Wrigley, Darkside Skittles

Pora na recenzję produktu – kolejnego skądinąd – który trafił do mnie milion lat temu i zaległ w szafce, czekając na lepsze czasy. Otrzymałam go od polskiego dystrybutora Wrigley.

Owe lepsze czasy nadeszły dopiero w połowie bieżącego roku, i to nie tylko dlatego, że Darkside Skittles miały niedługo skończyć ważność, ale również z powodu podarunku od Szpilki i jej siostry, którego część stanowiły sezonowe i egzotyczne Tropical Skittles.

Ponieważ nie jestem cukierkową osobą, kłopotliwym produktom postanowiłam stawić czoła tego samego wieczora, a przy okazji przetestować swoją wrażliwość na smaki i umiejętność rozpoznawania ich bez uprzedniego czytania opisu. O ile takowy w ogóle istnieje, bo na opakowaniu go nie znalazłam.

Wrigley, Darkside Skittles, owocowe cukierki w kolorowej chrupiącej skorupce, copyright Olga Kublik

Darkside Skittles

Darkside Skittles to pięć kolorów – a co zatem idzie również smaków – drażetek wypełnionych czymś w rodzaju żelki. Wy na pewno o tym wiecie, dla mnie jednak informacja stanowiła nowość. Nie przypominam sobie bowiem, bym kiedykolwiek jadła Skittles (choć dwa razy w życiu mieszkałam z osobami, które się tymi cukierkami wręcz obłąkańczo zażerały).

Do degustacji wybrałam po dwie sztuki drażetek z każdego koloru, co dało 10-11 g i 40-45 kcal. W 100 g Darkside Skittles dostarczają 403 kcal.

Wrigley, Darkside Skittles, owocowe cukierki w kolorowej chrupiącej skorupce, copyright Olga Kublik

  • Skittles pomarańczowe: ponieważ spodziewałam się, że wszystkie cukierki będą takie same, a kolory nadano im dla zabawy i atrakcyjności wizualnej, intensywna pomarańczowość skorupki bardzo mnie zaskoczyła. Jednocześnie skorupka owa była słodka jak sam cukier (o smaku pomarańczowym). Środek okazał się twardawą żelką, niestety zbrylającą się. Między wnętrzem a otoczką znajdowało się nieco skrystalizowanego cukru. Cukierki nie posiadały zapachu.
  • Skittles niebieskie: te drażetki pachniały bardzo ładnie, bo jagodowo. Skorupka odznaczała się smakiem bliżej nieokreślonej, mdłej i cukrowej czarnej porzeczki. Plusy za pełnię smaku – nawet jeśli nieokreślonego – oraz soczystość.
  • Skittles różowo-bordowe: niestety spodziewałam się, że to może mieć miejsce, choć starałam się przykrą myśl odeprzeć. Otóż bordowe Darkside Skittles pachniały… cukrową maliną. Zamiast wziąć przykład z niezobowiązująco jagodowych poprzedników, raczyły kubki smakowe maliną okrutną, bo intensywną i landrynkową. W tle pojawiło się kwaśnawe jabłko.
  • Skittles zielone: niemal bezzapachowe, podobnie jak pomarańczowi bracia. Sądziłam, że w smaku będą jabłkowe, ale nic z tego. Położenie cukierka na języku spowodowało limonkową powódź w całych ustach. Choć limonki nienawidzę, a jakość skittlesowego smaku przypominała odświeżacz do toalety, który działa podczas spłukiwania wody, prawdopodobnie był to najlepszy wariant drażetek. Przy okazji najmniej słodki, a najbardziej kwaśny.
  • Skittles fioletowe: odznaczały się aromatem winogron, acz nieznacznie. (Nie wykluczam, że zasugerowałam się kolorem). W smaku były cukrowo-winogronowe albo cukrowo-jakieś tam.

Wrigley, Darkside Skittles, owocowe cukierki w kolorowej chrupiącej skorupce, copyright Olga Kublik

Skupione razem cukierki Darkside Skittles pachniały owocami leśnymi i słodyczą, a w dalszej kolejności jagodami i wiśniowym tytoniem do shishy. Z osobna albo powielały ten aromat, albo nie pachniały wcale. Ich zalety stanowią intensywność smaków, występująca w każdym wariancie kwaskowatość oraz soczystość. Wadą z kolei jest okrutna cukrowość.

Zdecydowanie nie jest to mój rodzaj słodyczy i więcej po nie nie sięgnę, acz degustacji do zmarnowanych nie zaliczam. Gdybym kiedyś miała kupić Skittles, to albo na prezent dla kogoś (wyglądają pięknie + podczas jedzenia można mieć dużo zabawy), albo do ozdabiania wypieków.

Ocena: 3 chi


Skład i wartości odżywcze:

Wrigley, Darkside Skittles, owocowe cukierki w kolorowej chrupiącej skorupce, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

16 myśli na temat “Wrigley, Darkside Skittles

  1. Żadna ciemna strona cukierków nie skusi mnie do spróbowania takich. Nie cierpię i tyle. Chociaż przyznać muszę, że za dzieciaka parę kwachowatych, wykrzywiających gębę cukierko-gum się jadło, ale… o nie, teraz to już nie.

    Ach, ta moja składna i logiczna wypowiedź. :>

    0

  2. Serio nie jadłaś nigdy Skittles? Jak Ty się uchowałaś? :D Jako dziecko jadłam je od czasu do czasu – w zielonym i w czerwonym opakowaniu. Mocno cukrowe, ale bywają takie lekko kwaśnawe lub soczyście owocowe i to je odróżnia od landrynek (których nie lubię). Ostatnio wzięłam ze dwa klasyczne w pracy na szkoleniu, ale jakoś tak bez szału.

    Zastanawiam się, dlaczego tę paczkę nazwano Darkside. Żadnej mroczności w nich nie widzę :P

    0

    1. W dzieciństwie nie jadłam wielu markowych i znanych słodyczy, a gdy dojrzałam, przestały mnie interesować cukierki.

      Mrok czai się w żyłach po zjedzeniu paczki ;)

      0

  3. Byłam właśnie zafrapowana, kiedy się za nie zabierzesz bo pamiętam zdjęcia ze współpracy :D
    Nie chciałam jednak przyspieszać tempa ich wyroku, (a raczej Twojego), ale byłam ciekawa nawet hejtu spod Twojej opatrzności :D Swoją drogą wiele blog Cię kosztuję! Tyle cukierków co musiałaś przetestować… i świetnie Ci to wychodzi (spójrz tylko na te filmiki z fasolkami smaków xD)! Życzyć Ci oby tak dalej? Czy lepiej zamilknąć? ;D

    0

  4. Wolę rzeczy z jakimkolwiek pierwiastkiem kremowości. Takie skittelsy podłączam pod kategorie „żelki”, a to nie moja bajka ;)

    0

Dodaj komentarz