Nestle, rożek Kaktus

Co roku kupuję masę pojedynczych lodów z silnym postanowieniem zjedzenia ich w przeciągu kilku miesięcy. Co roku łamię dane sobie słowo, w efekcie czego zamrażarka pęka w szwach. Górna szuflada, gdzie leży chleb, pomieści jeszcze trochę lodów. Udostępniłam ją Pyszczkowi. Dolna przeznaczona jest do trzymania mięsa, warzyw i wszelakich tworów innych. W środkowej natomiast nie widać dna. Ani ścian.

Poza lodami w dużych opakowaniach, które niestety także kupiłam, bo przecież promocja, w środkowej szufladzie znajdują się rożki, kubki, kubeczki, batony lodowe, napatykowce i kartoniki zbiorcze z rozmaitościami. Nawet nie chcę patrzeć na ich daty ważności. Zamrożone pieniądze – dosłownie i w przenośni. Rokrocznie modlę się, by nie nastąpiła (zbyt długa) awaria prądu.

Jak się pewnie domyślacie, w związku z powyższym nowe lody kupić oczywiście… musiałam. Zaprezentowany dziś rożek Kaktus lodowej marki Schöller – szerzej: Nestle – jest tylko pierwszym na liście zimnych słodyczy, które tego lata planuję dorwać lub już to zrobiłam.

Nestle Scholler, rożek lodowy Kaktus, sorbet truskawkowy i lody cytrynowe z zieloną polewą, copyright Olga Kublik

Kaktus

W dzieciństwie zdecydowanie lubiłam Kaktusy. Nie tylko ze względu na smak loda, ale również – albo przede wszystkim – na zieloną polewę, która trzaskała w buzi podczas jedzenia. Duże znaczenie miała również kolorystyka, przykuwająca wzrok i oryginalna.

Dziś nie jestem szczególną entuzjastką lodów wodnych, więc Kaktusy zeszły na dalszy plan, a nowe warianty na patyku wcale mnie nie ciekawią.

Nestle Scholler, rożek lodowy Kaktus, sorbet truskawkowy i lody cytrynowe z zieloną polewą, copyright Olga Kublik

Muszę przyznać, że rożek Kaktus wygląda interesująco, czym przebija nawet napatykowy pierwowzór. Pachnie kwaśną cytryną. Na koronie znajdują się bordowe okruszki, które wedle mojej pamięci powinny strzelać na języku, niestety tego nie robią. Są nieprzyjemnie rozmokłe, podobne do zalanych wodą liofilizowanych wiśni (w rzeczywistości truskawek).

Drugi hit korony stanowić miała zielona polewa. Smakiem odpowiada oryginałowi – jest jak dziecięca pasta do zębów połączona z różową gumą Orbit. Niestety jej konsystencja pozostawia wiele do życzenia. Warstwa ta jest rozpuszczającą się w sekundę plasteliną. Producent nazwał ją… polewą tłuszczowąFuj.

Nestle Scholler, rożek lodowy Kaktus, sorbet truskawkowy i lody cytrynowe z zieloną polewą, copyright Olga Kublik

Czekolada – kakaowa polewa? – która również znalazła się w rożku Kaktus, okazała się w porządku. Lody są dwukolorowe: czerwone (truskawkowe lody wodne) i żółte (cytrynowe lody klasyczne). Te pierwsze są przyzwoite, bo lekko kwaśne, lekko słodkie. Czułam w nich świeże owoce, ale również zbyt intensywne rozwodnienie. Drugie są głównie kwaśne, również akceptowalne.

Wafel został wyściełany wspomnianą wyżej czekoladą. Jakościowo jest zacny, bo twardy i chrupiący. W smaku waflowy i słodki, może trochę… sernikowy? Na dole tradycyjnie znajduje się czekoladowy korek.

Nestle Scholler, rożek lodowy Kaktus, sorbet truskawkowy i lody cytrynowe z zieloną polewą, copyright Olga Kublik

Aby upewnić się w ocenie, rożkowego Kaktusa zjadłam dwukrotnie. Uważam, że jest – jak to mawia mój tato – zjadliwy, ale ani mnie nie powalił, ani nie przywiódł na myśl ukochanego w dzieciństwie drobnego napatykowca. Wygląda atrakcyjnie, jednak posiada szereg wad. Przede wszystkim polewa nie strzela i ma okrutną konsystencję, a sorbetowe i wodne lody to nie moja bajka. Ponadto rożek zostawia na języku tę samą kwaśność, co świeże kiwi. Ponieważ nienawidzę kiwi, do Kaktusa więcej nie wrócę. To opcja na raz, ewentualnie do ciekawych kolorystycznie fotek na Instagrama.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Nestle Scholler, rożek lodowy Kaktus, sorbet truskawkowy i lody cytrynowe z zieloną polewą, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

29 myśli na temat “Nestle, rożek Kaktus

  1. Ja jadłam raz i chyba ostatni raz…dobrze mówisz,zjadliwy :p Aczkowliek taka mocna i….sztuczna owocowosc solidnie mnie odstraszyła XD

    0

  2. A ja właśnie Kaktusów wyjątkowo nie lubiłam. Głównie przez obrzydzającą mnie zieloną „skorupkę”. To nie dość, że Kaktus, to jeszcze rożek (obecnie takich też bardzo nie lubię), więc… idealny przykład „loda nie dla mnie”.

    0

  3. miałyśmy bardzo podobne doznania, na szczęście Ty umiałaś ubrać genialnie to w słowa! Dziękuję i mam nadzieję, że polecasz się na przyszłość xD

    0

  4. No mamy dokładnie tak samo – kochałam kaktusy za strzelającą polewę <3 W ogóle uwielbiam takie strzelające czekolady (kiedyś była taka Milka, jadłam jeszcze Cadbury – czekoladę pomarańczową w formie pomarańczy, podzieloną na cząstki; jak pomarańcza :D).

    Swoją drogą, może zainwestuj w oddzielną zamrażarkę, co? :D Ja jak będę mieć swój dom, to tak chyba zrobię, bo mam tendencję do chomikowania i zamrażania wielu rzeczy – od naleśników, przez owsianki i pierogi, aż po gołąbki i pieczone mięso. Potem tylko wyjmuję, rozmrażam i nie muszę "stać w garach", jak nie mam czasu :D Owoce też mam zamrożone. Lodów brak :P

    A przechodząc do recenzji – brak strzelania i "polewa tłuszczowa" od razu mnie zniechęcają. Lodów wodnych (na początku napisałam "wodów lodnych" – czas na kawę) też raczej nie lubię… Wolę takie sorbety z owoców (np. zblendowane zmrożone owoce) czy kremowe.

    0

    1. Znam tę pomarańczę, ale mnie nie kusi. Poza tym cena w Kuchniach Świata nie zachęca ;) Nie wiedziałam tylko, że czekolada strzela.

      Po co osobną zamrażarkę? Żebym nakazem sądu musiała wyprowadzić się do domu dla obłąkanych? :D

      Wody lodne <3

      0

  5. Teraz nie dla mnie takie twory, ale w dzieciństwie lubiłam kaktusy, głównie właśnie jego chrupiącą warstewkę :)
    A co do zamrażarki to w mojej dominują mrożone warzywa. Do tego mam chleb żytni, pomrozone owoce, ale i kilka lodów się znajdzie :)

    0

      1. Dokładnie nie pamiętam, ale na pewno 2 opakowania grycanowych (500g), chyba pistacjowe i czeko, ze 2 magnumy i opakowanie mini magnumików. Sparawdzę to dokładnie w niedzielę, bo sama jestem ciekawa co ja tam mam :D

        0

  6. Nigdy bym go nie ruszyła (i w sumie tego patykowego też nigdy nie jadłam), gdyby mojej siostrze nie odwidziało się go jeść. Niestety musiałam go za nią dokończyć i mnie też nie powalił, wręcz przeciwnie. Zjadliwy, ale za kasę, jaką za niego wołają w sklepie, to na następny raz podziękuję ;)

    0

    1. Masz rację. 3 zł (więcej?) za takie coś to gruba przesada. No ale cóż… znana marka, szata graficzna, nowość… ;)

      0

  7. Nigdy nie kupię nawet za darmo nie wezmę bo tych kaktusów na patyku szczerze nie znoszę . Plus za wygląda atrakcyjny dla dziecka. Olga jest też lód Oreo peanut butter w wersji”kanapki” nie kupuj szkoda 5 zł .

    0

    1. Wiem o kanapce Oreo Peanut Butter. Kupię, bo zależy mi na recenzji. Ale czekam grzecznie na promocję, podobnie jak w przypadku nowego Oreo na patyku, Milki na patyku, Haagenów na patyku, batona lodowego Snickers Caramel i paru innych tegorocznych nowości.

      Kaktusów nie lubisz, bo…? ;>

      0

  8. Widziałem go. Widziałem i… specjalnie nie kupiłem. Nie chciałem zmazać tych wspomnień z, jednak, udanym lodem. Polewa, kształt, kolor. podobał mi się, jak i podobał się Tobie. Miałem obawy, że nie sprosta siostrze.

    PS SERNIKowy wafel… :/

    0

Dodaj komentarz