Kubuś, Co nieco nadziany: wieloowocowy, wiśnia-jabłko, jabłko-cynamon

Wśród słodyczy, na które zaczęłam polować podczas pobytu na Balonowej, znalazły się ciasteczka Co nieco nadziane, za których istnienie odpowiada Kubuś – marka znana dotąd jedynie z gęstych napojów marchewkowych, od bieżącego roku intensywnie działająca na polu słodyczowym (ciasteczkowym). Ze wszystkich dostępnych wariantów: zbożowych, biszkoptowych i herbatnikowych, wybrałam właśnie te trzy maluchy, ponieważ przypominały mi z jednej strony ukochane Fig Bary, z drugiej Ciasteczka wiśniowe Solidarności, które również sobie cenię. Każdy z nich ważył równe 21 g i dostarczał przyjemnie mało kalorii. Składały się ze sporej ilości ciasta i nadzienia, którego było nieporównywalnie mniej, niż zostało to ukazane na opakowaniu – bezczelne oszustwo i medal za hańbę roku 2016. Ciasteczka poddałam dwojakiemu testowi: na sucho i po zamoczeniu w herbacie.

kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-1

Co nieco nadziany wieloowocowy

Ponieważ uznałam, że wieloowocowy Co nieco nadziany będzie najgorszy, postanowiłam od niego zacząć. Po wyjęciu ciastka z opakowania rozczarowałam się ilością nadzienia, ale o tym wspomniałam już we wstępie. Ponadto spodziewałam się nieco miększej warstwy zewnętrznej, ale i ta wątpliwość została rozwiana wcześniej – w sklepie – gdy niepostrzeżenie zmacałam kilka sztuk, by wiedzieć, czy wybrałam odpowiednie. Dalej na szczęście było lepiej, ponieważ produkt pachniał typowym słodkim i waniliowym biszkoptem, trochę jak tort z kremem o smaku waniliowym lub pączek z… waniliowym adwokatem (what?!). Środek – dżemor w ilości marnej – również pachniał jak biszkopt, nawet intensywniej, co było podejrzane, bo niby dlaczego owoce miałyby pachnieć waniliowym adwokatem?

kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-4

Biszkopt okazał się taki gruby, na jakiego wyglądał, do tego twardawy i kruchy. Dość szybko rozpuszczał się na języku, tworząc gęstą i przyjemną papkę. Był słodki i waniliowo-adwokatowy. Skrywał w sobie dżemor – podkreślam: w ilości marnej – o smaku słodkiej w sposób cukrowy śliwki z jabłkiem. Miał przyjemnie gęstą, dziegciową konsystencję, przez co tym bardziej było mi żal, że Kubuś go poskąpił. W całokształcie Co nieco nadziany wieloowocowy przypominał mi… truskawkowego 7Daysa, dzięki czemu uznałam, że był smaczny, ale ze względu na przesadną twardość i kiepską namakalność w herbacie jednorazowy.


kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-5

Co nieco nadziany wiśnia-jabłko

Zanim zabrałam się za ulubiony duet jabłko-cynamon, skupiłam się na mniej popularnym połączeniu jabłka z wiśnią. Ciastko znów było twarde i kruche, dżemora zaś należało szukać z lupą. Produkt pachniał bardzo podobnie do poprzednika, tu jednak pojawiła się maleńka nutka – ćwierćnutka – wiśni, co dało… pączka z waniliowym adwokatem i wiśniami.

kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-7

Biszkopt smakował waniliowo-adwokatowo, tym razem przyjemnie namakał w gorącej herbacie. Dżemor z kolei okazał się powidłami śliwkowo-wiśniowymi – smacznymi, ale niewnoszącymi do mojego życia niczego nowego (niezłe mam kryteria). Oczywiście trochę się czepiam, czego na co dzień nie robię w tak wysokim stopniu, ale produkt mnie zirytował, ponieważ rokował bardzo dobrze, ale Kubuś namieszał z proporcjami i moje marzenie o miniaturowym Fig Barze uległo degradacji.


kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-8

Co nieco nadziany jabłko-cynamon

Na koniec zostawiłam wariant potencjalnie najlepszy, który miał mi wynagrodzić rozczarowanie twardością biszkoptów i marną ilością smacznego nadzienia. Po wypakowaniu go z folii od razu dostrzegłam ciemne kropki zatopione w jasnym ciachu, co niezmiernie mnie ucieszyło. Ukochaną przyprawę czuć było również w zapachu, jako że był on esencją cynamonu, bez choćby cienia jabłka.

kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-10

Ponieważ cynamon było widać gołym okiem, siłą rzeczy ciastko smakowało właśni nim. Pod spodem znajdował się jasny i jabłkowy, gęsty i dziegciowy dżemor, w którym również tkwiły złoża korzennej przyprawy. W produkcie pojawiła się lekka goryczka i równie delikatna ostrość. Choć sądziłam, że ten wariant Co niego nadzianego przypadnie mi do gustu najbardziej, wcale się tak nie stało.

skalachi_4Ocena dla serii: 4 chi
(byłoby o wstążkę więcej, gdyby producent nie nakłamał z ilością nadzienia
i/lub produkt był większy)


Składy i wartości odżywcze:


kubus-co-nieco-nadziany-wieloowocowy-wisnia-jablko-jablko-cynamon-11

Ranking:

I Co nieco nadziany wieloowocowy
II Co nieco nadziany jabłko-cynamon
III Co nieco nadziany wiśnia-jabłko

26 myśli na temat “Kubuś, Co nieco nadziany: wieloowocowy, wiśnia-jabłko, jabłko-cynamon

  1. W Pradze jadłam tego jabłkowego i tez był bez szału,chociaż nie skupiałam ske nad zapachem.Ciekae czy tez bym wyczuła pączka z adwokatem….bardzo ciekawe XD

  2. Nie kupowałam ich, chyba dlatego, że etykietka mnie nie przekonała, bo same ciasteczka już wyglądają smacznie. Lubię twarde biszkopty i podoba mi się taka rozdzielność ciastka od biszkoptu. Nuty adwokatowe a to już mniej ;)

  3. Ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że teraz kubusiowe są nawet ciastka, ciasteczka itd. Dla mnie zawsze będzie Kubuś do picia, szczególnie marchewkowo-jabłkowy(jak dobrze pamiętam?), którego zawsze piłam, gdy byłam chora.

  4. To takie bardzo ,,nasze” produkty. Miękkie ciacho a’la kapeć wypełnione dżemorem. No żyć nie umierać. Ja akurat poskąpionej ilości słodkiego musu biorę na plus, bo tak jak w przypadku pączków najbardziej lubię takie… bez środeczka wypełnionego czymkolwiek. Zwykle te dżemy bowiem są… no nie takie jakbym chciała, a nie będę wymieniać wszystkiego co mam im do zarzucenia, bo wyszłaby cała litania. Smaki bardzo standardowe, wiśnia, jabłko, jabłko-cynamon czyli nic odkrywczego. Wolałabym jakieś mango, ananas, a może i nawet arbuza! To jednak kubuś, stary polski kubuś, kierowany do polskich dziecieczków więc klimaty tropikalne wiadomo – nie na ,,polską kieszeń” stąd zrozumiałe, że musiały zostać wakacje nad morzem w towarzystwie naszych owoców. :D
    Chciałabym żeby były bardziej puszyste i mięciutkie i wtedy myślę, że nawet bym była usatysfakcjonowana.

    1. To ciacho nie jest ani trochę miękkie. A z arbuza jak byś chciała wyciągnąć miąższ, żeby przerobić na dżem? ;>

  5. Ja uwielbiam tego typu produkty, ale… w postaci domowych wypieków. Niestety takie sklepowe propozycje mnie jakoś nie pociągają. No chyba, że mam smaka na słodkie i jest mi obojętne co też wszamię. Smak wiśnia-jabłko kusi najbardziej, bo znam go jedynie z napojów, a nie z ciastek.
    Pozdrawiam!

  6. tego jeszcze nie jadłam a zainteresowałaś mnie!

    PS dzisiaj napiszę do formy Unitop i zapytam czy mieli kiedyś żółte Yogowafle! Oo! (może mieli jaką limitowaną edycję, a może to było coś bardzo podobnego, ale… zniszczyłaś mi wspomnienie wafelków z dzieciństwa:P!!)

  7. Za bardzo mi przypominają znienawidzone tanie ciastka z nadzieniem dżemowym żebym zdecydowała się na kupno którejś wersji….
    Nooooo może cynamonowa, ale tylko przez dodatek cynamonu.

  8. Jakoś wyjątkowo nie obchodzą mnie te wszelkie ciastka Kubusia. Pewnie dlatego, że nigdy nie piłam tych soków, bo ogólnie takich nie lubię, ale cóż. Zadziwia mnie tylko, jak to wszystkie marki próbują robić dosłownie wszystko (widziałam w Stokrotce przy kasie np. corn flaksy Lubelli… tylko według mnie to dziwne?).

    Dziwi mnie tam ten posmak adwokata. Takie rzeczy w Kubusiu?!
    Wbrew komentarzom, mi wygląda na to, że ten dżem jest tylko centralnie na środku. Mylę się? (Wiem, że nie! W takich produktach zawsze walną kapkę tylko w jednym miejscu.) Mogłaś przekroić w poprzek. :>

    1. Lubella ma dużo rodzajów płatków, marka Mlekołaki do niej należy :)

      Fakt, w środku było go więcej, stąd wprowadzające w błąd zdjęcia. Ale nie tylko! Część widocznego na fotografiach dżemu to już same ścianki ciastek, które zmieszały się z nim – i lekko zwilgotniały – przez co stworzyły pozory. W rzeczywistości ciastka były tylko smagnięte dżemem.

Dodaj komentarz