od deski do deski? Za satysfakcjonującą odpowiedź przewiduję nagrody w postaci cukierków z Wawelu. Za brak odpowiedzi lub odpowiedź negatywną również jest nagroda – jeszcze więcej cukierków z Wawelu. Radzę poważnie przemyśleć swoje postępowanie!). Dziś więc dwa smaki dwudziestogramowców oblanych czekoladą mleczną, z którą – w wykonaniu Wawelu – nie miałam do czynienia jeszcze nigdy. Pierwszy nazywa się w liczbie pojedynczej: Krówkowy, drugi zaś z niewiadomych przyczyn został rozszerzony do liczby mnogiej i nosi nazwę: Orzechowe. Let’s get it started!

Wawel, czekoladki Krowkowa (1)

Krówka

Krówkowy cukierek z Wawelu dostaje pierwsze miejsce w kategorii szaty graficznej, zdecydowanie wyprzedzając pozostałą trójkę przedstawionych w ciągu ostatnich dwóch dni cukierków (drugie miejsce należy do Adwokata). Niby skojarzenie krówka = krowa = biało-czarne łaty jest oczywiste i banalne, a jednak w dalszym ciągu urocze. (Poza tym na pewno znajdzie się niejeden mistrz grafiki, który skopałby nawet tak prosty wzór). Za wizualność więc ogromny plus.

Wawel, czekoladki Krowkowa (2)

Cukierek pachniał karmelem i… kokosem?! Odnotowawszy ten dziwny fakt, przeszłam do degustacji, którą rozpoczęłam od czekolady. Ponieważ ciemna wawelska nie jest moją ulubioną, względem mlecznej żywiłam spore nadzieje. Niestety. Szybko się zorientowałam, że tu również nie jest za dobrze, bo proszkowato i z zaledwie zalążkiem bagienkowości. Na domiar złego konsystencją i smakiem polewa przypomina obmierzłą plastelinę bez choćby cienia smaku własnego.

Wawel, czekoladki Krowkowa (3)

Do obrzydliwości warstwy zewnętrznej doszedł krem: dość rzadki, chrupiący pod zębem od cukru, przeraźliwie tłusty, w smaku maślano-toffi. Łącznie warstwy dały twór tani i beznadziejny jakościowo, niemal bezsmakowy. Do maksimum piekielności brakowało mi tu tylko soli i starego tłuchola. Rozkrojonej do testu czekoladki nie dojadłam, a drugiej nawet nie otworzyłam (wolałabym umrzeć).

skalachi_1Ocena: 1 chi ze wstążką


Wawel, czekoladki Orzechowe (1)

Orzechowe

Na koniec przygody z wawelskimi czekoladkami zostawiłam wariant orzechowy, który jako jedyny posiadał sreberko ozdobione a la kreskówkowymi obrazkami (podobnymi do adwokatowych kieliszków, ale bardziej dziecięcymi). Ładne opakowanie nie szło jednak w parze z atrakcyjnym zapachem, ten bowiem przypominał woń stęchłych, dusznych i zakurzonych orzechów (podobny nucie charakterystycznej dla 290-gramowych tabliczek Wedla, między innymi Grzańca i Tiramisu).

Wawel, czekoladki Orzechowe (2)

Pod plastelinową, złą jakościowo i bezsmakową mleczną czekoladą znajdowało się jednolite nadzienie w kolorze kremu z orzechów lub cappuccino. Tkwiły w nim ciemne kropeczki, które tym bardziej wpływały na skojarzenie z napojem kawowym z proszku. W konsystencji nadzienie było zwarte, gęste, odrobinę masłoorzechowe. W smaku nie tyle orzechowe, co duszne i korzenne, podobne do pierniczków lub korzennego latte. Bohater występujący w nazwie otrzymał rolę drugoplanową.

Wawel, czekoladki Orzechowe (3)

Wawelskie Orzechowe nie spełniły obietnicy złożonej w nazwie produktu, ale nie jest to ich wadą. Zamiast być orzechowe i zwykłe, okazały się świąteczne i korzenne. W pozornie jednolitym nadzieniu pojawił się proszek, ale drobny, jakby pochodził od cukru pudru. Uważam, że nadzienie owo było jednocześnie złe i dobre, dziwne i pociągające, duszne i piernikowe. Tym bardziej szkoda mi zmarnowanej mlecznej czekolady i ogólnej cukrowości produktu. Zjadłam obie posiadane czekoladki i… mogłabym sięgnąć po więcej!

skalachi_4Ocena: 4 chi


Składy i wartości odżywcze:

Wawel, czekoladki Krowkowa (4)

Wawel, czekoladki Orzechowe (4)

25 myśli na temat “Wawel, czekoladki: Krówkowa, Orzechowe

  1. Znowu-z tej dwójki jadłam tylko pierwszy-i przez to,ze nie przepadam za krówkami polubiłam konsystencje tego XD Mi tam smakował.mimo przecukrzenia kremu XD

    0
  2. Ja czytam Twoje wypociny od deski do deski:),ale proszę nie dawaj mi tych cukierków nie lubię z tych dwóch ani jednego smaku:(

    0
  3. Krówkowych bardzo nie lubię, a te orzechowe jadłam wczoraj pierwszy raz i całkiem mo zasmakowały. Czekolada badziewna, ale to nadzienie coś w sobie miało – korzenności akurat nie czułam, ale coś takiego specyficznego czułam…
    A co do Twoich notek, to zdecydowaną większość czytam w całości, no chyba że jakiś produkt mi wybitnie się nie podoba i wiem, że i tak go nie zjem, to tak z grubsza ;P

    0
    1. Krówkowy smakuje jak wyjdźstądiniewracaj. W Orzechowych „specyficzne coś” z braku laku nazwałam korzennością, bo było mu do niej najbliżej, acz rzeczywiście jest to po prostu specyficzne coś :P

      0
  4. Mam wrażenie, że orzechowe kremy najbardziej banalne, a zwykle są najbardziej problematyczne. Ciężko jest wydobyć smak orzechów – albo chociaż ich namiastkę bez chemicznego posmaku takiego przypominającego mi sodę, bez goryczy i proszkowości. Tutaj wyszło nienajgorzej chociaż ja pewnie i tak bym się krzywiła z powodu okalającej nadzienie czekolady.
    Za to rozczarowała mnie krówka. O dziwo czekolada pełnowymiarowa tego smaku to jedna z niewielu rzeczy jak nie jedyna, którą jestem w stanie zjeść pomimo, że to Wawel. Liczyłam, że tu będzie podobnie. Za to opakowanie w łatki jest rozkoszne, bo pozostałe to jak wyjęte żywcem z lat ’90.

    0
    1. Jadłaś cukierki, czy piszesz na podstawie mojej recenzji? Myślałam, że czekolada ma dokładnie to samo nadzienie.

      0
        1. Ach. Może mleczna warstwa tłumi obrzydliwość krówkowej :D Koniecznie spróbuj 100-gramówki albo cukierków. Proszę!

          0
  5. Mam zachomikowaną tą Krówkową w torebce ;) Już… od długiego czasu. Czeka aż nabierze mnie na nią dzika ochota ;) Ale staram się stronić od słodyczy. Za to orzechowych bym chciała spróbować, ale nigdzie ich nie widzę. Ciekawa jestem czy i ja wyczułabym ten korzenny posmak.
    Pozdrawiam.

    0
  6. No łamiesz mi tym krówkowym serce, hahaha. Patrząc na foteczki, odnoszę wrażenie, że chwilę odleżały po zjechaniu z taśmy produkcyjnej. Dla mnie krówkowy to absolutny sztos, jeśli nachodzi mnie faza w stylu „muszę zjeść coś okropnie, strasznie, wielce słodkiego, bo mnie pognie”. Orzechowego nie próbowałam, ale patrząc po tak niebywale wysokiej ocenie, chyba powinnam. :)
    Adwokatowego i tiramisu nie degustowałam i nie zamierzam. Nie uznaję alkoholu ani kawy w słodyczach plus myśl o Wawelowskiej próbie uzyskania tych smaków, hm… Wolę nie ryzykować.

    0
  7. Szczerze, dziwię się, że w ogóle chciałaś tych cukierków próbować. A jeszcze bardziej dziwi mnie, że 2 na 4 okazały się zjadliwe.

    To, że czytam od deski do deski wiesz – raz się nawet okazało, że lepiej wiem co już zrecenzowałaś niż Ty sama (hihi) ale za taką nagrodę to jak dziękuje ; )

    0
  8. Czytam Twój blog. Czytam od deski do deski, od wpisu do wpisu.
    Piękna polszczyzna, dowcip i doskonała dbałość o szczegóły. Podziwiam i zazdroszczę.

    0
  9. Wszystko czytam :D czasami mi się wzrok prześlizgnie po jakimś zdaniu, ale jego znaczenie zanotuje. Bardzo przydatna umiejętność na studiach :D Krówkową wersję jadłam ale w postaci tabliczki. O ile dobrze pamiętam to chyba w niej znalazłam dodatkowe żywe biało :P

    0
    1. Znam tę umiejętność, bardzo przydatna na studiach humanistycznych z przedmiotami typu historia filozofii lub historia myśli o kulturze.

      Fuj. Ewelina bardzo tabliczkę chwali, ale mimo wszystko będę się trzymać z daleka.

      0

Dodaj komentarz