7 seryjnych zajęć, którym warto oddać się w wolnym czasie

Co prawda w mojej obecnej sytuacji życiowej wakacje i czas wolny to pojęcia abstrakcyjne, potrafię jednak wczuć się w sytuację czytelników bloga, którzy jeszcze się uczą. Przełom czerwca i lipca oznacza dla nich początek błogich miesięcy nicnierobienia, które skończą się wraz z nadejściem września lub października, w zależności od szczebla edukacji, na jakim się znajdują. Najpierw będą się lenić i korzystać z braku obowiązku wczesnego wstawania, potem przeżyją cudowne chwile, by pod koniec zacząć się lekko niecierpliwić i snuć plany spotkań z przyjaciółmi po okresie rozłąki. Wszyscy to przerabialiśmy.

To, czego zrobić nie potrafię, to określenie, jaka część młodych ludzi wyjeżdża na wakacje z domu. Większość? Mniejszość? Czy w dobie internetu robi się to chętniej, czy jednak z wyraźną irytacją? I dokąd właściwie się jeździ? Czy polskie morze i jeziora są już passe, a jedyne godne wyprawy miejsce musi leżeć daleko od granic Polski? Nigdy nie byłam modna, bo zawsze ze wszystkich możliwych lokalizacji wybierałam morze, na dodatek nasz chłodnawy Bałtyk z plażą zawaloną spieczonym ludzkim cielskiem.

Nie o tym dziś jednak chciałam pisać. Tekst poświęciłam osobom, które zostały i/lub planują zostać w domu. Przed telewizorem, komputerem, laptopem, książką, grą planszową… czymkolwiek. To wasz czas wolny i jeśli macie ochotę, możecie kisnąć do woli, aż skiśniecie jak ogóry w babcinym słoiku. Ja sama z przyjemnością kisłam! W jaki sposób? O tym właśnie opowiedziałam.

Poznajcie skuteczne i najprzyjemniejsze sposoby przebrzydle długiego kiśnięcia, czyli moją propozycję

7 seryjnych zajęć, którym warto oddać się w całości w czasie wolnym

Oglądanie seriali

Na początek podstawowe pytanie: dlaczego nie seriali i filmów? Już wyjaśniam.

Otóż nawet w sytuacji, w której mamy do czynienia z filmami – niech będą to Piraci z Karaibów, bo właśnie rozpoczęliśmy z Pyszczkiem oglądanie od części pierwszej (w moim przypadku milionowe) – kończą się one bardzo szybko. Pokonanie porządnej serii liczącej kilka części, choćby i trwających po dwie godziny z hakiem, zajmie nam jeden dzień lub jedną noc. Za to serial… och, to zupełnie inna sprawa!

Seriale mają tę przewagę nad filmami, że potrafią wciągnąć widza w wykreowany świat jak bagno. Nie utożsamiamy się z bohaterami, a zaprzyjaźniamy z nimi. Niemal widzimy siebie u ich boku na ekranie.

Im serial dłuższy, tym lepiej. Im dłużej trwają odcinki, tym bardziej warto mu się oddać. Problem pojawia się dopiero pod koniec seansu. Finał ostatniego sezonu bardzo boli, bo wyrzuca nas ze świata, w którym się zaszyliśmy, niczym katapulta. Myślę jednak, że dla kilku tygodni ekstazy warto chwilę pocierpieć.

Ze swojej strony polecam:

  1. The Walking Dead – mój serial numer jeden (7 sezonów po ok. 15 odcinków i wciąż trwa)
  2. Desperate Housewives – mój serial numer dwa (8 sezonów po 20+ odcinków)
  3. Dexter – nie jestem pewna, ale chyba jest to mój serial numer trzy (8 sezonów po 12 odcinków)
  4. Grey’s Anatomy – cudowne mistrzostwo przemieszania z poplątaniem z operacjami na otwartych ludziach w tle (13 sezonów! po grubo ponad 20 odcinków i wciąż trwa)
  5. Gossip Girl – nic nie poradzę, że uwielbiam (6 sezonów po 20+ odcinków)
  6. Six Feet Under – w 2012 roku bardzo mi się podobał, acz pamiętam tylko zarys; z przyjemnością do niego wrócę (5 sezonów po 12-13 odcinków)
  7. LOST – w liceum bardzo mnie – i nie tylko mnie – zawiódł, ale właśnie zaczęliśmy z Pyszczkiem oglądać go od nowa (6 sezonów po 14-25 odcinków)

Za ewentualną beznadziejność powyższych seriali nie odpowiadam. Ryzyk-fizyk. Pamiętajcie, że od tego są epizody zerowe (piloty), żeby móc zadecydować, czy dany pomysł porusza wasze serducho.

Czytanie książek

Tak jak poprzednio, mam tu na myśli książki seryjne. Najlepiej grube, wielkie i zapisane małym drukiem. Pozwalają wciągnąć się nie mniej niż serial, a czasem (zawsze?!) nawet bardziej. Oczywiście pod warunkiem, że jesteście wytrawnymi czytelnikami, bo składanie literek na siłę nie ma sensu.

Przewagą książek na serialami jest to, że można je czytać, gdy:

  • w domu nie ma prądu
  • wszyscy śpią, a my nie chcemy hałasować
  • nasz umysł obumiera od przedawkowania wakacji i musimy go podratować
  • chcemy wyjść z domu, a jednocześnie pozostać w magicznym świecie przedstawionym
  • wypadł dzień filmu naszego współlokatora, który wrednie puścił 3-godzinny czarno-biały niemy western z początków kinematografii
  • mamy dość czekania na ukazanie się najnowszego odcinka oglądanego serialu (dlatego ja polecam wstrzemięźliwość i wciąganie seriali dopiero po wyjściu kilku sezonów)
  • idziemy nad rzekę, basen, plażę przy jeziorze/morzu lub na inne tereny wodne, by się poopalać
  • mamy focha na drugą połówkę i musimy zająć czymś wzrok oraz głowę

Ze swojej strony polecam:

  1. Nieśmiertelną serię o Harrym Potterze
  2. Rewelacyjną sagę sci-fi o Enderze
  3. Kolekcję Mistrza Grozy, czyli cykl wszystkich książek Stephena Kinga, które zobaczyły światło dzienne. Nie przepadam za tym autorem, acz parę pozycji znać trzeba, poza tym powieści ukazują się co dwa tygodnie w kioskach i kosztują w granicach 10 zł
  4. Powieści z cyklu Cmentarz Zapomnianych Książek, jak i resztę magicznych książek Carlosa Ruiza Zafóna, którego pokochałam dzięki mojemu tacie
  5. Każdą książkę Katarzyny Grocholi! Mimo iż nie są serią, przeczytawszy jedną, będziecie musieli sięgnąć po resztę. Chyba że jesteście facetami, wtedy niekoniecznie

Granie w gry komputerowe

Internetowe lub nie – jak wolicie. Gatunek też jest obojętny, byleby nie była to gra stagnacyjna, gdzie ciągle robicie to samo, a wasze komórki mózgowe wyskakują przez uszy, popełniając z rozpaczy samobójstwo.

Nie wiem, co teraz jest w modzie, ale może uda mi się tego dowiedzieć dzięki komentarzom. Moja rada brzmi następująco: mało rozwijające gry typu The Sims – nie, natomiast wszelkie przygodówki, które wymagają kombinowania (i w kryzysowych sytuacjach szukania w internecie podpowiedzi, czyli bezczelnego kantowania) i prowadzą nas przez pewną fabułę – jak najbardziej tak.

Robienie kolaży

To autorski pomysł, który możecie zastąpić własnym hobby – wyszywaniem, haftowaniem (byleby nie po imprezie), przerabianiem ubrań, odnawianiem mebli, tworzeniem biżuterii itd.

Jeśli jednak interesujące wydało wam się hasło kolaże, pozwolę sobie odesłać was do wpisów prezentujących moją twórczość: pierwszego, drugiego.

Zwiedzanie ciekawych miejsc

Większość sytuacji, które można określić zwiedzaniem, to już aktywność wyższej kategorii, zakładają bowiem porzucenie domowych pieleszy, umycie głowy, ogolenie pach, użycie antyperspirantu i dowiedzenie sąsiadom, że wciąż żyjemy, a naszych zwłok nie zjadły domowe koty.

Zwiedzać można w zasadzie wszystko – od każdej położonej w odległości 10 kilometrów Żabki celem porównania asortymentów (no co?; czasem skrajna nuda zmusza do gorszych postępków!) po zagraniczne stolice, gdzie wypija się drinka w świetle księżyca i wraca do domu odchorować poświęcony czas.

Ze swojej strony polecam zwiedzanie:

  1. Lodziarni położonych w naszym mieście i porównywanie tych samych smaków lodów (pomysł autorski; uprasza się o powstrzymanie od klasycznego zajumania i opublikowania wcześniej)
  2. Zamków położonych w wybranym województwie lub na terenie całej Polski
  3. Domów strachów położonych na terenie całej Polski
  4. Escape roomów położonych w którymś z większych miast (we Wrocławiu jest ich ponad 100!)
  5. Wesołych miasteczek położonych na terenie całej Polski… lub Europy
  6. Państw graniczących z Polską celem upolowania słodyczy, na widok których publika zakwiczy
  7. Miejsc, które od lat znajdują się na naszej liście to do, ale nigdy nie udało nam się zmobilizować

Jedzenie dobrych rzeczy

W pierwszym odruchu miałam ochotę napisać, że ta aktywność również zakłada wyjście z domu – co najmniej jednorazowe – ale cofam owe bluźniercze słowa, wszak od czego mamy internety?

Złożenie zamówienia lub doczłapanie się do sklepu zaowocować musi wydatkiem sumy, której wydać absolutnie nie powinniśmy, bo przekracza ona ludzkie pojęcie. Na szczęście wakacje rządzą się swoimi prawami, a w blasku słońca bankrutuje się o wiele sympatyczniej niż na przykład smutną zimą.

Ze swojej strony polecam zgłębienie:

  1. Całego dostępnego na polskim rynku asortymentu ulubionej marki
  2. Wszystkich produktów o lubionym smaku, np. kawowym czy karmelowym
  3. Odpowiedników tego samego produktu, ale różnych marek
  4. Tworów marek własnych supermarketów, które imitują popularne słodycze
  5. Asortymentu marek uważanych za złe i/lub podejrzanych
  6. Słodyczy, które uważamy za paskudne lub nienawidziliśmy ich w dzieciństwie
  7. Nostalgicznych tworów, które kojarzą nam się z czasami przedszkola i podstawówki
  8. Produktów konkurencyjnych marek, które stanowią wzajemne odpowiedniki (np. wszystkie: ryże na mleku z sosem o smaku czekoladowym, rożki waniliowe, śmietankowe kaszki manny, owsianki z jabłkiem i cynamonem, gorzkie czekolady ze skórką pomarańczową itd.)
  9. Pozycji z listy must eat, którą tworzymy od miliona lat, ale ciągle wpada coś nowego i pilniejszego

Nadrabianie zaległości… we wszystkim

I na koniec proponuję zająć się wszystkim tym, co przez cały rok – ekhm, lata! – nauki spychaliśmy na szary koniec listy zadań do wykonania oraz marzeń do zrealizowania, bo brakło nam zapału, czasu, pieniędzy, zdrowia, cierpliwości, drugiej osoby u boku itd. Kiedy nadrabiać zaległości, jeśli nie teraz?

PS Wakacje to świetny czas na nadrobienie zaległości w czytaniu ulubionych blogów i zgłębianiu ich ciągnącej się w nieskończoność historii. Pamiętam, że mnie sprawiało to wiele radości. Wciąż mam w sercu nazwy i autorów blogów, które zgłębiłam od deski do deski. Good times!

26 myśli na temat “7 seryjnych zajęć, którym warto oddać się w wolnym czasie

  1. Doskonale Cię rozumiem. Termin wakacje mnie nie dotyczy. Właśnie zmieniłam pracę. Jutro zaczynam 3 tydzien. Wakacji brak a urlop muszę zostawić na następne kolokwium z prawa pracy na aplikacji niestety … zostają weekendy a w te również nie poszaleje bo w tygodniu wracam wieczorem do domu. Sobota czas zakupów ba cały następny tydzień – bazarki bio sklepy itp. A niedziela ciąg dalszy porządków po przeprowadzce która miała notabene miejsce 2 miesiące temu a 3/4 rzeczy nadal z braku czasu i chęci w torbach porozstawianych po kątach …. o_O
    Zostaje czytanie 1 serial w tygodniu co najwyżej jeśli w ogóle i eksperymenty w kuchni.
    Pozdrawiam wszystkich bezurlopowcow ;)

    0

    1. Ty chociaż masz perspektywę urlopu, ja posiadam umowę o dzieło ;D Trzymam kciuki, żeby w nowej pracy było fajnie. Jaka branża?

      0

        1. O, poważna sprawa. Obyś nigdy mi się nie przydała ;)

          PS Co sądzisz o aktualnych wydarzeniach związanych z sądem w Polsce?

          1+

  2. Grey’s Anatomy, House’a, CSI NY oglądałam wybiórczo, bo mają tyle odcinków, że po kolei nie dałam rady :D Lubię też bardzo Skins, Hawaii 5.0. LOST oglądałam, jak mój brat studiował – więc ja pewnie byłam pod koniec podstawówki. Ale dwóch ostatnich sezonów nie obejrzałam. Gossip Girl oglądałam chyba 3 sezony, ale też nie jestem pewna. A! I Pretty Little Liars. Uwielbiam. Tak samo jak The Vampire Diaries. I House of Cards :D
    Z książkami mam taki problem, że ciężko mi trafić na taką fabułę, która by mnie porwała. Z gier oczywiście – uwielbiam The Sims i Need For Speed.

    Dalej nie mam na to wszystko czasu (albo wolę czytać blogi lub tworzyć) :D Robię część z tych rzeczy, ale po troszę – teraz weekendy spędzam w Warszawie, więc zwiedzam wszystkie sklepy i miejsca, do których chciałam zawsze pójść, a nie było okazji/czasu lub możliwości. A w sierpniu lecę na 3 dni do Pragi spróbować znanych knedliczków, pozwiedzać i… oderwać się od rutyny.

    0

    1. Jak można oglądać serial wybiórczo? Weź… ;)

      Skins kocham, ale tylko brytyjski oryginał, na dodatek 2 sezony, bo po zmianie ekipy się zepsuł. Losy Effie już mnie nie zainteresowały, choć oczywiście serial obejrzałam do końca. W tym samym klimacie polecam My Mad Fat Diary.

      Pretty Little Liars nie cierpię. Oglądam, bo skoro już tyle sezonów przetrwałam, to głupio rzucić, ale serio… dla mnie gniot dla bardzo młodych nastolatek. Bez obrazy :P Btw, oglądałaś jednosezonowy ‚serial partnerski’ o Calebie i duchach?

      Vampire Diaries nie oglądam, bo nienawidzę wampirów. Jestem zombiakowa dziewczyna :)

      House of Cards dwa sezony (?) były super, potem kópsko, więc tu akurat rzuciłam oglądanie.

      Czechy <3 Baw się dobrze! ;*

      0

      1. Ja obejrzałam dwie generacje Skinsów (4 sezony) i 7 sezon (kontynuacja losów dwóch generacji). Pretty Little Liars też rzuciłam i nawet nie pamiętam, w którym momencie… Chyba 5 sezon 10 odcinek :D Jeśli chodzi o ten serial partnerski o Calebie to obejrzałam jeden odcinek i mnie nie porwał, więc dalej nie wchodziłam w niego.
        House of Cards zaczęłam dopiero, więc jestem na pierwszym sezonie cały czas – suuuper jest!

        0

  3. Szkoda, że nie przeczytałam tej notki w czasach, gdy miałam dlugie wakacje :D
    Co do seriali, to Grey’s anatomy był moim ulubionym i pierwszym amerykańskim, jaki oglądałam i lubię go do tej pory :) Niestety na Netflix go nie ma, więc oglądam wybiórczo na Fox – zależy na jaki odcinek akurat natrafię 12 i 13 sezonu, poprzednie obejrzałam wszystkie :) I Desperate Housewives też lubiłam :D

    0

      1. Może i mogę, ale jakoś obecnie nie mam takiej potrzeby, a seriale oglądam tylko na Netflix i w tv na Fox (głównie przy jedzeniu, jak jestem w domu) I raczej nie jestem na bieżąco z nowościami – dopiero co skończyłam 13 reasons, a teraz zaczęłam Gypsy. Może na urlopie trochę nadrobię, choć wątpię, bo chyba wolę yotube :P

        0

        1. 13 reasons to kiepski serial i jeszcze gorsza książka. Niestety miałam nieprzyjemność czytać i recenzować.

          0

            1. Historia dziewczyny, która zdecydowała się popełnić samobójstwo, bo ktoś na nią krzywo spojrzał, a potem dała się zgwałcić, żeby mieć lepszy pretekst ;)

              0

              1. No tego dlaczego się zabiła to też nie rozumiem, ale ogólnie to dobrze mi sie go oglądało :) Ale do mojego ulubionego GA się nie umywa :))

                0

      1. Nie no bez przesady :) Bardzo lubię jeździć rowerem, spacerować (codziennie muszę pojeździć rowerem i pójść na spacer), spędzam też czas w ogrodzie :) Teraz są wakacje i z mamą w miarę możliwości planujemy takie małe wypady – nie zbyt daleko na drugi koniec Polski, bo mamę podróż busem męczy, ale to zawsze coś :) Samej to nie to samo, bo nie ma się do kogo odezwać, porozmawiać, wymienić zdaniem – jest weselej :) Obie się przy tym relaksujemy, miło spędzamy czas :) Niech mama też korzysta z wakacji :)

        0

        1. Zimą też obowiązkowo spacerujesz? Brrr.

          Podróże z mamą zawsze spoko, choć ja przy całodniowej zagryzałabym się z moją, nie mówiąc już o kilku dniach :P

          0

  4. Do jedzenia pysznych rzaczy mogłabym tylko dodać testowanie nowych przepisów. Dwie przyjemności w jednym :)

    0

  5. Nie chcę Cię martwić, ale z tymi lodziarniami… to moja siostra robi odkąd poszła na studia xD Drażni mnie tym nie raz bo będąc u niej więcej nalatamy się po mieście próbując po każdej gałce w lodziarni (w tym roku na szczęście odpuściła), zamiast cokolwiek pozwiedzać, ale w sumie później z rozbawieniem to wspominam ;) Pomysł na notkę genialny i jak zawsze nie pozwoliłaś mi się rozczarować- wiele skorzystam i tego nie ukrywam ;) A nadrabiania… o matulu, mam zanadto… przydałoby się też pracę magisterską popisać jak Ty to zrobiłaś >.<ale zobaczymy ;)

    0

    1. Nie wątpię, że na pomysł z lodziarniami wpadło milion osób przede mną, ale nikt w naszym kąciku blogosfery ;>

      Pisz, pisz. Czymam kciuky!

      1+

  6. Pierwsze dwa zajęcia właściwie robimy przez cały rok, bo seriale kochamy na zabój :D Książki co prawda ostatnio poszły w lekką odstawkę ale już wracam do nich i między pacjentami kiedy mam trochę wolnego czasu zawsze parę stron przeczytam :)

    0

    1. Powiem Wam względnie* smutną rzecz – jak znajdziecie sobie drugie połówki, połowa przyjemności własnych wypadnie z harmonogramu ;)

      * Względnie, bo bycie z kimś ma korzyści sprawiające, że zapomina się o pierdołach, z których trzeba było zrezygnować.

      0

Dodaj komentarz