Nestle, Oh Henry!

Czas na recenzję produktu zachodniego, w Polsce niedostępnego bądź dostępnego jedynie w sklepach z zagranicznymi słodyczami. Batona Oh Henry! otrzymałam od pewnej kochanej osoby, która miała okazję zaprzyjaźnić się z hodowanymi przeze mnie unicornami oraz małą Rubi. Po wielu spędzonych razem godzinach poznała i polubiła nas na tyle, że postanowiła wnieść do różowej krainy nieco więcej czekolady (jakby do tej pory było jej mało). Zresztą nie tylko czekolady, ale o kolejnych słodyczach opowiem wam we właściwym czasie. Co, biorąc pod uwagę kolejki produktów, nastąpi mniej więcej za dziesięć lat.

Tytułowy Oh Henry! jest 51-gramowym batonem złożonym z dwóch połówek. Znajdziemy w nim mleczną czekoladę marki Nestle, przepołowione orzechy arachidowe, złocisty karmel i krówkową gumkę (w oryginale fudge), odpowiadającą warstwie nugatu ze Snickersa. Skądinąd w chwili otrzymania dzisiejszego bohatera byłam przekonana, że powstał jako kopia alternatywa MARSowego klasyka.

Nestle, baton Oh Henry!, brytyjski Snickers, copyright Olga Kublik

Oh Henry!

Batoniki znajdujące się w żółtym, całkiem atrakcyjnym wizualnie opakowaniu wielkością przypominały Michasia marki Vobro. Trochę przeraziła mnie myśl, że bezwiednie porównałam potencjalnie unicornowy słodycz do takiego ohydztwa, ale cóż, umysł działa niezależnie od woli. W dotyku maleństwa były bardzo twarde, wręcz nieprzyjemnie kamienne. Pachniały… interesująco. Z jednej strony roztaczały aromat słonego masła orzechowego i czekolady, niekoniecznie mlecznej, z drugiej zaś dało się w nich wyczuć dziwną nieświeżą nutę, jakby kurzu.

Nestle, baton Oh Henry!, brytyjski Snickers, copyright Olga Kublik

Rozkroiłam pierwszą sztukę. Mleczna polewa była gruba, przynajmniej jak na takiego malca. Górna połowa nadzienia prezentowała się iście snickersowo, gdyż duże i hojnie sypnięte połówki fistaszków zatopione zostały w kleistym karmelu. Dolna połowa z kolei – fudge – miała nieatrakcyjnie wypłowiały, szarawy kolor. Przypominała ciało nieboszczyka i zakalec w jednym.

Nestle, baton Oh Henry!, brytyjski Snickers, copyright Olga Kublik

W smaku Oh Henry! także okazał się przede wszystkim dziwny. Czekolada przywiodła mi na myśl masę kakaową z przyprawami korzennymi, a w rezultacie tani i niesmaczny piernik. Była proszkowata, nie miała nawet zalążka bagienkowości. Fistaszków producent dodał do batona sporo, na szczęście zdecydował się na okazy świeże i pyszne. Otaczający je karmel był twardy, słodki, niewłaziwzębowy. Zdecydowanie najgorszy element kompozycji stanowiła krówkowa gumka, ponieważ cechowała ją gęstość, twardość porównywalna do karmelowej, suchość, starość i bezczelnie cukrowy smak.

Nestle, baton Oh Henry!, brytyjski Snickers, copyright Olga Kublik

W całokształcie Oh Henry! był niewłaziwzębowy, co niestety okazało się jedną z zaledwie dwóch jego zalet (drugą były świeże orzechy). Podczas degustacji dał się poznać jako twór marny pod względem jakości, w dużej mierze pozbawiony smaku, twardy i sprawiający wrażenie starego, choć do końca terminu ważności został jeszcze miesiąc. Podejrzane wydało mi się wyczucie w nim przypraw korzennych, zupełna nieczekoladowość czekolady Nestle oraz kiepskość warstwy fudge. Na domiar złego smakiem przewodnim był biały cukier. Choć z batonem wiązałam spore nadzieje, po zjedzeniu jednej z połówek okazało się, że wstępne porównanie do wyrobu Vobro nie było jednak tak nietrafione, jak sądziłam.

Ocena: 1 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Nestle, baton Oh Henry!, brytyjski Snickers, copyright Olga Kublik

22 myśli na temat “Nestle, Oh Henry!

  1. Oj,a zapowiadał sie tak ładnie :/
    Niemniej jednak spróbowałam tego sosu waniliowego,i rzeczywiście taki jogurt pitny XD ale smaczny ;) chociaż nie wyobrażam go sobie jako polewy XD

  2. Ja przepraszam, ale jak czytam to ,,oh Henry!” to mam dwuznaczne skojarzenia. :D
    A baton – nie lubię batonów to żadna nowość. Chociaż ten nie jest jeszcze jednak taką pokaźną betonową cegłą, ale jest raczej chuderlaczkiem to wzięłabym go na klatę. Poza tym jako, że to amerykańskie, zalepiające i z karmelem, to oczywiście, że bym zjadła. Zwłaszcza, że w wyglądzie (tak tak przeczytałam recenzje i wiem, że to tylko wygląd) przypomina połączenie Snickersa, Marsa i Milky waya w jednym. :D No i niech mi ktoś powie, że taka mieszanka nie kusi!

  3. Gdzieś go chyba jadłam, ale nie pamiętam ani gdzie, ani smaku :D I raczej ponownie go nie spróbuję – nieczekoladowa czekolada to coś bardzo rozczarowującego w batonie.

  4. Tak z opisu wyglądało mi to na zwykły, może nawet smaczny mimo zacukrzenia, batonik… Haha, no ładnie. :P Dobrze, że nigdy mnie nie ciągnęło do takich rzeczy od Nestle. Tak swoją drogą, strasznie nie podobają mi się te opakowania jednego koloru bez żadnej grafiki. Nie zwiastują niczego dobrego.

  5. A z wyglądu Heniek wygląda nie najgorzej. Taki swój chłop, w stylu Snickersa (?). Szkoda, że okazał się jedynie marnym tworem o słabej jakości.
    Oj, Heniek, Heniek… zawiodłeś…
    Pozdrawiam.

  6. Spodziewałam się, że będzie bez rewelacji, ale 1 chi? Najwyraźniej nie mam co żałować, że jego smak jest (i będzie) mi nieznany.

Dodaj komentarz