Eurowizja 2017 – najlepsi i najgorsi wykonawcy

Każdego roku, gdy kupuję nowy notes z kalendarzem, zaznaczam w nim pewien szczególny okres. Trzy wyjątkowe dni (zawsze są to wtorek, czwartek i sobota), w które cały świat – a przynajmniej ta mniej rozgarnięta, pozbawiona dobrego smaku część – siedzi przed telewizorami i pozwala penetrować uszy podejrzanie brzmiącym, często niemożliwym do wysłuchania do końca utworom. Ich wykonawcy fałszują, przebierają się w dziwne stroje, używają idiotycznych rekwizytów, czasem też posiadają bliżej nieokreśloną płeć i wygrywają, bo noszą brody i sukienki. O zgrozo, jednocześnie.

Mowa tu oczywiście o odbywającej się w pierwszej połowie każdego roku Eurowizji – konkursie na najlepszą piosenkę pozycję w układzie politycznym w danym okresie. Aby wygrać, należy wystawić najzdolniejszego artystę z kraju zebrać największą liczbę punktów od zaprzyjaźnionych państw oraz wykonać coś oryginalnego, najlepiej w ojczystym języku kontrowersyjnego lub źle alternatywnego.

Eurowizja 2017 w Kijowie

Ja naturalnie Eurowizję kocham, i to wcale nie żadna ironia. Gdyby chodziło o napisanie jednorazowego lekko prześmiewczego tekstu na bloga, nie czyhałabym na nią rokrocznie, a następnie nie chodziłabym przygnębiona, że znów nie mam z kim jej obejrzeć. Należy bowiem wiedzieć, że zgłębianie tego rodzaju show musi odbywać się w grupie liczącej co najmniej dwoje osobników (pomijając fakt, że grupa zaczyna się od trzech). Eurowizja to nie tylko patrzenie i podziwianie, które skądinąd stanowi najmniejszy procent ze związanych z seansem doświadczeń, ale również – albo przede wszystkim! – wyśmiewanie się z tragicznych występów, niedowierzanie, złoszczenie się, powstrzymywanie mdłości i notowanie. Zapisywanie nazw krajów, opisywanie każdego z artystów i wystawianie im ocen. Ach, jak ja to uwielbiam!

Eurowizję 2017 miałam przyjemność oglądać z Pyszczkiem. W większości ocen się zgodziliśmy, acz pojawiły się drobne rozbieżności. We wpisie zaprezentowałam własny punt widzenia, jako iż jest mojszy niż jegojszy. Występy roboczo podzieliłam na zajebiste, bardzo fajne, masakryczne oraz wiejące nudą.

Eurowizja 2017 – najlepsi wykonawcy

Aby było miło, zaczęłam od rzeczy przyjemnych. Ze wszystkich występów, które przypadły mi do gustu, wybrałam trzy zasługujące na miejsce na podium. Jeśli w rzeczywistości się tam nie znalazły, to wyłącznie dlatego, że słuchaczom słoń nadepnął na ucho. A głosowanie było ustawione, rzecz oczywista!

Do drugiej grupy trafiły utwory, które również mi się podobają, ale wykazują pewne braki.

Występy rewelacyjne

I JOWST – Grab The Moment (Norwegia)

Na pierwszym miejscu ulubionych utworów z Eurowizji 2017 wylądował kawałek norweski. Nowoczesny, elektroniczny, energetyczny. Według mnie powinien był wygrać.

***

II Joci Pápai – Origo (Węgry)

Drugie miejsce należy do Węgier i pana w koczku, który jako jeden z nielicznych postawił na oryginalny język (brawo on!). Ponieważ mam słabość do języków brzmiących w ten sposób, na utwór zwróciłam uwagę od pierwszych sekund. Podoba mi się również jego melodia i ładunek emocjonalny.

***

III Sunstroke Project – Hey Mamma (Mołdawia)

Zasłużone trzecie miejsce dla Mołdawii i jedynego utworu, do którego podczas trwania Eurowizji 2017 musiałam wstać i zatańczyć. Powędrował na moją youtubową playlistę.

Występy bardzo dobre

Lindita – World (Albania)

Ta piosenka w czasie trwania Eurowizji nie spodobała mi się ani trochę. Mało tego, zgodnie uznaliśmy, że ją przełączymy. Artystka robiła dziwne rzeczy z twarzą, zresztą w ogóle miała dziwną twarz, a także z rękami i resztą ciała. Odrobinę fałszowała. Do utworu przekonałam się dopiero za sprawą nagrania studyjnego.

Jana Burčeska – Dance Alone (Macedonia)

Oto pierwszy utwór, któremu oboje z Pyszczkiem przyznaliśmy najwyższą notę. Pyszczek nawet z plusem. To podejrzane, że artystka nie trafiła do finału, choć wyjaśnieniem może być jej stan – ciąża – który wykluczyłby koncertowanie w wypadku wygranej, a także naraził kobietę na niepotrzebny stres.

Blanche – City Lights (Belgia)

Biję się w pierś – ale tylko jedną; ból obu naraz to nie przelewki – gdyż podczas przygotowywania niniejszego zestawienia zupełnie o belgijskim występie zapomniałam. Obecnie bardzo mi się podoba, choć podczas oglądania Eurowizji czekaliśmy na refrenowe uderzenie, którego go zabrakło.

Dihaj – Skeletons (Azerbejdżan)

Mnie utwór ujął, Pyszczka rozbawił i skwasił. Na nagraniu studyjnym brzmi lepiej, aczkolwiek i tu źle nie jest. Trafił na playlistę wraz z pozostałymi.

Hovig – Gravity (Cypr)

Ode mnie czwóreczka, od Pyszczka piątka – zarówno w półfinale, jak i samym finale. Przyjemna nuta.

Isaiah – Don’t Come Easy (Australia)

Śmieszny chłopaczek z modnymi brwiami i porządnym głosem. Zmarnował się na Eurowizji, choć w sumie każde miejsce do zaprezentowania się jest w porządku.

Kristian Kostov – Beautiful Mess (Bułgaria)

Kolejny dzieciaczek, na którego głosowały nastolatki z mokrymi majtkami, wykradające rodzicom komórki opłacane abonamentem (jak się okaże pod koniec miesiąca, srogim). Twierdzi, że ma lat 17, wygląda na 13, a w rzeczywistości właśnie stuknęła mu okrągła dziesiątka. Niemniej śpiewa zacnie.

Nathan Trent – Running On Air (Austria)

Wokalista całkiem przystojny, piosenka sympatyczna, klimat też w porządku. Można słuchać bez odrazy.

Artsvik – Fly With Me (Armenia)

Przede wszystkim piękna kobieta i ciekawa fryzura. Utwór stanowi dopełnienie całości – jest naprawdę ok.

Robin Bengtsson – I Can’t Go On (Szwecja)

Pierwsza piosenka pierwszego półfinału. Przyjemna i energetyczna, niestety jej wykonawca do wymiany. Wygląda jak skrzyżowanie Wolińskiego z Kenem, szczerzy się jak głupi do sera i fałszuje, jakby mu nadepnęli na… niech będzie, że stopę. Do przełknięcia z lekkim skrzywieniem facjaty.

Eurowizja 2017 – najgorsi wykonawcy

Tu problem z wyselekcjonowaniem wykonów był o wiele większy, choć w pewnym momencie przygotowywania niniejszego zestawienia byłam pewna, że podobało mi się niemal wszystko. Nic bardziej mylnego. Na kartkach hejtu, czyli w prywatnych zestawieniach ocen i komentarzy pojawiło się zdecydowanie więcej fal (symbol przynależny nocie 2/5) i iksów (symbol przynależny nocie 1/5). Ponieważ nie mogłam ograniczyć się do trzech utworów, zaprezentowałam aż pięć.

Druga grupa drugiej kategorii – czyli czwarta tak w ogóle – objęła najwięcej utworów. Powędrowały tam wszystkie przeciętniaki, nudysmęty, czyli piosenki charakterystyczne dla państw bez pomysłu. Jak pewnie zauważyliście, wśród nich pojawiła się Polska. Wynika to z faktu, iż nie dawałam nikomu taryfy ulgowej. Jako telewidzowie głosujący wybraliśmy kiepsko, więc i ocenę przyznałam niską.

PS Utworów z czwartej grupy nie podlinkowałam, jak również nie omówiłam. Nie są warte czasu ani mojego, ani waszego. Jeśli macie dzień skrajnej nudy, możecie poszukać ich sami. Polecam je również na bezsenną noc – zapadnięcie w kamienny sen w przeciągu sekundy gwarantowane.

Występy masakryczne

I Salvador Sobral – Amar Pelos Dois (Portugalia)

Pierwsze miejsce na liście najgorszych utworów zaprezentowanych na Eurowizji 2017 zajmuje utwór, który… wygrał. Jest jednym z tych, których nie byliśmy w stanie wysłuchać do końca. Kiepska melodia i irytujący głos swoją drogą, ale wygląd i zachowanie wokalisty… o mamo, po prostu nie.

***

II Slavko Kalezić – Space (Montenegro)

Wykażcie się empatią i nie każcie mi tego komentować.

***

III Jacques Houdek – My Friend (Chorwacja)

Na trzecim miejscu pojawił się koleś z rozdwojeniem rozdziesiętnieniem jaźni. W jego utworze nie grało nic, zaczynając od niego samego, na obrazach wyświetlanych na telebimie kończąc. Porażka.

***

IV Naviband – Story Of My Life (Białoruś)

Irytacja pełną parą. Dodatkowe, czwarte miejsce zostało stworzone dla białoruskiego duetu ludzi nie do końca zdrowych na umyśle, skaczących i wyśpiewujących hejejejej. Nie wiem, co brali przed napisaniem tekstu oraz skomponowaniem utworu, ale… zdecydowanie nie chciałabym tego spróbować.

***

V Ilinca ft. Alex Florea – Yodel It! (Rumunia)

Pyszczkowi się podobało, ja jednak nie byłam w stanie tego słuchać. Im bardziej pragnęłam dać szansę jodłującej dziewczynie – bo gość towarzyszący jej był w porządku – tym bardziej wykręcało mi twarz. Gorzej niż po cytrynie oblanej kwasem. Nie, nie, nie i nie.

Występy do bólu przeciętne i nudne

Norma John – Blackbird (Finlandia)
Omar Naber – On My Way (Słowenia)
Tijana Bogićević – In Too Deep (Serbia)
Claudia Faniello – Breathlessly (Malta)
Anja – Where I Am (Dania)
Kasia Moś – Flashlight (Polska)
Brendan Murray – Dying To Try (Irlandia)
OG3NE – Lights and Shadows (Niderlandy)
Fusedmarc – Rain Of Revolution (Litwa)
Koit Toome and Laura – Verona (Estonia)
Timebelle – Apollo (Szwecja)
Francesco Gabbani – Occidentali’s Karma (Włochy)
Lucie Jones – Never Give Up On You (Wielka Brytania)
IMRI – I Feel Alive (Izrael)

16 myśli na temat “Eurowizja 2017 – najlepsi i najgorsi wykonawcy

  1. Z większością sie zgadzam,sama kocham Eurowizje ,jednak nie ze wszystkim ;) Po pierwsze nie głosowałam na bulgraiskiego Kristian w ogóle za żadnym razem,a jego występ podobał mi sie najbardziej ;) Właśnie za to,ze jest tylko rok starszy ode mnie a tak ładnie śpiewa :) i to ze mi sie podoba nie oznacza ze latam z mokrymi majtkami czy coś w tym stylu ;D Taki tam mój kolejny crush którego piosenki sobie podśpiewuje XD
    Węgry mi tez sie podobały bardzo,Aczkowliek do Chorwacji sie nie zgodzę-facet miał talent ze tak sie rozdwajał.Dla mnie rownież Portugalia i Białoruś to buła totalna porażka!!No kurczę,ludzie!!A ze Szwecji ten facet mi strasznie kogoś przypomniał,ale nie wiedziałam kogo-Wolinskiego,masz racje!Ale jego piosenka wpada w ucho ;) Jeszcze mi sie Włochy podobały za radosna melodie i śmieszy temat poruszony w pisoence(nie za samo wykonanie,bo ten Włoch sobie rwał gardło ;p)

    1+

  2. Nie przepadam za Eurovizją ale z nudów zerknęłam na finał a właściwie to jego część po nie oglądałam do końca ;)
    Węgry – piosenka wpadła mi w ucho. Lubię takie orientalne nuty a jak połączyć to z rodzimym językiem w którym śpiewał to rzeczywiście całość wpada w ucho i przyjemnie się ją słucha. Tylko ten hip hop mi nie pasował

    Mołdawia – piosenka może nie jest wybitna ale przyznam, że również wpadła mi w ucho :P A choreografia… jak to powiedział Orzech? „Ruch konika niecierpliwiącego się w zaprzęgu”, czy jakoś tak… chociaż mi ten ruch nogą bardziej przypominał jakby panie dostały jakiegoś skurczu lub noga im zdrętwiała :P

    „Chłopaczek” z Australii – spotkałam się z opinią, że mógłby grać w typowych serialach dla nastolatek typu „Violetta”, chociaż mi bardziej pasował by do roli Tarzana. Nie wiem czemu, może ta fryzura… i rysy twarzy takie…. egzotyczne? :P
    Jacques Houdek – jego ksywka z którą się spotkałam w internecie to Arnold Boczek :P

    Zapamiętałam również pana z Izraela (w finale występował jako pierwszy, to akurat na niego trafiłam), który miejscami pięknie „zawodził” niczym wilk do księżyca, ale próbował nadrobić to bicepsami i według niego zalotnymi spojrzeniami do kamery :P
    „Alladyna” z Czarnogóry i Jego „warkocz” kojarzę z internetu – występu na Eurowizji nie widziałam, ale tego nie trzeba komentować :P Widziałam też jego występ w jakimś amerykańskim programie muzycznym – bez komentarza :P Był jeszcze goryl na scenie (zresztą w piosence również):P

    0

    1. Haha, spoko przemyślenia :D Oglądałaś niby niewiele, a wyciągnęłaś cudowne wnioski, które nie odbiegają od naszych komentarzy. No dobra, nasze są miejscami „mniej cenzuralne”. Za rok oglądamy razem! ;>

      0

  3. Eurowizji nie oglądam od kilku lat, ale za czasów wygranej Alexandra Rybaka i udziału naszego Marcina Mrozowskiego z Mazowszem oglądałam regularnie :D

    Fajny ten kawałek Mołdawii. A Portugalia rzeczywiście dupy nie urwała – choć sama melodia super (do spania), to wokalista – rety, nie wiem, skąd oni go wzięli, ale niech go wyślą tam z powrotem :D

    0

    1. Eurowizji z Rybakiem nie oglądałam, za to potem z przyjemnością słuchałam jego piosenki, a nawet piosenek. Jest jedną z osób, które moim zdaniem zasłużenie wygrały.

      Nazwisko Mrozowski niestety nic mi nie mówi. Pewnie musiałabym posłuchać jego utworów i wtedy byłoby mi głupio.

      Jeszcze odnośnie polskich wykonów – w zeszłym roku powinna była jechać Margaret, a nie Szpak. Dwa lata temu (?) Donatan i Cleo dali radę!

      0

  4. Nie oglądałam w tym roku (wróciłam do domu pod koniec i patrzyłam tylko piąte przez dziesiąte na tv), ale jakoś nie jestem fanką Eurowizji i mogę żyć z myślą, że nie wiem, kto co śpiewał :P

    0

    1. Jodłowanie jeszcze jakoś zniosę (cytrynę też zjem, jak się uprę ;)), ale to hejejejej jest dla mnie nie do przejścia.

      0

  5. Oglądałam Eurowizję z koleżanką i też po kolei oceniałyśmy każdy występ po kolei :D Miałam dwóch faworytów- Bułgarię (ale nie latałam z mokrymi majtkami i nie głosowałam na niego xD właściwie na nikogo nie głosowałam) i Austrię. Zdecydowanie zgadzam się co do Portugalii, ani trochę nie podobała mi się muzyka, wykonanie, zachowanie śpiewającego… nie wiem do tej pory dlaczego on wygrał.

    1+

    1. Widzę, że upodobałaś sobie w tym roku dzieciaczki :D Ale fakt, głosy i piosenki mieli zacne. Szkoda tylko, że taki ktoś – fizycznie zwykły, za to utalentowany – rzadko wygrywa.

      Wydaje mi się, że Alexander Rybak (2009 rok) miał dobry głos i piosenkę. Mogę się jednak mylić, bo samej Eurowizji wtedy nie oglądałam, tylko wyrywki na Youtube.

      0

  6. My też co roku oglądamy Eurowizję xD Niestety w tym roku nie udało nam się zasiąść przed tv z całą rodzinką, bo musiałyśmy zostać we Wrocławiu ale czekając na wyniki oczywiście dzwoniłyśmy do rodziców zapytać się o ich wrażenia, bo wiedziałyśmy, że oglądają :D

    Naszym wygranym jest zdecydowanie Sunstroke Project :D Taka nuta, że w każdej chwili można ją sobie zaśpiewać i potupać nóżką :D A najgorsza piosenka to właśnie Salvadora… Serio, nawet długo nie mogłyśmy obie skojarzyć kto tam śpiewał z tej Portugalii xD Do dziś nie rozumiemy jej fenomenu zwłaszcza, że Polska publiczność również dała mu 12 pkt….

    0

    1. Półfinały oglądałam dzień po emisji, finał nawet dwa dni po. To za długa zabawa, poza tym reklamy – i niektóre piosenki ;) – są irytujące, więc trzeba je przewijać.

      Sfałszowane wyniki i tyle! :P

      0

    1. :Facepalm: Belgia, oczywiście! Już uzupełniłam zestawienie, bo przecież mnie też podobało się wykonanie tej kobiety.

      0

Dodaj komentarz