Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco

Niedawno na rynku pojawiła się nowa wawelska seria czekolad Czekoladowe całusy. W jej skład weszło kilka tabliczek, w tym dzisiejsza bohaterka, kokosowa Crunchy Coco. Ponieważ waży aż 278 g, wiedziałam, że sama jej nie kupię. Umówiłam się z moją słodyczową dobrą wróżką, że poczekamy na promocję i kupimy ją na spółę. Niestety jedna z nas nie wytrzymała. Co niewiarygodne, wyjątkowo nie byłam to ja.

Ania oczywiście zostawiła mi kawałek swojej zdobyczy. Do recenzji otrzymałam osiem buziakowych kostek, które podzieliłam po równo na siebie i Pyszczka. Do degustacji podchodziliśmy dwukrotnie, za każdym razem stawiając czoła dwóm kostkom ważącym ok. 40 g.

Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco, mleczna czekolada z kremem kokosowym i chrupkami ryżowymi, copyright Olga Kublik

Czekoladowe całusy Crunchy Coco

O ile deserowa czekolada z Wawelu jest dla mnie sztuczna i plastikowa – przypomina niezbyt dobrą polewę kakaową – o tyle jedzona niedawno tabliczka Milkizz Karmelowy udowodniła, że mleczna smakuje o niebo lepiej. Gdyby nie ów fakt, na Crunchy Coco nawet bym nie popatrzyła i nie chciała jej spróbować.

No dobra, spore znaczenie miał też wygląd: oryginalne kostki w formie wielkich mięsistych ust. Damskich?

Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco, mleczna czekolada z kremem kokosowym i chrupkami ryżowymi, copyright Olga Kublik

Tabliczka pachniała ładnie, ale nie porywająco, na co liczyłam. Nie było to soczyste Bounty czy unicornowy swego czasu Kokos Ritter Sporta, ale raczej suche i zachowawcze cukierki Kokoski Mieszka. Jedzona w ciepłym dniu dała się poznać jako mięciutka, plastelinowa oraz łatwa do rolowania, zaginania i przemieniania w inne kształty. (Dolną warstwę naprawdę zrolowałam, od lepienia się powstrzymałam).

Kostki składały się z przeciętnie grubej czekolady oraz ogromu nadzienia. Nawet w czekoladowych złączach pomiędzy kostkami występowała odrobina kremu. Innymi słowy: nie było takiej przestrzeni, w której występowałaby sama czekolada.

Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco, mleczna czekolada z kremem kokosowym i chrupkami ryżowymi, copyright Olga Kublik

Czekolada smakowała mlecznie i słodko. Była przyjemnie bagienkowa, ale również rozczarowująco proszkowata. Na spodzie od wewnętrznej strony zupełnie się rozpuściła, przez co zastanawiałam się, czy nie występuje tam czasem jakiś dodatkowy kakaowy sos. (Odpowiedź: nie, to nie był sos).

Zawstydzająco grube nadzienie były suchego typu. Okazało się zwarte, tłustawe. Chrupiącego dodatku znalazło się w nim bardzo dużo – były to lekkie i kruche chrupki ryżowe oraz podprażone (?) wiórki kokosowe. Moim zdaniem aż za dużo, co tym razem wcale nie wynika z niechęci do wiórków.

Krem miał mieć smak kokosowy, tymczasem był żaden. Ponieważ zwątpiłam w swoje kubki smakowe, zapytałam o zdanie Pyszczka. Powiedział, że jest ok, ale szkoda, że nadzienie nie ma smaku. Kiedy uświadomiłam go, że Wawel uznał je za kokosowe, oczy mego ukochanego urosły do rozmiarów pięciozłotówek, a z ust wydobyło się prychnięcie urazy i niedowierzania.

Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco, mleczna czekolada z kremem kokosowym i chrupkami ryżowymi, copyright Olga Kublik

Wawelska tabliczka Crunchy Coco z tegorocznej serii Czekoladowe całusy nie jest tym, czym być powinna. Najlepszą część stanowi mleczna i słodka, rozpuszczająca się bagienkowo czekolada, choć i do niej mam pewne zastrzeżenia. Przede wszystkim nie powinna być tak proszkowata.

Wnętrze jest zwarte i tłuste. Posiada konsystencję, której nie lubię nazywać kremem, ale po prostu nadzieniem. Miało odzwierciedlać smak kokosa, tymczasem jest żadne. Ani mleczne, ani śmietankowe, ani jakiekolwiek inne. Chrzęszczącego dodatku znajduje się w nim aż za dużo.

Czekolada miała ogromny potencjał, lecz go nie wykorzystała. W obecnej formie kotki przypominają pralinki z taniej bombonierki. Uważam, że to kolejny średni produkt, na który nie warto tracić czasu.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco, mleczna czekolada z kremem kokosowym i chrupkami ryżowymi, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

19 myśli na temat “Wawel, Czekoladowe całusy Crunchy Coco

  1. Nie podoba mi się wygląd, forma, nie podoba mi się całość. Jak czytam przy takich czekoladach o proszkowości to zawsze mam aż jakiś dreszcz obrzydzenia. Pomyśleć, że w dobrej czekoladzie „proszkowość” (szorstkość, pisząc precyzyjnie) to u mnie zazwyczaj plus, tutaj… wiadomo co. Fu. Proch, nadzienie cholera-wie-jakie…

    0

    1. Wygląd i forma tabliczki zbyt popkulturowe, Ty alternatywne hipsterskie emo?!

      Proch w czekoladzie jest na +, gdy masz strzelbę i idziesz rozprawić się z producentem, a brakuje Ci już oryginalnego.

      0

    1. Wszystko ma swoje zady i walety. Bliskiego człowieka mieć fajnie, acz przeciętne oraz niedobre słodycze już nie bardzo.

      0

  2. Mnie kusiły te czekolady (zwłaszcza, że są w smakach, które uwielbiam…), ale skoro piszesz, że kokosowa nie smakuje kokosem – to nie mam czego żałować, jeśli chodzi o brak kupna (tym bardziej, że dla mnie gramatura i tak jest zbyt duża).

    A Milkizz Karmelovą jadłam i mi baaardzo smakowała – choć była zbyt słodka. Ale bardzo dobra.

    0

    1. Na Instagramie ludzie napisali, że czują kokos i czekolada jest dobra. Rób, jak uważasz, w każdym razie ja nie polecam.

      Karmelowy Milkizz to ewenement. Czekolada wawelska, słodka do bólu, obłędna.

      0

  3. Raz na 10 ciastek, to i Oreo Ci posmakuje, więc nie rozgrzeszaj się we wstępie ;)

    Co do czekolady: teraz to już głupieję w tych 100+ (a raczej 90+). Prezentowaną pamiętam, tylko… kurde. Teraz chyba zmienili opakowania. Albo znowu coś wypuścili na rynek. Paradoksem jest to, że takie giganty przestały mnie pociągać jako słodycz. No, poza kilkoma wyjątkami.

    0

    1. E tam: wyrzucić, wysmarować drzwi sąsiadowi, rzucać w gołębie, nakarmić bezpańskie psy, podłożyć komuś w tramwaju pod tyłek, gdy podniesie się, żeby skasować bilet, zamurować w ścianie i tak dalej. Możliwości jest wiele.

      0

  4. Wawel i plastik odpada, ale szata graficzna opakowania sprawia, że może na chwile zapomniałabym o moim zamiłowaniu do tej marki i wsadziłabym tabliczkę do koszyka. Po otwarciu wygląda lekko tandetnie, przez to że tak błyszczy wygląda tanio, ale pękate kostki trochę wynagradzają. Kokos super, ale od innego producenta. :D

    0

Dodaj komentarz