Hands Off My Chocolate, Caramel Macchiato Triple Chocolate

Coś pięknego! – pomyślałam, gdy moja słodyczowa wróżka Ania wyciągnęła z torebki dwie czekolady i wręczyła mi, żebym na spokojnie zrobiła im sesje zdjęciowe, ułamała sobie fragmenty, a resztę oddała w dogodnym terminie, bez pośpiechu. Z jednej strony takie układy bardzo mnie cieszą, z drugiej jednak wcale nie pozwalają się do końca wyluzować. Ponieważ wisi nade mną widmo oddania reszty słodycza prawowitemu właścicielowi, wolę otworzyć go i obfotografować na długi czas – liczony w tygodniach, a nawet miesiącach – przed degustacją, byle tylko nie zezłościć lub nie zirytować darczyńcy. Jeśli w międzyczasie produkt zwietrzeje lub dopadnie go inne licho, trudno, moja strata.

Podobnie miały się sprawy z dwoma zagranicznymi tabliczkami: Caramel Macchiato Triple Chocolate oraz drugą, której nazwy póki co nie zdradzę. Otrzymałam je przed wakacjami, ale zjadłam dopiero po remoncie, po powrocie do domu. Przez ten czas ich fragmenty spokojnie leżały w sreberkach, śniadaniówce i lodówce, gdzie miały chłodek i wygodę. (Tak, wiem, lodówka to nie najlepsze miejsce na przechowywanie czekolad, ale lepsze pięć stopni od trzydziestu pięciu). Na koniec października były jak znalazł.

Hands Off My Chocolate, czekolada Caramel Macchiato Triple Chocolate, copyright Olga Kublik

Caramel Macchiato Triple Chocolate

Recenzję zaczynam od zachwytu, choć naprawdę nie wiem, nad czym powinnam się rozpłynąć w pierwszej kolejności. Nad nazwą marki (Hands Off My Chocolate), opakowaniem (grafiką nie z tej ziemi), kolorystyką (papierka i samej czekolady), a może tabliczką (jej kształtem, kostkami i przeuroczymi napisach na nich)? W ramach równych szans dla wszystkich cudownych elementów dzisiejszej bohaterki nie wyróżnię żadnego – sami oceńcie, co wpadło wam w oko najszybciej.

Hands Off My Chocolate, czekolada Caramel Macchiato Triple Chocolate, copyright Olga Kublik

Trójkolorowe czekolady to nie moja bajka. Nawet dwie warstwy to już za dużo i toleruję je wyłącznie wtedy, gdy jedna jest ciemną kawową, a druga białą śmietankową. Na domiar złego efektowne pod względem wizualnym kostki nazbyt przypominały mi bardziej znaną w Polsce markę Schogetten, do której smaku tabliczek póki co nic nie mam, ale denerwuje mnie odgórnie ustalany sposób jedzenia (pojedyncze kostki są jak cukierki, za którymi z racji lichego rozmiaru nie przepadam).

Hands Off My Chocolate, czekolada Caramel Macchiato Triple Chocolate, copyright Olga Kublik

Zdecydowanie lepiej Caramel Macchiato Triple Chocolate prezentowała się pod względem zapachu, który okazał się intensywnie i cudownie kawowy. Była to kawa świeża, zalana mlekiem i osłodzona białym cukrem, za to pozbawiona widniejącego w nazwie karmelu. Aromat po części odpowiadał smakowi. Górna warstwa była w 100% kawowa, środkowa nugatowa, dolna zaś słodka i śmietankowa, całkiem przyzwoita jak na białą czekoladę. Poziom słodyczy produktu zdawał się umiarkowany.

Hands Off My Chocolate, czekolada Caramel Macchiato Triple Chocolate, copyright Olga Kublik

Do tej pory wszystko było piękne, ale. W konsystencji górna warstwa okazała się plastelinowa i bagienkowa, początkowo zacna, lecz po chwili zorientowałam się, że nie przypomina czekolady, raczej pewnego rodzaju kawową masę. Środkowa warstwa była wąska, jej nugatowy smak niestety ginął zdominowany przez pozostałe. Królową wąskości zdecydowanie została warstwa dolna, na szczęście czekoladowa, bagienkowa. Całość była zwarta i twarda, lecz nie to było najgorsze. W każdym z kolorów producent ukrył wielkie kryształki chrupiącego pod zębami cukru oraz mniejsze, także podkreślające swą obecność ziarenka soli. W związku z tymi faktami degustacja Caramel Macchiato Triple Chocolate nie przyniosła mi tyle radości, na ile liczyłam. Ocenę lekko zawyżyłam ze względu na cudowną otoczkę.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Hands Off My Chocolate, czekolada Caramel Macchiato Triple Chocolate, copyright Olga Kublik

23 myśli na temat “Hands Off My Chocolate, Caramel Macchiato Triple Chocolate

  1. Przynajmniej wygląda ciekawie, chociaż według mnie całość na niekorzyść, dopiero przekrój podoba mi się. I przynajmniej zapach kawowy na plus, jak zawsze.
    Ciekawa jestem, jak ja bym odebrała to zestawienie kryształków cukru i soli.

    0
  2. Nie zachęcają mnie same czekoladki, ale opakowanie już tak – czego innego bym się spodziewała po czeko w takich opakowaniach :D

    0
  3. Wygląda tak, że nie mogę uwierzyć, że to jest niedobre… Śmietankowe zwykle wychodzą słabo to mnie to nie dziwi, nugat mnie ostatnio nudzi – za dużo RS, a kawowe kocham zawsze jakie by nie były.

    0
      1. Ze trzy na pewno. Moim bliskim coś się ubzdurało, że to moja ulubiona czekolada i wciskają mi po każdych zakupach w Kaufie.

        0
  4. Zupełnie nie spodziewałam się w tym tygodniu tej recenzji! ; )

    Dla mnie czekolada była pyszna. Pierwszy słodycz z kawowym dodatkiem, który mi smakował. Jedynym minusem były te kryształki cukru (soli, szczerze mówiąc, nie pamiętam).

    0
    1. Dokładnie tak. Postanowiłam Cię zaskoczyć i opublikować recenzję, której za żadne skarby świata nie mogłaś się domyślić :D

      Hmm.

      0
  5. Kurde. Fajowe opakowanie, bardzo pomysłowa tabliczka wewnątrz i takie wrażenia? Ona nawet po przekrojeniu nieźle się prezentuje. Na myśl przychodzi mi Milka Triolade ale to chyba bardziej chęci skojarzenia z czymś dobrym niż faktycznie porównanie.

    Kupiłbym, połamał, bawiąc się przy tym jak dziecko i oddał innym biesiadnikom ;)

    0
    1. Nigdy nie jadłam Triolade. Powstrzymuje mnie fakt, że lubię Milkę, ale nie lubię warstwowych czekolad.

      0
  6. Wizualnie- sztos. Uwielbiam, jak słodycze się tak niesamowicie prezentują!
    A smak i reszta walorów, hm… Nie lubię kawowych słodyczy, więc już na to bym kręciła nosem, ale ten cukier i sól chrzęszczące w zębach- no nieee. Dubeltowe rozczarowanie przez dysonans pomiędzy średniawym smakiem a wspaniałą prezencją. :(

    0
    1. „Rozczarowanie przez dysonans pomiędzy średniawym smakiem a wspaniałą prezencją” – dobrze ujęte.

      0
  7. Jako najmłodsza siostra dwóch starszych chłopów mogę powiedzieć, że szczególnie nazwa przypadła mi do gustu, tak jak słowo „mine” na kostkach :D Szkoda tylko, że smak nie wyszedł.

    0
  8. Od około 2 lat kupuje ją na lonisku w amsterdamie lecz ku rozczarowaniu w sprzedaży zostały tylko niektóre.

    Hands-off.com

    0

Dodaj komentarz