Lindt, Lindor

Jeśli istnieje człowiek… no dobra, może przesadziłam. Jeśli istnieje miłośnik słodyczy, który nie zna prezentowanych dziś pralinek Lindor cudownej marki Lindt, musi mieć doskonałe wytłumaczenie swojej ignorancji. Na przykład takie, że całe życie mieszkał na innej planecie i dopiero przyleciał na Ziemię, urodził się miesiąc temu lub uległ wypadkowi i stracił pamięć. Każdy inny powód nieznajomości czekoladek jest nie do zaakceptowania, nie do wybaczenia i nie do… po prostu nie do.

Lindt, Lindor, czekoladowe praliny z kremowy nadzieniem, copyright Olga Kublik

Lindor

W chwili obecnej na polskim rynku pralinki Lindor występują w wielu ciekawych rodzajach (że nie wspomnę o zachodnim sąsiedzie, który cieszy się nieporównywalnie większą liczbą wariantów smakowych tych aksamitnych kuleczek). Ja do recenzji wybrałam klasykę w czerwonej folii, ponieważ właśnie ją udało mi się podebrać z poczęstunkowej miseczki w pracy (hłe, hłe, hłe).

Warto wiedzieć: 4 pralinki Lindor ważą ok. 50 g i dostarczają 312 kcal (1 pralinka to 12, 5 g i 78 kcal; 8 pralinek to ok. 100 g i 623 kcal).

Lindt, Lindor, czekoladowe praliny z kremowy nadzieniem, copyright Olga Kublik

Według znajomych ze słodyczowej blogosfery, którzy mieli okazję jeść pralinki przed i po transformacji składu (?), Lindor zmienił się na gorsze. Ja niestety – lub na szczęście – miewam krótką pamięć, przez co czekoladki przywitały mnie zapowiedzią cudownej degustacji. Pachniały obłędną smakowo i jakościowo czekoladą, były tłuściutkie, miękkie i urocze. Nawet fakt, że w wysokiej letniej temperaturze dawały się rozgnieść niczym rozgrzana na asfalcie plastelina, nie wpłynął negatywnie na mój entuzjazm.

Pod miękką od gorąca mleczną czekoladą znajdowało się zgęstniałe oleiste nadzienie, kolorem niewiele różniące się od polewy. W smaku było odrobinę orzechowe, odrobinę werther’soriginalowe (maślano-toffi). W konsystencji nie tylko oleiście tłuste, ale również delikatnie proszkowate. Czekolada z kolei okazała się spodziewanie bagienkowa i pyszna. Nie tyle mleczna, co – podobnie jak wnętrze – werther’soriginalowa.

Lindt, Lindor, czekoladowe praliny z kremowy nadzieniem, copyright Olga Kublik

Pralinki Lindor były bardzo słodkie, ale nie przesadnie. Odniosłam wrażenie, że oleju jest w nich więcej niż cukru. Posmak popularnych twardych cukierków działał na ich korzyść. Szkoda mi jedynie tego, że na miękkim cukierku nie dało się zawiesić zęba, ale to drobny mankament. Wrócę do nich jeszcze nie raz.

Ocena: 6 chi


Skład i wartości odżywcze:

Cukier, tłuszcze roślinne (kokosowy, z nasion palmy), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, laktoza, bezwodny tłuszcz mleczny, emulgator lecytyny (soja), ekstrakt słodowy jęczmienny, aromaty.

Może zawierać orzechy laskowe i migdały.

Czekolada mleczna: masa kakaowa miniumum: 31%. Masa mleczna minimum: 20%.

Wartość energetyczna: 2587 kJ/623 kcal
Tłuszcz: 47 g (w tym kwasy tłuszczowe nasycone 35 g)
Węglowodany: 44 g (w tym cukry 43 g)
Białko: 4,9 g
Sól: 0,23 g

31 myśli na temat “Lindt, Lindor

  1. Mnie też one smakują i nawet wczoraj jadłam, mogłabym je opisać tak samo jak Ty ;) Nie zawiodły mnie jak zwykle, choć wiele złego można na ich temat w necie przeczytać, ja większych zmian w smaku nie zauważyłam na przestrzeni lat.

    1+

  2. Mój tato lubi słodycze, siostra również, ciocia tak samo i chyba ich nie jedli. Chyba dlatego, że pralinki są dość drogie a oni jedzą inne łakocie :)
    Sama również nigdy ich nie próbowałam nawet za czasów, kiedy miałam wyższy stopień tolerancji cukru ;)

    0

  3. Ja mam z nimi jakiś problem, bo o ile zewnętrzna część smakuje mi bardzo, o tyle środek (mimo obłędnej konsystencji) przywodzi na myśl… tanią rzecz czekoladopodobną z dzieciństwa (coś typu Amelia za 50 groszy). Ubolewam nad tym faktem bardzo i chociaż naprawdę się staram, nie potrafię wzbudzić w sobie zachwytu nad tymi kultowymi klueczkami. Za to inne czekoladki Lindt naprawdę wielbię.

    1+

    1. Amelia, w sensie że czekolada? Nie jadłam. Naprawdę kosztuje tylko 50 gr? :D Chyba że tyle kosztowała w czasach Twojego dzieciństwa, bo teraz nawet zapałki są droższe.

      Jakie inne czekoladki Lindta lubisz? Wydaje mi się, że innych nie znam. Ewentualnie kostki Hello My Name Is… ale w Polsce ich nie upolujesz.

      0

      1. Tak, Amelia kosztowała coś koło tego kiedy miałam z 6 lat, nawet nie chcę wspominać jej smaku… brrr. Ale wtedy to był luksus, w ogóle w dzieciństwie aż tak się chyba nie zwraca uwagi na jakość słodyczy :D
        A co do Lindt to lubię ich czekoladki w bombonierkach, co prawda jadłam je aż raz (cena powala, a to opakowanie dostałam pod choinkę), są naprawdę dobre, ale zdecydowanie za malutkie :( Hello My Name Is jadłam w wersji cookies&creme i liczę, że uda mi się kiedyś spróbować jakiejś karmelowej wersji.

        0

        1. Marzy mi się ta bomboniera od Lindta <3 Czekoladki są małe pod względem rozmiaru, czy jest ich mało?

          Batoniki Hello My Name Is... jadłam i w wersjach dostępnych parę lat temu w Polsce, i w niemieckich. To najlepsza seria Lindta! Muszę w przyszłości upolować czekolady. Niestety obudziłam się za późno i gdy pojechałam kupić, z Polski już uciekły.

          0

          1. I to, i to niestety, szczególnie, że dostałam malutką wersję, ale będąc w Niemczech widziałam takie ich rozmiary i warianty, że kiedyś któraś na pewno będzie moja (szczególnie pokochałam te: https://www.lindt.de/produkte/marken/diva/diva-collier-packung/ https://www.lindt.de/produkte/marken/hochfein/pralines-hochfein/?variante=32131 czy https://www.lindt.de/produkte/marken/mini-pralines/mini-pralines-pop-art/?variante=11801 ale ceny powalały i wolałam za to kupić więcej pysznych jogurtów).
            Ech, szkoda, że nie można ich dostać u nas w takim razie, bo dzięki niektórym opcjom smakowym już od nazwy jest jakoś milej, a z tego co pamiętam, to wyglądają też bardzo uroczo.

            0

            1. Pierwsze podlinkowane opakowanie wygląda tak pięknie, że nie śmiałabym go nawet otworzyć. Trzecie jest trochę kiczowate, bo pstrokate. Pasuje raczej do cukierków niż dobrej jakościowo czekolady. Ale to moje zdanie.

              0

  4. A ja jak je jadłam z rok temu po długiej przerwie, to zauważyłam tę zmianę – albo moje wspomnienia się wyidealizowały. Albo smak zmienił. Albo wszystko jednocześnie.
    Dla mnie to jest słodka margaryna i nie wyczułam tutaj czegoś mlecznego i kakaowego niczym Nesquick. Ale! Jadłam w Australii kokosową i migdałową (obydwie w ciemnych czekoladach) – te były wyśmienite :)

    0

  5. Praliny Lindt Lindor należą do słodyczy, na które muszę mieć ochotę, bo inaczej mi nie smakują. Do czekoladowej otoczki nigdy nie miałam zastrzeżeń, ale czasami wnętrze odbieram jako przesadnie tłustą masę, przypominającą margarynę. Bywają jednak dni, kiedy wcale nie czuję tej margaryny.

    0

    1. Po komentarzach wnoszę, że sporo osób podziela Twoje odczucia. Dobrze, że ja nie, bo „lubię lubić” pralinki Lindor ;)

      0

    1. Truskawkowy krem, truskawkowy sernik, połączenie truskawki i śmietanki etc. to warianty tak wstrętne, że nawet nie mam siły ani ochoty zachwycić się opakowaniem podlinkowanego przez Ciebie Lindora. A pfe.

      0

      1. Smak zwany przeze mnie „mleczną truskawką” to moja absolutna miłość. Obstawiam więc, że wariant ten dla mnie mógłby być odkryciem :D Nie mów, że Ty nie chciałabyś spróbować takiego kawowego lindorka? ;)

        0

        1. Kawowego barrrdzo :) Ostatnio widziałam zdjęcia wariantu Pumpkin Spice, za który również oddałabym (czyjąś :P) nerkę.

          0

          1. PS. Skoro klasyk taki jak Lindorki (cóż za pieszczotliwe określenie) już jest, może recenzję Ptasiego Mleczka* też kiedyś planujesz?

            * kocham! nanananana

            0

            1. CHCIAŁABYM zrecenzować wszystkie popularne: Wedla, Milki, z Biedry i Lidla. Problem tkwi w tym, że mają gigantyczne opakowania. Wyjątek stanowi Wedel, ale to i tak wyłącznie trzy warianty, bo wanilia, śmietanka i ten nowy mleczny.

              0

  6. Na ciepło nie jesteśmy w stanie ich zjeść, bo ta tłustość nas odrzuca. Jednak włożone na 15 min do zamrażarki robią się twarde i tłuszcz tak nie osadza się na zębach a pralinkę można „ciumkać” w buzi xD W takiej postaci chętnie je zjemy :P

    0

    1. mam identycznie jak dziewczyny :<Miałam wrażenie jakbym jadła tłustą i mdłą margarynę- co niestety mnie odstręcza i żaden smak mi nie podszedł :( Musiałam każdą zapić wodą i wolałabym o nich zapomnieć T.T Oooo! Ale sposób z zamrażarką mi się bardzo podoba i jak jeszcze jakimś cudem się napatoczą na mą nieszczęsną osobę… to tak właśnie zrobię i będę je ciumkać ^^

      0

  7. Ocena 6? Dla mnie Lindory są takie na naciągane 4. Za tłuste, ale w taki nieprzyjemny sposób. Taka nieudana podróba czekoladek z wysokiej półki :<

    0

    1. Po tylu negatywnych komentarzach dotyczących konsystencji Lindora niemal zwątpiłam w swoje zmysły… ale jednak nie :P

      0

Dodaj komentarz