Marabou, Black Saltlakrits

Prezentowana czekolada jest drugą tabliczką szwedzkiej marki Marabou, której miałam okazję próbować. Pierwszą była duża, słodka, mleczna i mięsista Oreo, otrzymana w ramach współpracy ze szczecińskim sklepem stacjonarnym Candy Point. Okazała się na tyle dobra, że z przyjemnością do niej wrócę.

Dzisiejszą bohaterkę – a w zasadzie jej fragment – również otrzymałam. W pewnym sensie. Tym razem bowiem poczęstowana zostałam w pracy, tak jak wszyscy inni. Wiedziałam, że sprawi mi nieco kłopotu, ponieważ – jak nazwa i grafika na opakowaniu wskazują – Black Saltlakrits to mleczna czekolada ze słoną lukrecją. W pełni świadomie i odważnie stawiłam jej jednak czoła.

Marabou, Black Saltlakrits, chorwacka mleczna czekolada ze słoną lukrecją, copyright Olga Kublik

Black Saltlakrits

Tak samo jak wspomniana we wstępie tabliczka Oreo, Black Saltlakrits prezentowała się przepięknie. Kostki były grubiutkie, mięsiste. W kolorze ciemnomlecznoczekoladowe. Każdą dekorowało logo marki, czyli ozdobna litera M. Ze środka okiem łypały szczodrze dodane siwo-czarne płytki słonej lukrecji.

Marabou, Black Saltlakrits, chorwacka mleczna czekolada ze słoną lukrecją, copyright Olga Kublik

Black Saltlakrits pachniała słodką i ziołową lukrecją, ale również stanowiącą tło mleczną czekoladą. Ta druga była gęsta i bagienkowa, w smaku słodka i bardzo mleczna. Lukrecja z kolei występowała w postaci cukierkowo szklanych płytek. Przypominała większe i płaskie skupiska skrystalizowanego cukru. Przyjemnie chrupała. Po zetknięciu z językiem była najpierw… ostra jak ocet albo czysty kwasek cytrynowy, a dopiero potem słona i ziołowa. Skądinąd lukrecjowość w lukrecji okazała się najniższa.

Zupełnie się nie spodziewałam, że smak lukrecji nie będzie mi przeszkadzał. Być może zaakceptowałam go, ponieważ okazał się łagodny. A może dlatego, że w zdecydowanie gorsza była sól. Tak intensywna, że w pierwszym odczuciu ostra niczym kwas. Piekła w język i poddawała w wątpliwość przydatność do spożycia tabliczki Black Saltlakrits. Poza nią w produkcie występowała wysoka cukrowość zawdzięczana czekoladzie.

Marabou, Black Saltlakrits, chorwacka mleczna czekolada ze słoną lukrecją, copyright Olga Kublik

Wbrew moim przypuszczeniom, Black Saltlakrits nie jest okropnym słodyczem. Przede wszystkim dzięki czekoladzie, która okazała się pyszna: mleczna, słodka (cukrowo), gęsta i bagienkowa.

Jedynym i poważnym minusem tej ziołowo-kakaowej kompozycji jest sól. Gdyby nie jej stężenie, mogłabym zjeść nawet całą tabliczek. Niekoniecznie naraz. W obecnej formie poprzestałam na dwóch kostkach.

Ocena: 3 chi ze wstążką


Skład i wartości odżywcze:

Marabou, Black Saltlakrits, chorwacka mleczna czekolada ze słoną lukrecją, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

18 myśli na temat “Marabou, Black Saltlakrits

  1. Jesteś chyba pierwszą osobą jaką „znam” (tylko z internetu, ale zawsze coś), która twierdzi, że lukrecja jest całkiem smaczna :).

    0

    1. A na przykład ja nie twierdzę, że lukrecja jest „całkiem smaczna”. Twierdzę (tak po prostu jest!), że lukrecja jest bardzo smaczna. ;)

      0

    2. Nic podobnego! Nienawidzę lukrecji, jest wstrętna. To w tej czekoladzie wyjątkowo mi nie przeszkadzała, bo nie było jej czuć. Lukrecjową obrzydliwość wyparła kwaśna sól ;)

      0

  2. A mi właśnie dzięki tej kwasowości soli ta czekolada w ogóle smakowała. :D Lukrecję oczywiście wolałabym silniejszą, a cukrowość mniejszą, ale ogólnie jak na Marabou okazała się miłym zaskoczeniem.

    0

  3. Po mojej pierwszej tabliczce czekolady z solą (Biedronkowa gorzka, 70% chyba) jestem tak sceptycznie do tej kombinacji nastawiona, że nie zamierzam więcej próbować. Lubię delikatną sól, która podbija smak słodki, ale w tabliczce dają takie kryształy, że to po prostu przeszkadza. Ale samej lukrecji jestem bardzo ciekawa.

    0

    1. Nie cierpię czekolad z solą, a wielkie kryształki to już w ogóle ohydztwo. Wolałabym przez miesiąc ładować w siebie tylko lukrecję, niż przez tydzień jeść tabliczkę z solą dziennie. Yuk, yuk.

      0

  4. Za pisanie o lukrecji i Oreo w jednej recenzji…. Nie, kara to za mało. Nawet jeśli jedno z drugim nie ma nic wspólnego, kara to za mało.

    O! Mam. Pokutą będzie miesiąc spędzony na produktach, które mają w sobie Oreo, a potem opublikowanie słów godnych tych prze-ciastek!

    0

    1. Ale przecież Oreo jako coś dobrego wymieniłam… :'(

      Co do kary – nope :'( Chyba że mogę jeść same lody Oreo na patyku.

      0

Dodaj komentarz