Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami

Trzeci wieczór z rzędu, a ja znów musiałam męczyć nieszczęsne Terravity. Cóż, taka praca.

W trudzie i znoju pocieszenie niósł mi fakt, iż wystarczyły zaledwie dwie kostki tego czekoladopodobnego w odczuciu paskudztwa, by wyrobić sobie opinię, resztę puli deserowych kalorii zaś mogłam poświęcić na coś lepszego, chociażby końcówkę Chocolate Chip Cookies z herbatą. Zresztą nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W krótkim czasie zyskałam materiał do trzech recenzji na bloga, a dodatkowo zdjęłam z listy słodyczy trzy pozycje. Więcej plusów niestety nie znajduję.

Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami, gorzka czekolada z rodzynkami i morelami, copyright Olga Kublik

70% cocoa czekolada z crunchy i owocami

Bohaterka dzisiejszej recenzji jako jedyna z trójki otrzymanych Terravit ważyła niepełne 100 g (90 g) i odznaczała się liczbą jednostek biodrowych mniejszą niż 500. Nadal można ją było podzielić na pół, gdyż posiadała dziesięć – skądinąd bardzo ładnych, płaskich, ciemnych i przyozdobionych logo producenta – kostek. Ale, ale! Tym razem oczywiście nie byłam aż tak szalona, by próbować zmierzyć się z połową. Do degustacji wspaniałomyślnie zasiadłam z dwoma rządkami.

Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami, gorzka czekolada z rodzynkami i morelami, copyright Olga Kublik

Z bliżej nieokreślonej przyczyny życie obeszło się z prezentowaną czekoladą zdecydowanie gorzej niż z poprzedniczkami, w związku z czym poszarzała, pokryła się niezbyt atrakcyjnym wizualnie nalotem. Była bardzo twarda, co mnie ucieszyło, bo wreszcie odpowiadała informacji zawartej w nazwie. Pachniała przyjemnie, jednocześnie kakaowo i owocowo, choć za słodko jak na 70% kakao. W aromacie dało się wyczuć rodzynki lub inne bakalie (skład podpowiada, że i rodzynki, i morele).

Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami, gorzka czekolada z rodzynkami i morelami, copyright Olga Kublik

Dzięki twardości tabliczka łamała się z trzaskiem, a jej konsystencja nie była aż tak okrutnie margarynowa i plastelinowa (wow, nareszcie!). Proszkowatość nie została niestety wyeliminowana, towarzyszyły jej bardzo twarde, przesuszone i bezsmakowe crunchy oraz drobinki czegoś kwaśno-słodkiego, co mogło być suszoną morelą albo moszną starego człowieka.

Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami, gorzka czekolada z rodzynkami i morelami, copyright Olga Kublik

W porównaniu z poprzedniczkami 70% cocoa z crunchy i owocami okazała się Czekoladą Roku. Nadal posiadała konsystencję margaryno-plasteliny, acz skamieniałej, więc nie była odrażająca. W smaku prezentowała się cukrowo i kakaowo, zupełnie jak deserówka z niższych partii średniej półki. Zabrakło w niej bagienkowości i charakteru, smak był płaski. Dodatków nie dało się wychwycić, bo były równie skamieniałe, co czekolada. Tym razem zjadłam aż dwie kostki. Z herbatą mogłabym zjeść nawet więcej, lecz uznałam, że nie ma sensu się męczyć. Ciemnym Terravitom już podziękuję.

Ocena: 2 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami, gorzka czekolada z rodzynkami i morelami, copyright Olga Kublik

24 myśli na temat “Terravita, 70% cocoa czekolada z crunchy i owocami

  1. Współczuję tych czekolad i… podziwiam upór. Ja już bym do trzeciej chyba się nie zmusiła. I ile bym straciła! xD Wybieranie czegoś najmniej obrzydliwego z serii? Straszne, ale niestety znane mi doświadczenie. ;>
    Nie wiem jednak, czy wolałabym nadziewańce, czy „crunchy” tak „na ślepo”. Po przeczytaniu wiem, że przynajmniej nie była aż tak odrażająca, no ale przed spróbowaniem bym nie wiedziała (chociaż po prostu nadzienie w czekoladach z tej półki już coś sugeruje). Jednak i tak… O nie, nie chciałabym ich, jak mało czego! Bezsmakowe kawałki… już nawet bakalii upchnąć nie umieją, by jakoś smakowały, eh.

    0

  2. Ten wariant spośród wszystkich wydaje się najbezpieczniejszy, chociaż i tak nie wypada dobrze.
    Czekolada nie przypadła do gustu a siostra odłożyła po dwóch kostkach. Została zjedzona przez tatę – nie wiem, czy z przyjemnością bo nie powiedział o niej ani słowa ;)

    0

      1. Nie prawda, ze nie lubię ;) Lubię gorzkie np. Vivani 92%, 99%, J.D.Gross 81% – te tabliczki mi smakują…. tylko teraz jest taki moment, że „odrzuciło mnie” od czekolad, ale to w każdej chwili może przejść :) A recenzowaną przez Ciebie tabliczkę próbowałam rok temu ;)

        0

  3. Jako, że nie cierpię bakalii to pomimo wszystkiego i całej obrzydliwości tamtych kremów to i tak wolałabym je niż te rozmemłane orzechy i suszone owoce. :D + Jeszcze obrzydliwa czekolada T… No nie, tego bym nie zniosła.

    0

  4. Nie muszę chyba pisać, że jej nie zjem, choć gdyby ktoś mi kazał, pod przymusem tortur, wybrać którąś z 3 ostatnich tabliczek, to pewnie padłoby właśnie na nią – najmniej mnie przeraża :D
    Mogę wiedzieć, jaka jest Twoja pula deserowych kalorii :P?

    0

  5. Czekolada Terravita (choć o dziwo, ta w czekoladowych Mikołajach i w duuużej tabliczce z różą zupełnie nie) ma chyba to do siebie, że jest właśnie szarawa i proszkowo-tłustawa. Pamiętam czekoladę pistacjową i gruszkową, która smakowała dokładnie w ten sam sposób.
    Crunchy mogłoby być przyjemnym, chrupiącym akcentem, gdyby właśnie nie ta twardość – tragiczna :/

    Dla takich słodyczy nawet nie warto grzeszyć :P

    0

  6. W przekroju wygląda najgorzej. Teraz się zastanawiam czy ja jaw ogóle widziałem. Więc albo, przez „najgorzej”, opijałem albo… jej nie było. Crunchy wolałbym w formie ulepków z kawałkami czekolady. Nigdy odwrotnie.

    PS Zostawiłaś coś mamie? ;)

    0

  7. Jak ja się cieszę, że nie znoszę gorzkiej czekolady, z czymkolwiek by ona nie była, a tej marki nie jadłam chyba od czasów podstawówki i nie zamierzam do niej wracać :D Z tego, co pamiętam ze starej pracy, to jest też Terravita 70% z nadzieniem miętowym i identyczną szatą graficzną (Nie mylić z opakowaniem, której jest całe zielone/miętowe, też z nadzieniem miętowym i tam była raczej deserowa, ale kto by to pamiętał po tylu latach). ;)

    0

  8. Zastanawia mnie skąd te 70% na opakowaniu się wzięło, bo chyba nie od kakao. Może po prostu surowce wzięto z szuflad 70-letnich emerytów a procenty to od wódki, którą przypieczętowano transakcję :D

    0

Dodaj komentarz