I.D.C. Polonia, Góralki mleczne

Góralki nie są waflami, za którymi szaleję. Wręcz przeciwnie – wydają mi się nijakie i nudne. Nie wywołują we mnie także potrzeby przetestowania całej serii. Dawno temu jadłam wariant nugatowy, który okazał się za duży, za suchy i bezsmakowy, a nawet jeśli jakiś smak posiadał, to na pewno nie taki, jaki został zadeklarowany w nazwie. Ów jeden raz wystarczył, bym zniechęciła się na dobre.

Minął ponad rok – może nawet dwa – a Góralki trafiły w moje łapki ponownie. Tym razem były prezentem z okazji bez okazji. Niespodziankę sprawił mi mój ukochany wafelkożerca Pyszczek, przez którego znaczna część domowych zapasów słodyczowych to wafle właśnie. Część kupuje on, część zaś ja sama, bo wreszcie znalazłam pretekst, by zwrócić się ku rodzajowi łakoci bardzo przeze mnie lubianych, ale zaniedbanych z powodu braku czasu i przerażenia mnogością dostępnych na rynku wariantów.

Wróćmy do Góralków. Drugą po nugatowej jedzoną przeze mnie wersją była limitowana malinowa, trzecią zaś prezentowana dziś mleczna. W puszcze czeka jeszcze sezonowa śmietankowo-wiśniowa, ale to raczej będzie ostatnia. Zdecydowanie wolę inne linie waflowe marki I.D.C. Polonia, chociażby Lusette.

I.D.C. Polonia, Góralki mleczne, wafle z kremem mlecznym, copyright Olga Kublik

Góralki mleczne

Kolorystyka oraz szata graficzna Góralków mlecznych są piękne i odpowiadają smakowi przewodniemu. Skądinąd nie jestem pewna, czy kiedykolwiek jadłam wafle przekładane nadzieniem mlecznym, bo jasny wariant oznacza zwykle śmietankę, wanilię lub… sam cukier, jak w przypadku Oreo.

Waga Góralków mlecznych to standardowe dla tej serii 50 g. Kaloryczność również nie zaskakuje, bo – jak na wafelki przystało – przysmak marki I.D.C. Polonia dostarcza 550 kcal w 100 g i 275 kcal w sztuce.

I.D.C. Polonia, Góralki mleczne, wafle z kremem mlecznym, copyright Olga Kublik

Wafel w Góralkach mlecznych jest jasny, niewypieczony. Od boków pokryto go bardzo cienką polewą, którą niezmiennie uważam za zbędną. Kremu znajdują się w środku cztery warstwy. Są dość grube, beżowe.

Produkt pachnie bardzo słodko i intensywnie mlecznie. Odniosłam wrażenie, że znajduje się na granicy aromatu kokosowego. Gdybym miała go ocenić wyłącznie za to, sięgnęłabym po 6 chi, a może nawet unicorna. Przypominał mi cudownie mleczne markizy randomowej marki.

I.D.C. Polonia, Góralki mleczne, wafle z kremem mlecznym, copyright Olga Kublik

Jakością polewy zdziwiona nie byłam. Okazała się ona kakaowa, słodka i typowo polewowa. Ani trochę nie przypominała czekolady, na szczęście producent wcale nie próbował nas oszukać, twierdząc, że nią jest. Była dość tłusta i plastelinowawa. Nie obraziłabym się, gdyby z niej zrezygnowano.

Warstwa wafla smakowała pszennie, niemal niesłodko. Płatki były lekkie i niezbyt kruche. Przywodziły mi na myśl wafle do lodów starego typu, na dodatek pozostawione na zewnątrz trochę zbyt długo, przez co zdążyły nasiąknąć powietrzem i ulec nieznacznemu stetryczeniu.

Najlepsze okazało się nadzienie. Było naprawdę grube i gęste. Pod względem konsystencji plasowało się pomiędzy tłustym kremem a proszkowatym tworem suchego typu. Nie wydawało się intensywnie słodkie, za to cudownie mleczne. Za smak – przynajmniej początkowo – ogromny plus.

I.D.C. Polonia, Góralki mleczne, wafle z kremem mlecznym, copyright Olga Kublik

W toku degustacji coraz bardziej dawało o sobie znać delikatne, a przez to tym bardziej irytujące stetryczenie wafla. W pysznie mlecznym kremie z kolei pojawił się lekki bezsmak, który wprowadził mdłą nutę. Produkt był suchawy i trudno było jeść go bez herbacianego wsparcia.

Pomimo wad w całokształcie Góralki mleczne oceniam jako smaczne. Były łagodne i wyciszone. Słodycz znajdowała się na idealnym poziomie, a mleczność stanowiła najlepszy element kompozycji. Sprawiała, że podczas degustacji przyszło mi do głowy kilka miłych obrazów, na przykład waniliowo-twarogowy sernik. Nie sądzę jednak, bym do nich wróciła. Nie pobudziły też mojej ochoty na przetestowanie reszty serii.

Ocena: 4 chi


Skład i wartości odżywcze:

I.D.C. Polonia, Góralki mleczne, wafle z kremem mlecznym, skład i wartości odżywcze, copyright Olga Kublik

22 myśli na temat “I.D.C. Polonia, Góralki mleczne

  1. Na wafle z czekoladą tylko po bokach zawsze patrzyłam raczej przychylnie, a na początku prowadzenia bloga chciałam zrecenzować wszystkie Góralki, jednak zjadłam wtedy czekoladowego i był tak słodki i pozostawiał bezsmak, że wiedziałam, że nie przebrnę przez resztę, wydały mi się słodkie i nudne (już wtedy!). Potem co prawda, jak zmieniła się ich szata graficzna, chciałam porównać, jakie zmiany (i czy jakieś są) zaszły w smaku, np. na przykładzie Nugatowego (jadłam go daaaawno, zupełnie nie pamiętałam, więc chciałam przypomnieć, ale po wstępie chyba już wiem, dlaczego nie pamiętałam – bo za nijaki pewnie był).
    Ten widzę… no, nie jest zły, fajnie brzmi skojarzenie z sernikiem, niecukrowość, ale już bezsmak, stetryczenie i cały ogół sprawia, że to słodycz, którego nawet nie chcę próbować, mógłby nie istnieć.

    0

    1. Nie zarzuciłabym Góralkom nadmiernej cukrowości. Znam miliony słodszych wafli. Chociażby Prince Polo ;) Za to „żadność” jest okrutna.

      0

  2. Duża ilość nadzienia mnie zaskoczyła, ponieważ moje spotkanie z góralkami (już ńie pamiętam jakim wariantem) wspominam bardzo sucho.

    0

  3. W dalszym ciągu nie jadłam Góralków, ale jakbym miała po nie sięgnąć, to po kakaową wersję. Właśnie w tej mlecznej obawiałabym się chrzęszczącej margaryny jak w Oreo. Choć tak opisałaś ten zapach, że kuuuusi. Ale niech sobie kusi dalej. :P

    0

  4. Góralki pamiętam z czasów gimnazjalnych, wtedy jeszcze jako Horalki były najczęściej i najchętniej kupowanym produktem w szkolnym sklepiku. Pewnie przez cenę. Ja zawsze wolałam wydać trochę więcej i kupić Kinder Bueno, ale chcąc nie chcąc Góralka zjadłam raz czy dwa. Jego smak był dla mnie tragiczny, jakby stary, zwietrzały, przypominał mi czekoladę najgorszej jakości połączoną z za suchym waflem, a wersja śmietankowa różniła się tylko brakiem czekolady. Nie wiem, czy coś się z nimi zmieniło od tamtej pory, ale skutecznie mnie odstraszyły i zdecydowanie bardziej wolę kupić Lusette czy Wafelini, niż sięgać po to i wspominać te traumatyczne czasy.

    0

    1. Wersja śmietankowa różniła się brakiem czekolady? Wszystkie Góralki miały i mają jej tyle samo ;> Zgodzę się za to z ogólną negatywną oceną. Ja też milion razy bardziej wolę Lusette (co zabawne, należą do tego samego producenta). Od Wafelinich z kolei wolę Grześki.

      0

      1. Nie sprecyzowałam – chodziło mi o nadzienie o tymże smaku, z tego co pamiętam był taki właśnie wariant (albo kakao) ;)

        0

  5. Bardzo je lubię, ale to nie była miłość od pierwszego ugryzienia. Niesamowite w nich jest to, że naprawdę smakują takim gotowanym mlekiem. Smak mleczny w słodyczach zwykle jest bliżej nieokreślony, a te Góralki aż biją mlekiem po kubkach.

    0

Dodaj komentarz