Milka, Nussini Cocos

Przygody z markowymi waflami ciąg dalszy. Na początku roku pojawiło się Prince Polo (mleczne, orzechowe i limitowane kokosowe, klasyczne bowiem było dużo wcześniej), tydzień późnej Princessa w wersji podstawowej (mleczna, orzechowa i kokosowa), na koniec księżniczkowych degustacji zaś sezonowa edycja Dark (pomarańczowa i wiśniowa) oraz nowa na rynku alternatywa tradycyjnej Zebry, czyli Zebra mleko + kokos. W międzyczasie udało mi się również chrupnąć CzekoWafla od Wedla – jednoporcjowego wcielenia Torcika Wedlowskiego. Nie spodziewałam się, że tyle tego wyjdzie…

Dziś serwuję wam recenzję wafla od fioletowej krowy, niedostępnego w stałym asortymencie marki na polskim rynku. Słodycz noszący orzechowe imię Nussini został oblany białą czekoladą – plus dla Milki, że nie polewą – i obsypany wiórkami kokosowymi. Liczyłam na to, że będzie lepszą wersją wspomnianej już palmowej Princessy. Ba, byłam o tym przekonana!

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, copyright Olga Kublik

Nussini Cocos

Wieść o pojawieniu się zagranicznego wafelka Milki w Netto przybyła do mnie tuż po premierze gazetki, i to z kilku stron naraz. Na polowanie wybrałam się niedługo później, z moją słodyczową dobrą wróżką Anią. Ona zastawiła sidła na jedną sztukę, ja standardowo na dwie. Każda znajdowała się w atrakcyjnym wizualnie, podkreślającym przynależność do królestwa fioletowej krowy opakowaniu, ważyła 40 g i posiadała przyjazną jak na wafla liczbę jednostek biodrowych – 515 w 100g.

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, copyright Olga Kublik

Jak już wspomniałam, Nussini Cocos został oblany białą czekoladą i przyprószony wiórkami kokosowymi. Kompozycja bliska pralinkom Raffaello sprawiła, że wafel pachniał jak one. Wydaje mi się również, że z zamkniętymi oczami nie odróżniłabym aromatu tworu Milki od księżniczkowego odpowiednika Nestle, ale żeby stwierdzić to na pewno, musiałabym degustować oba w tym samym czasie. Ciekawostkę stanowi fakt, iż byłam przekonana, że w zapachu Nussini – poza słodyczą i wiórkowością – wyczuwam kruchość wafla.

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, copyright Olga Kublik

Czekolada na Nussini Cocos była cienka, rozpuszczała się na wargach tuż po zetknięciu z nimi. W jej smaku dominowała słodycz. Zatopione w górnej warstwie wiórki nie chrzęściły ani nie memłały się. Początkowo sądziłam, że zostały uprażone, ponieważ stanowiły esencję kruchości, jednak z czasem zaczęły sprawiać wrażenie… hmm… cukrowych? Jakby to w ogóle nie były wiórki, lecz zbrylony cukier o ich kształcie. Po delikatnym nadgryzieniu momentalnie znikały. Bardzo dziwne.

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, copyright Olga Kublik

Pod polewą z wiórkami-nie-wiórkami znajdowały się płatki jasnych, cienkich i nienagannie kruchych wafli – da się? da się! – oraz trzy warstwy kremu. Ten ostatni posiadał szarawy kolor i czysty słodki smak kokosa, bez choćby cienia princessowej kwaskowatości. Początkowo byłam nim urzeczona, ale już w drugiej połowie wafla zaczęło mi brakować kokosowości, którą zagłuszyła tania cukrowość, przez co krem stał się lekko mdły. Potencjał był, lecz zawiódł dobór surowców.

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, copyright Olga Kublik

Żeby upewnić się w ocenie – i jak najszybciej mieć produkt z głowy – obie posiadane sztuki Nussini Cocos zjadłam podczas tej samej degustacji. Świeżości wafla i konsystencji poszczególnych warstw, może poza wiórkową, nie mam nic do zarzucenia, nad smakiem Milka powinna jednak trochę popracować, przede wszystkim eliminując powódź cukru. Marka mogłaby też zadbać o bardziej rozgarniętych pracowników odpowiadających za dane na opakowaniach, w chwili obecnej bowiem stołki zajmują tam Janusze, dla których 515 kcal/100 g przekłada się na 220 kcal/40 g.

Po zjedzeniu dwóch wafli Nussini, a nawet już po zjedzeniu pierwszego, wycofałam się z bezkrytycznego entuzjazmu wobec tworu Milki. Nie jest lepszy od Princessy kokosowej. Postawiłabym je na równi (?).

Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

Milka, Nussini Cocos, kruchy wafelek z kremem kokosowym i wiórkami kokosowymi w białej czekoladzie, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

28 myśli na temat “Milka, Nussini Cocos

  1. Wiesz co? Dochodzę to wniosku, że może wszystkie wafle powinnaś jeść tak samo. Tj. jedną połówkę solo, drugą z herbatą. Wtedy porównanie byłoby… takie uczciwe. Chociaż wiadomo, że nie zawsze herbę się chcę, i też nie zawsze się ja ma pod ręką. Fakt też faktem, że z czegoś średniego, kubek naparu nie stworzy unicorna. Zebrą to nie będzie. Maxerem też nie.

    1. Masz rację, sama często o tym myślę. Kiedy planuję zabrać się za jakieś ciastka albo wafle, uwzględniam zrobienie herbaty. Potem jednak przychodzi wieczór, a ja wolałabym umrzeć niż napić się herby. I co wtedy? Przekładać degustację? Może, ale przez kolejny tydzień też robi mi się źle na myśl o herbacie, i co wówczas?

  2. Nie słyszałam o kokosowej wersji tego wafelka. Nigdy też go nie widziałam, ale to pewnie dlatego, że nigdy nie byłam w Netto (w moim mieście nie ma tej sieci). Dla wielbicieli kokosowych wafelków to może być „must have” – 4 to nie taka zła ocena ;) Za dużo cukru? Milka z reguły jest bardzo słodka – zaskoczeniem byłby dla mnie fakt, gdyby okazało się inaczej :P Jednak kiepska warstwa wiórkowa jest nie do wybaczenia :P

    1. Nawet gdybyś miała Netto, mogłabyś je spotkać jedynie przez krótki czas. Czy byś kupiła? Nie, więc problem rozwiązuje się sam :P

  3. Dla mnie wygląda on zachęcająco, jak większość słodyczy w białej czeko. Jednak ostatni raz byłam w Netto ze 4 lata temu (teraz nie mam go nigdzie w pobliżu, kiedyś mieszkałam tuż obok, więc czasem zaglądałam), więc na limitkę się nie załapałam – jakoś to przeżyję :)

      1. Ten, do którego chodziłam, stoi gdzie stał, ale to całkiem inne miasto i takich wypraw nie planuję :D W prawdzie jeżdżę to tego miasta dość często, ale w zupełnie inny rejon i tam Netto nie ma.

  4. Jadłam go w czasach kiedy było mi obojętnie co jem, ważne żeby było to słodkie. Dlatego smakował mi bardzo. Ba! Kilka dni później pojechałam na giełdę z niemieckimi towarami miliard kilometrów od mojego domu żeby dokupić kilka sztuk. Niemniej jak mówiłam wtedy smakowało mi właściwie wszystko co posiadało w sobie cukier, a im więcej cukru tym lepiej – kawę piłam wtedy pół na pół z mlekiem i do tego 2,5 łyżeczki cukru… Obecnie mam bardziej ekhem… wysublimowane podniebienie (haha) i nie łykam wszystkiego jak dają. Pewnie też narzekałabym na morze cukru, ale ostatecznie jednak biała czekolada, kokos, kruchy wafelek… byłabym na tak i zjadłabym też delikwenta w całości i pewnie podołałabym i drugiej sztuce bez problemu.

  5. Zgadzam się, że struktura dobra. Co do wiórków, mi wydawały się prażone, ale żadnych skojarzeń z cukrem pod względem konsystencji nie miałam. Myślałam jednak, że będą Ci bardziej przeszkadzać.
    Nie wiem, jak dałaś radę zjeść dwa. Mi po niecałym jednym było o wiele za cukrowo, chociaż wolę cukrowość Milki niż kwasek Princessy, dlatego Milka u mnie wygrywa. I ogólnie za pomysł z wiórkami.

    PS Delektuję się czytając o kwasku Princessy u Ciebie. <3 Mama próbowała zrobić wszystko, by mi wmówić, że to jakieś moje dolegliwości. Phi. Jak zwykle mam rację.

    PS2 Zaskakująca prawie-zgodność.

    1. Ten kwasek w wafelkach jest według mnie chemicznym posmakiem, więc zaczęłam przyglądać się składom. W tłumaczeniu na Twoim jest „krokant” przy kokosie, więc to by tłumaczyło cukrowość wiórków. W końcu krokant to orzechy czy cokolwiek w cukrze, ale… ciekawe, dlaczego w oryginalnej wersji na opakowaniu mojego był po prostu kokos. Dziwne rzeczy. :P

  6. Wiórki pewnie były podprażone w cukrze :-\ to jest właśnie największy problem kokosowych słodyczy, czyli za dużo cuktu, który w połowie jedzenia za bardzo dominuje nad smakiem kokosowym :-\ Ale generalnie ten wafelek nam smakował bardziej niż Princessa :-) Może dlatego, że jadłyśmy go na pół :-P

    1. Miałyście wersję z Netto czy niemiecką? Kimiko napisała o różnicach, co jest bardzo ciekawe i zastawiające.

  7. Nie mam Netto w swoich okolicach, więc ten wafelek jest poza moim zasięgiem, ale wydaje mi się, że jadłam kiedyś mleczną (mleczno-orzechową?) jego wersję :) Obietnice o wiórkach były kuszące, ale zbrylony cukier… Fuj, już sama biała czekolada jest słodka.

    1. Poza kokosową wersją Nussini kojarzę jeszcze czysto orzechową. Zjem, jeśli będę miała okazję kupić/dostać/znaleźć pod drzewem/coś.

  8. Zapragnęłam za wszelką cenę go zdobyć jak tylko dowiedziałam się o jego istnieniu. Wyobrażałam sobie, że będzie lepszą, chrupiąco-orzechową wersją Princessy kokosowej, którą dawno temu naprawdę lubiłam. Zawiodłam się bardzo, bo wafelek wydał mi się po prostu przeciętny. :< Ile bym dała, żeby w końcu trafić na takiego, który rzeczywiście zaspokoiłby mój pociąg do kokosowych słodyczy.

    1. Czuję dokładnie to samo! Ostatnio jadłam kokosowe Pryncypałki. Są lepsze, aaale to nadal nie to. Trzeba szukać. Daj znać, jeśli znajdziesz pierwsza :)

  9. Ależ ja też kupiłam dwie sztuki i tak jak Ty obie zjadłam na raz : )

    Mnie smakował bardzo (nie znam pojęcia za słodkie) i chętnie bym powtórzyła.

    1. Szlag, a miałam przed publikacją dopytać, bo właśnie nie byłam pewna. Wybacz! ;*

      To zjedz dwa litry lodów chałwowych ;>

  10. Zjadłabym, tak dla porównania czy dla mnie równa się wspomnieniu smaku Prinncessy. Ale cóż zrobić, Netto nie zawitało w białostockie progi :(

    1. Bez sensu porównywać nowe smaki ze wspomnieniem i czymś, co nam się tylko wydaje. Już lepiej byłoby przy okazji powtórzyć Princessę.

Dodaj komentarz