Ferrero, Kinder Schoko-Bons

Po co zmuszać się do jedzenia czegoś, czego się nie lubi? Żeby sprawić radość bliskim, żeby się nie zmarnowało, żeby nie stracić wydanych już pieniędzy, a może żeby… opublikować na blogu recenzję?

Każdy powód jest dobry. Albo inaczej: każdy jest równie zły. Nie cierpię zmuszać się do rzeczy, na które nie mam ochoty – jedzenie jest tylko jedną z nich. Jeśli zatem wiem, że coś zrobić muszę, staram się znaleźć w tym dobre strony i przekonać samą siebie, że będę miała z tego jakąś korzyść. Jakąkolwiek, chociażby uśmiech osoby, na której mi zależy.

W tym wypadku dobrem uzyskanym jest właśnie recenzja. Już jakiś czas temu podjęłam decyzję, że zakupię słodycze, za którymi nie szaleję – ba! – których nie cierpię. Batona Daim, czekoladę Toblerone, cukierki anyżowe, jajeczka Schoko-Bons i tak dalej. Los stanął po mojej stronie, bo ostatnie dwa z wymienionych produktów same trafiły w moje ręce, przez co nie musiałam nawet wydawać na nie pieniędzy. Anyżki dostałam od Ł., a czekoladki cichaczem zwinęłam z poczęstunkowego koszyczka z pracy.

Ferrero, Kinder Schoko-Bons, czekoladowe jajeczka z nadzieniem mlecznym i orzechami, copyright Olga Kublik

Kinder Schoko-Bons

W całokształcie linię Kinder uważam za cudowną. Jajka Niespodzianki to moje dzieciństwo, a myśl o delikatności i smaku batonikowych Kinderków wywołuje delikatny ślinotok, mimo iż obecnie uważam je za nazbyt słodkie. Wszelkie wariacje typu Happy Hippo czy Choco Fresh, a także mleczne kanapki – zwłaszcza klasyczną i Maxi Kinga – mogłabym jadać regularnie. Od każdej reguły istnieją jednak wyjątki. Dla marki Kinder są to: Country, Joy, Pingui, a także prezentowane dziś Schoko-Bons.

Ferrero, Kinder Schoko-Bons, czekoladowe jajeczka z nadzieniem mlecznym i orzechami, copyright Olga Kublik

Choć miłością do Hitów zaraził mnie były chłopak, w temacie Schoko-Bons, M&M’s, Skittlesów i żelków nie udało mu się wskórać absolutnie nic. Kiedy puszczaliśmy poobiedni film i sięgaliśmy po deser, on wyciągał swoje słodycze, a ja swoje. Wbrew pozorom było to bardzo wygodne i korzystne, bo oboje wiedzieliśmy, że jedno drugiemu niczego po kryjomu nie wyżre. Ponieważ jednak od tamtych chwil minęły długie lata, do kinderkowych jajeczek zdecydowałam się powrócić, doceniając ich szafę graficzną oraz atrakcyjność wizualną, acz nadal marszcząc czoło na myśl o smaku i konsystencji.

Ferrero, Kinder Schoko-Bons, czekoladowe jajeczka z nadzieniem mlecznym i orzechami, copyright Olga Kublik

Nie ma co owijać w bawełnę. Spodziewałam się, że produkt mnie nie zachwyci, i rzeczywiście nie zachwycił. Już podczas krojenia jajeczka były nieprzyjemnie twarde, polewa czekoladowa zaś zbyt gruba i kamienna jak na takiego malucha. Zaletami Schoko-Bons są: 1) fakt, że pachną słodko i uroczo – sztuczną wanilią z unicornowgo Marshmallow Fluffa, 2) zapowiedź mlecznego nadzienia. Niestety, ta druga w połączeniu z twardą i zwartą konsystencją, którą wypełniają marne ochłapy niewyczuwalnego orzecha, wychodzi gorzej niż przeciętnie. Na dodatek wszystko zostało zasypane cukrem, który zabił cudowność Kinder Czekolady.

Podsumowując: jajeczka wyszły za małe, za twarde, za słodkie i nijakie. Dla mnie mogłyby nie istnieć.

Ocena: 2 chi
(drugi chi wyłącznie za brak obrzydliwości)


Skład i wartości odżywcze:

Ferrero, Kinder Schoko-Bons, czekoladowe jajeczka z nadzieniem mlecznym i orzechami, skład i wartości odżywcze

25 myśli na temat “Ferrero, Kinder Schoko-Bons

  1. Z recenzjami nie-czekolad mam podobnie. Czasami. Albo np. jak tylko spróbuję coś (powiedzmy jedno ciasteczko, kawałeczek czegoś) i bardzo, bardzo mi nie posmakuje, co jest oczywiste, bo tego nie cierpię, to i tak czuję przymus zrecenzowania, ale nie chce mi się o tym pisać. Eh. Życie bloggerki. xD I tak to kocham. <3

    Cukierków itp. obecnie też nie lubię, ale te mi dawno temu smakowały nawet. Przeszkadzało mi w nich co prawda parę rzeczy (np. jakby skorupka), ale na pewno nie mam zamiaru do nich wracać. Chociaż nie wiem, czy w porównaniu do reszty rzeczy Kindera są aż tak paskudne, żeby dać 2. (Dobra, będę łaskawa, pewnie ze dwa ze wstążką. xD Nie no, żartuję, lepiej nie rzucać tak słów o czymś, czego lata się nie jadło.)
    PS Ah, to moje snucie przemyśleń w jednym komentarzu.

    1. Świetny komentarz, nie marudź :D Jestem ciekawa, jak byś odebrała te małe maszkary teraz. Namów mamę do zakupu i podbierz ze dwie sztuki.

  2. Nigdy nie jadłam, ale widze, że nic nie straciłam ;P

    Zastanów się, czy jest sens poświęcać się dla bloga i recenzji – jeszcze skończysz nam ze wstrętem do łakoci i testowania lub niestrawnością :P

  3. Ale jak to? Nie lubisz schoko-bons’ów? To tak się w ogóle da? Xd Ja akurat mogłabym dać się za nie pokroić haha. Serio, uwielbiam je!

  4. Z tym, że każdy lubił swoje słodycze to faktycznie wygodne. Przypomniał mi się mój powrót po weekendzie z rodzinnych stron u rodziców kiedy zmęczona podróżą wchodzę do mieszkania, chcę osłodzić sobie życie po czym otwieram moją szufladę ze słodyczami, a tam tylko papierki po moich upolowanych w sklepach z niemieckim żarłem dwie Ritterki. Zastanawiałam się czy się najpierw popłakać czy dokonać mordu. :D

    Co do recenzji. Nie mogę Ci jej wybaczyć. No nie mogę! :D Wiesz doskonale, że to moje ukochane wręcz cukierki. Co prawda dawno ich nie jadłam (cena… Czemu nie sprzedają ich na sztuki?! *_*) ale i tak przypuszczam, że moja ocena wiele by się nie zmieniła.

    Za to zgadzam się co do wszystkich innych produktów, od Ferrero które wymieniłaś. Te same kocham i tych samych nie lubię. Kinderki życiem <3 Jajo to najpiękniejsze wspomnienia dzieciństwa, a mleczną kanapkę mogłabym jeść zamiast standardowej z serem, szynką i ketchupem (i właściwie to zamiast wszystkich innych posiłków).

    1. Kto Ci zeżarł? Ja bym zabiła…

      ;*

      Z ostatnim akapitem nie mogę się zgodzić. Dla mnie kanapka z masłem, szynką/serem, warzywem i ketchupem wygrywa. Oczywiście wszystko zależy od ochoty, ale gdybym miała nigdy więcej nie zjeść przytoczonej kanapki lub Kinder Kanapki, bez wahania zrezygnowałabym z drugiej.

  5. Ja mam do nich obojętne podejście – lubię je, ale bez szału i sama sobie nie kupuję, za to moja mama je uwielbia – mówi, że to jej ulubione słodycze :D
    Kinderki też są dla mnie obecnie za słodkie, ale to ciągle smak dzieciństwa :) I w przeciwieństwie do Ciebie lubię kinder country.

    1. Moja mama najbardziej lubi wedlowskie Pawełki.

      Kinder Country byłoby dobre, gdyby nie miało preparowanych obrzydlistw. Tyle że wtedy byłoby zwykłym, trochę szerszym Kinderkiem ;)

  6. Batona Daim nie jadłam, ale – Toblerone i Schoko-Bons były jednymi z moich ulubionych łakoci :D Potrafiłam wsunąć całą paczuszkę jajeczek (czy też pół baryłki Toblerone) na raz – dlatego nazywam to „mrocznymi czasami” :P Kinder Country także należało do tej grupy – zresztą, poza Pingui, Mleczną Kanapką i Maxi King wszystkie wyrobi Kindera mi bardzo smakowały (czyli zupełnie odwrotnie jak u Ciebie) :P
    Moim zdaniem, ich dużym plusem są te chrupki (czy jakkolwiek by nie nazwał te drobiny), a twardawa polewa jest atutem :) Ale wiadomo, co gust, to inna opinia.

    1. Ja w gimnazjum jadłam 200-gramowe Bellaromy na raz. To dopiero upadek człowieka :P

      Rzeczywiście, wszystko mamy na odwrót, jeśli chodzi o linię Kinder.

  7. Zaskoczyłaś mnie. Zdecydowanie zaskoczyłaś. Jeśli one są dwukrotnie gorsze od Country, to nie mam pytań. Twardzioszki, które można rozłupywać niczym … kinder niespodziankę. Do zapamiętania, jaki słodycz można zostawić gdybyś miała się opiekować moimi kwiatkami (których nie mam, ale to szczegół).

    1. Wybacz, ale nie przekraczam progu domu, w którym są Schoko-Bonsy. Nie zaufałabym jego właścicielowi :’D

  8. Wieki ich nie jadłam, ale akurat moja siostra dostała i mi 2 sztuki dała :D ciekawe co ja o nich powiem, ale recenzji raczej pisać nie będę.

  9. Jestem pewna, że jej jadłam, ale pewnie w postaci podstępnie zagarniętej sztuki z torebki przeznaczonej dla kogoś innego xD Przypuszczam, że chociaż efektu wow bym się nie doszukiwała to ocena jednak byłaby wyższa. :D

  10. Dziecko dostało rok temu w okolicach świąt opakowanie tych cukierasków jedliśmy kolejne dwa m-ce je i w zeszłym m-cu też na mikołaja dostał i do teraz jakieś niedobitki są. Ja jestem na Nie dla nich i Jasiowi też wystarczy jedne i o więcej nie prosi:)

Dodaj komentarz