Mars, Mars Ice Cream

Wymieniając na blogu formy lodów, za którymi nie przepadam, wskazałam na rożki, pałeczki, lody wyciskane i w wielkich opakowaniach. Zapomniałam wówczas o jeszcze jednej konstrukcji, której nie można jeść swobodnie ani bezstresowo, bo nie da się jej porządnie złapać. A nawet o dwóch! Pierwszą są sandwiche, które przy grubym ciastku zamiast wafla da się jeszcze okiełznać, drugą zaś lodowe batony.

W tych ostatnich występuje irytująco cienka czekolada, która kruszy się i spada na ziemię, choć znacznie częściej prosto na nową białą bluzkę. Zanim zdążymy ocenić straty odzieżowe, lód zaczyna się topić i płynąć po brodzie i palcach, na co momentalnie reagują wszelacy mieszkańcy okolicznych kokonów. Ostatecznie wracamy więc do domu: 1) utytłani jak dzikie świnie, 2) stratni o białą bluzkę od znanego projektanta, 3) biedniejsi o kilka złotych wydanych na – niezjedzonego! – loda, 4) głodni, 5) wyśmiani przez gapiów, co wymusza na nas konieczność wyprowadzenia się z osiedla, 6) pożądleni i spuchnięci jak ciotka Harry’ego Pottera po obrażeniu jego matki, 7) nierzadko z wstrząsem anafilaktycznym.

Wszystko to jednak byłam w stanie zaryzykować, gdy trafiłam do sklepu i zobaczyłam promocję na batony lodowe od mojego ukochanego producenta, czyli MARSa.

Mars, Mars Ice Cream, baton lodowy z karmelem, copyright Olga Kublik

Mars Ice Cream

Lodowy Mars odpowiada wielkością klasycznemu batonowi, dostarcza jednak zdecydowanie mniej jednostek biodrowych. Wypełniają go lody o smaku lody i karmel, całość zaś została oblana polewą kakaową. Gdybym znalazła taki opis na produkcie no-name, z pewnością bym go nie kupiła. Co jednak ważne, wina nie leży po stronie producenta, ale polskiego tłumacza, który po raz kolejny intelektualnie zaniemógł.

Mars, Mars Ice Cream, baton lodowy z karmelem, copyright Olga Kublik

Baton pachnie bardzo słodkim i bardzo mlecznym kakao z lat dzieciństwa (chodzi o napój). Okalająca go czekolada polewa kakaowa jest zasmucająco cienka, na szczęście nie kruszy się jak szalona. Ozdabiają ją… a raczej miały ozdabiać czekoladowe fale, niestety komuś nie wyszło – jakiś ahrtysta minął się z powołaniem. Podczas gryzienia przyjemnie trzaska, ma słodko-mleczno-kakaowy smak i lekko proszkowatą, śliską, delikatną konsystencję. Żeby było jasne: jest świetna.

Mars, Mars Ice Cream, baton lodowy z karmelem, copyright Olga Kublik

Lody w Marsie Ice Cream odznaczają się niezidentyfikowanym smakiem – chyba zaczynam rozumieć decyzję tłumacza, po prostu ironiczny i wredny z niego człowiek; polubilibyśmy się – na ich wierzchu zaś zalega karmel. Jest go tak mało, że po rozkrojeniu batona do zdjęć nie wiedziałam, czy zacząć się śmiać, czy płakać. Podczas konsumpcji odkryłam, że za poprawną należy uznać odpowiedź drugą, karmel bowiem jest rewelacyjny: niewłaziwzębowy, mięciutki, gęsty, delikatny, słodziutki i lekko toffi, a lekko maślany.

Mars, Mars Ice Cream, baton lodowy z karmelem, copyright Olga Kublik

Ostatnimi lodowymi batonami, jakie jadłam, były Magnumy. O ile jednak klasyczne warianty lubię, o tyle dwa maluchy bardzo mnie zawiodły. Bałam się, że z produktami MARSa będzie podobnie. Kiedy jednak otworzyłam pierwszego z nich – bohatera dzisiejszej recenzji – zmieniłam zdanie. Fakt, lody mogłyby mieć jakiś – jakikolwiek – smak, ale polewa i karmel całkowicie skradły moje serce. Ponadto cukrowości nie odnotowałam wcale, a słodycz znajdowała się na poziomie idealnym. Jedyny poważny minus to forma loda. Ponieważ da się ją znieść, odejmuję tylko połówkę punktu. Do Marsa Ice Cream mogłabym wrócić.

Ocena: 5 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Mars, Mars Ice Cream, baton lodowy z karmelem, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

26 myśli na temat “Mars, Mars Ice Cream

  1. Nie jadłam nigdy takich lodowych batonów, ale choć faktycznie forma „podania” jest słaba do konsumpcji na zewnątrz (można co najwyżej zjeść takowego gagatka z talerza – profanacja!), to i tak chętnie bym spróbowała :D

      1. Jak weszły do regularnej sprzedaży, to ja przechodziłam żywieniową transformację :D Oprócz lodów pudełkowych/kubełkowych/gałkowych, „znam” tylko rożki, na patyku i te w waflu. Wszelkie „kanapki” czy inne wariacje są mi obce :)

          1. O tak, sorry, zapomniałam – ale to we wczesnej podstawówce :D Pałeczki w sklepiku szkolnym chyba 30 gr kosztowały. Pamiętam, jak rozcinałam je nożyczkami xD

    1. Ja wolę nawet nie sprawdzać, czego i ile mam w zamrażarce, bo mi się robi słabo na samą myśl ;) A niedługo trzeba iść na polowanie nowości. Yfff…

  2. Kurcze te lodowe batony uwielbiam. Zwłaszcza snikers a i Marsa, ale twixem też nie pogardze ;) tylko ta cena … przesada

    1. Reszta lodowych batonów MARSa jeszcze przede mną. Wszystkie czekają w zamrażarce. Chociaż nie, Snickersa chyba też już zjadłam… To było zbyt dawno, nie pamiętam :P

  3. Kiedyś w Tesco widziałam te lody. Z tego co pamiętam cena była dość wysoka jak za tak małą pojemność i nikt ich nie kupował (rozmrażały i zamrażały się w tej lodowce po kilka razy). Podobne widziałam w Lidlu, ale mnie nie kusiły…. ja to w ogóle za lodami nie za bardzo :P

    1. Owszem, w Tesco te batony są cholernie drogie :/ Ale w sumie skoro dają w gratisie salmonellę, to się opłaca brać. Tabletki za zatrzymanie sraczki też dorzucają w pakiecie?

  4. Z tych jadłam tylko Snickersa i Bounty, z czego ten drugi był wodnisty, obrzydliwy, a pierwszy… smakował mi bardziej niż baton. I jedno, i drugie jeszcze w czasach, gdy i te batony uwielbiałam! Mars nigdy mnie nie ciekawił, bo sam baton obrzydzał, a lodowa wersja… wydawała się nudna. Obecnie wydaje mi się kilka razy nudniejsza, więc na pewno się nie skuszę. W tym roku zrywam z takimi na sztuki, bo mam jeszcze parę w zamrażarce (w tym Snickersa sobie powtórzę) i czuję, że poziom mojego szczęścia wzrośnie, gdy wreszcie się ich pozbędę (czyt. zeżrę i będę miała spokój).

    Tutaj ten bezsmak jest plusem i minusem. Przynajmniej nie jest to obleśny nugat z batona i nie zalepia (w końcu to lód), ale yy… tak nijakie lody? Po co? Czuję, że mojego serca by ta polewa i karmel nie skradły, więc no… nie będę się powtarzać.

    1. Nie złorzecz na batony MARSa, a już w szczególności na unicrnowego Snickersa!

      Ja w tym roku – tak jak w ubiegłych ;) – poluję tylko na sztukowe lody. Których i tak nie zjem, więc zostaną na sezon 2018, heh…

      PS Nugat z batona jest rewelacyjny. Nie znasz się po prostu!

  5. Jadłam tylko Snickersa (ale zdziwko), ale choćby był najpyszniejszy na świecie z tego powodu co w pierwszym akapicie i tak bym była niezadowolona. Dla mnie lody mogłyby być tylko w kubeczkach jak od jogurtów, w każdej innej formie nienawidzę.

  6. Z serii lodowych batonów jadłyśmy do tej pory tylko Bounty i smakował ale z racji tego, że było to xx lat temu to dokładnie wrażeń smakowych nie pamiętamy :-) Może kiedyś się na Marsa skusimy :-)

  7. Najdziwniejsze jest to, że mimo biedy wagowej karmelu, jest on wyczuwalny. Może to przez fakt innego podania (w sensie temperatury) albo jakiejś silnej podświadomości, szukania jakiegoś przełożenia nielodowca.

    PS Nie wierzę, że blat nie był upieprzony od czekolady po robieniu fotek. Rozpuszczają się masakrycznie szybko :P

    1. Podświadomości raczej nie. Zdarzają się produkty, gdzie karmel jest obiecywany niczym złota góra, a choćbym się skichała, nie czuję go.

      Ależ oczywiście, że był. Po lodach zawsze jest tragedia :P

  8. A teraz się zastanawiam czy nie wyszłoby lepiej jakby wsadzić normalnego Marsa do zamrażarki na parę godzin. Chyba nawet spróbuje i zobaczę co z tego wyjdzie.

  9. tyke razy miałam ochotę spróbować tego mrożonego marsa, a zawsze było nam nie po drodze… a to nie było, a to cena za wysoka, a to jakieś pogniecione egzemplarze… ale teraz widzę, że warto spróbować, to jak tylko zacznie się sezon lodowy i będą gdzieś świeże egzemplarze to chętnie kupię :)

Dodaj komentarz