Raw and Happy, Rawnello Łatwy orzech do zgryzienia

Po wielu miesiącach przerwy od produktów Raw and Happy wróciłam do wytwarzanych przez polską markę surowych pralinek Rawnello. Przygodę zaczęłam od powtórki Żurawiny na czarnym lądzie, której zdecydowałam się obniżyć ocenę o wstążkę z powodu nadmiernej słodyczy. Mimo tego, iż ze starej recenzji wynika, że dziewicze spotkanie z kakaowo-winnym wariantem uznałam jako jednoznacznie pozytywne, obecnie nie byłam w stanie zjeść naraz więcej niż trzy-cztery kulki, po których moje gardło każdorazowo płonęło żywym cukrowym ogniem. Niezrażona, dwa dni po nich sięgnęłam po Orzechowy sen o cynamonie, który był zdecydowanie litościwszy pod względem słodyczy, za to bardziej monotonny, nudnawy. Kolejne dwa dni później wzięłam na tapetę bohatera dzisiejszej recenzji – Łatwy orzech do zgryzienia – by chwilę później paść w ramiona Migdałów pod palmą, o których przeczytacie w najbliższym czasie. Na koniec ostała się panienka Figa z makiem, na nią jednak będziecie musieli jeszcze trochę poczekać.

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-1

Rawnello Łatwy orzech do zgryzienia

Moje trzecie Rawnello przywitałam z dozą nieufności, dziwnym zjawiskiem bowiem wydała mi się tak niska kaloryczność przy tak intensywnie bakaliowym składzie, skądinąd niewiele odbiegającym od składów pozostałych pralinowych braci z tej serii. Może na kartoniku podano błędne dane? Sprawdziłam jedną stronę, sprawdziłam drugą, zajrzałam nawet do e-sklepu producenta. No nie, jak byk stoi, że 433 jednostki biodrowe w 100 g. Narzekać nie będę, biodra też nie.

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-3

Łatwy orzech do zgryzienia, jak zresztą cała seria surowych kuleczek, to produkt bez glutenu, jaj i mleka, produkowany w technologii raw. Do jego bioskładników należą daktyle, nerkowce (40%)… i tyle. Aż się wierzyć nie chce, że można tak krótko i zdrowo!

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-4

Spodziewałam się, że wysoka zawartość suszonych owoców w składzie wpłynie na ciemny kolor słodyczy, ale tak się nie stało. Praliny były zaskakująco jasne, karmelowe, świetliście daktylowe, jakby muśnięte słońcem. Pachniały świeżymi orzechami i pełnoziarnistością, bardzo podobnie do mojego ukochanego batona konkurencyjnej marki – Lewego Sierpowego. To pozwoliło mi sądzić, że będą lepsze niż po prostu dobre.

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-5

Pralinki Rawnello smakowały rewelacyjnie: jednocześnie słodko i leciutko kwaskowato (odniosłam wrażenie, że za sprawą jabłek, choć w składzie owoców tych nie było). Zawarte w nich nerkowce, które dało się zauważyć gołym okiem i których producent nie pożałował, nadawały kulkom charakterystycznego łagodnego i kremowego smaku. W tle występowała nuta wigilijnej kutii (głównie maku, potem miodu).

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-5

Do łagodności smaku Łatwego orzecha do zgryzienia dopasowała się konsystencja, która była równie kremowa, gęsta i maślana. Za jej sprawą kuleczki stały się cudownie mięciutkie i delikatne, subtelne w każdym milimetrze. Ich słodycz plasowała się na poziomie idealnym, zupełnie odcinając się od pozostałych wariantów Rawnello. Uważam, że są najlepsze z całej serii – bezkonkurencyjne! – i z pewnością zdobyłyby co najmniej 6 chi, gdyby tylko zmieniły formę z cukierkowej na batonową.

skalachi_5Ocena: 5 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

raw-and-happy-rawnello-latwy-orzech-do-zgryzienia-copyright-olga-kublik-2

24 myśli na temat “Raw and Happy, Rawnello Łatwy orzech do zgryzienia

  1. Kaloryczność i mnie zadziwiła… Skoro orzechy są bardziej kaloryczne niż suszone owoce, a jest ich więcej niż w większości produktów tego typu, to nie ma tu logiki :D No ale kule wyglądają super :))

  2. Widziałam je ostatnio w jednym Lewiatanie u mnie w mieście i nawet chwilę się zastanawiałam. Wyglądają nieźle, kocham daktyle i nerkowce, w połączeniu to już w ogóle, ale przez formę, że to kulki a nie właśnie batonik, jednak się nie skusiłam. Kurde, przez Twoją recenzję chyba się do tego sklepu znowu wybiorę, oby mi nie wykupili.

      1. Uh, komentarz mi się nie chciał dodać i w końcu wkleiłam połowę. -.- Miało być jeszcze: „kupiłam… Ciekawe tylko kiedy zjem?”.

        1. Odpowiem na to, że prawdopodobnie zjesz niebawem, bo Rawnello nie mają aż tak długiego terminu przydatności do spożycia, jak chociażby ciemne czekolady.

          PS Jestem w szoku.

  3. Kocham takie słodkości, ale właściwe jak ich nie kochać patrząc na składniki. Nie znam chyba kogokolwiek, kto nie lubiłby orzechów. Do tego daktyle, które też uwielbiam. Dla mnie to nie mogło się nie udać. Daktyle są bardziej problematyczne więc nie każdemu przypadną do gustu, ale ja jestem kupiona. Te pralinki też by były gdyby nie zawrotna cena.

  4. Dzięki Tobie wiem, że Rawnello są wytwarzane przez polską markę. Gdzieś już się z nimi w blogosferze spotkałam, ale jakoś nie dotarło do mnie, że to polska produkcja. Jeśli konsystencja jest maślana, kremowa, a produkt tak smaczny jak wygląda to wiem co sobie dziś sprawię na mikołajki. Oby tylko były w bio sklepiku blisko mnie.
    Pozdrawiam. Niech Mikołaj dziś o Tobie nie zapomni! :)

  5. Wiesz który to z kolei wpis o zdrowym (raw / białkowym / bezglutenowym) słodyczu? Walnij jakimś plebejskim syfem – tęsknie!

    1. Wybacz, nie zwróciłam uwagi. Przez pracę nie mogę rozplanować recenzji tak, jak bym chciała, w związku z czym wór plebejskich słodyczy (na chwilę obecną 40 napisanych recenzji i 30 notatek) zalega na dysku.

      W przyszłym tygodniu leci 6 plebsów + 1 zdrowy, także bądź czujna! :D

  6. Zdecydowanie wolałam te od figi z makiem choć jakoś nie zrobiły na mnie wrażenia i tak, ale ja to jestem paskudna czasem. Za to tata nie chciał się oderwać :)

  7. To, że jest to dobre nie wątpiłam ani przez chwilę. Obawiam się tylko, że kaloryczność kalorycznością, ale jakbym się dorwała do nich to i zaskakująco niska liczba na 100g by mi nie pomogła xD

Dodaj komentarz