Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange

Mimo iż Princessa nie jest moim ulubionym waflem, na ubiegłoroczną edycję limitowaną się skusiłam. W czasie zakupu byłam jeszcze przed wielkim powrotem do klasycznych smaków – mlecznego, orzechowego i kokosowego – stąd też przepełniała mnie nadzieja na rewelacyjny smak i przednią zabawę.

Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange, wafel z pomarańczami, dropsami czekoladowymi i deserową czekoladą, copyright Olga Kublik

Princessa Special Edition Dark Orange

Choć szata graficzna nowej Princessy była ładna i ciemna, z bliżej nieokreślonego powodu fotografowało się ją wyjątkowo źle. Sam wafel z kolei został uzbrojony w owocowy – jak sądziłam – dodatek tuż pod górną warstwą polewy, co upodobniło go do złotej, limitowanej wersji Grzesków. Nie wróżyło to zbyt dobrze, bo mimo iż chłopców Goplany kocham całym sercem, wspomnianą nowość oceniałam na zaledwie 2 chi. Jak zatem widzicie, Princessa Special Edition nie miała ze mną łatwo.

Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange, wafel z pomarańczami, dropsami czekoladowymi i deserową czekoladą, copyright Olga Kublik

Uspokoił mnie dopiero zapach dzisiejszej bohaterki. Był cudowny, bo jednoznacznie kojarzył mi się z pomarańczami w deserowej czekoladzie – w formie galaretek – słodkimi i kwaskowatymi jednocześnie. Dalej uwagę poświęciłam wyglądowi. Zauważyłam, że wafel jest wąski i chudziutki, niepozorny. Na wierzchu znajdowała się szczodrze dodana racja posypki, wciąż jeszcze sądziłam, że owocowej.

Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange, wafel z pomarańczami, dropsami czekoladowymi i deserową czekoladą, copyright Olga Kublik

Pod względem liczby warstw kremu limitowana Princessa Dark przypominała klasyczne warianty – i tu znalazły się trzy. Polewa była tradycyjnie cienka i lepka, topiła się w palcach, mimo iż była połowa października. W smaku okazała się słodka, wyraziście kakaowa, całkiem zacna. Podczas poznawania jej wyszło na jaw, że znajdujący się pod spodem dodatek nie jest skórkami kawałkami pomarańczy, a raczej nie tylko i nie w większości, lecz zwykłymi kakaowymi nibsami. Wielka szkoda. Smak pomarańczy – ich słodycz i kwasek – odnalazłam dopiero w warstwie kremu. Zrobiło mi się wówczas przyjemnie, ale i tak nic nie było w stanie przełamać uprzedniego rozczarowania.

Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange, wafel z pomarańczami, dropsami czekoladowymi i deserową czekoladą, copyright Olga Kublik

W całokształcie Princessa Special Edition Dark Orange była przyzwoita, bo kakaowo-pomarańczowa, dość puszysta i słodko-kwaśna, lecz jednocześnie nazbyt tłusta, balansująca na granicy stetryczenia i plastelinowa w warstwie polewy, co odnotowałam dopiero podczas chrupania jej w całości (bez rozbijania na warstwy). Innymi słowy: uważam, że smak limitowanego produktu był satysfakcjonujący i miał duży potencjał, ale zawiodła jakość wykonania. Nie będę mi żal, kiedy wafel zniknie ze sklepowych półek.

Ocena: 3 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange, wafel z pomarańczami, dropsami czekoladowymi i deserową czekoladą, copyright Olga Kublik

22 myśli na temat “Nestle, Princessa Special Edition Dark Orange

  1. Już patrząc na opakowanie wiem, że nie są to moje smaki – połączenie pomarańczy z czekoladą omijam szerokim łukiem i będę to robić dalej :)

  2. Sam pomysł fajny, bo princessa do tej pory kojarzy się głównie z mocno zamulającą i diabelsko słodką czekoladą stąd sięgają po nie raczej dzieci, aniżeli… bardziej dorosłe dzieci jak my. :D
    Sama za ciemną nie przepadam, ale wafelek z takim owocowym dodatkiem w wersji dark bardzo do mnie przemawiał – zwłaszcza patrząc na jego wygląd, bo nie ukrywam, że ta upstrzona dodatkami powierzchnia mnie zachwyca. Miałam też spory dylemat, który wybrać. Wiśnia wydawała mi się bardziej pasować o ciemnej czekolady i wafelek o tym smaku – to totalna nowość. Cytrusowe smaki są bezpieczniejsze, ale te już pojawiały się w batonikach i wafelkach. Dlatego co postanowiłam zrobić? Poczekać, aż ktoś je kupi, zje, zrecenzuje i powie czy warto brać – taka jestem bezczelna. :D Na usprawiedliwienie powiem, że zwykle sama oddaje się zakupowemu szaleństwu stąd mam całą półkę wypełnioną głównie właśnie wafelkami – a to nowość…
    No i zmierzając do meritum i dzisiejszej recenzji: Nie kupiłam. Wszyscy bowiem określili je jako mocno średnie. Teraz jednak po Twojej recenzji mam jednak ochotę sama im się przyjrzeć, bo warianty są naprawdę ciekawe i szkoda by było przepuścić taką okazję. Poza tym ok – przyznaje się bez bicia, głównie działa tu ich wygląd.

    1. Dziwi mnie, że od początku nie chciałaś ich spróbować, zamiast tego czekałaś na zdanie innych. Przy czekoladzie bym zrozumiała, ale przy jogurtach, serkach, waflach czy ciachach…? Ewelina, dziwaczejesz na stare lata! :D

  3. Czy ja wiem, czy taka szczodra ta posypka? U mnie było jej niewiele :P A pamiętam takie wafle (nie Grześki, chyba Prince Polo, ale nie jestem pewna), które z wierzchu miały mnóstwo orzechów i chrupków ryżowych – jak Lion :D To była jakaś limitka, ale milion lat temu – byłam może w 1 klasie podstawówki (czyli 14 lat temu). Były genialne w każdym razie :D

    Puszystość jest jak najbardziej trafnym określeniem – też doznałam takiego wrażenia. Podzielam opinię o przeciętności – w sumie to nic specjalnego. Spróbowałam i oddałam tacie bez większego żalu :)

    1. Tego Prince Polo nie pamiętam i (raczej) nie jadłam, ale pod recenzją wspomnianych Grześków kilka osób mi o nim napisało.

      Tata coś powiedział?

  4. A idź Ty. Według mnie ten wafelek jest pyszny i tylko wiśniowy go przebił. Jednak jakoś mnie nie dziwi, że się tu nie zgadzamy.

      1. To nie jaja! Już teraz zdradzę, że będzie 9/10. :P Może i te kawałki czekoladowe na wierzchu były za tłuste, ale ogółem tak mnie to wciągnęło, że przymknęłam na to oko. A może to dlatego, że kiedyś zdarzyło mi się zjeść naprawdę parę paskudnych wafelków oraz chyba jeszcze gorszych innych słodyczy pomarańczowych i… w stosunku do czegoś takiego nie mam zbyt wysokich wymagań? Phi, nie. Ta Princessa jest pyszna i tyle.

        1. mwahahaha to nutella na me sterczałe i stare serce :D Skoro mam Twoją aprobatę to nic mi nie straszne! Nawet kolejny setny pocisk mej Olgi: nie znasz się! :D

          1. Szpilka: Tylko się z szoku nie zapadnij w fotel, bo ja Cię do szpitala na wycinanie nieść nie będę!

            A Kimiko to wariatka i diaboł.

  5. Mi właściwe bardzo smakował ^^. Taki idealnie wyważony, nie za slodki. Wiśniowy był co prawda lepszy, ale ten też jest na szczycie księżniczek ;)

  6. „Podczas poznawania jej wyszło na jaw, że znajdujący się pod spodem dodatek nie jest skórkami kawałkami pomarańczy, a raczej nie tylko i nie w większości, lecz zwykłymi kakaowymi nibsami.” – no nie wiem. Taka grudko-galaretka, gorszy sort żelków, liofiolololololo pomarańcza, byłaby lepsza?

    1. Kawałki te nie były ani trochę liofililololololololo, poza tym dobra pomarańczowa żelka nie jest zła. Z ciemną czekoladą? Yummm!

  7. Chyba się starzeję, na widok limitek w sklepie nawet nie chciało mi się schylać by je wziąć do ręki. Jakoś tak po prostu nie.

Dodaj komentarz